Sekret Miasta Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Anastazja Leneaure
2017-05-16, 13:50
Dom Drozda (nieprawda, to dom Mrysia)
Autor Wiadomość
Drozd


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: ciemne spodnie wełniane; wysokie buty ze skóry; czarna koszula wełniana; długi płaszcz z czarnej skóry i stalowymi klamrami; znoszony, ciemno-kasztanowy kapelusz filcowy [mocno poszarpana krawędź, dziurki w rondzie]; szara chusta na szyi z wełny; czarne, skórzane rękawiczki || nóż [30cm-g]; bukłak ze skóry; notka od Anastazji; kawałek czarnego płótna lnianego; 2 miecze schowane pod płaszczem [85cm gł]; 2 pistolety skałkowe; kule do pistoletu [28]; proch czarny [30 torebek]; torba przypinana do paska [ołówek, końskie ogłowie, osełka, igła, nici, scyzoryk, 4 agrafki, notes A6, kartka z wiadomością od "T", metalowa blaszka, klucze swoje]
Stan: Rana postrzałowa nieco poniżej śledziony, już prawie całkiem zasklepiona, spękane dwa najniższe żebra rzekome. Skóra bledsza od przeciętnej, co może nieco kontrastować z ciemnym ubraniem. W okolicy lewej łopatki posiada niedużą bliznę w kształcie owalnego punktu.
Energia: 100
Dołączył: 17 Lut 2016
Posty: 477
Wysłany: 2016-04-18, 17:10   Dom Drozda (nieprawda, to dom Mrysia)
   Stopień: 2 [lll - 11.03.]
   Fundusze: 3886 C
   Zwierzęta: Biały koń w czarne łaty
   Multikonta: Kasandra Valley | Kaspar Walker | Kuguar


Dom spłonął.

Budynek stoi gdzieś na samym skraju dzielnicy mieszkalnej Vitrum, idąc do niego z centrum należy więc przejść przez cały labirynt ulic. A i wtedy nie ukaże się całkowicie byle przechodniowi. Metalowe, ażurowe ogrodzenie ma dwa metry wysokości i w całości zostało już obrośnięte gęstym pnączem, którego młodsze pędy pałętają się nieraz po chodniku. Bramka skrzypi trochę, gdy ją otwierać. Tuż za nią ukazuje się zapuszczony... Nie, to nawet nie jest trawnik, a raczej kawałek dzikiej łąki pełnej najróżniejszych chwastów całkowicie pochłoniętych walką o dominację. Tu i ówdzie rośnie jakieś drzewo; wszystkie to wierzby lub sosny, których pnie otaczają dookoła krzewy dzikiej róży. Obrośnięte mchem "kocie łby" tworzą lekko wygiętą ścieżkę do drzwi.
Sam dom wygląda na dość stary, choć jest w doskonałym stanie. Posiada parter, piętro i strych, a także ogólnie nieregularny kształt. Ściany z ładnego, szarego kamienia w różnych miejscach obrośnięte są bluszczem, dach natomiast pokrywa ciemna dachówka. Zarówno okna, jak i drzwi są solidne i drewniane; te drugie znajdują się również z tyłu budynku. We wnętrzu dominuje drewno i delikatnie XIX wieczny styl. Jeśli na ścianach nie ma boazerii, zdobią je dywany lub obrazy na jednolitym tle farby - żadnych tapet. Meble z niemalowanego drewna są albo stylizowane, albo nawet pochodzące z minionych dekad. W głównym salonie znajduje się kamienny kominek, a w największej sypialni - andresola. Kiedy obydwa piętra wydają się ciepłe i przytulne, tak zimne i nagie mury piwnicy nie zachęcają do zwiedzania. Co jest natomiast charakterystyczną cechą każdego z pomieszczeń, to jego stan. Nie można powiedzieć, że jest tu brudno, ale panuje coś, co przewrażliwieni nazwaliby "lekkim bałaganem". Wynika to z prostego faktu, że wszystkie używane rzeczy teoretycznie są odkładane na swoje miejsce, lecz może zmieniać się ono za każdym razem.
Za domem ciągnie się dalsza, większa część ogrodu, równie zapuszczona co front. Taka sama nierówna ścieżka wije się pomiędzy rozrośniętymi krzewami róży, bzu i jaśminu, a nad wszystkim rozkładają swój baldahim korony sędziwych drzew. Gdzieś w głębi znajduje się zawieszona na gałęziach, metalowa ławka, wyglądem idealnie wpasowując się w charakter otoczenia. Wszędzie panuje cisza i spokój, lecz wbrew pozorom miejsce wcale nie jest martwe - żyje własnym życiem.
_________________
 
 
   Podziel się na:     
Mistrz Gry


Dołączył: 19 Lut 2015
Posty: 564
Wysłany: 2016-12-02, 00:33   

EKSMISJA


Postać nie płaciła czynszu przez trzy miesiące. Zostaje eksmitowana ze swojego domu, nie dostaje żadnej rekompensaty finansowej, od tego momentu temat staje się tematem otwartym, tak jak wszystkie inne tematy w mieście. Każda postać ma prawo wejść na posesję, Drozd nie ma już żadnych praw własnościowych do posesji.
 
   Podziel się na:     
Emrys Love


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Ukryte ostrza,książka, rozpałka, krzesiwo, metalowy zbiorniczek z benzyną, poręczna apteczka( znajduje się w niej środek odkażający, woda utleniona,bandaże, gaza, plastry, tabletki przeciwbólowe, igły, strzykawka szklana i para rękawiczek), chusta z inicjałami
Dołączył: 08 Paź 2016
Posty: 150
Wysłany: 2016-12-04, 17:26   
   Stopień: 2[IIII]
   Fundusze: 2700 C.
   Multikonta: Charlotta, Harriet, Vivian


Pogoda nie sprzyjała kruczowłosemu, wręcz przeciwnie. Aczkolwiek można by rzec, że w jakiś sposób komponowała się z nim.
Emrys kierował się powoli przed siebie, nie miał określonego celu. Był jakby w transie, obserwując jedynie podłoże, po którym stąpa.
Czas mijał, otoczenie wokół niego się zmieniało, a zimna ulewa poczęła przeobrażać się w opady śniegu.
Białe, puszyste płatki wirowały w tańcu, gdy to delikatne podmuchy wiatru zaganiały je w określonym przez siebie kierunku.
Emrys wysunął dłoń spod płachty, pozwalając by puchate drobinki rozbiły się na jego alabastrowej dłoni.
Czyż nie przypominają życia?
Tak kruche i delikatne, wirują w swym tańcu. Każdy z nich jest inny. Każdy z nich jest samotny, mimo że wokół unoszą się jednostki tego samego pokroju. Każde z nich ostatecznie osiądzie na podłożu, tracąc swoją indywidualność.
Love zacisnął dłoń w pięść, ostatecznie chowając ją pod peleryną. Ruszył przed siebie, a jego ciało poczęło się zmieniać, tym samym malejąc.
Futro zajęło jego całą sylwetkę, twarz się wydłużyła tworząc pyszczek,a z kości ogonowej wyrósł długi, łysy ogon.
Zmiennokształtny przybrał forme..szczura.
Szczur, czyż to nie było idealne zwierze dla niego? Większość ludzi nimi gardzi, czuje do nich strach, widoczną niechęć i obrzydzenie.
Z Emrysem było podobnie, od zawsze był takowym szczurem, którego szara masa uznawała za szkodnika, którego należało się pozbyć.
Love zaczął węszyć, co wprawiło jego mały nosek w ruch, jego drobne wąsy poczęły delikatnie drżeć.
Stanął na tylnych łapach, rozglądając się dookoła. Dopiero wtedy jego oczy dostrzegły masywne, żelazne ogrodzenie, które przyozdabiała zwiędła roślinność.
Jego nosek wciąż wprawiony w ruch badał przez chwilę betonowy fundament ogrodzenia, a ślepia analizowały każdy możliwy sposób dostania się na nie.
Obniżył swoją postawę, by ostatecznie silne, tylne łapki wybiły go z podłoża. Poszybował w górę, ostatecznie wpadając na ogrodzenie. Małe łapki zakleszczyły się na obumarłej roślinności. Sprawnie, niczym po drabince, dostał się na szczyt ogrodzenia, usadawiając się na jednej z żelaznych wypustek, będących najwyższym punktem w ogrodzeniu. Zachwiał się delikatnie, toteż sztywny ogon momentalnie okrążył pręt, pomagając mu zachować równowagę.
Mała sylwetka powoli się wyprostowała, zadzierając nosek ku górze, jego oczom ukazał się duży, wyjątkowo urokliwy dom. Sądząc po stanie"trawnika", po którym pokładały się zwiędłe chwasty, Love uznał, że dom raczej nie jest zamieszkany, w dodatku przemoczone futerko błagało o suchy kąt, toteż postanowił zaryzykować.
Przez dłuższą chwilę jego szkarłatne tęczówki obserwowały dom, ustalając wszelkie możliwe sposoby dostania się do środka.
Drzwi - pierwsze co rzuciło mu się w oczy. Po dalszej obserwacji odnalazł uchylone okno na piętrze.
Stwierdził, że okno będzie korzystniejszą drogą, w końcu było mu zimno, a wygryzienie dziury w drzwiach, zajęłoby trochę czasu.
Kruczoczarny szczurek zsunął się z ogrodzenia, wchodząc na trawnik posesji.
Przemknął przez roślinność, wdrapując się na jedno z drzew.
Jego ostre pazurki zatopiły się w drzewnej korze, znacznie ułatwiając drogę po pionowym obiekcie.
Nim się obejrzał, znalazł się na gałęzi, udał się wzdłuż niej w kierunku wcześniej wypatrzonego okna, po czym zwinnym susem wskoczył na parapet.
Wcisnął się przez szparę, dostając się tym samym do pomieszczenia. Zdawał się nie mylić. Dom, chociaż w dobrym stanie, zdawał się być pusty.
Zsunął się z parapetu, drepcząc przez pokój. Dokładnie zlustrował pokój, analizując go pod każdym kątem.
Wdrapał się na kanapę, podążył ku jednemu z zagięć. Jego ostre ząbki chwyciły materiał, sprawnie go rozrywając, tym samym dobierając się go gąbki, którą również począł rozgryzać, w ten sposób utworzył krągłą, dość małą dziurę. Wsunął się do wyrytego utworu, zwijając się w kulkę.
Jego szkarłatne oczy powoli się przymknęły, a on sam począł odpływać. Miękka gąbka która opatulała jego ciało pozwalała kumulować ciepło szczurka w jednym miejscu. Tak, zdecydowanie zasłużył na odpoczynek. Czuł ciepło, oraz dziwny rodzaj spokoju, co pozwoliło mu szybko zasnąć. Sen oczywiście nie był głęboki, Emrys niemal od zawsze czuł zagrożenie, to też lekki sen był jego nieodłącznym towarzyszem.
 
   Podziel się na:     
Emrys Love


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Ukryte ostrza,książka, rozpałka, krzesiwo, metalowy zbiorniczek z benzyną, poręczna apteczka( znajduje się w niej środek odkażający, woda utleniona,bandaże, gaza, plastry, tabletki przeciwbólowe, igły, strzykawka szklana i para rękawiczek), chusta z inicjałami
Dołączył: 08 Paź 2016
Posty: 150
Wysłany: 2016-12-06, 10:48   
   Stopień: 2[IIII]
   Fundusze: 2700 C.
   Multikonta: Charlotta, Harriet, Vivian


Noc minęła nadzwyczaj spokojnie, także następnego ranka Emrys czuł się w pełni wypoczęty, jeśli można było użyć takich słów.
Wysunął nosek z otworu, poczynając węszyć. Dopiero po dłuższej chwili wyszedł z "nory".
Poruszał noskiem, rozglądając się dookoła. Ułożył swoje szanowne łapki przy mordce, śliniąc je, po czym przeczesał nimi pyszczek, potem główkę, robiąc tym samym irokeza.
Tak, zdecydowanie, trzeba coś zjeść. Tylko co?
Potuptał wzdłuż kanapy. W mieszkaniu było sporo rzeczy które można by podgryźć, tylko po co. Skupmy się na bardziej wartościowych produktach.
Powoli zsunął się z kanapy, lądując na drewnianej podłodze.
Przeniósł ciężar ciała na tylne łapki, odrywając przednie od podłoża. Jego sylwetka poczęła się rozrastać, sierść wchłaniać, pysk kurczyć - także chwilę później Emrys znów był człowiekiem. Powoli zaczął eksplorować cały dom w poszukiwaniu kuchni, gdy takową odnalazł, nieśpiesznie zaczął przeszukiwać szafki w poszukiwaniu jedzenia. W tym samym momencie w jego świadomości po raz kolejny począł odtwarzać się film.
Każdy detal pomieszczenia, wszelkie możliwe drogi odwrotu. W jego świadomości wyglądało to tak, jakby się cofał w zawrotnym tempie.
Wyciągnął pudełko z paczuszkami ryżu, ta, powinno być dobrze.
Odpalił gaz, kładąc na niego garnuszek, ówcześnie napełniony wodą. Odnalazł solniczkę. Nasypał soli do wody, po czym odstawił pojemniczek na bok.
Szkarłatne tęczówki uważnie przyglądały się gotującej wodzie, a jego myśli powoli udały się nurtem przeszłości.
Nie do ukrycia był fakt, że spadł pierwszy śnieg, co zwiastowało nadchodzące święta.
Święta.. Czas ten budził całą masę kontrastów, rozdzielał je na dwa etapy, nim poznał Chrisa, oraz gdy wcześniej wymieniony gościł w jego życiu.
Nim Chris się pojawił, święta były jednym ze smutniejszych etapów jego życia, bardzo gorzko wspominał swoje pierwsze święta w sierocińcu. Pamiętał każdy, najmniejszy detal tego dnia..
Jego pierwsze święta..
Tego dnia wszystko zadało się być inne, nawet opiekunki zdawały się być milsze i ani razu go nie uderzyły.
Emrys siedział, zasłuchując się w kolędach jakie śpiewają dzieci, nawet gdzieś tam głęboko , przez żeliwną ścianę przebiła się chęć pośpiewania z nimi.
Podniósł się, powoli ruszając w kierunku grupki urwisów, gdy to wzrok jednej z kobiet dobitnie sprowadził go na ziemię. Zlękniony cofnął się, wracając do swojego kąta.
Reszta dnia minęła mu na bezczynnym wpatrywaniu się w ich szczęście, aż w końcu przyszedł najbardziej upragniony gość przez wszystkich : Wynajęty pseudo Mikołaj.
Mężczyzna ze sztuczną brodą rozdawał prezenty,wyczytując po kolei każde imię.
Ciekawski, pełen nadziei wzrok błądził po zaistniałym wydarzeniu, a jego uszy jak nigdy wcześniej nasłuchiwały coraz to nowego imienia. Owa nadzieja szybko zgasła, gdy to z ostatnim prezentem, pseudo Mikołaj oświadczył
-To już chyba wszyscy..-zaśmiał się życzliwie, a jego zielone oczy odnalazły drobną sylwetkę chłopca. Zdziwiony takim zwrotem sytuacji, spojrzał pytająco na kobietę, która machnęła ręką.
-To już wszyscy, może Mikołaj iść..
-A on? - i tu wzrok mężczyzny ponownie spoczął na Emrysie. Po jego plecach przebiegł dreszcz, na widok szkarłatnych ślepi, a jednak zdawał się to zbagatelizować.
-On był niegrzeczny.. - oświadczyła sucho, a za nią podniósł się gwar skandujących dzieci
-To potwór!
-Dziwadło!
-Pani od religii powiedziała, że to demon!
Podniosło się głośne "Buu". Emrys skulił się, chowając twarz w kolanach.
Mężczyzna skrzywił się delikatnie, widocznie poruszony zaistniałą sytuacją- Mikołaj kocha wszystkie dzieci..-oświadczył, stukając się po kolanie- no chodź tu, chłopcze..

Pseudo Mikołaj był pierwszą, życzliwą osobą jaką w życiu spotkał..
Love uniósł się niepewnie, jeszcze nie pewniej krocząc w kierunku mikołaja. Gdy się zbliżył dostatecznie, mężczyzna wciągnął go na kolano – Może to niewiele, ale trzymaj.. - i tak ściągnął z jednej z rąk brązową, wiązaną bransoletkę wykonaną z rzemyków, na jej przedniej części widniały trzy, szafirowe kuleczki
Przymknął ślepia, podwinął rękaw bluzy, dokładnie lustrując ślepiami bransoletkę, co prawda stanem wiele się różniła, minęło tyle lat. Ale to był pierwszy prezent w jego życiu. Pierwsza oznaka życzliwości, niewątpliwie warto było dla niej później pocierpieć..
Niedługo po tym jak krzyki ucichły, do salonu wpadła rozwścieczona Lizzy, jej agresywne spojrzenie szybko odszukało chłopca. Niemal podbiegła do niego, zaczynając krzyczeć.
-I co narobiłeś jebany smarkaczu?! Było się wychylać?! Przez Ciebie będziemy mieli problemy!- ryknęła, chwytając chłopca za włosy. Zaciągnęła go do jego klitki, kolejny raz z impetem wpychając go do środka.
Chłopiec uderzył głową o kant zniszczonej komody, upadając na betonową posadzkę.
-Jebany gówniarz!- syknęła w szale złości, z całej siły kopiąc chłopca. Po żebrach, głowie, nerkach – nie zwracała uwagi gdzie tak naprawdę uderzy.
– Powinieneś zdechnąć! - zagrzmiała. Emrys kulił się, łkając, co zdawało się jedynie drażnić kobietę, która katowała go jeszcze agresywniej, do momentu, aż chłopiec stracił przytomność.

To były jego ostatnie święta w sierocińcu, każde następne spędzał zamknięty w swojej ciasnej klitce, nasłuchując zza ściany śpiewów i śmiechu dzieci.
Krajobraz świąt zmienił się dopiero, gdy to Emrys spotkał na swojej drodze Chrisa.
Dom Chrisa był dla Love skrawkiem nieba.
Doskonale pamiętał, jak Mama hybrydy niczym mały robocik, przygotowywała najróżniejsze dania. Pamiętał ...
-Mmmm! czujesz? - zachichotał Chris, odrzucając jeden z Marvelowych komiksów.
Emrys zamrugał zdezorientowany, nieznacznie uniósł twarzyczkę, poczynając węszyć - Co to?
-Pierniki! - Zawołał radośnie, podrywając się na równe nogi - Chodź Mryś! - krzyknął, zwinnym susem zeskakując z łóżka, tym samym dopadając się do drzwi. Obejrzał się za kruczowłosym, który wstał, dreptając za nim.
Chris wybiegł z pokoju, jak burza wpadając do kuchni -Ciastkaaa!
Kobieta zaśmiała się cicho, przesypując pierniczki z blachy na talerz - Uważaj, gorące..
To jednak nie powstrzymało chłopca, który dopadł się do ciasteczek. Pochwycił jedno, zaraz to je puszczając, wydając przy tym cichy syk.
-Mówiłam.. - Zachichotała, mierzwiąc orzechowe włosy syna. Podeszła do blatu, odrywając z rolki papierowy ręczniczek, który złożyła na pół, wręczając go tym samym Chrisowi.
Chris wyszczerzył szeroko ząbki, biorąc papier, przez który chwycił ciastko.
-Mryś chodź!
Emrys niepewnie, a zarazem badawczo zbliżył się do przyjaciela, zaglądając mu przez ramię.
Ciocia, bo tak zwykł z czasem nazywać kobietę Emrys, podała mu złożony, papierowy ręczniczek.
-No.. częstuj się..- wyznała z uśmiechem, przeczesując tym samym jego krucze włosy. Sama wróciła do kolejnych wyrobów.
Kolejne 15 minut chłopcy poświęcili na pałaszowanie pierników. Słodycz ciastek rozlewała się po ich podniebieniach.
- Emryś, a może być odwiedził nas na święta?
Szkarłatny wzrok powędrował ku kobiecie, która wyraźnie czekała na odpowiedź chłopca.
-Właśnie! będzie świetnie! Pobawimy się i będą ciastka i prezenty! - zawołał radośnie chłopiec.

Ta, Emrys zrobił wszystko co mógł, by tylko wydostać się z zamkniętej izolatki, która była jego pokojem. Wtedy też po raz pierwszy udało mu się przybrać zwierzęcą formę. To dzięki niej się wydostał, dzięki niej również wymykał się z pomieszczenia każdym następnym razem, by tylko odwiedzić przyjaciela.
Emrys ocknął się, słysząc nagły huk. Jego wzrok gwałtownie skierował się w stronę okna, mięśnie spięły - to był tylko gołąb.
Ciche westchnienie wyrwało się z jego ust, wrócił do rzeczywistości. Spojrzał na garnek, woda już dawno wrzała, ponadto 1/3 niej zamieniła się w parę wodną. Love Otworzył ówcześnie znaleziony kartonik z ryżem, wyciągnął małą paczuszkę, którą umieścił we wrzącej wodzie.
Podszedł do okna, opierając się nieznacznie o parapet.
Śnieg wciąż wirował w swoim mistycznym tańcu. Gładko, przepełniony gracją, sunął po powietrznym parkiecie.
Brakowało jedynie gorącej czekolady, którą love tak uwielbiał. Zdecydowanie był uzależniony od słodyczy. To właściwie było jego jedyne uzależnienie, no może nie licząc Chrisa którego wspomnienia regularnie dawkował, oraz rudych, ślicznych, owieczkowych pudli, o jedwabiście miękkich, lśniących, rudych loczkach.
Chwytając jakąś ścierkę, odcedził ryż. Odnalazł talerz, przesypał wciąż gorący ryż na niego, wpadając w zadumę. Jak to mówią - grunt to mieć wyobraźnie. Także Emrys ściągnął plecak, z którego wyciągnął pozostałe pół czekolady, której nie skończył pałaszować z drozdem.
Rozdrobnił ją jeszcze bardziej, wrzucając do kubeczka, następnie potraktował ją kąpielą wodą, póki ta się nie rozpuściła. Zalał czekoladą ryż, dokładnie mieszając go znalezionym widelcem.
Voilà ! Arcymistrzostwo. Usiadł wygodnie przy stole, pałaszując zrobiony przez siebie wytwór.
Następnie zmył naczynia, odkładając rzeczy na suszarkę(czy do szafki xd) i wrócił do salonu.
Śnieg za oknem wciąż prószył. Emrys zbliżył się do okna, zamykając je. Następnie oddał się jednemu z ulubionych zajęć - czytaniu. Musiał przyznać, że osoba mieszkająca tu miała niebanalny gust. Pochwycił jedną z książek, kierując się z nią na kanapę, na której usadowił się wygodnie, zaczynając czytać.
 
   Podziel się na:     
Emrys Love


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Ukryte ostrza,książka, rozpałka, krzesiwo, metalowy zbiorniczek z benzyną, poręczna apteczka( znajduje się w niej środek odkażający, woda utleniona,bandaże, gaza, plastry, tabletki przeciwbólowe, igły, strzykawka szklana i para rękawiczek), chusta z inicjałami
Dołączył: 08 Paź 2016
Posty: 150
Wysłany: 2016-12-08, 10:43   
   Stopień: 2[IIII]
   Fundusze: 2700 C.
   Multikonta: Charlotta, Harriet, Vivian


Czas mijał mu wyjątkowo spokojnie i chłopak czuł się pierwszy raz od dłuższego czasu zrelaksowany, jeśli można było tak to nazwać. W towarzystwie książek czas biegł nieubłaganie.
Powoli wstał z kanapy, odkładając książkę na miejsce. Podszedł do okna, pochwycił klamkę, uciskając ją. Okno otworzyło się ze skrzypem, a twarz Emrysa owiało chłodne powietrze z zewnątrz.
Dłuższą chwilę przeznaczył na obserwacji otoczenia. Krajobraz otulony śnieżną pierzynką, napominał mu o radosnych, aczkolwiek krótkich harcach za młodu.
Jego dłonie powoli zgarnęły śnieg z parapetu, ugniatając go dość mocno, tworząc tym samym śnieżną kule. Emrys podrzucił śnieżkę w dłoni, obierając sobie za cel punkt na drzewie. Jego szkarłatne ślepia się zmrużyły. Zamachnął dłonią, a kula poszybowała przez ogród, uderzając w wyznaczone miejsce na drzewie. No nic, trzeba się zbierać. Zamknął okno, oglądając się za siebie. Jeszcze tu wróci - tak przeczuwał. W końcu każde ciche schronienie, przed srogą zimą, to dobre schronienie. Pozbierał swoje rzeczy, dodatkowo "pożyczając " z kuchni trochę soli. Wszedł na parapet,zamykając za sobą okno.
Wtem noga kruczowłosego ześlizgnęła się z parapetu, a ten z impetem jebnął uderzył o ziemię. Na jego szczęście, śnieżna zaspa zamortyzowała upadek i Emrys się nie połamał, a jednak musiał przyznać, że bolało, a zderzenie typu face to face ze śniegiem, nie należały do najprzyjemniejszych. Ale luzik, nikt nie widział. Podniósł się powoli, otrzepał ubranie, naciągnął na głowę kaptur i ruszył bliżej nieokreślonym kierunku.
z.t
 
   Podziel się na:     
Emrys Love


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Ukryte ostrza,książka, rozpałka, krzesiwo, metalowy zbiorniczek z benzyną, poręczna apteczka( znajduje się w niej środek odkażający, woda utleniona,bandaże, gaza, plastry, tabletki przeciwbólowe, igły, strzykawka szklana i para rękawiczek), chusta z inicjałami
Dołączył: 08 Paź 2016
Posty: 150
Wysłany: 2016-12-11, 14:32   
   Stopień: 2[IIII]
   Fundusze: 2700 C.
   Multikonta: Charlotta, Harriet, Vivian


Niepostrzeżeni przedarli się na peryferia dzielnicy mieszkalnej. Fotograficzna pamięć Emrysa doskonale znała drogę, którą teraz przemierzali. Zatrzymali się przy wielkim, metalowym ogrodzeniu. Love wszedł na betonowy fundament, chwytając jedną dłonią żeliwny pręt, zaś drugą wciąż przytrzymywał nogi ich przyszłemu obiadu. Podskoczy, podbijając delikatnie barkiem truchło, które niczym worek ziemniaków przeleciało przez ogrodzenie, jednocześnie rozdzierając o stożkowe zakończenia ubranie.
-Poczekaj tu.. - wymruczał bez emocjonalnie, wspinając się dość sprawnie po płocie, tym samym bez większych przeszkód znalazł się na posesji Drozda.
Płot był w dużej części zarośnięty, teraz zaschniętą, roślinnością, toteż Beat nie dała rady zobaczyć, jak Emrys przybiera postać szczura.
Gryzon sprawnie wspiął się na jedno z drzew, przetuptał wzdłuż jednej z gałęzi i sprawnym susem znalazł się na parapecie (z którego niemal się nie zdupił ześlizgnął)
Wszedł do mieszkania, ponownie przybierając ludzką formę. Powoli zszedł na parter, wziął jedno z krzeseł i otwierając drzwi, wszedł do ogrodu, znajdującego się na tyłach domu.
Obszedł dom dookoła, przerzucił przez ogrodzenie krzesło, które dzięki temu że upadło w śniegu, nie zostało uszkodzone.
Sam ponownie, aczkolwiek mniej żwawo pokonał ogrodzenie, stawiając krzesło kkawałek od ogrodzenia. Sam stanął tuż przed krzesłem, garbiąc się delikatnie, tworząc tym samym mostek.
Wilczyca miała wejść na krzesło, z niego na plecy chłopaka, dzięki czemu kruczowłosy miał pewność że wadera nie nabije się na stożkowe wypustki.
 
   Podziel się na:     
Beatrice G.

Karta Postaci


Wiek: 19
Ekwipunek: Beatrice ma przy sobie dość dużą skórzaną torbę, przewieszaną przez ramię. Wewnątrz można znaleźć bukłak z wodą, mały - ale za to dobrze naostrzony - nóż, oraz coś, co wygląda na stary, skórzany płaszcz, który przeszedł już swoje, ale nadal dzielnie spełnia swoje funkcje.Ponadto w torbie znajdują się strzykawki (x3)i 2 fiolki - jedna ze środkiem dezynfekującym, a druga ze środkiem odurzającym, podpisanym tajemniczo "Finci". Do jej ekwipunku dołączyła stara, będąca w nie najlepszym stanie krowia czaszka.
Stan: FORMA: WILCZUR||| Fizyczny i psychiczny dobry, wypoczęta.
Energia: 100%
Dołączył: 28 Lis 2016
Posty: 148
Wysłany: 2016-12-11, 18:44   
   Stopień: 1[++]
   Fundusze: 2000 C
   Zwierzęta: Niestety żadne, chociaż dziewczyna bardzo chciałaby jakieś mieć.


Wadera przyszła tu grzecznie za jej nowym kumplem, a gdy ten kazał jej czekać, usiadła na chwilę. Jednak ten bezruch trwał naprawdę krótko, bowiem Beatrice już po kilkudziesięciu sekundach zabrała się za obwąchiwanie całego otoczenia. Nigdy tu nie była, ale miejsce wydawało się być ciekawe. Czarna zaczęła kręcić się obok posesji, a gdy Emrys pojawił się razem z krzesłem, podeszła do niego. Machnęła przyjaźnie swą kitą na końcu ogona, po czym z gracją wskoczyła na krzesło, a potem bardzo delikatnie, tak, żeby nie podrapać czerwonookiego, oparła się łapami o jego barki i przeskoczyła za ogrodzenie.
Chwilę później była już przed wejściem do domu Drozda, patrzyła wyczekująco na ogrodzenie, czekając aż jej nowy towarzysz też przejdzie na drugą stronę. Pisnęła, zniecierpliwiona. Potem, niczym podekscytowany szczeniak, wpadła do ciepłego wnętrza, rozglądając się. Było tu... Całkiem ładnie.
_________________
Are you satisfied?
We've been here before
I don't recognize
You no more.

 
 
   Podziel się na:     
Emrys Love


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Ukryte ostrza,książka, rozpałka, krzesiwo, metalowy zbiorniczek z benzyną, poręczna apteczka( znajduje się w niej środek odkażający, woda utleniona,bandaże, gaza, plastry, tabletki przeciwbólowe, igły, strzykawka szklana i para rękawiczek), chusta z inicjałami
Dołączył: 08 Paź 2016
Posty: 150
Wysłany: 2016-12-12, 11:20   
   Stopień: 2[IIII]
   Fundusze: 2700 C.
   Multikonta: Charlotta, Harriet, Vivian


Zwinnie pokonał płot razem z krzesłem. Pokręcił delikatnie łbem, widząc wybryki wadery. Dziwna paleta uczuć zaczęła barwić nastrój Emrysa, a ten na krótką chwilę mógł zapomnieć o tym co było.
Ponownie usadowił trupa na ramieniu, kierując się z nim do ogrodu znajdującego się za domem. Tam już definitywnie uniknie przypadkowych gapiów, a tego mu było trzeba.
Rzucił truchło, skierował się wraz z krzesłem do kuchni w której je pozostawił.
-Na obiad musimy trochę poczekać, aż krew spłynie.. - poinformował waderę swoim sennym głosem, krzątając się po domu.
Powoli skierował się na niższe partie domu. Otworzył drzwi od piwnicy, schodząc po schodach w dół.
Piwnica, miejsce to niewątpliwie kontrastowało z resztą budynku. Nawet po zapaleniu światła panował tu nieprzyjemny półmrok.
Każdy kolejny schodek wydawał z siebie przeraźliwy skrzyp przy zetknięciu z ciężarem ciała kruczowłosego.
Szkarłatne tęczówki dokładnie analizowały owe miejsce - jedno wyjście. Rozstaw obiektów był stale rejestrowany przez kruczowłosego.
Przeszukując komódki, szafki, czy inne meble jakie mogły tam się znaleźć, szukał liny, którą odnalazł po dłuższej chwili. Jego spojrzenie przykuł stół, mieszczący się na środku pomieszczenia - Taa, to będzie dobre miejsce.
Zamknął szafkę, wycofując się powoli z piwnicy, tym samym wracając na parter.
Drzwi od piwnicy oczywiście zamknął, nie było potrzeby by ktoś tam wchodził.
Razem z liną udał się do ogrodu. Zatrzymał się przy wielkim drzewie, dokładnie lustrując jego najmniejsze detale.
Szukał gałęzi, gałęzi która byłaby w stanie utrzymać umarlaka.
Przerzucił linę przez dwie, grubsze gałęzie. Jednym końcem obwiązał stopy mężczyzny(konkretnie kostki).
Pochwycił drugi koniec liny, ciągnąc za nią. Lina się naprężyła, a po kilku silnych ruchach, Love wciągnął truchło na pewną wysokość.
Mężczyzna wisiał głową do dołu, a jego ciało kołysało się delikatnie przez podmuchy wiatru.
Emrys obwiązał wokół drzewa koniec liny, który trzymał w rękach.
Chwila prawdy - jego wzrok powędrował na mężczyznę, który wciąż wisiał-trzyma się.
Podszedł do truchła, ukucnął przy nim. Z pokrowca znajdującego się na pasku, wyciągnął nóż myśliwski, którym rozciął krawat tamujący krwotok. Krew już nieco zaschła, toteż Love pogłębił i odświeżył ranę. Powoli, aczkolwiek precyzyjnie, rozcinał co rusz to kolejne tkanki, sprawiając, że jedyną rzeczą jaka trzymała głowę mężczyzny na miejscu- to kręgosłup.
Zimne, zabarwione krwią ostrze powędrowało na ręce umarlaka. Pierw rozciął materiał garniaka, który niewątpliwie mu wadził, następnie pionowym ruchem przeciął jego żyły, pozwalając tym samym by krew znalazła nowe ujście.
Powoli wstał, ruszając do kuchni w której obmył ręce, oraz nóż.
Jego spojrzenie powoli rozejrzało się dookoła, w celu odnalezienia swojej towarzyszki, właśnie wtedy do jego świadomości dotarł pewien fakt.
Dla jednych mniej, dla innych bardziej szczególny, a jednak wciąż istniejący - wadera nie miała imienia. A przynajmniej tak sądził Love.
Schował nóż do pokrowca, po czym ukucnął. Jego dłoń powoli się uniosła, a on sam dość flegmatycznym ruchem, przywołał wilczycę do siebie.
 
   Podziel się na:     
Beatrice G.

Karta Postaci


Wiek: 19
Ekwipunek: Beatrice ma przy sobie dość dużą skórzaną torbę, przewieszaną przez ramię. Wewnątrz można znaleźć bukłak z wodą, mały - ale za to dobrze naostrzony - nóż, oraz coś, co wygląda na stary, skórzany płaszcz, który przeszedł już swoje, ale nadal dzielnie spełnia swoje funkcje.Ponadto w torbie znajdują się strzykawki (x3)i 2 fiolki - jedna ze środkiem dezynfekującym, a druga ze środkiem odurzającym, podpisanym tajemniczo "Finci". Do jej ekwipunku dołączyła stara, będąca w nie najlepszym stanie krowia czaszka.
Stan: FORMA: WILCZUR||| Fizyczny i psychiczny dobry, wypoczęta.
Energia: 100%
Dołączył: 28 Lis 2016
Posty: 148
Wysłany: 2016-12-12, 19:21   
   Stopień: 1[++]
   Fundusze: 2000 C
   Zwierzęta: Niestety żadne, chociaż dziewczyna bardzo chciałaby jakieś mieć.


Ta już od dłuższego czasu kręciła się po kuchni. Obwąchiwała wszystkie meble i krzesła. W końcu położyła się pod stołem w kuchni, mrucząc z zadowoleniem. Wadera przymknęła oczy, ale ciągle nasłuchiwała, więc gdy mężczyzna wszedł do pokoju, ta czekała już z uniesionym łbem. Wadera pisnęła cicho z radością, wydała z siebie wesoły warkot, po czym popędziła do Emrysa, gdy ten ją przywołał. Automatycznie groźnie wyglądając bestia zamieniła się w puchatą, "tulaśną" kulkę i zaczęła kręcić się jak wariatka dookoła chłopaka, ocierając mu się o nogi i wesoło podskakując. Wydała z siebie coś w rodzaju szczęśliwego szczeknięcia, chociaż trudno to porównać z takim pełnoprawnym psim szczekaniem. Przez chwilę jeszcze się kręciła, a potem wyraźnie zadowolona z siebie podeszła do czerwonookiego i wtuliła w niego swój pysk, patrząc na niego swymi białoniebieskimi ślepkami. Usiadła przed nim, naprawdę lubiła tego chłopaka. Nie tylko dlatego, że był dla niej miły, ale też dlatego, że byli podobni. Uniosła uszka, a potem opuściła je w ten słodki, psi sposób. Przysiadła na zadzie, podając swojemu towarzyszowi łapę. Jej ogon poruszał się wesoło po podłodze, zamiatając parkiet.
_________________
Are you satisfied?
We've been here before
I don't recognize
You no more.

 
 
   Podziel się na:     
Mistrz Gry


Dołączył: 19 Lut 2015
Posty: 564
Wysłany: 2016-12-12, 19:50   

U Beatrice nastąpiła niekontrolowana przemiana.
 
   Podziel się na:     
Beatrice G.

Karta Postaci


Wiek: 19
Ekwipunek: Beatrice ma przy sobie dość dużą skórzaną torbę, przewieszaną przez ramię. Wewnątrz można znaleźć bukłak z wodą, mały - ale za to dobrze naostrzony - nóż, oraz coś, co wygląda na stary, skórzany płaszcz, który przeszedł już swoje, ale nadal dzielnie spełnia swoje funkcje.Ponadto w torbie znajdują się strzykawki (x3)i 2 fiolki - jedna ze środkiem dezynfekującym, a druga ze środkiem odurzającym, podpisanym tajemniczo "Finci". Do jej ekwipunku dołączyła stara, będąca w nie najlepszym stanie krowia czaszka.
Stan: FORMA: WILCZUR||| Fizyczny i psychiczny dobry, wypoczęta.
Energia: 100%
Dołączył: 28 Lis 2016
Posty: 148
Wysłany: 2016-12-13, 08:27   
   Stopień: 1[++]
   Fundusze: 2000 C
   Zwierzęta: Niestety żadne, chociaż dziewczyna bardzo chciałaby jakieś mieć.


Pierwsze uczucie - nagłe "oświecenie", bariera instynktu zniknęła, została zastąpiona przez zwykłe myśli. Wzrok wadery zrobił się jakby... Zimniejszy, bardziej wyrachowany, a ona sama nagle przestała się cieszyć i odsunęła się od Emrysa. Potem pobiegła szybko do salonu, schowała się za czymś, co chyba było sofą.
A potem poczuła ból, mrowienie, chwilę później jej łapy przypominały już bardziej ręce.
Pysk z nieprzyjemnym stęknięciem skurczył się, pojawił się ludzki nos, ogon zaczął się kurczyć, a włosy znikać.
Chwilę później na ziemi, zamiast wilka była leżąca i najwyraźniej wyjątkowo oszołomiona Beatrice.
Dziewczyna leżała twarzą do ziemi, prawdę mówiąc... Nie pamiętała, co robiła chwilę temu, jej ludzka wersja nie "zsynchronizowała" się jeszcze z wilczą.
I przez to za każdym razem Beat czuła się, jakby miała ostrego kaca. Cicho mruknęła, otwierając lekko oczy. Wszystko magicznie wirowało i rozmazywało się. A do tego ten intensywny ból głowy, jakby ktoś wbijał jej wielkie szpile w skronie.
Przez chwilę leżała, zastanawiając się, gdzie tak w ogóle jest, i dopiero po chwili to do niej dotarło.
Spod kupy czarnych, kręconych włosów wydobyło się coś w rodzaju jęknięcia pełnego złości, bólu i znudzenia.
Doktorze, diagnozuję Weltschmerz.
Poruszyła lekko palcami od rąk i nawet spróbowałaby się podnieść, ale w chwili obecnej czuła, że jak tylko się ruszy to z gracją słonia zwali się na ziemię.
Chyba jeszcze trochę do niej nie dotarło, gdzie i z kim się znajdowała.
Niczym na jakichś naprawdę mocnych środkach uzależniających, Beatrice zapatrzyła się z tępą fascynacją w jakiś obraz na ścianie. Chyba, że to nie był obraz, tylko drzwi.
Jeden pies.
_________________
Are you satisfied?
We've been here before
I don't recognize
You no more.

 
 
   Podziel się na:     
Emrys Love


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Ukryte ostrza,książka, rozpałka, krzesiwo, metalowy zbiorniczek z benzyną, poręczna apteczka( znajduje się w niej środek odkażający, woda utleniona,bandaże, gaza, plastry, tabletki przeciwbólowe, igły, strzykawka szklana i para rękawiczek), chusta z inicjałami
Dołączył: 08 Paź 2016
Posty: 150
Wysłany: 2016-12-14, 12:26   
   Stopień: 2[IIII]
   Fundusze: 2700 C.
   Multikonta: Charlotta, Harriet, Vivian


Wadera nie miała imienia. A przecież każda istniejąca istota czy rzecz, ma swoje miano. Gdziekolwiek byśmy się rozejrzeli dostrzeżemy rzeczy, które mają swoją nazwę. Coś co istnieje, ma nazwę. Nazwa, coś tak pospolitego, a zarazem wyjątkowego. To imię nas identyfikuje. W niektórych kulturach imię jest dość intymną sprawą, bo o ile ogół zwraca się do innych po nazwisku, tak osoby trzymające się ze sobą blisko, mówią do siebie po imieniu - co jest dla nich czymś szczególnym. Miano jest czymś wyjątkowym, chociaż nikt zwykle się nad tym nie rozwodzi. Bez niego każda kolejna osoba nie byłaby nikim więcej jak częścią szarej masy. Imię jest czymś bez wątpienia perfekcyjnym.
Zwierzyna wesoło dokazywała. Emrys przymknął swoje szkarłatne ślepia, przeczesując dłonią sierść na jej łbie. Niczym jedwab.
-Tosia - wypalił spokojnie. Uznając te miano za w pewien sposób idealne dla wadery. Nie znał się na super imionach, jakie zwykle ludzie nadają dla swych potomków, czy zwierząt. (w końcu jego pies nazywał się Rufus, mogłaś trafić gorzej i zostać"grażynką" x"D)
Imię to kojarzyło mu się z miękkością, ciepłem, słodyczą.
Tak więc, Tosia wciąż dokazywała radośnie. Skąd w niej tyle energii i zapału? Czyż to niesamowite, że istoty żywe mogą pokazywać tło emocjonalne tak wyraziście? Emrys zwyczajnie nie potrafił, już nie. Te wszystkie lata, oraz flegmatyczna natura sprawiła, że jego mimika nie różniła się, cokolwiek by nie odczuwał. Jedynie osoby, które zdążyły go w pewnym sensie poznać, potrafiły wyłapać poszczególne emocje w beznamiętnej twarzy, oraz bez emocjonalnym głosie. Chris był taką osobą. Zawsze wiedział, gdy Emrys jest smutny. Zawsze wiedział gdy jest rozbawiony, czy po prostu się cieszy - potrafił wyłapać to bezbłędnie, mimo że zewnętrznie w kruczowłosym nie zachodziły żadne zmiany.
Nie umknęło jego uwadze, że wilczyca zaczęła zachowywać się dość nieracjonalnie. Szybko zniknęła mu z oczu.
Love powoli się podniósł, ruszając jej tropem w kierunku salonu.
-Tosiu? - zagaił swoim sennym, flegmatycznym głosem, wchodząc do salonu, a jego ślepia zalały spojrzeniem pokój, chcąc odnaleźć waderę.
 
   Podziel się na:     
Beatrice G.

Karta Postaci


Wiek: 19
Ekwipunek: Beatrice ma przy sobie dość dużą skórzaną torbę, przewieszaną przez ramię. Wewnątrz można znaleźć bukłak z wodą, mały - ale za to dobrze naostrzony - nóż, oraz coś, co wygląda na stary, skórzany płaszcz, który przeszedł już swoje, ale nadal dzielnie spełnia swoje funkcje.Ponadto w torbie znajdują się strzykawki (x3)i 2 fiolki - jedna ze środkiem dezynfekującym, a druga ze środkiem odurzającym, podpisanym tajemniczo "Finci". Do jej ekwipunku dołączyła stara, będąca w nie najlepszym stanie krowia czaszka.
Stan: FORMA: WILCZUR||| Fizyczny i psychiczny dobry, wypoczęta.
Energia: 100%
Dołączył: 28 Lis 2016
Posty: 148
Wysłany: 2016-12-14, 14:07   
   Stopień: 1[++]
   Fundusze: 2000 C
   Zwierzęta: Niestety żadne, chociaż dziewczyna bardzo chciałaby jakieś mieć.


No więc "Tosia" leżała nadal na ziemi. Dziewczyna, słysząc kroki i czyjś głos spróbowała się podnieść, ale skończyło się to bolesnym upadkiem na lewy policzek. Syknęła cicho.
-O bogowie, chyba zaraz puszczę pawia... - Wymamrotała sama do siebie, po czym drugi raz - już o wiele ostrożniej i opierając się ręką o sofę - podniosła się do góry. Nadal czuła się tak, jakby jej nogi były kłodami i nadal odnosiła wrażenie, że podłoga w jakiś podejrzany sposób faluje co chwilę w rytm "Back in black" AC DC, ale... Przynajmniej mogła utrzymać się na nogach. Beatrice przymknęła na chwilę oczy, masując sobie skroń, po czym już zupełnie się wyprostowała i podniosła do pionu - plecak, który dotąd zwisał z szyi, teraz leżał ponuro na ziemi. Wzrok czarnowłosej spoczął na... Chłopaku, który właśnie wszedł do salonu.
- O... Hej... - Powiedziała, czując, że wspomnienia zaczynają się stabilizować.
Co za durna sytuacja, jak wytłumaczyć komuś, że było się psem? Wykonała taki dziwny gest ręką, jakby chciała wskazać na siebie.
- No... to ja. - Wzruszyła lekko ramionami, po czym wykonała kilka kroków w bok, łapiąc równowagę, bo prawie się przewróciła.
- To będzie ten obiad, czy...?- Powiedziała po chwili krępującej ciszy.
_________________
Are you satisfied?
We've been here before
I don't recognize
You no more.

 
 
   Podziel się na:     
Emrys Love


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Ukryte ostrza,książka, rozpałka, krzesiwo, metalowy zbiorniczek z benzyną, poręczna apteczka( znajduje się w niej środek odkażający, woda utleniona,bandaże, gaza, plastry, tabletki przeciwbólowe, igły, strzykawka szklana i para rękawiczek), chusta z inicjałami
Dołączył: 08 Paź 2016
Posty: 150
Wysłany: 2016-12-15, 11:19   
   Stopień: 2[IIII]
   Fundusze: 2700 C.
   Multikonta: Charlotta, Harriet, Vivian


Jego spojrzenie spoczęło na kobiecie, zdawała się być częściowo zamroczona, a jednak nie to był największy problem.
Gdzie jest Tosia? i kim jest to mięso stojące przed nim.
Jeszcze raz omiótł wzrokiem otoczenie, ponownie zatrzymując je na kobiecie.
Beatrice przyznała się, że to ona jest jego nowym, wilczym towarzyszem.
Zmiennokształtna, no tak. Mógł się domyślić, a jednak starał się odgonić tą możliwość.
Co miał teraz zrobić? Jego psina okazała się być mięsem. W pewien sposób poczuł się oszukany, nie powinien, w końcu druga natura kobiety jest naturalna - a jednak z jego dystansem do ludzi, nie dało się tego uniknąć.
Z myśli wyrwał go jej głos, obiad. Właśnie.
-Miałem wstawiać ryż. - wymruczał.
Czy ona nic nie ma przeciwko jedzeniu człowieka? W końcu mięso nie ma w zwyczaju jeść mięsa, właściwie to usilnie się od tego wzbrania, zasłaniając się moralnością. Nie była też wampirem, tak jak Drozd, który przecież nie widział w tym nic dziwnego - do momentu, aż się dowiedział, że Emrys nie jest wampirem.
-Chodź, Tosiu.. - rzucił swoim sennym, flegmatycznym głosem, powoli kierując się w stronę kuchni.
Napełnił garnuszek wodą, który wstawił na gaz. Ściągnął plecak, z którego wyciągnął słoiczek z ziołami(kulturalnie zabrany z plebanii), oraz sól i pieprz( który sobie pożyczył z domu drozda.)
Posolił wodę, dosypał niego ziół,a jego ślepia powędrowały w kierunku okna.
Emrys nie mówił dużo, zwykle skłaniał się do gestów. Tak było i tym razem, spojrzał na kobietę swoimi beznamiętnymi ślepiami, po czym ruszył do drzwi od ogrodu, które otworzył i wyszedł.
Tak, Tosiu, chodź mi pomóż z tym truchłem.
Love podszedł do drzewa, odwiązując supeł, który ówcześnie zawiązał.
-Spuszczę go powoli, ty w tym czasie odciągniesz go na bok.. - mruknął cicho. Nie powinno sprawić to trudności, miała naprowadzić wiszące truchło trochę dalej, by ten wylądował na śniegu, a nie we własnej krwi.
Jego mięśnie się napięły, ciągnąc nieco linę, w końcu mężczyzna trochę warzył. I tak powoli zaczął go spuszczać ku ziemi.
 
   Podziel się na:     
Beatrice G.

Karta Postaci


Wiek: 19
Ekwipunek: Beatrice ma przy sobie dość dużą skórzaną torbę, przewieszaną przez ramię. Wewnątrz można znaleźć bukłak z wodą, mały - ale za to dobrze naostrzony - nóż, oraz coś, co wygląda na stary, skórzany płaszcz, który przeszedł już swoje, ale nadal dzielnie spełnia swoje funkcje.Ponadto w torbie znajdują się strzykawki (x3)i 2 fiolki - jedna ze środkiem dezynfekującym, a druga ze środkiem odurzającym, podpisanym tajemniczo "Finci". Do jej ekwipunku dołączyła stara, będąca w nie najlepszym stanie krowia czaszka.
Stan: FORMA: WILCZUR||| Fizyczny i psychiczny dobry, wypoczęta.
Energia: 100%
Dołączył: 28 Lis 2016
Posty: 148
Wysłany: 2016-12-15, 14:43   
   Stopień: 1[++]
   Fundusze: 2000 C
   Zwierzęta: Niestety żadne, chociaż dziewczyna bardzo chciałaby jakieś mieć.


Jeszcze trochę chwiejnie, ale już o wiele bardziej pewnie ruszyła za Emrysem. Dziwiło ją to, że mężczyzna nie reagował, prawdę mówiąc była przygotowana do starcia... A tymczasem on przyjął to ot tak, po prostu.
Zamyślona ,kiwnęła głową, po czym pomogła mu zdjąć truchło. Dobrze, że miała na sobie kurtkę, ale i tak poczuła chłód.
Popatrzyła niepewnie na chłopaka, gdy ciało ich przyszłego obiadu spoczywało na ziemi.
-...Nie masz nic przeciwko temu, że... - Tutaj trochę się zacięła.
-...Że nie jestem psem?- Mówiąc to schyliła się i chwyciła martwego mężczyznę w pasie. Trzeba go zabrać do środka...
- Nie jesteś na mnie... Zły czy coś, nie boisz się? To znaczy dobrze, że tak jest, bo martwiłam się, że się przestraszysz albo wkurzysz i będziesz chciał mnie zabić.... Chyba, że taki masz plan. - Poprawiła uchwyt, po czym na próbę przeciągnęła trochę cielsko. Dziewczyna skarciła się w myślach, głupio, że to powiedziała, jeszcze chłopak się rozmyśli i postanowi zjeść ją zamiast starego garniturka, jak ochrzciła w myślach trupa.
...W gruncie rzeczy, jak tak teraz pomyślała, to sam fakt, że jej samej nie brzydziło jedzenie człowieka, było dość... Dziwne.
Nie spodziewała się po sobie takiego braku moralności, no proszę.
Ale tak, z jakiegoś powodu aż tak jej to nie przeszkadzało.
- W ogóle, mam na imię Beatrice... A ty? - Nadal czuła się dziwnie, chłopak nie przeraził się przemiany ani na nią nie zareagował. W gruncie rzeczy traktował ją jak wcześniej, a spodziewała się czegoś innego. Spojrzała jeszcze niepewnie na chłopaka, po czym ruszyła powoli w stronę domu, ciągnąc ostrożnie ciało. Ciągle czuła się otępiała i dlatego bardziej uważała, żeby się nie wywalić.
_________________
Are you satisfied?
We've been here before
I don't recognize
You no more.

 
 
   Podziel się na:     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  





czo.pl - załóż darmowe forum już dziś!





Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Templates BlueDarkBG v.1.0 created by Gnacio helped by Avanast |

FORA PARTNERSKIE
SnM aegyo Vampire Diaries Vampire Kingdom Fairy Tail Path Magician