Sekret Miasta Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Zaśnieżony las
Autor Wiadomość
Vivian


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Na przedramionach karwasze, kryjące w sobie ukryte ostrza. Dwa skałkowce w pokrowcach przy pasie. W kieszonkach pokrowca naboje, flejtuchy, mała prochownica, woreczek z ampułkami nasennymi i drugi z ampułkami z cyjankiem, dwie pary wampirzych kłów, oraz smocza łuska. Przy lewym udzie nóż myśliwski. Torba przewieszona przez pierś [środek odkażający, przeciwbólowy i nasenny, bandaż, gaza, ścierka, piersiówka z whisky, lina, koc, bidon z wodą, krzesiwo, trzeci skałkowiec]. Na plecach kołczan ze strzałami i ręcznie zdobiony łuk. Na szyi nieśmiertelnik. Czarna peleryna z kapturem, z żeliwnym klipsem.
Dołączył: 25 Paź 2017
Posty: 169
Wysłany: 2017-12-21, 20:13   
   Fundusze: 2640 C.
   Multikonta: Harriet, Emrys Love, Charlotta


-Ukręcając ci łeb, na przykład tak.. - burknęła cicho. Nie stroniła się od ryzyka. Uwielbiała adrenalinę, ale nie w takim wykonaniu. W każdym innym przypadku zapewne przytaknęłaby kapitanowi z szerokim uśmiechem, ale nie teraz.
Słysząc jego kolejne słowa poluźniła uścisk.
-To nie moja wina.. - burknęła, zerkając w bok. Jedna z jej dłoni wylądowała na siodle, zaś druga pozostała delikatnie uczepiona do rękawa mężczyzny.
Chciała już być na stałym gruncie. Miała szczerą nadzieje, że już nigdy więcej nie będzie musiała tego przeżywać.
Tsa.. nadzieja matką głupich. - z jej ust wydobyło się ciężkie westchnięcie. Powoli zamknęła ślepia, stwierdzając, że taki zabieg wyjdzie jej na zdrowie. No.. prawie.. Gdy tylko zamknęła oczy, jej świadomość zaczęła świrować. Każdy zgrzyt lodowej tafli zdawał się być dwa razy głośniejszy, a niekiedy mogłaby przysiąc, że słyszy jak ta pęka.
Otworzyła ślepia, gdy do jej receptorów słuchowych dotarł głos Hugona. Wtedy tej ujrzała upragniony ląd.
Zerknęła na Gabriela, gdy ten znalazł się na lodowej tafli, a jednak słowa, które zaraz wypłynęły z jego ust zdecydowanie jej się nie spodobały.
Instynktownie zacisnęła palce na siodle, marszcząc brwi. Spojrzała na lodową powierzchnię, zaraz na Gabriela i ponownie na niepewne podłoże. Poczuła jak zimny, nieprzyjemny dreszcze przebiega jej po plecach.
Nie chciała schodzić z Karusa, nie chciała mieć niczego wspólnego z gruntem, który przed chwilą chciał ją zabić.
Widocznie się ociągała, co zapewne zauważył sam kapitan. Prawdopodobnie gdyby właśnie się poznali, mógłby wysunąć przypuszczenie, że kobieta nie potrafi samodzielnie zejść z konia - co nie było prawdą i Gabriel doskonale o tym wiedział. Wychylała się, niczym spłoszone kocie, które bało się zejść z drzewa. W końcu powoli przerzuciła nogę, wolno zsuwając się w kierunku lodowej tafli. Czując grunt pod stopami, po raz kolejny poczuła nieprzyjemny dreszcz.
Nie pęknij, nie pęknij, nie pęknij.. - błagały myśli, gdy kobieta bardzo niechętnie puściła siodło wierzchowca, odsuwając się.
Bursztynowe ślepia skierowały się w kierunku podłoża - styknie.
Odwróciła się na pięcie, szybko przechodząc na stały ląd.
Prawdopodobnie sytuacja wyglądałaby inaczej, a sama Vivian zachowywałaby się spokojniej (może nawet pokusiłaby się poślizgać na butach), gdyby przed chwilą rzeka nie usiłowała ich zabić. Albowiem jej strach zaczynał się w chwili, w której nogi nie wyczuwały gruntu - a była niemal pewna, że jeśli wpadłaby do wody, prąd rzeki wciągnąłby ją pod lód i tak zakończyłaby swój żywot.
 
   Podziel się na:     
Mistrz Gry


Dołączył: 19 Lut 2015
Posty: 569
Wysłany: 2017-12-21, 20:39   

  Widział, jak Vivian ociągała się z zejściem z konia i doskonale wiedział, z czego to wynikało, ale więcej tego nie skomentował. Odprowadził ją wzrokiem, samemu trzymając wodzę nadal poddenerwowanego ogiera. Wkrótce i żołnierze zeszli z koni i wszyscy wrócili na stały grunt bez większych komplikacji. Konie niezgrabnie wdrapały się na wysoki brzeg i parsknęły z niezadowoleniem. Gabriel wyciągnął z jednej ze swoich toreb szmatę, którą powycierał do sucha nogi swojego wierzchowca. Nie chciał, żeby woda zamarła na jego sierści i spowodowała niepotrzebne problemy.
   - Hugonowi już powiedziałem, ale teraz jeszcze wiadomość dla ciebie, Hakim. - Spojrzał na mężczyznę, wyciskając w materiał dłuższe włosy przy kopytach karusa. - Syntiera niedaleko. Przejedziemy nocą, trochę podgonimy, a około południa powinniśmy być już w mieście. Konie raczej wytrzymają i o ile nic nas nie zatrzyma, to na zamku będziemy dużo wcześniej, niż się nas spodziewają.
  Żołnierz kiwnął głową.
   - W takim razie w drogę. Może tym razem nie napadną nas żadne wilki, do których Vivian będzie chciała strzelać. - Uśmiechnął się do kobiety.
  Kiedy skończył wycierać końskie nogi, kapitan podszedł do panny Morttimer i położył jej rękę na ramieniu.
   - Chodź. Więcej rzek nie zamierzamy przecinać - powiedział na tyle cicho, by tylko ona mogła go usłyszeć. Uśmiechnął się do niej. - Kiedy już będziemy w mieście, to pokażę ci, że są znacznie ciekawsze zajęcia niż urywanie mi łba. - Puścił jej oczko i podszedł do boku ogiera, gdzie przygotował rękę do podsadzenia jej. Uniósł jedną brew. - Your majesty.
  Mały oddział oddalił się od rzeki stępem, a później chwilą kłusa, by dalej pognać doliną w galopie. Koni nie szczędzili, choć i nie przemęczali zanadto. Gabriel z pewną satysfakcją trzymał Vivian blisko siebie i czasami nawet zaczepiał, niby przypadkiem łaskocząc ją zarostem po szyi, czy ściskając odrobinę za mocno. Miał dobry humor i posyłał jej sporo uśmiechów aż do samego zmroku i później.

  /zt
 
   Podziel się na:     
Anastazja Leneaure


Karta Postaci


Wiek: 23
Ekwipunek: Jasna koszula, ciemne, skórzane spodnie, buty do połowy łydki - wiązane na rzemienie, skórzane rękawiczki do łokci. Przy bokach dwa pistolety, szabla, sztylet, sakiewka z pieniędzmi. Po nożu w każdej cholewce. || W torbie przy siodle: kule i torebki prochu [20 sztuk], lina [zwój 20 metrów], płótno uniwersalne [10 m2], krzesiwo, pusta, pozwijana torba.
Stan: Liczne ślady po biczu na plecach i nasadach skrzydeł, odkażone; postrzelone lewe ramię i lewe skrzydło - opatrzone, gojące się; zwichnięte lewe skrzydło, ustabilizowane; poziome, płytkie rozcięcie na szyi, rozcięcie na udzie, płytkie rozcięcie na prawym boku - opatrzone, gojące się; poszarpane i pocięte pióra przy nasadach skrzydeł. Włosy i pióra nie do końca wymyte z krwi, miejscami zabarwione na lekki róż. Blizna na szyi po ugryzieniu wampira, blizna po postrzale pod lewym obojczykiem, potrójna blizna na udzie. Pod linią włosów skaryfikacja symbolu fleur-de-lis (pełny opis blizn w KP). || Osłabiona, choć stopniowo odzyskuje siły. Wyjątkowo wrogo nastawiona do wszystkiego i wszystkich.
Moc: Kontrola nad śniegiem i lodem.
Energia: 75%
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 939
Wysłany: 2018-03-19, 23:53   
   Stopień: 1 [||]
   Fundusze: 4351 C.
   Zwierzęta: Kary ogier, którego mianuje Czarnym.
   Multikonta: Elissarinn Tradituri, Dagamir von Everec


  Koń Anastazji stawił niemal pionową świecę, zadzierając przednie nogi tak wysoko, że niewiele brakowało, by zarysował kopytami niebo. Anielica nie była na to gotowa, a przynajmniej nie w pełni, dlatego szarpnęła wodzę za mocno, a Czarny stracił równowagę. Zwierzę obaliło się na bok, oparło udem o zmarznięty grunt. Lewe strzemię zatopiło się w mieszance runa i śniegu, kobieta już czuła napierający ciężar na swoją łydkę. Fryzyjczyk zdołał wyratować się niespodziewanie i całkiem przypadkiem. Złapał stabilny grunt pod jedną z przednich nóg i podniósł się zamaszystym wyskokiem z zadu. Na dodatek strzelił barana, próbując kopnąć tylną nogą nieistniejącego wroga. Anastazja to wszystko cierpliwie wysiedziała, uderzyła się tylko boleśnie o przedni łęk siodła. A ledwo ogier stanął prosto, ściągnęła mu nos prawie po sam popręg.
   - Stulto stulus... - warknęła w agresywnym tonie.
  Wodzę odpuściła po chwili. Koń parsknął, przemielił przemieszczone w pysku wędzidło i uderzył zadnią nogą o grunt. Czekali.
  Ciche, samotne i mroźne zakątki zalesionych gór były tym, czego naprawdę potrzebowała. Chłód koił i uspokajał. Pomagał myśleć i nie myśleć jednocześnie, jak remedium na problem, który nie miał rozwiązania. Koński oddech odznaczył się w powietrzu chmurką pary. Zadzwoniły kółka munsztuka, gdy zwierzę pochylało gwałtownie głowę. Czekali.
  Czekali, choć nie wiedzieli na co, Anastazja sama nie wiedziała. Obserwowała góry, odległy łańcuch, nawet nie zastanawiając się, w którym kierunku właśnie patrzy. Zasłonięte chmurami słońce nie zdradzało swojego położenia od razu, pozostawiając kierunki świata do własnego rozdysponowania. Tu wschód, tam południe, a może tym razem po lewej będzie północ. Nie szła według żadnej mapy, na żadnej mapie jej ścieżka nie byłaby prostą. Kluczyła w myśl zasady, by nigdy nie pozostać w bezruchu.
  Echo w mojej głowie powtórzyło bojowe okrzyki kawalerii wrogiej i własnej.
  Mój towarzysz broni zawsze powtarzał: krzycz. Jeśli nic więcej ci nie pozostało, nie krępuj się i krzycz, drzyj się wniebogłosy, najwyżej ściągniesz na siebie więcej problemów, które będziesz mogła zabić i dać upust swojej złości.
  A więc krzyczałam. Krzyczałam, szukając problemów, lecz jedyne, co osiągnęłam, to kilka spłoszonych ptaków nieznanych mi gatunków. Jak okiem sięgnąć, to miejsce było puste i pełne zarazem. Przepełnione zielenią, drzewami, zwierzyną, a kompletnie pozbawione śladów ludzkiej bytności.

  Cisza, jak okiem sięgnął bezkresna toń bezbarwnej ciszy, szumu drzew i wycia wiatru nawet nie słyszała, bo i nie chciała. Nawet oddech wstrzymywał się samoistnie, nie chcąc burzyć tak idealnego porządku świata. Ten świat był inny. Był cichy. Krzyki ludzi zabijanych za zaułkami ginęły w ciszy. Wystrzały pistoletów i szczęk ostrz traciły się w ciszy, marzenia i pragnienia tonęły w ciszy, czas niknął w niezmierzonej niczym ciszy. Morderczej ciszy. To, co gdzieś indziej działo się szumnie, gdzie dźwięki atakowały każdy zakątek rozdygotanego hałasem świata, tutaj przebiegało kompletnie bezszelestnie. Starzy ustępowali miejsca nowym bez głosu, jak nić przesuwana pod powierzchnią wody. Myśli ucinały się w milczeniu, charaktery łamały bez dźwięku.
  I przeszłość doganiała w ciszy. Jak doskonały skrytobójca podążała śladem ofiary nie wydając z siebie najdrobniejszego szelestu. Podchodziła blisko, bliziutko, na wyciągnięcie ręki, choć całkowicie niezauważona. Przeszłość doganiała bezgłośnie i tylko ciężki oddech na spoconym od lęku karku zdradzał jej obecność tuż za plecami.
  Czekali.
  Anastazja pozwalała dogonić się tej ciszy. Pozwalała przeszłości i wszystkim swoim potworom zajść potajemnie, otoczyć w okręgu, z którego nie przewidziano dla niej wyjścia. Pozwalała patrzeć ciszy, jak ona przygląda się ciszy. A cisza patrzyła na nią, patrzyły na siebie nawzajem, zastanawiając, która pierwsza przerwie żywot tej drugiej.


_____
Stulto stulus... - (anielski) Głupi głupku...
_________________
 
   Podziel się na:     
Anastazja Leneaure


Karta Postaci


Wiek: 23
Ekwipunek: Jasna koszula, ciemne, skórzane spodnie, buty do połowy łydki - wiązane na rzemienie, skórzane rękawiczki do łokci. Przy bokach dwa pistolety, szabla, sztylet, sakiewka z pieniędzmi. Po nożu w każdej cholewce. || W torbie przy siodle: kule i torebki prochu [20 sztuk], lina [zwój 20 metrów], płótno uniwersalne [10 m2], krzesiwo, pusta, pozwijana torba.
Stan: Liczne ślady po biczu na plecach i nasadach skrzydeł, odkażone; postrzelone lewe ramię i lewe skrzydło - opatrzone, gojące się; zwichnięte lewe skrzydło, ustabilizowane; poziome, płytkie rozcięcie na szyi, rozcięcie na udzie, płytkie rozcięcie na prawym boku - opatrzone, gojące się; poszarpane i pocięte pióra przy nasadach skrzydeł. Włosy i pióra nie do końca wymyte z krwi, miejscami zabarwione na lekki róż. Blizna na szyi po ugryzieniu wampira, blizna po postrzale pod lewym obojczykiem, potrójna blizna na udzie. Pod linią włosów skaryfikacja symbolu fleur-de-lis (pełny opis blizn w KP). || Osłabiona, choć stopniowo odzyskuje siły. Wyjątkowo wrogo nastawiona do wszystkiego i wszystkich.
Moc: Kontrola nad śniegiem i lodem.
Energia: 75%
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 939
Wysłany: 2018-03-20, 14:24   
   Stopień: 1 [||]
   Fundusze: 4351 C.
   Zwierzęta: Kary ogier, którego mianuje Czarnym.
   Multikonta: Elissarinn Tradituri, Dagamir von Everec


  W pewien czas później kary ogier fuknął w taflę wylewającej się ponad spękany lód wody. Przestąpił z nogi na nogę, zamaszyście machając ogonem. Anastazja potarła go po miękkiej sierści na szyi.
   - Fasino consuesco - mruknęła cicho. - Ami calidan non isinum sum, non sinit conor redeo apud meridio.
  Dłonie anielicy zręcznie zakręciły się wokół tasiemki utrzymującej koniec warkocza u grzywy, by zdjąć ją i rozplątać kosmyki. Pojedyncze włosy plątały się pomiędzy palcami rękawiczek, kilka nieopatrznie urwała, gdy próbowała rozplątać najgorsze kołtuny. Fryzyjczyk nawet tego nie poczuł, za to przeprosił się z lodowatą wodą, którą zaraz zaczął powoli pić. Anastazja kontynuowała rozplątywanie jego grzywy, a następnie na powrót zaplotła ją w ciasny warkocz. Włosy Czarnego nie były w najlepszym stanie, mroźne powietrze wyraźnie im nie służyło. Były suche i niezdrowo napuszone, lecz nie miała możliwości nic z tym zrobić.
  W oczy rzuciły jej się grudy zmarzniętego błota, które oklejały kopyta konia. Przyklęknęła przy jednej z nóg wierzchowca, patrząc krytycznie na malujący się obrazek. Wstała, by wyciągnąć z torby linę, jeden koniec przywiązać do dolnego kółka ogłowia, drugi z kolei do drzewa. Znowu kucnęła przy jednym z kopyt. Wysunęła z cholewki sztylet, którym sukcesywnie zaczęła odcinać niepotrzebne szczotki pęcinowe.
  Metodyczne działanie szybko przyniosło oczekiwany efekt, ale przyniosło z sobą wahanie, którego nie chciała się podejmować. Wiedziała, jak bardzo bezcelowe było jej działanie. Była w pułapce, z której nie mogła uciec, niezależnie od tego, jak daleko by wyjechała. Ten świat był zbyt mały i zbyt ograniczony, przypominał akwarium do trzymania rybek. Mogła schować się w przeciwległym rogu, lecz nie mogła zniknąć z pola widzenia tak zupełnie.
  Podobnie jak nie mogły zniknąć myśli i wiedza, którą otrzymała zupełnie przypadkiem w przeklętym podziemiu miasta. Pamięć tych słów wróciła z czasem, lecz znacznie silniej, przynosząc głęboki szok i niedowierzanie we własne wspomnienia. Siedziała, wpatrując się w zakrwawiony rękaw, wpatrując we własną krew wchłoniętą w bawełnę. I coś jej w tej krwi nie pasowało, jakaś myśl ulatywała na sekundę przed jej wypowiedzeniem. A potem wszystko zaczęło się układać w logiczną całość.
  Zgiń, An, odejdź, zniknij, przepadnij, siło nieczysta, krwi przeklęta...
  Krew wypominano jej wielokrotnie, jeszcze nim zaczęła przelewać ją u innych. Wtedy nie rozumiała, nie wiedziała, co te słowa oznaczały, bo i nikt nie chciał jej wytłumaczyć. Wszyscy trwali w paskudnej zmowie milczenia, ukrywając przed nią fakty, które przecież miała prawo wiedzieć.
  Hipnotyzerka.
  Nazwa obca w odniesieniu do siebie, a jednak idealne wyjaśnienie dla wielu rzeczy, których dotychczas nie potrafiła wyjaśnić. Jak ten jeden, zaginiony puzzel, po którym układanka staje się kompletna. Anielica w przeciągu chwili pojęła wszystko to, co wydarzyło się w czasie, którego jeszcze nie miała prawa pamiętać. Musiało minąć ponad sto pięćdziesiąt lat, by tak banalna prawda została odkryta. Aż zdziwiła się, że sama na to wcześniej nie wpadła.


______
Fasino consuesco. Ami calidan non isinum sum, non sinit conor redeo apud meridio. - (anielski) Przyzwyczajaj się. Cieplejszej nie będzie, nie zamierzamy wracać na południe.
_________________
  
 
   Podziel się na:     
Anastazja Leneaure


Karta Postaci


Wiek: 23
Ekwipunek: Jasna koszula, ciemne, skórzane spodnie, buty do połowy łydki - wiązane na rzemienie, skórzane rękawiczki do łokci. Przy bokach dwa pistolety, szabla, sztylet, sakiewka z pieniędzmi. Po nożu w każdej cholewce. || W torbie przy siodle: kule i torebki prochu [20 sztuk], lina [zwój 20 metrów], płótno uniwersalne [10 m2], krzesiwo, pusta, pozwijana torba.
Stan: Liczne ślady po biczu na plecach i nasadach skrzydeł, odkażone; postrzelone lewe ramię i lewe skrzydło - opatrzone, gojące się; zwichnięte lewe skrzydło, ustabilizowane; poziome, płytkie rozcięcie na szyi, rozcięcie na udzie, płytkie rozcięcie na prawym boku - opatrzone, gojące się; poszarpane i pocięte pióra przy nasadach skrzydeł. Włosy i pióra nie do końca wymyte z krwi, miejscami zabarwione na lekki róż. Blizna na szyi po ugryzieniu wampira, blizna po postrzale pod lewym obojczykiem, potrójna blizna na udzie. Pod linią włosów skaryfikacja symbolu fleur-de-lis (pełny opis blizn w KP). || Osłabiona, choć stopniowo odzyskuje siły. Wyjątkowo wrogo nastawiona do wszystkiego i wszystkich.
Moc: Kontrola nad śniegiem i lodem.
Energia: 75%
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 939
Wysłany: 2018-03-20, 15:50   
   Stopień: 1 [||]
   Fundusze: 4351 C.
   Zwierzęta: Kary ogier, którego mianuje Czarnym.
   Multikonta: Elissarinn Tradituri, Dagamir von Everec


  Kary ogier trącił pyskiem ośnieżoną gałązkę. Stał rozsiodłany w pobliżu zamarzniętej rzeki, odciążał jedną z tylnych nóg. Anastazja siedziała na jednym udzie przy tafli, w której wcześniej zrobiła pęknięcie. Myła z zabrudzeń rękawiczki wciąż pozostające na dłoniach, a chłód przedzierał się przez szwy na brzegach, docierał do skóry.
  Jak wiele istnień musiało przepaść bezpowrotnie, by jej istnienie można było ocalić? Nigdy wcześniej jej to nie obchodziło, życia, które odbierała świadomie i z własnego wyboru nie były czymś, czym należało się przejmować. Kolejne grzechy na długiej liście, niknące między sobie podobnymi. A jednak uderzyła ją myśl, że w jej imię zginęli ludzie, nim jeszcze pojawiła się na tym świecie. Zginęli ci, za którymi tęskniła całe życie, choć nigdy nie miała możliwości poznać.
  Zsunęła rękawiczki, rzuciła je na przypadkowy kamień i zanurzyła dłonie w wodzie. Przetarła twarz, powoli wypuszczając powietrze z płuc. Woda niemal od razu zaczęła zamarzać, a anielica zsunęła ze swoich policzków drobinki śniegu. Lodowe igiełki zakuły we wrażliwą skórę, odciągając natarczywe myśli od wydarzeń sprzed kilkunastu dziesięcioleci. Obrazy z młodości i dzieciństwa przewijały się przed oczami jak film włączony na przyspieszeniu. Odzywały się pytania uśpione na lata, do wielu z nich zaczynała dopisywać odpowiedzi, nawet mijające się z prawdą. Szczątkowe informacje, które udało jej się zdobyć gdzieś między wierszami ułożyły się w ciąg zdarzeń złożonych z samych pomyłek i niesprawiedliwości.
  Spojrzała na swoje dłonie. A więc tak to wyglądało, stała się mordercą, bo i jej historii dotknęli mordercy u zarania dziejów. Nie musiała taka być, nie musiała tyle przejść. Została sama w imię niczego, nie było żadnego powodu, żadnej winy w niej samej. Było tylko niespełnione marzenie o miłości zakazanej, z której sama się zrodziła. Była przeklęta, a jej los przesądzony, a przynajmniej tak była gotowa sądzić. Skazana na samotność, rzucona w samotność, banitka spłacająca dług kogoś innego. Zrozumiała, dlaczego postrzegana była za gorszą, dlaczego mówiono o niej jak o córce samego zła. Niesprawiedliwie. Innych aniołów nienawidziła od zawsze, lecz w tamtej chwili nienawiść wchodziła na wyższy poziom. To już nie był żal i niezrozumienie. To była chęć mordu, chęć pomsty, chciała oglądać krew spływającą z anielskich piór swoich pobratymców. Palce aż zadrżały, gdy zaciskała je w pięści.
  Wstała zbyt szybko, lekko tracąc równowagę. Obraz zakręcił się jak liść na powierzchni rwącej rzeki, wpadający w wodny wir. Krew zaszumiała w uszach i z tyłu głowy, urywany oddech wypełnił płuca. Dotknęła własnego czoła, tworząc na niej warstwę kojącego chłodu.
_________________
 
   Podziel się na:     
Christian Mansier


Karta Postaci


Wiek: 46
Ekwipunek: Grube spodnie, szara koszulka, skórzana kurtka, bezrękawnik z naturalnego futra. Wysokie, wiązane buty, szeroki pas z grubej skóry. Na plecach miecz, przy pasku długi nóż, dwa pistolety, zapas kul i prochu oraz mała sakiewka z potrzebnymi drobiazgami, skórzane rękawice.
Stan: Postrzelony w lewe ramię przez Anastazję. Przez ostatnie wydarzenia skrajnie podejrzliwy, a wrodzony optymizm gdzieś się na chwilę zgubił.
Energia: 100%
Dołączył: 26 Maj 2017
Posty: 134
Wysłany: 2018-03-27, 12:12   
   Fundusze: 2234 C.
   Zwierzęta: Kasztanek imieniem Whiskey


Zabawa przestała być zabawą już następnego dnia, kiedy po wyjechaniu z jednego zadupia, wjechali prosto w drugie, prawdopodobnie jeszcze większe. Drzewa zagęściły się do formy lasu, a całkiem równy teren z każdym dniem przestawał być taki równy. A dni było przynajmniej kilka. Śniegu przybywało. Może powinni zawrócić, ale w tym nieznanym świecie trudno było odnaleźć ścieżkę powrotu, więc już lepiej było jechać po gwiazdach w jednym i tym samym kierunku z nadzieją, że GDZIEŚ się dojedzie.
- Pieprzony śnieg... - zawarczał Christian i uderzył ręką w gałąź sosny na wysokości swoich oczu. Śnieg posypał się na ziemię, a gałąź zasprężynowała. - Pieprzony las, pieprzony śnieg. I pieprzone zadupie.
Zatrzymał się. Whiskey, którego od dłuższego czasu prowadził za sobą, parsknął mu za plecami i przestąpił z nogi na nogę. Mansier, chociaż naturę lubił, teraz szczerze ją znienawidził i miał po uszy. Nie pogardziłby widokiem jakiegoś miasta, domu, albo chociaż muru. Zawsze to więcej cywilizacji, niż wszechobecne krzaki, krzaki i jeszcze więcej krzaków.
- Czy to się kiedyś skończy... - mruknął. Spojrzał na Bastiena. - Jeszcze jakieś genialne pomysły?
_________________
 
   Podziel się na:     
Bastien Reignar


Karta Postaci


Wiek: 42
Ekwipunek: Poszarzała koszula, skórzane spodnie, skórzana kurtka, wiązane buty. Przy bokach dwa miecze, nóż i dwa pistolety.
Stan: Czuje się dobrze, tylko trochę zagubiony, nie wie, gdzie jest.
Energia: 100%
Dołączył: 09 Lip 2017
Posty: 110
Wysłany: 2018-03-27, 13:09   
   Fundusze: 3094 C.
   Zwierzęta: Koń andaluzyjski - Gryf (dla przyjaciół Piwo)


Wyszło tak, że to Christian prowadził, więc Bastien szedł za nim, nawet nie próbując zmieniać kierunku. Nie widział też sensu, w końcu oboje o okolicy wiedzieli dokładnie nic. Przez cały czas na drogę nie napatoczył się nikt żywy, a nawet nikt martwy, dzikość terenu w pełnej krasie. Bastien znosił ją trochę lepiej, chociaż też nie do końca mu leżało. Na pewno humor miał dużo lepszy od kuzyna.
- Jeszcze pieprzonego wampira brakuje, co? - rzucił z rozbawieniem.
Uchylił się przed trzepniętą przez Christiana gałęzią, ale tak w sumie nie było to potrzebne, bo odstrzeliła w zupełnie innym kierunku. Pogłaskał siwka, po nosie, kiedy wierzchowiec wepchnął mu go pod ucho.
- Genialne pomysły? - zaśmiał się. - Przecież to ty cały czas prowadzisz i to był twój pomysł, żeby spieprzyć rudemu. Aaa widzisz, zemściło się.
Roztrzepał ogierowi grzywkę, z której wypadło parę małych grudek zmrożonego śniegu. Uniósł jedną brew, rozejrzał się w prawo i w lewo. Jedyne, co dostrzegł, to ślady jakiegoś zwierza, pewnie zająca. I małe wzniesienie w zasięgu wzroku.
- Trzymaj - Podał wodze kuzynowi.
Otrzepał ręce i po westchnięciu zaczął wspinać się na zauważoną górkę. Było tam trochę mniej drzew, no i bardziej wiało, więc bardziej naciągnął ubranie na ramiona. Ze wzgórza zobaczył to samo, co z poziomu gruntu: tylko więcej drzew, gór, strumyków i dziczy. Bastien nie chciał sterczeć na górce jak ten pajac, więc szybko z niego zbiegł i wrócił do Christiana.
- Nic ciekawego.
Potknął się o kamień pod śniegiem, rzucił siarczyste przekleństwo. Odebrał wodze.
 
   Podziel się na:     
Anastazja Leneaure


Karta Postaci


Wiek: 23
Ekwipunek: Jasna koszula, ciemne, skórzane spodnie, buty do połowy łydki - wiązane na rzemienie, skórzane rękawiczki do łokci. Przy bokach dwa pistolety, szabla, sztylet, sakiewka z pieniędzmi. Po nożu w każdej cholewce. || W torbie przy siodle: kule i torebki prochu [20 sztuk], lina [zwój 20 metrów], płótno uniwersalne [10 m2], krzesiwo, pusta, pozwijana torba.
Stan: Liczne ślady po biczu na plecach i nasadach skrzydeł, odkażone; postrzelone lewe ramię i lewe skrzydło - opatrzone, gojące się; zwichnięte lewe skrzydło, ustabilizowane; poziome, płytkie rozcięcie na szyi, rozcięcie na udzie, płytkie rozcięcie na prawym boku - opatrzone, gojące się; poszarpane i pocięte pióra przy nasadach skrzydeł. Włosy i pióra nie do końca wymyte z krwi, miejscami zabarwione na lekki róż. Blizna na szyi po ugryzieniu wampira, blizna po postrzale pod lewym obojczykiem, potrójna blizna na udzie. Pod linią włosów skaryfikacja symbolu fleur-de-lis (pełny opis blizn w KP). || Osłabiona, choć stopniowo odzyskuje siły. Wyjątkowo wrogo nastawiona do wszystkiego i wszystkich.
Moc: Kontrola nad śniegiem i lodem.
Energia: 75%
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 939
Wysłany: 2018-03-27, 19:49   
   Stopień: 1 [||]
   Fundusze: 4351 C.
   Zwierzęta: Kary ogier, którego mianuje Czarnym.
   Multikonta: Elissarinn Tradituri, Dagamir von Everec


  Wyciągała rękę w stronę Czarnego, kiedy jej uwagę przykuły dwa męskie głosy brzmiące tuż nieopodal. Wierzchowiec postawił uszy i spojrzał w tamtym kierunku, nieznacznie strzelił z ogona. Anastazja zamarła w bezruchu, wsłuchując się w wypowiadane słowa. Jeden z tych głosów zdawała się znać, a przynajmniej kojarzyć, podobny ton dźwięczał gdzieś na odległych krańcach pamięci.
   - Fasino maneo hic... - szepnęła, spychając pysk Demona w dół.
  Nie zastanawiała się długo, czy głosy zna, czy nie. Osoby, które znalazły się w jej otoczeniu były obcymi, intruzami, potencjalnymi wrogami, którzy mogli być niebezpieczni. Dobyła szabli, robiąc to na tyle cicho, by metal nie świsnął w powietrzu i nie obił się o okucie pokrowca. W drugą rękę ujęła jeden z pistoletów. Po łagodnym łuku zbliżyła się do mężczyzn, pilnując, by pozostać ukrytą za zaspami śniegu pośród gęstych choinek. Kucnąwszy na jedno kolano, przyjrzała się sylwetkom nieznajomych. Ten jeden był jakby bardziej znajomy, już widziała jego twarz, tego była pewna. Mieli konie i broń, ale pozostawała w spoczynku. Anielica miała pod tym względem przewagę. I musiała ją wykorzystać.
  Wyszła z ukrycia, od razu mierząc do Bastiena, który akurat znalazł się bliżej. Zaczęła iść szybko, ostentacyjnie odciągając kurek skałkowca.
   - Kimście są, jeden z drugim? - rzuciła ostro.
  Zatrzymała się kilkanaście metrów od nich, na tyle blisko, by zminimalizować ryzyko chybienia w przypadku strzału. Nie zamierzała się wahać, zamierzała strzelać z byle powodu i patrzeć, jak obaj się wykrwawiają, a konie uciekają w popłochu. Wszelkie myśli i rozważania ucięły się w połowie, a na lico zstąpił niezwykle wrogi wyraz.


__________
Fasino maneo hic... - (anielski) Zostań tu...
_________________
  
 
   Podziel się na:     
Christian Mansier


Karta Postaci


Wiek: 46
Ekwipunek: Grube spodnie, szara koszulka, skórzana kurtka, bezrękawnik z naturalnego futra. Wysokie, wiązane buty, szeroki pas z grubej skóry. Na plecach miecz, przy pasku długi nóż, dwa pistolety, zapas kul i prochu oraz mała sakiewka z potrzebnymi drobiazgami, skórzane rękawice.
Stan: Postrzelony w lewe ramię przez Anastazję. Przez ostatnie wydarzenia skrajnie podejrzliwy, a wrodzony optymizm gdzieś się na chwilę zgubił.
Energia: 100%
Dołączył: 26 Maj 2017
Posty: 134
Wysłany: 2018-03-28, 22:06   
   Fundusze: 2234 C.
   Zwierzęta: Kasztanek imieniem Whiskey


Spiorunował kuzyna wzrokiem. Nie, pieprzonego krwiopijcy mu nie brakowało i daleki był do tęsknienia za nim, chociaż znaleźli się na kompletnym piździjewie. Nawet to piździjewo było lepsze od towarzystwa rudego zasrańca, którego z każdym kolejnym wspomnieniem nie lubił bardziej.
- Weź się zamknij - burknął, kiedy Bastien zaczął się naśmiewać. Nie było mu do śmiechu, a raczej do złości. Cały ten pieprzony świat...
Złapał wodze i przytrzymał oba konie, kiedy ta głupsza część zespołu wspinała się na wzgórze. Nie spodziewał się przełomowych wieści, więc kiedy Bastien wrócił z niczym, nawet to Mansiera nie zaskoczyło. Przyjął to obojętnie i tylko wzruszył ramionami.
- Jeszcze jeden dzień z tobą i przysięgam, że zwariuję. - rzucił w swej zgryzocie.
Bastien się potknął, a Christian nawet z tego zaśmiał. To było jedno z pozytywniejszych wydarzeń tego dnia, bez wątpienia. Oddał siwka właścicielowi i już zamierzał dosiąść swojego kasztana, żeby wyruszyć w dalszą tułaczkę po nieznanym, ale dźwięk kroków, kurka i głos kobiety odwróciły jego uwagę od strzemienia. Christian miał taki zwyczaj, że najpierw widział twarz, a dopiero potem broń, tak samo było teraz. Spojrzał na anielicę i uśmiechnął się szeroko.
- Anastazja! A jednak żyje... oł... - zdębiał, uświadamiając sobie, co dziewczyna robi. Uniósł otwartą dłoń. - Spokojnie, dobra? Tym razem nie strzelaj. - machnięciem głowy wskazał kuzyna. - Wiem, że dupek ma brzydką twarz, ale to nie jego wina, daruj...
Uśmiechnął się, chociaż wiedział, że sytuacja robiła się gorąca. Nie wiedział, czy anielica czegoś się znowu naćpała, czy strzelanie było jej zestawem powitalnym dla początkujących, ale wolał nie sprawdzać, jak pewną ma rękę. Miał nadzieję, że głupkowatą gadką trochę ją odciągnie od pomysłu z pistoletem.
_________________
 
   Podziel się na:     
Bastien Reignar


Karta Postaci


Wiek: 42
Ekwipunek: Poszarzała koszula, skórzane spodnie, skórzana kurtka, wiązane buty. Przy bokach dwa miecze, nóż i dwa pistolety.
Stan: Czuje się dobrze, tylko trochę zagubiony, nie wie, gdzie jest.
Energia: 100%
Dołączył: 09 Lip 2017
Posty: 110
Wysłany: 2018-03-28, 23:25   
   Fundusze: 3094 C.
   Zwierzęta: Koń andaluzyjski - Gryf (dla przyjaciół Piwo)


Nie tak szybko jak kuzyn zabrał się do ponownego dosiadania konia. Najpierw obszedł go dookoła i rzucił okiem po wszystkich kopytach. Brodzenie w głębokim śniegu sprzyjało kontuzjom, które łatwo było pominąć wzrokiem.
- A to jeszcze nie zwariowałeś? - rzucił, ale tak bez zainteresowania tematem, bo akurat schylał się do jednej z tylnych nóg Gryfa.
Usłyszał dźwięk broni i głos kobiety, więc natychmiast spojrzał w stronę nadchodzącej osoby. Tak wyszło, że patrzył w sumie spod ogona wierzchowca, a cały obraz był odwrócony do góry nogami, ale nawet w takiej orientacji oczom Bastiena nie umknęła broń wycelowana w swoją stronę. I Christian gadający od rzeczy, jakby to cokolwiek miało pomóc. Norweg poczuł wielką potrzebę uderzenia drugiego w łeb, ale nie miał do tego możliwości. Tym razem mu się upiecze.
- Pieprzysz głupoty... - syknął. Wyprostował się i posłał kobiecie ostre spojrzenie. - A tyś kto, że mi pukawką przed oczami machasz?
Położył dłoń na boku konia i zrobił kilka kroków do przodu. Anielica, którą Chrisitan nazwał Anastazją, zrobiła na nim wrażenie, ale nie chciał jej tego pokazać. Przemknął tylko spojrzeniem po przybrudzonych piórach i drobnej sylwetce. No cóż ta kruszyna mogła mu zrobić? Ale skoro chciała...
- Nas jest dwóch, a ciebie jedna, jeszcze ledwo co wyciągnięta z małego piekła. - Wysunął zza paska jeden z pistoletów i wymierzył w przeciwnym kierunku. - Odłóż to lepiej, zanim się skaleczysz, aniołku.
Bastien nie wiedział, co robił, nie był świadom konsekwencji, jakie mogło to pociągnąć. Widział drobniutką kobietę z bronią prawie większą od niej samej i spodziewał się, że nie zaatakuje kogoś, kto ewidentnie miał przewagę. Bastien nie wiedział, że bardzo się mylił.
 
   Podziel się na:     
Anastazja Leneaure


Karta Postaci


Wiek: 23
Ekwipunek: Jasna koszula, ciemne, skórzane spodnie, buty do połowy łydki - wiązane na rzemienie, skórzane rękawiczki do łokci. Przy bokach dwa pistolety, szabla, sztylet, sakiewka z pieniędzmi. Po nożu w każdej cholewce. || W torbie przy siodle: kule i torebki prochu [20 sztuk], lina [zwój 20 metrów], płótno uniwersalne [10 m2], krzesiwo, pusta, pozwijana torba.
Stan: Liczne ślady po biczu na plecach i nasadach skrzydeł, odkażone; postrzelone lewe ramię i lewe skrzydło - opatrzone, gojące się; zwichnięte lewe skrzydło, ustabilizowane; poziome, płytkie rozcięcie na szyi, rozcięcie na udzie, płytkie rozcięcie na prawym boku - opatrzone, gojące się; poszarpane i pocięte pióra przy nasadach skrzydeł. Włosy i pióra nie do końca wymyte z krwi, miejscami zabarwione na lekki róż. Blizna na szyi po ugryzieniu wampira, blizna po postrzale pod lewym obojczykiem, potrójna blizna na udzie. Pod linią włosów skaryfikacja symbolu fleur-de-lis (pełny opis blizn w KP). || Osłabiona, choć stopniowo odzyskuje siły. Wyjątkowo wrogo nastawiona do wszystkiego i wszystkich.
Moc: Kontrola nad śniegiem i lodem.
Energia: 75%
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 939
Wysłany: 2018-03-29, 01:01   
   Stopień: 1 [||]
   Fundusze: 4351 C.
   Zwierzęta: Kary ogier, którego mianuje Czarnym.
   Multikonta: Elissarinn Tradituri, Dagamir von Everec


  Wewnętrzna radość spowodowana minami intruzów momentalnie zgasła, gdy jeden z nich wypowiedział imię Anastazji. Znał ją. Nie miał prawa jej znać, kiedy ona nie potrafiła sobie przypomnieć, skąd może go kojarzyć, a jednak się nie przesłyszała. Zmieniła cel pistoletu, tym razem wskazując lufą Christiana.
   - Milcz, jeśli masz brednie mówić - warknęła, robiąc jeszcze jeden krok do przodu.
  Zimne spojrzenie przemknęło z sylwetki jednej na drugą, zatrzymało na Bastienie dokładnie w chwili, gdy ten zaczął mówić. A mówił jeszcze większe brednie, niż jego radosny towarzysz. Nieprzychylne oblicze anielicy zaostrzyło się jeszcze bardziej, jakby zaraz miała zabić obydwu wzrokiem. Reignar naprawdę nie wiedział, co mówił, z każdym słowem trafiał w coraz gorsze tematy. Anielica poprawiła chwyt na szabli.
   - Mogę być twoją śmiercią - odpowiedziała, kierując swoje kroki w stronę Bastiena. Pistolet w jego ręce tylko jeszcze bardziej ją rozjuszył i postawił w stan najwyższej gotowości. - No'sini angeli! - dodała niemniej ostro, Wypomnienie rasy zakuło ją jak sztylet wbity w serce.
  Tyle wystarczyło, by anielica wystrzeliła, lecz kula pomknęła nieco bokiem i cudem minęła pierś Bastiena. Anastazja stała już na tyle blisko, że nie było sensu wyciągać drugiego skałkowca - przeszła do bezpośredniego ataku. Z szerokiego zamachu spróbowała ciąć włęb, by zaraz wycofać się o pół kroku. Poczuła, jak świeżo zasklepione rany nadwyrężają się pod wpływem ruchu, ciągną i pękają. Ból był w tej chwili jak dodatkowy bodziec do walki. W czasie obrotu złapała wolną ręką za sztylet przy pasku i cisnęła nim w Christiana.

________
No'sini angeli! - (anielski) Nie jestem aniołem!
_________________
 
   Podziel się na:     
Christian Mansier


Karta Postaci


Wiek: 46
Ekwipunek: Grube spodnie, szara koszulka, skórzana kurtka, bezrękawnik z naturalnego futra. Wysokie, wiązane buty, szeroki pas z grubej skóry. Na plecach miecz, przy pasku długi nóż, dwa pistolety, zapas kul i prochu oraz mała sakiewka z potrzebnymi drobiazgami, skórzane rękawice.
Stan: Postrzelony w lewe ramię przez Anastazję. Przez ostatnie wydarzenia skrajnie podejrzliwy, a wrodzony optymizm gdzieś się na chwilę zgubił.
Energia: 100%
Dołączył: 26 Maj 2017
Posty: 134
Wysłany: 2018-03-30, 00:30   
   Fundusze: 2234 C.
   Zwierzęta: Kasztanek imieniem Whiskey


Może Christian Anastazję znał przysłowiowe pięć minut, ale domyślał się, jak głupie rozwiązanie przyjął jego kuzyn. Chciał mu dyskretnie pokazać, żeby przestał, kiedy tylko zaczął się odzywać, ale Bastien był tak zajęty robieniem sobie nowego wroga, że nawet na niego nie spojrzał. Skoro anielica potrafiła strzelać do kogoś, kto ratował jej życie, widok broni wymierzonej w swoją stronę... Właśnie. Tego się obawiał.
Kiedy padł strzał, Whiskey rzucił głową, pociągnął za sobą właściciela. Tylko to pociągnięcie uchroniło go od stania się celem dla lecącego sztyletu, który wbił się w korę drzewa za plecami Mansiera. Spojrzał na ostrze, wciąż bujające się w drewnie, a które mogło bujać się w jego ciele.
- Hej... Spokojnie, bez niepotrzebnych emocji! - powiedział, a jego głos był daleki od spokoju.
Nie za bardzo chciał to robić, ale Anastazja nie pozostawiła mu wyboru - wyciągnął miecz. Przecież nie mógł wyjść z sercem na dłoni do kogoś, kto próbował dziabać go nożem. Nie chciał anielicy atakować, a tylko bronić się, gdyby ona zaatakowała.
- Spokojnie, dobra? Bastiena możesz nie znać, ale to mój kuzyn. Mnie nie pamiętasz? Przyjechałem z tobą do domu rudego, jak wyrwaliśmy cię z rąk tamtego wampira.
Christian spróbował spojrzeć Anastazji w oczy, jeśli tylko przestała się kręcić z szablą. Stał do niej bokiem, tak żeby ręka, w której miał miecz była tą dalszą.
_________________
 
   Podziel się na:     
Bastien Reignar


Karta Postaci


Wiek: 42
Ekwipunek: Poszarzała koszula, skórzane spodnie, skórzana kurtka, wiązane buty. Przy bokach dwa miecze, nóż i dwa pistolety.
Stan: Czuje się dobrze, tylko trochę zagubiony, nie wie, gdzie jest.
Energia: 100%
Dołączył: 09 Lip 2017
Posty: 110
Wysłany: 2018-03-30, 12:51   
   Fundusze: 3094 C.
   Zwierzęta: Koń andaluzyjski - Gryf (dla przyjaciół Piwo)


No Basiten nie spodziewał się, że anielica zaatakuje. Przecież to było tak bez sensu, jak śnieg w czerwcu. Zdarza się, ale przecież to nie jest coś, co powinno mieć miejsce. Schylił się trochę, ale na szczęście nie było potrzeby.
- Cholera - rzucił.
Siwek Bastiena też spanikował po huku i zaczął cofać, ale to dobrze, bo zrobił miejsce. Norweg nawet nie zdążył wyciągnąć miecza, zanim Anastazja znalazła się tuż przy nim. Sparował pistoletem, niechcący pociągnął za spust i wystrzelił w ziemię. Cofnął się przed nią, wyciągnął jeden z mieczy, machnął w powietrzu.
- Dobra, cofam to, cofam! - powiedział. Rzucił pistolet na ziemię i uniósł pustą rękę. - Nie będę z tobą walczył bez powodu.
Kątem oka spojrzał na kuzyna, który też wyciągał broń, potem Anastazji intensywnie w oczy. Tak szczerze, to trochę go to przeraziło, bo ciemne, groźne tęczówki anielicy do niej nie pasowały. W ogóle ona do siebie nie pasowała, dziwnie mu się zrobiło, że anioł, rzekomy wysłannik dobroci tak się rzuca z chęcią mordu. Anioł zły, wampir dobry... świat zwariował. Świat, albo Bastien, bo to też było możliwe.
- Nic ci nie zrobiliśmy, żebyś nas atakowała - dodał, lekko przechylając głowę.
 
   Podziel się na:     
Anastazja Leneaure


Karta Postaci


Wiek: 23
Ekwipunek: Jasna koszula, ciemne, skórzane spodnie, buty do połowy łydki - wiązane na rzemienie, skórzane rękawiczki do łokci. Przy bokach dwa pistolety, szabla, sztylet, sakiewka z pieniędzmi. Po nożu w każdej cholewce. || W torbie przy siodle: kule i torebki prochu [20 sztuk], lina [zwój 20 metrów], płótno uniwersalne [10 m2], krzesiwo, pusta, pozwijana torba.
Stan: Liczne ślady po biczu na plecach i nasadach skrzydeł, odkażone; postrzelone lewe ramię i lewe skrzydło - opatrzone, gojące się; zwichnięte lewe skrzydło, ustabilizowane; poziome, płytkie rozcięcie na szyi, rozcięcie na udzie, płytkie rozcięcie na prawym boku - opatrzone, gojące się; poszarpane i pocięte pióra przy nasadach skrzydeł. Włosy i pióra nie do końca wymyte z krwi, miejscami zabarwione na lekki róż. Blizna na szyi po ugryzieniu wampira, blizna po postrzale pod lewym obojczykiem, potrójna blizna na udzie. Pod linią włosów skaryfikacja symbolu fleur-de-lis (pełny opis blizn w KP). || Osłabiona, choć stopniowo odzyskuje siły. Wyjątkowo wrogo nastawiona do wszystkiego i wszystkich.
Moc: Kontrola nad śniegiem i lodem.
Energia: 75%
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 939
Wysłany: 2018-03-30, 19:04   
   Stopień: 1 [||]
   Fundusze: 4351 C.
   Zwierzęta: Kary ogier, którego mianuje Czarnym.
   Multikonta: Elissarinn Tradituri, Dagamir von Everec


  Szabla przesunęła się po lufie pistoletu, zostawiając na niej głęboką bruzdę. Aż posypały się iskry, a metal szczęknął o siebie z boleścią. Anastazja nie walczyła swoją ukochaną szablą, która przepadła bezpowrotnie w tamtym przeklętym podziemiu, więc tylko na rysie się skończyło. Gdyby miała w dłoni anielskie ostrze, niewykluczone, że pistolet zostałby drastycznie skrócony.
  Stanęła prosto, mierząc z szabli do Bastiena, a do Christiana z wyciągniętego zza paska, drugiego pistoletu. Przesunęła się tak, by obydwu mieć w równej odległości od siebie. Poczuła, jak wszystkie rany na plecach zapulsowały.
  - Istniejesz. - Odwzajemniła spojrzenie Bastiena. - To wystarczy za powód.
  Przełknęła ślinę, zaciskając mocno szczęki. Znalazła się w patowej sytuacji, pomiędzy chęcią mordu, a jakimikolwiek podstawowymi zasadami etyki. Spojrzała na drugiego z Norwegów. Nie pamiętała jego imienia, lecz jego twarz zaczęła jej się przypominać. Rzeczywiście, był z nią w domu, eskortował ją tam z koniem Drozda, a więc prawdopodobnie nie kłamał. Nie wypadało zabijać z zimną krwią kogoś, komu zawdzięcza się życie, a jednak Bastien faktycznie zasłużył, zbyt odważnymi garściami słów. Przez głowę przebiegła wizja z majaków, płomienie tłamszące drobniutką postać anielicy, obraz pożaru, z którego wyłaniał się wspomniany, rudowłosy wampir.
  Nie chciała o nim pamiętać.
   - Co tu robicie? - spytała ostro.
  Anastazja w pewnym sensie żałowała, że poddali się tak od razu, nawet nie próbując stanąć z nią do pojedynku. Może i była słabsza i mogłoby się to skończyć dla niej nie najlepiej, ale potrzebowała tego. Walki, mordu i wyżycia z kotłującej się w środku wściekłości.
_________________
 
   Podziel się na:     
Christian Mansier


Karta Postaci


Wiek: 46
Ekwipunek: Grube spodnie, szara koszulka, skórzana kurtka, bezrękawnik z naturalnego futra. Wysokie, wiązane buty, szeroki pas z grubej skóry. Na plecach miecz, przy pasku długi nóż, dwa pistolety, zapas kul i prochu oraz mała sakiewka z potrzebnymi drobiazgami, skórzane rękawice.
Stan: Postrzelony w lewe ramię przez Anastazję. Przez ostatnie wydarzenia skrajnie podejrzliwy, a wrodzony optymizm gdzieś się na chwilę zgubił.
Energia: 100%
Dołączył: 26 Maj 2017
Posty: 134
Wysłany: 2018-03-31, 00:04   
   Fundusze: 2234 C.
   Zwierzęta: Kasztanek imieniem Whiskey


Jeszcze przez chwilę uważał, czy nie padnie kolejny strzał, albo nie zacznie się poważniejsza jatka, ale na trafieniu w glebę z pistoletu kuzyna się skończyło. Sytuacja zaczęła się uspokajać, więc Christian zaczął powoli oddychać z ulgą. Najważniejsze, to wstrzymać karuzelę złości i nie pozwolić jej uruchomić się znowu - potem powinno pójść już lepiej. Taka metoda działała na większość kobiet, musiała zadziałać nawet na taką furiatkę, jaką była Anastazja.
- Jak schowam broń, ty też to zrobisz? - zapytał ostrożnie.
Cofnął się jeszcze o krok i wygiął ramię z mieczem za plecy. Patrzył na anielicę z takim "patrz, chowam". Nie chciał spuszczać jej z oka, więc trochę musiał się tą ręką natrudzić, zanim ostrze trafiło do pochwy, ale zaraz świsnęło w dół pokrowca i wróciło na swoje miejsce. Christian uniósł puste ręce. Kątem oka zobaczył, że koń, którego musiał puścić zaczął sobie odchodzić, więc go złapał i przyciągnął do siebie. Wodze szybko omotał wokół gałęzi i odwrócił się do anielicy. Pistolet wymierzony w swoją klatkę nie za bardzo mu odpowiadał,ale jak się nie ma, co się lubi, a osoba z drugiej strony ma argument życia w ręce, to się nie marudzi.
- Bez ściemy - zgubiliśmy się, bo cała ta dzicz wygląda tak samo. - oblizał usta. Postanowił trochę wyprzedzić możliwe pytanie An. - Nie śledziliśmy cię, jeśli to masz na myśli.
Mężczyzna dość uważnie obserwował każdy ruch kobiety, więc zauważył też drobne zmiany w jej mimice. Nie był pewien, ale mógł mniemać, że się wahała. Zauważył też krwawe ślady na jej ubraniu. Chociaż wyglądała już dużo lepiej, niż te kilka dni wcześniej, to przypomniał sobie, że przecież dalej nie jest w dobrym stanie. I nie powinno się jej niepotrzebnie nadwyrężać.
_________________
 
   Podziel się na:     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




czo.pl - załóż darmowe forum już dziś!



Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci

  
ROZUMIEM


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Templates BlueDarkBG v.1.0 created by Gnacio helped by Avanast | -

FORA PARTNERSKIE
Kroniki Fallathanu TGF - Prawdziwy mmoRPG w przeglądarce www.zmiennoksztaltni.wxv.pl ShinjuRegashi Dragon Ball New Generation Reborn Rainbow RPG Artemida - Warrior Cats PBF BlackButler HogwartDream
Eclipse
SnM aegyo Vampire Diaries Vampire Kingdom Fairy Tail Path Magician