Sekret Miasta Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Anastazja Leneaure
2017-05-16, 13:50
Dom Drozda (nieprawda, to dom Mrysia)
Autor Wiadomość
Kasandra Valley


Karta Postaci


Wiek: 21
Ekwipunek: luźne i proste spodnie z cienkiej wełny w kolorze szarym z ciemno czerwonymi znaczeniami, biała bluzka wełniana z długim rękawem ściąganym na mankiecie i łokciu, czarna peleryna filcowa z kapturem, wełniane "skarpety" podszywane barchanem, skórzany pasek, krótki gorset z cienkiej wełny w kolorze ciemnego brązu, barchanowa bielizna. | Rzemykowa bransoletka; 2 czarne chusty z lnu, jedna znacznie mniejsza; 2 pistolety skałkowe; 30 kul ołowianych; 30 torebek czarnego prochu; torebka [skóra węża ok 1.5m, lusterko, 1 igła, nici, 3 agrafki, sakiewka, fiołkowe perfumy, zmięta kartka z wiadomością od "T"].
Stan: Ma się w miarę dobrze. Opatrzone rany na lewym biodrze i udzie dobrze się goją. Ślad po rozcięciu na prawym ramieniu i parę lekko podłużnych blizn na lewym przedramieniu.
Energia: 100
Dołączył: 18 Maj 2016
Posty: 213
Wysłany: 2017-03-19, 20:55   
   Stopień: 1 {lV [24-12]}
   Fundusze: 2701 C.
   Multikonta: Drozd | Kaspar Walker | Kuguar


    Umysł Kasandry przez cały ten czas pogrążony był w swych własnych odmętach. Położywszy świadomość do wygodnego łóżka niczym małe dziecko, sam zajmował się porządkowaniem narośniętej sterty spraw. Ostatnie wydarzenia poczyniły znaczne szkody w organizmie i należało jak najszybciej się tym zająć. Rozkazy, harmonogram, dyscyplina; nikt by nie przypuszczał, że każda cząstka kotki staje właśnie na głowie, by zmniejszyć choćby ryzyko wykrwawienia się.
    Poruszanie w tę i wew tę nie pomagało w tym ostatnim, ale było tutaj złem koniecznym. Karminowa ciecz nieznacznie zdążyła przesączyć się na pelerynę Emrysa, kiedy ten niósł zmiennokształtną. Jej tylna łapa wysunęła się gładko spod założonego prowizorycznie paska.
    Leżała spokojnie, dokładnie tak jak ją zostawił, a jednak jej ciało nie było zupełnie bezczynne. Być może był w tym jakiś zysk energii niezbędnej do przeżycia, a może po prostu efekt długotrwałego braku umyślnej kontroli; sierść kotki poczęła się skracać, przerzedzać. Ogon kurczył się i znikał pod ubraniem, twarz nabierała coraz bardziej ludzkich kształtów.
    Kiedy Emrys powrócił do sypialni, zamiast humanoidalnego kota, zobaczył młodą dziewczynę o kruczoczarnych, zmierzwionych włosach.
_________________
* * *
a ty
czy ty
zdecydujesz też
że już nie da się stać
na oślep trzeba biec
po tym, co się tu działo każdy chyba wie
pod drzewem dziś to wszystko skończy się
 
   Podziel się na:     
Emrys Love


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Ukryte ostrza,książka, rozpałka, krzesiwo, metalowy zbiorniczek z benzyną, poręczna apteczka( znajduje się w niej środek odkażający, woda utleniona,bandaże, gaza, plastry, tabletki przeciwbólowe, igły, strzykawka szklana i para rękawiczek), chusta z inicjałami
Dołączył: 08 Paź 2016
Posty: 150
Wysłany: 2017-03-20, 12:51   
   Stopień: 2[IIII]
   Fundusze: 2700 C.
   Multikonta: Charlotta, Harriet, Vivian


Zbiegł na dół, machinalnym ruchem chwytając plecak, który zawisł na jednym z jego ramion. Szybko przedostał się do kuchni, wyciągając z szafki miseczkę, do której nalał wody.
Odstawił napełnione naczynie na stół, a sam wrócił do salonu, grzebiąc po szafkach. Takim to sposobem odnalazł białe prześcieradło, które również zawisło na jego ramieniu. Ponownie wrócił do kuchni, by zabrać wcześniej wymienione naczynie i tak z całym asortymentem udał się na górę.
Nieco się zdziwił, widząc kobietę - która jeszcze przed chwilą takową nie była..a przynajmniej nie do końca.
Zmiennokształtna - mruknęła jego świadomość. Zbliżył się do łóżka, dokładnie lustrując dziewczę wzrokiem.
Była.. śliczna. Mimo nieładu jaki tkwił na jej kruczoczarnych włosach, oraz brudu jaki okalał jej twarzyczkę.
Nie miej jednak miał gdzieś jej urodę, bardziej martwił się, że karmazynowa ciecz poplami łóżko - a plamy z krwi nie tak łatwo zmyć.
Usiadł na krawędzi łóżka. Ściągnął pelerynę, która teraz jedynie mu wadziła. Podciągnął rękawy.
Posłał dziewczynie krótkie, beznamiętne spojrzenie, a jego dłonie machinalnie otworzyły plecak, wydobywając z niego apteczkę. Emrys odstawił pudełko na szafce nocnej, tuż przy misce z wodą.
Wyciągnął płyn do dezynfekcji, którym odkaził ręce. Dość delikatnie chwycił za krawędź koszulki dziewczyny, którą uniósł, odnajdując tym samym ranę - Niedobrze..
Rana była dość głęboka i wyglądało na to, że nie zamierzała przestać krwawić.
Kątem oka dostrzegł, nadszarpnięty materiał na udzie, z którego również rozrastała się karmazynowa plama.
Jego dłonie powędrowały na pasek od spodni nieznajomej, który sprawnie rozpiął, chwilę później dość delikatnie zsuwając z dziewczyny odzienie.
Zsunął z ramienia prześcieradło, które podarł na mniejsze kawałki. Pochwycił jeden z nich jedną dłonią, zaś drugą nieznacznie uniósł udo dziewczyny. Biały materiał spowiła czerwień, gdy chłopak dość ciasno obwiązał go na ranie nieznajomej. Chciał niejako zatamować pomniejszy krwotok, by móc skupić całą uwagę na tym groźniejszym.
Wyciągnął z apteczki gazę, której uciął kawałek, zatapiając ją w naczyniu.
Dalej nie wiedział dlaczego to robi, nawet nie chciał wiedzieć. Usilnie odpychał swoje własne, nachalne pytania.
Dokładnie oczyścił jej ranę, do której przyłożył gazę, obwiązując jej biodra rozerwanym prześcieradłem. Prowizoryczny opatrunek wyglądał bardzo profesjonalnie, biorąc pod uwagę fakt, że nie posiadał bandaża.
Jego dłonie powędrowały na udo dziewczyny, odwiązując zakrwawione prześcieradło - tym samym zajmując się skaleczeniem na nodze. Dokładnie je oczyścił, opatrując je.
Z podziwem spojrzał na swoje dzieło, zdecydowanie odnalazłby się na wydziale medycyny.
Powoli wstał, a z jego ust wyrwało się ciche westchnienie.
Krew na ubraniu nieznajomej powoli poczęła zasychać, także Love w pierwszej kolejności ostatecznie pozbył się jej spodni, które wylądowały na drewnianej podłodze.
Nieznacznie nachylił się nad Kassandrą, chwytając skrawek jej koszulki, której chwilę później się pozbył. Nieruchoma niczym lalka tkwiła w błogim śnie - sprawdził puls- tak.. spała.
Love odsunął się nieznacznie, skanując dziewczynę spojrzeniem. Bezsprzecznie prowadziła aktywny tryb życia. Pochwycił kołdrę, którą zaraz okrył "śpiącą królewnę". Zatamował krwotok, powinno być dobrze. Pozbierał jej ubrania, wychodząc z sypialni.
Czas płynął wyjątkowo szybko, gdy On sam napełnił kran ciepłą wodą, pozbywając się krwi oraz innych zabrudzeń mieszczących się na odzieniu kobiety.
Kim była? - Refleksje na ten temat były mniej problematyczne od tych głoszących hasło"Dlaczego?"
Nabrał nieco mydła, dość mechanicznie pocierając o siebie tkaniny. Gdy skończył wycisnął ubrania z nadmiaru wody, odkładając je na blat.
Pochwycił dwa krzesła, które znajdywały się kuchni, ruszając wraz z nimi do salonu. Postawił je tuż przed kominkiem, oparciem skierowanym w stronę ognia. Na ów wymienionym oparciu powiesił mokre ubrania- Koniec. Ale czy na pewno?
Jego wzrok powędrował w kierunku schodów. Bezszelestnie udał się na górę, wchodząc cicho do sypialni. Przewertował kolejno szafki, wyciągając z jednej męską koszulkę - Powinna spełnić swoją role. Wprawdzie jest o wiele za duża, zgadywał że kruczowłosa niejako się w niej utopi, ale to nawet lepiej. Złożył koszulkę, kładąc ją na pościeli, tuż przy nogach nieznajomej.
Sięgnął w kierunku plecaka, z którego wyciągnął paczkę ciastek.
Ah Emrysie, za bardzo się poświęcasz.. - położył paczuszkę na koszulce. Zabrał swój plecak, miskę, oraz pozbierał zakrwawione prześcieradło robiące za zużyte bandaże.
Tak obładowany, skierował się w stronę parteru. Wylał wodę, wrzucił do kominka zakrwawiony materiał - nikomu na nic się już nie zda.
Wyciągnął kolejną paczkę ciastek, niemal od razu ją otwierając. Dziwny rodzaj zmęczenia opatulał go szczelnie, a on sam poczuł zawrót w głowie.
Wyciągnął ciasteczko, wsuwając je do ust, tym samym kierując się do kuchni.
Pałaszując ciastka, wyciągnął z lodówki mięso, z szafki ryż. Postawił garnek z wodą na ogniu, wrzucił do niego dwie paczuszki ryżu. Na drugim palniku umieścił patelnie, pokroił i przyprawił mięso, które na niej umieścił.
Po kuchni zaraz rozniósł się zapach przypraw, który delikatnie muskał nozdrza Emrysa, racząc go dość przyjemnym zapachem.
 
   Podziel się na:     
Kasandra Valley


Karta Postaci


Wiek: 21
Ekwipunek: luźne i proste spodnie z cienkiej wełny w kolorze szarym z ciemno czerwonymi znaczeniami, biała bluzka wełniana z długim rękawem ściąganym na mankiecie i łokciu, czarna peleryna filcowa z kapturem, wełniane "skarpety" podszywane barchanem, skórzany pasek, krótki gorset z cienkiej wełny w kolorze ciemnego brązu, barchanowa bielizna. | Rzemykowa bransoletka; 2 czarne chusty z lnu, jedna znacznie mniejsza; 2 pistolety skałkowe; 30 kul ołowianych; 30 torebek czarnego prochu; torebka [skóra węża ok 1.5m, lusterko, 1 igła, nici, 3 agrafki, sakiewka, fiołkowe perfumy, zmięta kartka z wiadomością od "T"].
Stan: Ma się w miarę dobrze. Opatrzone rany na lewym biodrze i udzie dobrze się goją. Ślad po rozcięciu na prawym ramieniu i parę lekko podłużnych blizn na lewym przedramieniu.
Energia: 100
Dołączył: 18 Maj 2016
Posty: 213
Wysłany: 2017-03-24, 22:37   
   Stopień: 1 {lV [24-12]}
   Fundusze: 2701 C.
   Multikonta: Drozd | Kaspar Walker | Kuguar


Mętne światło muskało jej powieki, które w odpowiedzi drżały coraz bardziej, by wreszcie rozchylić się odrobinę. Biel. Dopiero po dłuższej chwili w obraz wstąpiły inne kolory, a za nimi kształty i cienie. Kiedy cała ta masa przestała w sobie pływać, przybierając sensownego wyglądu, Kasandra rozejrzała się.
Pokój wydawał się całkiem zwyczajny, ale też nawet przyjemny. Ciepły. Stare meble dodawały pewnego specyficznego charakteru, metalowa, wytarta już lampa wisiała u sufitu, a drewno na ścianach opatulało całość. W końcu jej wzrok zawisł na oknie. Jakieś drzewo, a za nim dachy budynków.
W tym momencie dziewczyna zesztywniała, jakby budząc się już zupełnie, dopiero teraz. Gdzie tak właściwie była? Poderwała się, prostując ręce za plecami, w tym też momencie złapała się za brzuch. Z jej wykrzywionych ust wydał się cichy jęk. Rozchyliła zmrużone powieki, jej oczom ukazał się opasujący dolną część talii opatrunek, troszeczkę ciemniejszy z lewej strony. A więc to on ją ściskał, sądziła przedtem, że to po prostu…
Jej spojrzenie gładko spłynęło na gołe ręce, brzuch, cielisty stanik. Uniosła kołdrę, by upewnić się w sytuacji. Omiotła wzrokiem plamy krwi na prześcieradle, musnęła palcami opatrunek na nodze. Każdy jej ruch był spokojny i opanowany, ale jednocześnie pełen jakiegoś napięcia, jak ostrożnie przenoszona skrzynka nitrogliceryny. Co to za miejsce? I, co ważniejsze, gdzie była Charlotta?
Jej uwagę przykuł ciemny obiekt na pościeli. Przyglądała mu się przez chwilę, aż stwierdziła, że jest jakimś fragmentem odzienia, definitywnie nie jej własnym.
Charlotta. Miały się spotkać w zamku, podczas gdy… Przyłożyła palce do czoła, kładąc się ostrożnie. Wieża. Była tam wieża. I jakiś plac. Czy Chery zdołałaby gdziekolwiek ją zanieść? Czy w ogóle by ją znalazła? Kasandra przywołała w myślach położenie wszystkich trzech kluczowych punktów. Najkrótsze drogi do zamku nie pokrywały się. Nie powinny. Usiadła powoli i znów spojrzała na wyrzutka z garderoby. Wzięła w dwa palce i rozwinęła do połowy. Chwyciła drugą ręką, wyprostowała.
Męski podkoszulek. To znaczy, że ów ktoś nie miał przy sobie damskich rzeczy, najpewniej i sam nie był kobietą. I najpewniej też w domu tym nie mieszkała kobieta.
Kasandra wpatrywała się w koszulkę nieruchomo, a wyraz jej twarzy zmieniał się subtelnie, zrzucając pelerynę zabłąkania, ukazał bliżej niesprecyzowaną wrogość. Zielone oczy przybrały temperaturę lodu. Ta złość tym bardziej była niebezpieczna, że nie mogła chwilowo znaleźć ujścia.
Opuściła dłonie i rozejrzała się uważniej, dokładnie lustrując każdy fragment pokoju. Potem jeszcze raz. Gdzie były wszystkie jej rzeczy? No tak, oczywiście, zapewne razem z nieznajomym. Spróbowała odruchowo zgiąć nogi, ale to był kiepski pomysł. Poruszanie stawem biodrowym z lewej strony wywołało nieprzyjemny grymas. Wyprostowała nogę i poczekała, aż ból generalnie minie. Pięknie. Westchnęła. Muszę się stąd wydostać... Za chwilę też kolejne westchnienie, głębsze i bardziej zrezygnowane wydobyło się z jej ust. Ten cel był obecnie bardzo mało osiągalny. Musiała odpocząć, poczekać, aż rany choć trochę się zagoją. Ale czy była tu bezpieczna? Ten ktoś ją opatrzył, ale też rozbroił. Co prawda sama zrobiłaby tak samo, jednak to nie zmieniało faktu, że intencje człowieka pozostają nieznane. Poza jednym: z jakiegoś powodu nie chce jej śmierci.
Znowu obejrzała podkoszulek z wyraźnie zniesmaczoną miną. Zbliżyła go do twarzy; no, przynajmniej był czysty. I sądząc po rozmiarze, spokojnie zakryje jej pupę. Założyła koszulkę, trochę też za szeroką, po czym położyła się z powrotem, zapadając w białą poduszkę.
Przyszło jej do głowy, że jej włosy muszą wyglądać jak skołtuniony pudel. Kontemplowała to stwierdzenie przez chwilę, próbując je zignorować, ale tę walkę przegrała. Podciągnęła się w górę łóżka, oparła się plecami o ścianę i zaczęła palcami rozdzielać poszczególne kosmyki.
_________________
* * *
a ty
czy ty
zdecydujesz też
że już nie da się stać
na oślep trzeba biec
po tym, co się tu działo każdy chyba wie
pod drzewem dziś to wszystko skończy się
 
   Podziel się na:     
Emrys Love


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Ukryte ostrza,książka, rozpałka, krzesiwo, metalowy zbiorniczek z benzyną, poręczna apteczka( znajduje się w niej środek odkażający, woda utleniona,bandaże, gaza, plastry, tabletki przeciwbólowe, igły, strzykawka szklana i para rękawiczek), chusta z inicjałami
Dołączył: 08 Paź 2016
Posty: 150
Wysłany: 2017-03-27, 13:10   
   Stopień: 2[IIII]
   Fundusze: 2700 C.
   Multikonta: Charlotta, Harriet, Vivian


Odcedził ryż, wysypując śnieżnobiałe ziarna na patelnie. Kilkakrotnie przemieszał danie, a gdy uznał je za gotowe, po prostu wyłączył gaz.
Podciągnął rękawy czarnej bluzy, ukazując tym samym szereg tatuaży, które pokrywały jego ręce. Kiedy je zrobił? od czego się tak właściwie zaczęło?
Wyciągnął z górnej półki dwa talerze, które z delikatnym stukotem osiadły na blacie. Alabastrowa, smukła dłoń sięgnęła w kierunku patelni, przesypując jej zawartość na talerze. Każdy jego ruch był precyzyjny i zdawałoby się dwa razy przemyślany, jak gdyby ta błaha czynność miała zaważyć o jego życiu.
Odstawił patelnie na palnik, zaraz to przenosząc talerze na stół. Dwie, idealnie równe porcje przyozdabiały teraz stół, racząc owe pomieszczenie przyjemnym dla nozdrzy zapachem.
Love jeszcze raz spojrzał na swoje dzieło, nim udał się w kierunku schodów. Szybko znalazł się przy drzwiach do sypialni.
Jego gość nie był niczym więcej niż mięsem, w dodatku mógł być nieprzytomny, a mimo to z wyrobionej grzeczności, Love pierw zapukał, a dopiero po chwili nacisnął żelazną klamkę, wchodząc do pomieszczenia.
Szkarłatne pierścionki szybko zarejestrowały zmiany jakie zaszły w pomieszczeniu. Jego obojętny wzrok i równie nonszalancki wyraz twarzy skupił się na wybudzonej istocie.
Wbrew temu co mogła wywnioskować kobieta po koszulce, jaką otrzymała, Emrys nie był nadto barczysty. Kruczowłosy był raczej drobnej budowy, a jego rysy twarzy były dość delikatne. Niemniej jednak jego postać budziła niepokój, a w niektórych nawet strach. Przyczyną tego były jego ślepia, przez które w dzieciństwie został skazany na potępienie. Seria tatuaży pokrywająca jego ciało, oraz masa kolczyków tylko dolewała oliwy do ognia.
Mryś powoli zbliżył się do łóżka, dokładnie skanując wzrokiem wybudzoną istotę. Pochwycił paczuszkę Oreo, jaką zostawił, kładąc ją na kolanach nieznajomej.
-Straciłaś dużo krwi.. - zaczął, charakterystycznym dla niego, ospałym, bez emocjonalnym głosem - Powinnaś zjeść coś słodkiego.. - wymruczał, wciąż uparcie wlepiając wzrok w kobietę.
Bezsprzecznie gdzieś w głębi poczuł niezwykłą fascynacje, której przyczyną były ślepia zmiennokształtnej. Mięso o niezwykłych oczach- przeszło mu przez myśl. Kryształowa zieleń nasycona kocią dzikością. Jak gdyby miał szansę zderzyć spojrzenie z drapieżnikiem.
Z pozoru tak zwyczajne, a jednak niezwykłością dorównujące spojrzeniu samego Emrysa. Nie.. nie prawda.. Nie mam nic pięknego w ślepiach potwora- skarcił się w myślach.
Wciąż nie wiedział, dlaczego uratował jej życie..Nie, chyba nawet nie chciał wiedzieć.
 
   Podziel się na:     
Kasandra Valley


Karta Postaci


Wiek: 21
Ekwipunek: luźne i proste spodnie z cienkiej wełny w kolorze szarym z ciemno czerwonymi znaczeniami, biała bluzka wełniana z długim rękawem ściąganym na mankiecie i łokciu, czarna peleryna filcowa z kapturem, wełniane "skarpety" podszywane barchanem, skórzany pasek, krótki gorset z cienkiej wełny w kolorze ciemnego brązu, barchanowa bielizna. | Rzemykowa bransoletka; 2 czarne chusty z lnu, jedna znacznie mniejsza; 2 pistolety skałkowe; 30 kul ołowianych; 30 torebek czarnego prochu; torebka [skóra węża ok 1.5m, lusterko, 1 igła, nici, 3 agrafki, sakiewka, fiołkowe perfumy, zmięta kartka z wiadomością od "T"].
Stan: Ma się w miarę dobrze. Opatrzone rany na lewym biodrze i udzie dobrze się goją. Ślad po rozcięciu na prawym ramieniu i parę lekko podłużnych blizn na lewym przedramieniu.
Energia: 100
Dołączył: 18 Maj 2016
Posty: 213
Wysłany: 2017-04-02, 00:14   
   Stopień: 1 {lV [24-12]}
   Fundusze: 2701 C.
   Multikonta: Drozd | Kaspar Walker | Kuguar


Na moment zamarła w bezruchu, słysząc pukanie. Obrzuciła drzwi oskarżycielskim spojrzeniem i bardzo powoli rozdzieliła wzięty właśnie kosmyk. Czarne pasemko spłynęło jej na ramię, kiedy w wejściu pojawił się obcy jegomość. A więc dobrze myślała. Szmaragdowe oczy błyskawicznie omiotły jego sylwetkę z góry do dołu i z dołu do góry, analizując każdy szczegół zarówno budowy, jak i ubioru czy rzeczy, które posiadał. Tanie i wygodne ubranie nie było dziwnym widokiem, zwłaszcza w tej okolicy, tatuaże ukazane przez podciągnięte rękawy stwarzały pewną sugestię. Wiadomo, co myśli się o ludziach wytatuowanych, Kasandra nie mogła nie spotkać się z tą opinią. Wymyślna fryzura i kolczyki jeszcze bardziej zbliżały typa do subkultury lub też kręgów. Kręgów zaliczanych przez wielu za marginesowe, margines w Vitrum znaczył natomiast bardzo wiele. Zwłaszcza dla niej. Czy możliwe, że trafiła na jednego z nich? Jej wzrok zatrzymał się na oczach przybysza. Szkarłatne tęczówki odziane w czerń z obu stron. Z pewnością nie był człowiekiem, ludzie nie mają takich oczu. Czym w takim razie?
Sam widok ślepi mężczyzny nie wzbudzał w niej strachu, to była bardziej niepewność. Niepokojąca niepewność co do tego, czego mogła się spodziewać. Choć z drugiej strony… Czy reakcja zwykłego człowieka byłaby bardziej przewidywalna? Szczerze w to wątpiła.
Kiedy zbliżył się do łóżka, jej plecy mocniej przylgnęły do ściany. Napięła mięśnie wszystkich trzech kończyn, a w jej oczach zatańcowała groźba. Groźba zaszczutego zwierzęcia. “Dotknij. Ugryzę.”
Wtem uwaga padła na nowy przedmiot w jego dłoni. Pudełko z ciastkami nie wyglądało niebezpiecznie, toteż wróciła do obserwacji oczu mężczyzny. Wciąż nie mogła zrozumieć jego całkowitej obojętności. Zupełnie jakby ta sytuacja była przez niego przerabiana co ranek. Chociaż… on też na nią patrzył z pewną… pewnym zaciekawieniem?
Nieważne.
Wysłuchała go uważnie, ale milczała przez chwilę. Wtem coś jej przyszło do głowy. Zmarszczyła brwi.
- Czy ty…? - urwała, słysząc głupotę pytania. Oczywiście, że tak. Wbrew wszelkim ostrzeżeniom odwróciła głowę do okna, by nie widział irytującego rumieńca na jej twarzy. - Kim ty jesteś? - spytała powoli, starając się, by głos jej nie zadrżał. Wciąż wlepiając wzrok w okno, usilnie odganiała żenujące myśli.
_________________
* * *
a ty
czy ty
zdecydujesz też
że już nie da się stać
na oślep trzeba biec
po tym, co się tu działo każdy chyba wie
pod drzewem dziś to wszystko skończy się
 
   Podziel się na:     
Emrys Love


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Ukryte ostrza,książka, rozpałka, krzesiwo, metalowy zbiorniczek z benzyną, poręczna apteczka( znajduje się w niej środek odkażający, woda utleniona,bandaże, gaza, plastry, tabletki przeciwbólowe, igły, strzykawka szklana i para rękawiczek), chusta z inicjałami
Dołączył: 08 Paź 2016
Posty: 150
Wysłany: 2017-04-05, 15:18   
   Stopień: 2[IIII]
   Fundusze: 2700 C.
   Multikonta: Charlotta, Harriet, Vivian


Mięso zdawało się być nadzwyczaj czujne. Fascynujące spojrzenie szmaragdowych ślepi wyrażało dzikość uwięzionego zwierzęcia.
Niepewność - czuł jak każdy jego najmniejszy ruch był zaraz wyłapywany i interpretowany przez nieznajomą. Przez chwilę poczuł, jak gdyby zlepieni byli z tej samej gliny - a jednak był to tylko przebłysk, który szybko został wręcz brutalnie zdeptany realnością - Nonsens, to tylko głupie mięso.
-Nie spinaj się tak, przysporzysz sobie bólu.. - wymruczał flegmatycznie.
Gdy padło pierwsze pytanie ze strony kruczowłosej, zdawałoby się urwane w połowie, Love delikatnie przechylił głowę na bok -nie rozumiał. Przynajmniej z początku.
Także nie mógł zinterpretować dalszego, nieco bardziej nierozważnego zachowania, które wypłynęło z jej strony.
To chyba zawstydzenie.. - podpowiedziały mu myśli, które krótką chwilę szukały wyjaśnienia w jej zachowaniu. Ale dlaczego? Przecież nie zrobił niczego, co opisywane było w książkach, czy chociażby wyłapywane z obserwacji ludzi. Kto zrozumie mięso w tych czasach.
Nieznajoma w końcu nauczyła się kończyć rozpoczęte zdania, także Love przestał świdrować ją spojrzeniem, które również pognało w kierunku okna.
-Istota żyjąca samotnie, poza społeczeństwem, jest albo zwierzęciem, albo bogiem.. - Odpowiedział nazbyt spokojnie, przymykając ślepia.
Powoli się podniósł, a szkarłatne pierścionki po raz kolejny zawisły na zmiennokształtnej - Dasz radę chodzić? - podjął, podchodząc do jednej z komód, z której wyciągnął wcześniej przyuważony koc -Przy kominku jest znacznie cieplej, a twój organizm się wychłodził..
 
   Podziel się na:     
Beatrice G.

Karta Postaci


Wiek: 19
Ekwipunek: Beatrice ma przy sobie dość dużą skórzaną torbę, przewieszaną przez ramię. Wewnątrz można znaleźć bukłak z wodą, mały - ale za to dobrze naostrzony - nóż, oraz coś, co wygląda na stary, skórzany płaszcz, który przeszedł już swoje, ale nadal dzielnie spełnia swoje funkcje.Ponadto w torbie znajdują się strzykawki (x3)i 2 fiolki - jedna ze środkiem dezynfekującym, a druga ze środkiem odurzającym, podpisanym tajemniczo "Finci". Do jej ekwipunku dołączyła stara, będąca w nie najlepszym stanie krowia czaszka.
Stan: FORMA: WILCZUR||| Fizyczny i psychiczny dobry, wypoczęta.
Energia: 100%
Dołączył: 28 Lis 2016
Posty: 148
Wysłany: 2017-04-07, 21:26   
   Stopień: 1[++]
   Fundusze: 2000 C
   Zwierzęta: Niestety żadne, chociaż dziewczyna bardzo chciałaby jakieś mieć.


Trochę wychłodzona, ale w gruncie rzeczy cała i zdrowa, Beatrice wróciła do domu Emrysa. Przywłaszczonego domu, ale jednak należącego w jakiś sposób do niego.
Przeskoczyła przez furtkę, uprzednio przerzucając przez nią plecak, a potem dość niezgrabnie weszła, otwierając głośno drzwi, wnosząc pełno śniegu i błota do domu.
-Wróciłaaaaam!- Wychrypiała głośno, kładąc wcześniej rzuconą bezwładnie na śnieg, a potem podniesioną z pewnym trudem torbę przed kominkiem. Zdjęła kurtkę, ją również rzuciła gdzieś na ziemię, po czym z impetem rzuciła się na sofę w salonie, wzdychając ciężko. Jeszcze na chwilę zasłoniła oczy dłońmi, przecierając ślepia. Zmęczyła się, i na dodatek było jej zimno. To był idealny wręcz moment, żeby poszukać napoju bogów, ambrozji.
Herbaty.
Dziewczyna poleżała jeszcze chwilę, ale nie potrwało to długo, bo już jakąś minutę później rzucała się po kuchni, przeczesując szafki w poszukiwaniu torebek z liśćmi herbacianymi. Gdy w końcu dobrała się do jakiejś starej, zniszczonej paczuszki, była już przekonana, że złapała katar, kilkukrotnie pociągnęła nosem.
Wzięła pierwszy lepszy przyrząd czajnikopodobny, który nawinął jej się pod ręką, po czym nalała do niego wody i jakoś uporała się z zaparzeniem jej bez polewania się wrzątkiem.
Gdy w końcu już zaparzyła herbatę, usiadła przy stole, mrużąc oczy i wpatrując się z satysfakcją w lekko odarty z nadruku kubek, który trzymała w rękach.
Nie zdawała sobie sprawy z tego, że Emrys nie jest sam w domu, ale prawdę mówiąc nawet, gdyby to wiedziała, to chyba jej reakcja nie byłaby lepsza.
_________________
Are you satisfied?
We've been here before
I don't recognize
You no more.

 
 
   Podziel się na:     
Kasandra Valley


Karta Postaci


Wiek: 21
Ekwipunek: luźne i proste spodnie z cienkiej wełny w kolorze szarym z ciemno czerwonymi znaczeniami, biała bluzka wełniana z długim rękawem ściąganym na mankiecie i łokciu, czarna peleryna filcowa z kapturem, wełniane "skarpety" podszywane barchanem, skórzany pasek, krótki gorset z cienkiej wełny w kolorze ciemnego brązu, barchanowa bielizna. | Rzemykowa bransoletka; 2 czarne chusty z lnu, jedna znacznie mniejsza; 2 pistolety skałkowe; 30 kul ołowianych; 30 torebek czarnego prochu; torebka [skóra węża ok 1.5m, lusterko, 1 igła, nici, 3 agrafki, sakiewka, fiołkowe perfumy, zmięta kartka z wiadomością od "T"].
Stan: Ma się w miarę dobrze. Opatrzone rany na lewym biodrze i udzie dobrze się goją. Ślad po rozcięciu na prawym ramieniu i parę lekko podłużnych blizn na lewym przedramieniu.
Energia: 100
Dołączył: 18 Maj 2016
Posty: 213
Wysłany: 2017-04-09, 14:53   
   Stopień: 1 {lV [24-12]}
   Fundusze: 2701 C.
   Multikonta: Drozd | Kaspar Walker | Kuguar


    Czuła na sobie jego baczne spojrzenie, co jednak wyraźnie kłóciło się z ogólną mową ciała mężczyzny. Był taki spokojny i opanowany, można wręcz było stwierdzić, że wszystko to pozostawało mu obojętne; dokładnie to samo wrażenie sprawiał na początku, a jednak teraz, z bliska widziała również jego czujność, wielką uwagę, jaką poświęcał każdemu elementowi otoczenia. To było niepokojące. Świadczyło, że umiał dobrze udawać. W zasadzie zignorowała jego radę, ale bez konkretnego powodu, ot bezsensowny przebłysk dumy.
    Przypatrując się oknu, coraz bardziej zdawała sobie sprawę z nielogiczności swego działania. Już raz... nie, już wiele razy źle oceniła przeciwnika i za każdym razem przyszło jej za to zapłacić. Nie było powodu, by teraz stało się inaczej. Co mógł jej zrobić? Czego mógł chcieć? No właśnie...
    Jego odpowiedź odwiodła Kasandrę od tych myśli. Lekko ściągnęła brwi i ponownie spojrzała na kruczowłosego, dogłębnie analizując jego wyraz twarzy. Zupełnie niepotrzebnie, bo ten wcale się nie zmienił. Milczała parę sekund, zastanawiając się nad tym zdaniem, lecz jej prostolinijne myślenie wzięło górę.
    — Nie sądzisz, że to dość ogólne stwierdzenie? — rzuciła retorycznym tonem.
    Obserwowała kolejne jego ruchy. Z każdą chwilą coraz mniej zwracała uwagę na nietypowy charakter sytuacji. Owszem, dalej czuła się nieswojo, niezręcznie, ale wiedziała, że to uczucie nie może zanadto wpłynąć na jej reakcje, pozwoliła mu zatem przerodzić się w prymitywną, zwierzęcą nieufność. Nie wiem, co chcesz zrobić. Nie chcę wiedzieć. Nie chcę tu być.
    Znów obdarowała go chwilą głębokiego milczenia, badając oczyma przedmiot, który wyciągnął z szafki. Zerknęła na ciastka na pościeli. Na talerze nieopodal. Ponownie na niego.
    — Myślę, że tak... — odparła w końcu, ostrożnie odsuwając kołdrę na bok, uważając jednocześnie, by ciastka nie spadły na drugą stronę.
    W tym momencie zza drzwi doleciał jakiś głos. Kasandra zamarła w bezruchu, rzucając spojrzenie czystej, niemej uwagi na drzwi. A potem na mężczyznę.
    — Kto to? — spytała, bez większego namysłu.
_________________
* * *
a ty
czy ty
zdecydujesz też
że już nie da się stać
na oślep trzeba biec
po tym, co się tu działo każdy chyba wie
pod drzewem dziś to wszystko skończy się
 
   Podziel się na:     
Emrys Love


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Ukryte ostrza,książka, rozpałka, krzesiwo, metalowy zbiorniczek z benzyną, poręczna apteczka( znajduje się w niej środek odkażający, woda utleniona,bandaże, gaza, plastry, tabletki przeciwbólowe, igły, strzykawka szklana i para rękawiczek), chusta z inicjałami
Dołączył: 08 Paź 2016
Posty: 150
Wysłany: 2017-04-10, 22:09   
   Stopień: 2[IIII]
   Fundusze: 2700 C.
   Multikonta: Charlotta, Harriet, Vivian


- Zależy jak je zinterpretować.. - oświadczył beznamiętnie, przewieszając koc przez jedno z ramion. Bojowe zachowanie dziewczyny było dla niego całkowicie zrozumiałe, oboje w tej sytuacji czuli się niepewnie i niekomfortowo, a jednak w przeciwieństwie do Emrysa, po kruczowłosej było to widać.
Na potwierdzenie pytania, jedynie skinął nieznacznie głową. Emrys nigdy nie był wylewny w słowach, zwykle potrzebował do tego czynnika. Sam mimo wyglądu nigdy nie stawał przed szeregiem, wolał tonąć w tle.
Pierwsze dźwięki z parteru zostały momentalnie wyłapane przez jego receptory słuchowe, widocznie się spiął i mimo że jego twarz ani na chwilę nie zmieniła wyrazu, jego tęczówki się zwęziły.
Czyżby kolejny włamywacz? Nie miał pewności, a jednak nie podobał mu się brak szacunku trzody, która wpadała jak nie oknem, to drzwiami, w zamiarze ograbienia tego miejsca.
Powoli uwiesił koc na drewnianej poręczy łóżka.
-Sprawdzę.. - mruknął bez emocjonalnie, flegmatycznie i gdyby nie spięte mięśnie, zdawałoby się, że mówi o rzeczach całkowicie błahych.
Powoli, aczkolwiek czujnie przedarł się z pokoju na schody, po których niemal bezszelestnie zszedł na dół. Poznał na tyle schody, by wiedzieć który z nich mógłby wydać skrzekliwą melodię, która teraz była wysoko niepożądana.
Gdy znalazł się na parterze, powoli ruszył w kierunku kuchni, z której dobiegały ściszone szmery. Jego dłoń była przygotowana by uruchomić jedno z ukrytych ostrzy, gdy nagle..
-Tosia.. - wymruczał swoim charakterystycznym sennym głosem. Love rozluźnił się, podchodząc do dziewczyny, by to zaraz zmierzwić jej włosy. Sam nie wiedział czemu, to był czysty, mechaniczny, odruch. Mimo to wewnętrznie odetchnął, że to Ona.
-Tosiu, mamy gościa.. - oświadczył, wskazując delikatnie palcem w kierunku sufitu, tym samym dając jej do zrozumienia, że owy gość jest na piętrze.
 
   Podziel się na:     
Kasandra Valley


Karta Postaci


Wiek: 21
Ekwipunek: luźne i proste spodnie z cienkiej wełny w kolorze szarym z ciemno czerwonymi znaczeniami, biała bluzka wełniana z długim rękawem ściąganym na mankiecie i łokciu, czarna peleryna filcowa z kapturem, wełniane "skarpety" podszywane barchanem, skórzany pasek, krótki gorset z cienkiej wełny w kolorze ciemnego brązu, barchanowa bielizna. | Rzemykowa bransoletka; 2 czarne chusty z lnu, jedna znacznie mniejsza; 2 pistolety skałkowe; 30 kul ołowianych; 30 torebek czarnego prochu; torebka [skóra węża ok 1.5m, lusterko, 1 igła, nici, 3 agrafki, sakiewka, fiołkowe perfumy, zmięta kartka z wiadomością od "T"].
Stan: Ma się w miarę dobrze. Opatrzone rany na lewym biodrze i udzie dobrze się goją. Ślad po rozcięciu na prawym ramieniu i parę lekko podłużnych blizn na lewym przedramieniu.
Energia: 100
Dołączył: 18 Maj 2016
Posty: 213
Wysłany: 2017-04-16, 00:19   
   Stopień: 1 {lV [24-12]}
   Fundusze: 2701 C.
   Multikonta: Drozd | Kaspar Walker | Kuguar


Zauważyła subtelną zmianę w postawie mężczyzny, a to jeszcze bardziej postawiło jej zmysły na baczność. Nie wiedząc, czego może się spodziewać zza drzwi, postanowiła skupić się jednak na potencjalnym zagrożeniu obecnym obok. Niezwykłym było dla niej, że pomimo zdenerwowania, szkarłatnooki nadal zachowywał się tak stoicko, na żaden ruch nie zużywał więcej energii i uwagi, niż było to absolutnie konieczne. Albo mógł się poszczycić niesamowitym opanowaniem własnych nerwów, albo był chorobliwym flegmatykiem.
Odprowadziła go wzrokiem do drzwi i odczekała chwilę, kiedy zniknął za nimi. Stąpał zupełnie bezgłośnie, co nie umknęło uwadze Kasandry.
Uznawszy, że jednak nie stoi pod drzwiami, usiadła ostrożnie i bacznie rozejrzała się po pokoju. Zdecydowanie nie było tu jej rzeczy. Wzrok wylądował na kocu pozostawionym na oparciu krzesła. Spuściła nogi na podłogę i spróbowała wstać, ciężar ciała przenosząc w głównej mierze na tę prawą. Przez chwilę miała problem z oderwaniem ręki od łóżka, odruchowo chciała ją przełożyć na podłogę, czemu stanowczo zaprzeczał rozsądek. W końcu jednak udało jej się wywalczyć ludzką postawę. Czuła nikły, tępy ból w obydwu ranach, ale było to do zniesienia. Jeśli nie będzie ich przemęczać, nie powinny się otworzyć. Zrobiła krok w przód, momentalnie łapiąc się krzesła, które nieznacznie przesunęło się po podłodze. Skrzywiła się i dostawiła drugą nogę. Niedobrze. Usiadła na krześle i owinęła się kocem jak peleryną. Sięgał jej do połowy goleni, co znacznie poprawiało samopoczucie. Lekko kuśtykając, wróciła na łóżko i zaraz przymknęła oczy; trochę zakręciło jej się w głowie. Popatrzyła na ciastka na pościeli.
To nie był głupi pomysł.
Otworzyła po cichu pudełko i wyjąwszy jedno ciastko, obejrzała je dokładnie, powąchała. Wyglądało całkiem w porządku. I tak samo też smakowało. Niski, pokruszony dźwięk na moment wydobył się z głębi krtani dziewczyny, zaraz jednak spojrzała bacznie na okno. Szybko odrzuciła pomysł odejścia do niego, to byłoby nie tyle niewygodne, co niebezpieczne, ale dokładnie zanalizowała widok. Konary drzew wciąż były widoczne, a niektóre dachy uciekały górą. Dachy domów jednorodzinnych i starych kamienic. Pierwsze lub drugie piętro. Wzięła następne ciasteczko.
Jej wzrok padł na szafę, na małą dziurkę na środku, okutą żelazem.
Czym prędzej zabrała się do przeszukiwania nocnej szafki przy łóżku; przerzuciła kilka kartek, jakiś drucik, ogryzek ołówka. Przeniosła się na drugą stronę; kilka serwet lub chustek, pęknięta zapalniczka, skarpetka… Nagle jej palce natrafiły na metalowy przedmiot. Wyjęła i obejrzała krytycznie wielki, stary klucz, po czym ukryła go w dłoni pod kocem. Usiadła znów od strony drzwi i wzięła kolejne ciastko, by po chwili zebrać się w sobie i wstać. Właściwie, kiedy już nauczyła się poruszać w odpowiedni sposób, nie było tak źle. Wzięła drucik z szuflady i spięła nim koc u szyi, by mieć wolne ręce w razie potrzeby. Potem ostrożnie otworzyła drzwi.
Korytarz był w podobnym stylu, co i pokój. Gdzieś z boku dojrzała stare lustro, generalnie dość zakurzone. Po drugiej stronie widniały schody. Rozejrzała się po ścianach, by zatrzymać wzrok na rzeźbionym, drewnianym nożu wiszącym nieopodal lustra. Nie była to może broń pierwszej klasy, ale zawsze coś. Wzięła ozdobę, obwiązała rzemyk wokół nadgarstka i skierowała się na dół. Rękę z nożem trzymała cały czas pod kocem, drugą zaś obejmowała łączenie drucikiem. Szła powoli, tuż przy ścianie, tam zwykle deski nie są tak wychodzone i nie skrzypią. Sunęła w stronę cichych odgłosów, które najwyraźniej dochodziły od szeroko otworzonych drzwi, gdzieś do wewnątrz pomieszczenia... ewentualnie wcale tam takowych nie było. Przywarła do framugi, silny zapach jedzenia wskazywał na kuchnię lub jadalnię, choć sądząc po szafkach - raczej to pierwsze.
Niemal podskoczyła, kiedy sylwetka szkarłatnookiego znikąd pojawiła się w polu widzenia i plecami przywarła do szafki. To wyglądało... dziwnie. Dziwne było też powietrze wokół, Kasandra czuła jak włosy jeżą jej się na głowie. Coś tu było nie tak. Obejrzała się za siebie, by zaraz znów wrócić oczyma do mężczyzny.
A gdzie była ta, do której mówił? Imię "Tosia" raczej nie kojarzyło się z nikim groźnym, ale biorąc pod uwagę, że on sam był dość dziwny, mogła spodziewać się wszystkiego. Cóż, przynajmniej nie wyglądało na to, by było tu więcej osób.
_________________
* * *
a ty
czy ty
zdecydujesz też
że już nie da się stać
na oślep trzeba biec
po tym, co się tu działo każdy chyba wie
pod drzewem dziś to wszystko skończy się
 
   Podziel się na:     
Mistrz Gry


Dołączył: 19 Lut 2015
Posty: 564
Wysłany: 2017-04-16, 16:18   

Emrys poczuł się nieswojo. Głos z tyłu głowy podpowiedział mu, że zbliża się coś niepokojącego, nienaturalnego, by zaraz po jego ciele przebiegł mroźny, lodowaty dreszcz. Targnęło nim w tył. Nieznana siła pochodząca z wnętrza jego samego poczęła przejmować nad nim kontrolę. Nie był wstanie się przeciwstawiać, nie był w stanie nic powiedzieć, jego własne kończyny przez tę chwilę nie były jego. W głowie zasłyszał dobrze znany sobie, demoniczny śmiech. Rzuciło nim w ścianę, możliwe, że uderzył kręgosłupem w jakąś szafkę. Siła oplotła mu płuca, uniemożliwiając oddech. Przeszywający ból rozniósł się wzdłuż każdego nerwu. Upadł na ziemię, szarpnięty i po niej w bok, przeciorany jak szmata.
Głos w głowie zaśmiał się ponownie, wpierw głośno, zaraz niknąć w odmętach umysłu. Pętla z płuc zniknęła momentalnie, a Emrys odzyskał władzę nad sobą, jednak czuł, że to nie koniec i demon drzemiący w nim samym nie ustąpił.
 
   Podziel się na:     
Emrys Love


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Ukryte ostrza,książka, rozpałka, krzesiwo, metalowy zbiorniczek z benzyną, poręczna apteczka( znajduje się w niej środek odkażający, woda utleniona,bandaże, gaza, plastry, tabletki przeciwbólowe, igły, strzykawka szklana i para rękawiczek), chusta z inicjałami
Dołączył: 08 Paź 2016
Posty: 150
Wysłany: 2017-04-16, 18:29   
   Stopień: 2[IIII]
   Fundusze: 2700 C.
   Multikonta: Charlotta, Harriet, Vivian


Nagły dreszcz przebiegł po jego ciele. Zmysły momentalnie się wyostrzyły,a przez myśli przebiegło jedno słowo "Nie".
Zatoczył się do tyłu, czując jak jego ciało poczyna sztywnieć.
Nie.. ja nie sztywnieje.. ja tracę kontrolę..
Zacisnął zęby, próbując przezwyciężyć dziwną niemoc, jaka boleśnie rozłaziła się po jego ciele.
Opierał się, mimo świadomości, że na wiele się to nie zda.
Z hukiem rozbił się o pobliską komodę. Z jego ust wydobyło się ciche, bezgłośne jękniecie.
W duchu skrzywił się słysząc dobrze znany mu głos. Przylazło za nim..
Miotał się niczym zwierzę w sidłach, gdy monstrum postanowiło odebrać mu oddech, ciągając go niczym szmacianą laleczkę.
Nagle.. cisza..
Emrys oderwał się od podłoża, przywierając plecami do jednej ze ścian. Słyszał swój oddech, który mieszał się ze śmiechem tworu, który zdążył już ulecieć.
Ułożył dłonie na kolanach, odchylając głowę do tyłu.
Ile zdołam zrobić jeśli to monstrum przejmie nade mną kontrolę? - beznamiętne spojrzenie powędrowało na Beatrice i mimo, że nie wyrażało niczego, dziewczyna mogła wyczuć strach i swego rodzaju niepewność jaka bija od Emrysa.
Myśli przemykały przed jego oczyma. Powoli się podniósł.
-Wiedziałem, że to było zbyt proste..-zaczął swoim flegmatycznym, bezbarwnym głosem - To coś przylazło za mną z plebanii..- jego głos ani na moment się nie zawahał.
Omiótł wzrokiem Kassandrę, zatrzymując się tuż przy niej. Jego przenikliwe spojrzenie wbiło się w szmaragdowe ślepia dziewczyny - Póki tu zostajesz.. będziesz stróżem Tosi. Gdybym zagroził waszemu życiu, zastrzelisz mnie.. - Oświadczył beznamiętnie, a zarazem lekko, jak gdyby mówił o rzeczach błahych - Uznaj to.. za spłatę długu..- mruknął bez emocjonalnie, mijając dziewczynę, tym samym ruszając do kuchni.
-Twoja broń leży na fotelu w salonie, razem z resztą rzeczy.. Weź ją i chodź zjeść..
Oczywiście, że jej nie ufał. A jednak nie był pewien, czy Tosia byłaby zdolna nacisnąć spust bez wahania. W dodatku nie potrafił ocenić czy wcześniej wymieniona potrafi strzelać, a co do Sandry nie miał wątpliwości. Ludzie nie noszą broni dla ozdoby. Poza tym, świeże ślady użytkowania tylko potwierdzały jego przypuszczenia.
Szkarłatne pierścionki zwróciły się na Beatrice. Czy się wystraszyła? Czy zaczęła się go bać?
Nie zdziwiłby się gdyby uciekła. Dość niepewnie wyciągnął rękę w kierunku głowy towarzyszki, chcąc kolejny raz zmierzwić jej kruczoczarne włosy.
 
   Podziel się na:     
Beatrice G.

Karta Postaci


Wiek: 19
Ekwipunek: Beatrice ma przy sobie dość dużą skórzaną torbę, przewieszaną przez ramię. Wewnątrz można znaleźć bukłak z wodą, mały - ale za to dobrze naostrzony - nóż, oraz coś, co wygląda na stary, skórzany płaszcz, który przeszedł już swoje, ale nadal dzielnie spełnia swoje funkcje.Ponadto w torbie znajdują się strzykawki (x3)i 2 fiolki - jedna ze środkiem dezynfekującym, a druga ze środkiem odurzającym, podpisanym tajemniczo "Finci". Do jej ekwipunku dołączyła stara, będąca w nie najlepszym stanie krowia czaszka.
Stan: FORMA: WILCZUR||| Fizyczny i psychiczny dobry, wypoczęta.
Energia: 100%
Dołączył: 28 Lis 2016
Posty: 148
Wysłany: 2017-04-16, 20:58   
   Stopień: 1[++]
   Fundusze: 2000 C
   Zwierzęta: Niestety żadne, chociaż dziewczyna bardzo chciałaby jakieś mieć.


Gdy Emrys podszedł i zmierzwił jej włosy, uśmiechnęła się lekko, przy okazji przymykając oczy. Lubiła chłopaka, nawet jeśli ten zachowywał się dziwnie.
A więc był tu ktoś jeszcze? A dobrze, niech sobie będzie. Dopóki nie stanowił zagrożenia, to niech "gość" przebywa w Emrysowej chacie.
Siedziała tak i w gruncie rzeczy nie robiła dużo...
A potem stało się TO, Emrys dostał jakiegoś ... Szału?
Dziewczyna nawet nie zdążyła zareagować, chłopak najpierw wylądował na ziemi, a potem - najwyraźniej mocno zaniepokojony - położył dłonie na kolanach.
-...Emrys?- Nie wiedziała, czy rzucać mu się na pomoc czy nie, więc przez chwilę siedziała. Najwyraźniej zmiennokształtny sam sobie poradził...
A potem otrzymała wyjaśnienia. A więc to... "Coś" przylazło za nim z plebanii?
...Tu jest plebania?
-Ej, ale ja jestem już dorosła, umiem już o siebie zadbać.- Powiedziała, słysząc jego następne słowa, po czym spojrzała na nową osobę.
To znaczy, z jednej strony trochę schlebiało jej to, że osoba tak nieufna jak ten chłopak się o nią troszczyła, w końcu to oznaczało, że mimo wszystko nie jest dla niego kolejnym ochłapem mięsa.
Z drugiej... Czy ona naprawdę wyglądała na aż tak nieporadną, żeby sobie nie poradzić?
...A może czerwonooki miał rację? Może ona faktycznie taka była?
Pociągnęła jeszcze łyk herbaty z iście stoickim spokojem, jak gdyby nic się nie stało.
-A powiedz, czym w gruncie rzeczy jest to "coś"? Dobrze byłoby wiedzieć, z czym mamy walczyć.- Popatrzyła na swojego... Znajomego? Przyjaciela? Nie miała pojęcia, jaką "plakietkę" przyczepić towarzyszowi. Niby nie znali się jakoś specjalnie długo, ale ona zdążyła się już do niego przywiązać, jak gdyby przyjaźnili się od dzieciństwa. Prawdę mówiąc dziewczyna nie była nawet pewna, czy chłopak jej ufa...
Co nie zmieniało faktu, że ona już dawno mu zaufała.
_________________
Are you satisfied?
We've been here before
I don't recognize
You no more.

 
 
   Podziel się na:     
Kasandra Valley


Karta Postaci


Wiek: 21
Ekwipunek: luźne i proste spodnie z cienkiej wełny w kolorze szarym z ciemno czerwonymi znaczeniami, biała bluzka wełniana z długim rękawem ściąganym na mankiecie i łokciu, czarna peleryna filcowa z kapturem, wełniane "skarpety" podszywane barchanem, skórzany pasek, krótki gorset z cienkiej wełny w kolorze ciemnego brązu, barchanowa bielizna. | Rzemykowa bransoletka; 2 czarne chusty z lnu, jedna znacznie mniejsza; 2 pistolety skałkowe; 30 kul ołowianych; 30 torebek czarnego prochu; torebka [skóra węża ok 1.5m, lusterko, 1 igła, nici, 3 agrafki, sakiewka, fiołkowe perfumy, zmięta kartka z wiadomością od "T"].
Stan: Ma się w miarę dobrze. Opatrzone rany na lewym biodrze i udzie dobrze się goją. Ślad po rozcięciu na prawym ramieniu i parę lekko podłużnych blizn na lewym przedramieniu.
Energia: 100
Dołączył: 18 Maj 2016
Posty: 213
Wysłany: 2017-04-18, 00:29   
   Stopień: 1 {lV [24-12]}
   Fundusze: 2701 C.
   Multikonta: Drozd | Kaspar Walker | Kuguar


To nie mogło być takie proste. Co takiego dokładnie? Znów zerknęła za siebie, pchnięta tajemniczym impulsem, który skądinąd wcale jej się nie podobał. Pusty korytarz zdawał się krzyczeć swoim milczeniem.
Wtem obok wyrósł szkarłatnooki, cofnęła się o krok, wbijając w niego badawcze spojrzenie. Jego słowa… Milczała z kamiennym wyrazem twarzy, ale zielone ślepia dziewczyny próbowały dociec. Dlaczego ten człowiek prosił o taką przysługę? Czy będąc wrogiem, również by to uczynił? Co tak naprawdę kryło się za jego działaniem? Nie, Kasandra mu nie ufała. Nie zamierzała darzyć zaufaniem nikogo, kto odbiegał od normalności, a ten tutaj czynił to szczególnie.
W salonie. Podsunęła się za nim do framugi, by krótko omieść pomieszczenie wzrokiem. Ciemnowłosa dziewczyna z rogami. Cudownie, kolejny gabinet osobliwości. Salon. Odwróciła się, odnajdując chyba właściwe drzwi, ku którym to skierowała spokojne kroki.
Cichy szelest ognia w kominku był dominującym elementem pomieszczenia. Przy palenisku wisiały na krzesłach ubrania, na siedziskach zaś inne rzeczy. Rozpoznała je momentalnie, ale wpierw dokładnie obejrzała cały pokój. Wyglądał na pusty. Podeszła do kominka, miłe ciepło owionęło jej twarz. Dotknęła bluzki, wydawała się sucha, podobnie reszta. Co więcej - rozprostowawszy spodnie, nie zauważyła na nich plam. Lekko ściągnęła brwi, bo odpowiedź, choć oczywista, była bardzo podejrzana. Po co to wszystko?
Założywszy spodnie i czarne skarpetki, obejrzała się na uchylone drzwi, po czym zrzuciła koc na podłogę. Włożyła świeżą białą bluzkę, zapięła pasek z pistoletami, za szlufkę wkładając drewniany nóż. Ujęła w dłonie kij… Przymknęła oczy, przywołując obrazy z ulicy. Dachy, śnieg, noc. Strzały. Chłód powietrza. Co to była za kobieta?
Zauważywszy łączenie, ostrożnie pociągnęła za oba końce. Trochę mocniej, ze środka wysunęło się ostrze. Obróciła - dwa ostrza. Złożyła z powrotem i przewiesiła przez plecy. Wyjęła włosy zza bluzki…
Och, włosy!
Usiadłszy na krześle, szybko poszperała w torebce, by wydobyć szczotkę. Zebrała czarną plątaninę na jedną stronę i zaczynając od samych końcówek, pobieżnie okiełznała ten bałagan. Kilka pełnych pociągnięć, trochę pomocy palcami, jakieś pasemko, wyrównać, na drugą stronę. Potrząsnęła głową, układając je luźno na ramionach, zerknęła w lusterko; może być.
Wolnym krokiem wróciła do kuchni, koncentrując wzrok na obojgu. Przygryzła dolną wargę.
- Too… - lekko rozłożyła ręce, podchodząc do wolnego krzesła - co właściwie będziemy jeść?
Oparła się o grzbiet, podnosząc wzrok na kruczowłosego, kątem oka jednak starała się śledzić ruchy rogatej dziewczyny. Kim mogła być?
_________________
* * *
a ty
czy ty
zdecydujesz też
że już nie da się stać
na oślep trzeba biec
po tym, co się tu działo każdy chyba wie
pod drzewem dziś to wszystko skończy się
 
   Podziel się na:     
Emrys Love


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Ukryte ostrza,książka, rozpałka, krzesiwo, metalowy zbiorniczek z benzyną, poręczna apteczka( znajduje się w niej środek odkażający, woda utleniona,bandaże, gaza, plastry, tabletki przeciwbólowe, igły, strzykawka szklana i para rękawiczek), chusta z inicjałami
Dołączył: 08 Paź 2016
Posty: 150
Wysłany: 2017-04-18, 11:37   
   Stopień: 2[IIII]
   Fundusze: 2700 C.
   Multikonta: Charlotta, Harriet, Vivian


Nie wyczuwając żadnej niechęci ze strony Beatrice, Love zanurzył dłoń w jej włosach, zastygając w owej pozycji. Jego karmazynowe ślepia się przymknęły nieznacznie, a sam Emrys milczał. Tak jakby zastanawiał się nad odpowiedzią. Kątem oka zerknął w kierunku salonu, widząc jak Sandra poszukuje szczotki, by zaraz to zabrać się za ogarnianie swej czupryny.
Pedantka - podpowiedziała mu nieśmiało świadomość. Love powoli przeczesał pacami włosy rogatej. Zdawało mu się, jak gdyby owa czynność, pomagała mu się zrelaksować, uspokoić.. pozbierać myśli.
Jego twarz pozostawała wciąż nonszalancka, gdy usta delikatnie się rozchyliły..
-Jeśli bym powiedział "Zabij mnie", zrobiłabyś to bez wahania, Tosiu? - zagaił beznamiętnie, po raz kolejny przeczesując jej włosy. Tak, zdecydowanie to go w pewnym stopniu uspokajało. Może Emrys nie wyglądał na zbytnio przejętego, a jednak w jego wnętrzu trwała istna wojna. Mimo świadomości, że są jedynie ziarenkami piasku na pustyni, nie zamierzał skracać swojego życia. Aczkolwiek wolałby śmierć od niemocy. Niemocy która zrobiłaby z niego coś na wzór zombie. To już nie byłby On, a wtedy.. Jego spojrzenie zatrzymało się na Beatrice.
-Demon..duch..istota zarówno eteryczna, co fizyczna.. Na początku mej wędrówki przyatakowała mnie i Ptasieradio na plebani.. - Wyznał bez emocjonalnie, oczami wyobraźni wracając do tamtych wydarzeń - Sądziłem, że mam go z głowy. A jednak to coś widocznie zakleszczyło się we mnie..
Zwrócił spojrzenie w kierunku Sandry, podsuwając jej talerz na którym znajdowało się pokrojone, przyprawione mięso, które z wyglądu przypominało schab. Schab tulący się do przysmażonego ryżu - Jedzcie póki ciepłe.. - mówiąc to podsunął dla Tosi drugi talerz. Nie odpowiedział na pytanie Kassandry. Można by uznać, że wyczerpał limit słów, w końcu przez ostatnich parę minut powiedział nazbyt wiele, jak na niego - Tak naprawdę Love po prostu nie czuł potrzeby odpowiadać na owe pytanie. Widziała co ma na talerzu, więc poniekąd odpowiedź sama przyszła.
-Herbary? - mruknął sennie, podchodząc do blatu.
 
   Podziel się na:     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  





czo.pl - załóż darmowe forum już dziś!





Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Templates BlueDarkBG v.1.0 created by Gnacio helped by Avanast | -

FORA PARTNERSKIE
SnM aegyo Vampire Diaries Vampire Kingdom Fairy Tail Path Magician