Sekret Miasta Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Anastazja Leneaure
2017-05-16, 13:50
Nora Czupakabry
Autor Wiadomość
Nielot
[Usunięty]

Wysłany: 2016-04-16, 18:37   Nora Czupakabry

No cóż. To zwykłe, dwupokojowe mieszkanie w bloku.
Wchodząc do nory Czupakabry już w niewielkim przedpokoju można dostrzec ubłocone buty rzucone niedbale w kąt (jeżeli akurat Kate jest w domu, bo ona sama chodzi w skarpetkach) i kilka bluz powieszonych na wieszaku. Do tego spore lustro na jednej ze ścian żeby optycznie powiększyć pomieszczenie.

Idąc na wprost po długiej i męczącej wędrówce dotrze się do względnie czystej kuchni wyłożonej jasnobeżowymi kafelkami. Jest tu nawet mała działająca lodówka (ale nie radzę pytać skąd Kate ją wzięła) i nieco sfatygowana kuchenka gazowa. W rogu na blacie stoi kilka rozczarowywująco pustych garnków i talerzy, oraz stosik sztućców. Do tego parę słoików z bliżej nieokreśloną sypką substancją stojących na półkach- podobno to przyprawy.

Na prawo od kuchni znajduje się wejście do właściwej nory Nielota będące zarazem salonem- sporawe pomieszczenie z- co dziwne- ścianami odmalowanymi na jasny brąz z białym sufitem. Pod oknem znajduje się nieco wykrzywiona- ach te meble z ikei xD- komoda ze stojącym na niej jedynym zdjęciem- przedstawia Kate z szarym (trochę spasionym) zielonookim kotem na ramieniu.
W samym rogu stoi wytarmoszona skórzanopodobna kanapa, a obok dębowy- zdaje się- stół z różnymi klamotami, tj. mapami, kubkami po kawie, książkami i mocno obtłuczonym laptopem. Do tego wyliniały dywan na ciemnej podłodze. A pod stołem więcej książek.
No i oczywiście maleńki balkonik. Niestety nie da się na niego wejść, bo wejście zastawia coś przypominającego baaaaardzo stary mały ...traktor. Nie pytajcie jak. Ale zanim zamieszkała tu Kate, nie było go ;-;

Na sam koniec warto- a właściwie to nie- opisać łazienkę. Takie wykafelkowane, białe pomieszczonko. Jest tu wszystko co w łazience być powinno i nic ponad to. No i na półce pod zlewem są ręczniki, a i jeszcze nad rzeczonym zlewem wisi sobie drugie lustro.
 
   Podziel się na:     
Mistrz Gry


Dołączył: 19 Lut 2015
Posty: 564
Wysłany: 2016-10-30, 12:14   

EKSMISJA


Postać nie płaciła czynszu przez trzy miesiące. Zostaje eksmitowana ze swojego domu, nie dostaje żadnej rekompensaty finansowej, od tego momentu temat staje się tematem otwartym, tak jak wszystkie inne tematy w mieście. Każda postać ma prawo wejść na posesję, Nielot nie ma już żadnych praw własnościowych do posesji.
 
   Podziel się na:     
Jelonka


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Płócienny worek przywiązany kawałkiem sznura do jej pasa, a w nim kartki, długopisy (z których połowa nie działa), liście, rozliczne okruszki, pół czerstwej bułki, słomka, plastikowy worek na śmieci, oraz ostry odłamek szkła.
Dołączył: 26 Cze 2017
Posty: 7
Wysłany: 2017-06-29, 23:44   

Jelonce od tygodni chodziła po głowie kąpiel. Taka porządna, z bąbelkami, gorącą wodą, a nie szybkie hop do jeziora i jeszcze szybsze "smyrgaj zanim dostaniesz hipotermii". Tak właśnie trafiła do dzielnicy mieszkalnej. Szła pewnym krokiem, nie wahając się, zupełnie jakby tu mieszkała. Nie oznacza to, że serduszko nie trzepotało w środku jej piersi jak mały koliberek. Plan był prosty. Wejdzie do kamienicy, poplącze się pod drzwiami mieszkań, podsłucha, czy ktoś jest w środku, wyjmie wsuwki z włosów i zacznie grzebać w zamku. Albo wylezie na zewnątrz i rozwali okno.
Jak się jednak okazało, nic z tych rzeczy nie było konieczne. Po jakiejś godzinie podsłuchiwań i wahań, Jelonka zdecydowała się wreszcie na próbę włamania. Tyle że, jak się okazało, włamanie nie było konieczne. Na jednym z pięter drzwi do mieszkania były zwyczajnie uchylone. Kobietka niepewnie, wciąż się skradając, wkroczyła do środka. Mieszkanie nie było w najlepszym stanie, więc chyba nie była tutaj pierwszym "wizytatorem". Bez zastanowienia wpadła do łazienki i rzuciła się do odkręcania kurków, by odkryć, że nie płynie z nich woda.
- Oczywiście, rachunków się nie płaci! - fuknęła pod nosem i powędrowała do kuchni. Chociaż sobie przetrzęsie szafki na pocieszenie, może znajdzie coś przydatnego.
_________________
 
 
   Podziel się na:     
Arat Yashov


Karta Postaci


Wiek: 37
Ekwipunek: Szara, bawełniana koszula; czarne skórzane spodnie i takaż sama kurtka; pas z masywną srebrną klamrą; wysokie, twarde buty; okulary ze lustra weneckiego ; srebrny krzyż na łańcuchu; sakwa przy pasie z: łyżką do lania kul, fiolki: z roztworem srebra oraz z roztworem hematytu ; kabura z 2 dwulufowymi pistoletami, posrebrzany sztylet w pochwie, naboje srebrne 14szt.; symbol w kształcie naboju z tekstem ' Malleus Maleficarum', bandaże, tobołek szmat i za małych ubrań, szalik, trzy butelki alkocholu, sześć książek, dedykowany łom, kołki(12), krzesiwo, 4 srebrne monety, chleb i marynowane grzyby, płótno na rozpałkę, 5kg prochu, 50 kul zwykłych, papier.
Stan: Łupanie w tyle czaszki po spotkaniu z lewitującą butelką, lekkie rozcięcie tłuczonym szkłem.
Energia: 90%
Dołączył: 05 Cze 2017
Posty: 20
Wysłany: 2017-06-30, 02:07   
   Fundusze: 502


Jego przypuszczenia spełniły się niemal idealnie. Po krótkich oględzinach okolicznych lokali, zobaczył dwa, w których drzwi nie były zamknięte, a uchylały się lekko. Po wejściu do jednego z mieszkań poczuł charakterystyczny zapach kurzu gromadzącego się w nieużywanym od przynajmniej miesiąca lokum. Gdy zagłębił się w mieszkaniu z zadoweleniem stwierdził, że większość rzeczy jest wcałkiem dobrym stanie.
Przechodząc koło kuchni doznał zaskoczenia, bo zobaczył inną postać, podobną do człowieka. Po oględzinach stwierdził, że nie posiada żadnych dodatkowych części ciała, a barwa skóry i układ szczęki jest w normie, zaklasyfikował ją jako człowieka, lub istotę na tyle do człowieka podobną, by nie stanowiła automatycznie zagrożenia.
Pozostawiawił ją bez słowa w kuchni, uważając, że jeśli będzie miała jakiś interes, to sama zacznie mówić, zabrał się do przetrząsania pozostałych pokoi.
Poszukiwał przede wszystkim koców, prześcieradeł, jedzenia, jakiś narzędzi czy czegoś co nadawało się do sprzedania w sklepie. Choć po prawdzie był gotów wynieść niemalm każdą rzecz, która była by w stanie naeającym się do użytkuo Jedyne czego zbierać nie będzie, to wyposażenie mieszkania takie jak meble, krany czy ciężkie, stałe sprzęty, choć jeśli znajdzie jakiś element furnitury o względnie dużej wartości, też nimi nie pogardzi.
 
   Podziel się na:     
Mistrz Gry


Dołączył: 19 Lut 2015
Posty: 564
Wysłany: 2017-06-30, 11:11   

Wnętrze domu w większości było już ograbione z tego, co przydatne. O znalezieniu jedzenia nie było nawet co marzyć, w kuchni znajdowało się tylko trochę sztućców i parę spękanych talerzy. Same meble, drewniane, nie ozdobione, nie miały większej wartości, połowicznie oprożnione. W szafach na pewno leżało trochę szmat i bliżej nieokreślonej odzieży w małym rozmiarze. Może kilka książek, bandaży. Dwie lub trzy butelki starego trunku, niezbyt dokładnie zapchane korkiem. Właścicielka domu nawet przed eksmisją nie była bogata, więc poza podstawowymi rzeczami, nie znajdowało się tutaj nic cennego.
 
   Podziel się na:     
Arat Yashov


Karta Postaci


Wiek: 37
Ekwipunek: Szara, bawełniana koszula; czarne skórzane spodnie i takaż sama kurtka; pas z masywną srebrną klamrą; wysokie, twarde buty; okulary ze lustra weneckiego ; srebrny krzyż na łańcuchu; sakwa przy pasie z: łyżką do lania kul, fiolki: z roztworem srebra oraz z roztworem hematytu ; kabura z 2 dwulufowymi pistoletami, posrebrzany sztylet w pochwie, naboje srebrne 14szt.; symbol w kształcie naboju z tekstem ' Malleus Maleficarum', bandaże, tobołek szmat i za małych ubrań, szalik, trzy butelki alkocholu, sześć książek, dedykowany łom, kołki(12), krzesiwo, 4 srebrne monety, chleb i marynowane grzyby, płótno na rozpałkę, 5kg prochu, 50 kul zwykłych, papier.
Stan: Łupanie w tyle czaszki po spotkaniu z lewitującą butelką, lekkie rozcięcie tłuczonym szkłem.
Energia: 90%
Dołączył: 05 Cze 2017
Posty: 20
Wysłany: 2017-06-30, 17:42   
   Fundusze: 502


W miarę jak coraz większy obszar mieszkania był już przetrząśnięty, dochodził do wniosku, że w tym domu musiała panować bieda większa niż w cygańskim wozie. Większość szafek była pusta już chyba w czasach, kiedy to mieszkanie było użytkowane, a reszta została dosyć dokładnie wyczyszczona.
Na szczęście jedna z szaf kryła w sobie co nieco przydatnego. Na dole kryło się kilka koszul z jakiś włókien roślinnych , jakieś spodnie, ze dwa sfetry nadjedzone nieco przez mole szalik i coś, co chyba kiedś było płaszczem w rozmiarze S. Półkę wyżej kłębiło się kilka wmiarę czystych bandaży. Po potraktowaniu ich koloidem srebra albo alkocholem, powinny się jeszcze do czegoś nadawać.
Poszukał więc czegoś z procentem w szafce, która chyba pełniła kiedyś rolę barku, i choć nie żywił zbyt wielkich nadziei, tym razem dopisało mu szczęście. W szafce stały trzy butelki ze spłowiałymi etykietami, zawierające przeźroczystą, nieco białawą ciecz. A więc domowy bimber albo tania wódka. Wartość sporzywczą pewnie miały jedynie dla bardzo zdesperowanych opoi, ale alkochol miał przecież jeszcze kilka innych przydatnych właściwości. Palić się będzie nawet najgorszy samogon, a i do dezynfekcji powinien się nadać. Szczególnie, jeśli weźniemy pod uwagę szscowaną zawartość siarki w owym napoju, bo dzięki temu powinien to być świetny środek przeciw wszelkim drobnoustrojom.
Popatrzył jeszcze za czymś nadającym się do sprzedania i jego wzrok zatrzymał się na sześciu książkach w twardej oprawie stojących nad barkiem. Trzy wyglądały na słowniki czy encyklopedie, jedna zawierała chyba przepisy, zaś pozostałych nie umiał rozpoznać na pierwszu rzut oka. Zajrzał jeszcze do szuflady w poszukiwaniu igieł i nici, ale szybko zdał sobie sprwę z bezcelowości swoich wysiłków.
Zebrał więc swoje łupy, sprawdził szczelność flaszek, nieco docisnął nieco korki i owinął je swetrami, książki zawinął w koszule, zwinął bandaże, po czym wszystko wsadził do czegoś na kształt worka związanego z reszty ubrań. Sprawdził stabilność konstrukcji, po czym postanowił, że w najbliżyszm czasie wróci jeszcze po jedną z niewielkich a w miarę całych szafek i zaczął się zbierać.
Wychodząc spojrzał jeszcze do kobiety w kuchni, choć biorąc pod uwagę stan salonu, nie wróżył jej znalezienia czegokolwiek, po czym pomaszerował do miejsca, które wcześniej uznał za swoje lokum.
 
   Podziel się na:     
Arat Yashov


Karta Postaci


Wiek: 37
Ekwipunek: Szara, bawełniana koszula; czarne skórzane spodnie i takaż sama kurtka; pas z masywną srebrną klamrą; wysokie, twarde buty; okulary ze lustra weneckiego ; srebrny krzyż na łańcuchu; sakwa przy pasie z: łyżką do lania kul, fiolki: z roztworem srebra oraz z roztworem hematytu ; kabura z 2 dwulufowymi pistoletami, posrebrzany sztylet w pochwie, naboje srebrne 14szt.; symbol w kształcie naboju z tekstem ' Malleus Maleficarum', bandaże, tobołek szmat i za małych ubrań, szalik, trzy butelki alkocholu, sześć książek, dedykowany łom, kołki(12), krzesiwo, 4 srebrne monety, chleb i marynowane grzyby, płótno na rozpałkę, 5kg prochu, 50 kul zwykłych, papier.
Stan: Łupanie w tyle czaszki po spotkaniu z lewitującą butelką, lekkie rozcięcie tłuczonym szkłem.
Energia: 90%
Dołączył: 05 Cze 2017
Posty: 20
Wysłany: 2017-06-30, 17:44   
   Fundusze: 502


W miarę jak coraz większy obszar mieszkania był już przetrząśnięty, dochodził do wniosku, że w tym domu musiała panować bieda większa niż w cygańskim wozie. Większość szafek była pusta już chyba w czasach, kiedy to mieszkanie było użytkowane, a reszta została dosyć dokładnie wyczyszczona.
Na szczęście jedna z szaf kryła w sobie co nieco przydatnego. Na dole kryło się kilka koszul z jakiś włókien roślinnych , jakieś spodnie, ze dwa sfetry nadjedzone nieco przez mole szalik i coś, co chyba kiedś było płaszczem w rozmiarze S. Półkę wyżej kłębiło się kilka wmiarę czystych bandaży. Po potraktowaniu ich koloidem srebra albo alkocholem, powinny się jeszcze do czegoś nadawać.
Poszukał więc czegoś z procentem w szafce, która chyba pełniła kiedyś rolę barku, i choć nie żywił zbyt wielkich nadziei, tym razem dopisało mu szczęście. W szafce stały trzy butelki ze spłowiałymi etykietami, zawierające przeźroczystą, nieco białawą ciecz. A więc domowy bimber albo tania wódka. Wartość sporzywczą pewnie miały jedynie dla bardzo zdesperowanych opoi, ale alkochol miał przecież jeszcze kilka innych przydatnych właściwości. Palić się będzie nawet najgorszy samogon, a i do dezynfekcji powinien się nadać. Szczególnie, jeśli weźniemy pod uwagę szscowaną zawartość siarki w owym napoju, bo dzięki temu powinien to być świetny środek przeciw wszelkim drobnoustrojom.
Popatrzył jeszcze za czymś nadającym się do sprzedania i jego wzrok zatrzymał się na sześciu książkach w twardej oprawie stojących nad barkiem. Trzy wyglądały na słowniki czy encyklopedie, jedna zawierała chyba przepisy, zaś pozostałych nie umiał rozpoznać na pierwszu rzut oka. Zajrzał jeszcze do szuflady w poszukiwaniu igieł i nici, ale szybko zdał sobie sprwę z bezcelowości swoich wysiłków.
Zebrał więc swoje łupy, sprawdził szczelność flaszek, nieco docisnął nieco korki i owinął je swetrami, książki zawinął w koszule, zwinął bandaże, po czym wszystko wsadził do czegoś na kształt worka związanego z reszty ubrań. Sprawdził stabilność konstrukcji, po czym postanowił, że w najbliżyszm czasie wróci jeszcze po jedną z niewielkich a w miarę całych szafek i zaczął się zbierać.
Wychodząc spojrzał jeszcze do kobiety w kuchni, choć biorąc pod uwagę stan salonu, nie wróżył jej znalezienia czegokolwiek, po czym pomaszerował do miejsca, które wcześniej uznał za swoje lokum.
 
   Podziel się na:     
Jelonka


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Płócienny worek przywiązany kawałkiem sznura do jej pasa, a w nim kartki, długopisy (z których połowa nie działa), liście, rozliczne okruszki, pół czerstwej bułki, słomka, plastikowy worek na śmieci, oraz ostry odłamek szkła.
Dołączył: 26 Cze 2017
Posty: 7
Wysłany: 2017-07-01, 00:50   

Kobietka, widząc, że jest ignorowana, skonfundowała się odrobinkę. Może była niewidzialna? Przemknęła jej ta myśl przez głowę, ale kiedy zaczęła robić dziwne miny i podskoki, zwróciła uwagę tajemniczego jegomościa, więc natychmiast przestała i skupiła się na kuchennych szafkach. Skoro ją widzi i nie maltretuje, to lepiej zostawić go w spokoju. Potężnego chłopa się nie tyka, kiedy wchodzi obrabować chałupę, którą ty też rabujesz. I choć z zazdrością spoglądała na jego łupy, to nim nieśmiało zdołała zasugerować wymianę paru sztućców i kawałków talerzy na jakąś szmatę, a może nawet książkę, ten barczysty delikwent ulotnił się tak prędko, aż wzburzył mały tuman kurzu z podłogi. No nic, wpakowała sztućce do worka u pasa, razem z paroma odłamkami talerzy, które uznała za ładniejsze. Wzięła też jeden mały spękany talerzyk. Zdeterminowana znaleźć coś naprawdę przydatnego, zaczęła zaglądać pod szafkami, krzesłami, a nawet za umywalką. Na koniec usiadła zmęczona i zrezygnowana na podpróchniałym krześle, wyciągnęła kartkę papieru i długopis i zaczęła coś tam zawzięcie gryzmolić.
_________________
 
 
   Podziel się na:     
Richard Hawker


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: 2 ukryte ostrza, pistolet skałkowy, muszkiet z zamkiem skałkowym, kukri, bandaże i typowe lekarstwa: przeciwbólowe, przeciwzakaźne, a także trucizna (rozwścieczająca, śmiertelna tylko w dużych dawkach)
Stan: Drobne, gojące się rozcięcie na barku, poza tym przemoczony i zmarznięty
Dołączył: 30 Cze 2017
Posty: 66
Wysłany: 2017-07-01, 18:25   
   Fundusze: 1927 C
   Multikonta: Lowery Mitchell | Vincent Ross


Już od dłuższego czasu wałęsał się po dachach w dzielnicy mieszkalnej, szukając jakiejś żywej duszy. Ten rejon miasta do tej pory był pusty, oprócz okazjonalnie pojawiających się szczurów czy kotów. Obraz nędzy i rozpaczy, brakowało mu ludzkiego głosu. Zastanawiał się, ile ludzi może być w całym mieście? Nie spodziewał się dużych wyników, ale wiedział, że ktoś na pewno tu jest. Czasami napotykał ślady butów w zaschniętym błocie na trakcie prowadzącym do miasta, ale jeszcze nikogo nie spotkał osobiście.
Dotarłszy do kolejnej kamieniczki sprawnie zszedł po ścianie na ziemię i skierował się do wejścia. Wnioskując po uchylonych drzwiach i ta była opuszczona, ale warto było zajrzeć do środka.
Skierował się do pierwszego mieszkania, do którego drzwi były również uchylone. Czyżby ktoś dopiero co stąd wyszedł? A może odwrotnie, ktoś dalej tam jest? Musiał sprawdzić, ciekawość i chęć ujrzenia kogokolwiek nie dawała mu spokoju.
Otworzył szerzej drzwi i wszedł do środka. Już jedno spojrzenie mówiło wszystko - mieszkanie było doszczętnie ograbione i zaniedbane. Zostały właściwie tylko spróchniałe meble. Nawet szczury się stąd wyniosły.
Wyszedłby z mieszkania, gdyby nie usłyszał jakiegoś szmeru w którymś z pomieszczeń. Dźwięk był dość głośny i raczej nie był to szczur. Ktoś (albo coś dużego) tu był. Albo właściciel mieszkania (co było wątpliwe biorąc pod uwagę jego stan), albo włamywacz ograbiający resztki wartościowych rzeczy. Wolał włamywacza. Ktoś mieszkający w takiej melinie na pewno nie był godny zaufania, nikt o zdrowym umyśle nie uznałby tej rudery za lokum. No chyba, że nie był zdrowy psychicznie. Tak, zdecydowanie wolał włamywacza.
Ostrożnie podszedł do pierwszego z pomieszczeń, które okazało się być kuchnią. Wyciągnął zza pasa pistolet, w razie, gdyby był mu potrzebny. Ostrożności nigdy za wiele, nawet jeśli to nie był psychopatyczny morderca.
Wyjrzał zza ściany i zaraz uznał pistolet za niepotrzebny, więc z powrotem go schował. Żaden morderca, żaden rabuś, a zwykła dziewczyna. Siedziała wśród kurzu i starych mebli. Krzesło, które zajęła, wyglądało co najmniej tak, jakby miało zaraz się rozlecieć, a sama dziewczyna bazgroliła coś na kartce. Nie zauważyła go, a przynajmniej tak mu się wydawało.
Wszedł cicho do kuchni i stanął obok zajętej kartką dziewczyny. Przez chwilę obserwował to, co tam tworzyła, a po chwili odchrząknął.
-Przepraszam za najście, drzwi były otwarte. - zaczął, podnosząc wzrok z kartki na twarz dziewczyny. Ciekawe włosy, musiała być fanką oryginalności. -Swoją drogą, radziłbym je zamykać. Można trafić na nieciekawych ludzi.
Tak przynajmniej przypuszczał, sam na żadnego do tej pory nie trafił. Oczywiście nie narzekał, lepsza samotność niż bandyci na karku. Hah, bandyta nie byłby nawet taki zły. W takich okolicach ludzie często rozwijali swoje... pasje. Czy to napadania na turystów, czy robienia łańcuchów z ich wnętrzności. To each their own.
_________________

KP | GŁOS



***
 
 
   Podziel się na:     
Jelonka


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Płócienny worek przywiązany kawałkiem sznura do jej pasa, a w nim kartki, długopisy (z których połowa nie działa), liście, rozliczne okruszki, pół czerstwej bułki, słomka, plastikowy worek na śmieci, oraz ostry odłamek szkła.
Dołączył: 26 Cze 2017
Posty: 7
Wysłany: 2017-07-01, 22:27   

Kiedy usłyszała za sobą głos, podskoczyła na miejscu, aż długopis rzucił się ku swej wolności na podłogę, a kartka wolno popłynęła powietrzem gdzieś za rozbitą szybę okna nieopodal.
- Chrząka mi za plecami! - oburzyła się, zamyślona i rozeźlona naraz. Potem jednak obróciła się, zobaczyła czerwone oczy osadzone w dobrze zbudowanym mężczyźnie i ton głosu zmienił się jej natychmiastowo. - O, ja bardzo przepraszam, ale się nie spodziewałam chrząkania, bo ja tu szkicowałam sobie do kartoteki tego, co się włamał po mnie... znaczy, sobie szkicowałam, po prostu, w moim mieszkaniu, zapomniałam zamknąć drzwi. Prawda, prawda, nieciekawi ludzi, ale dobrze, że są i ci ciekawi na tym świecie, co dobrą radę niosą! Mówię o tobie, oczywiście.
Słowa plątały się, serduszko trzepotało w piersi, a ręce obejmowały płócienny worek przywiązany do jej pasa. Wstała z krzesła i cofnęła się parę kroków do tyłu. Jedyne, co świszczało jej w głowie "ukradłaś sztućce i odłamki talerzy, nie powinnaś tu być!".
- Ale, ale, cóż ze mnie za gospodarz! - zaświergotała nagle, bardzo nieumiejętnie maskując nerwowy ton głosu. Uśmiechała się jednak i zaczęła grzebać w swojej torbie. Wyszperała z niego jeden ze zgarniętych widelców i wyciągnęła dłoń w kierunku nieznajomego. Intencje były szczere. - Sztućca?
Jelonka nie za dobrze radziła sobie z kłamaniem, a jeszcze gorzej ze stresującymi sytuacjami. Wtedy stawała się jedną wielką śmierdzącą kłamstwem kupką nerwów.
_________________
 
 
   Podziel się na:     
Richard Hawker


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: 2 ukryte ostrza, pistolet skałkowy, muszkiet z zamkiem skałkowym, kukri, bandaże i typowe lekarstwa: przeciwbólowe, przeciwzakaźne, a także trucizna (rozwścieczająca, śmiertelna tylko w dużych dawkach)
Stan: Drobne, gojące się rozcięcie na barku, poza tym przemoczony i zmarznięty
Dołączył: 30 Cze 2017
Posty: 66
Wysłany: 2017-07-01, 23:25   
   Fundusze: 1927 C
   Multikonta: Lowery Mitchell | Vincent Ross


Skrzyżował ręce na piersi, wpatrując się w dziewczynę. Zaraz jednak jego wzrok zawędrował w kierunku kartki wesoło wylatującej przez okno. Szkoda, rysunek wyglądał całkiem ładnie. Richard schylił się i podniósł z podłogi długopis. Przez chwilę obracał go w dłoniach, po czym spojrzał na jego właścicielkę.
-Tak, tak, też czasem okradam własne mieszkania. - uśmiechnął się, wręczając dziewczynie jej własność. -Patrząc na ten kurz zgaduję, że nie jesteś fanką sprzątania? Trochę niespotykana cecha u panienki, ale to samo powiedziałbym o tych włosach. W każdym razie, kłamanie nie ma sensu.
Popukał palcem swoje ramię, wystukując sobie tylko znany rytm. Bawiła go ta sytuacja, a jeszcze bardziej bawiła go ta dziewczyna. Ciekawa osóbka, a wystarczy połączyć to z faktem, że Rick do tej pory nikogo w tym mieście nie spotkał, i mamy połączenie, którego nie sposób teraz zostawić. Nawet jeśli rozmowa miałaby dotyczyć pogody, lepsze to, niż własne myśli albo nawet ich brak.
Prawdę mówiąc szybko odnalazł się w tym mieście, chociaż do tej pory mało się o nim dowiedział. Zwiedzał je tu i tam, czasem zawędrował do lasu ale zawsze wracał z powrotem w nadziei, że kogoś w końcu spotka. Lokacje znał prawie na pamięć, problem tkwił w tym, że nic o nich nie wiedział. Czemu nikogo tu nie było? Gdzie trafił i czy da się stąd wydostać?
Nagle dziewczyna wstała z krzesła i odsunęła się od niego. Rick posłał jej zdziwione spojrzenie, jakby co najmniej odskoczyła na drugi koniec pomieszczenia.
Przekrzywił głowę, uśmiechając się ironicznie na jej słowa. Kwestię gospodarza i jego mieszkania już chyba sobie ustalili, ale nie było to ani trochę mniej zabawne. Możliwe, że to sprawa spanikowanego głosu dziewczyny. Brzmiała jak dziecko przyłapane na podkradaniu słodyczy z szafki. Cóż za zbieg okoliczności.
-Odłóż widelec, chyba, że tak się tu witacie z nieznajomymi. - zaśmiał się, a po chwili zamilkł, widząc panikę w oczach dziewczyny. Jeśli wcześniej kwestionował powody, dla których tu była, to teraz nie miał już wątpliwości. -Hej, spokojnie. Moja broń ci nie zagraża, zostawiam ją dla tych "groźnych" przestępców. O ile nie będziesz próbowała zadźgać mnie tym widelcem. - mówiąc to wskazał na muszkiet przymocowany do jego pleców, uśmiechając się uspokajająco.
Co jak co, ale dziewczyna wyglądała, jakby szykowała się do ucieczki, a tego nie chciał. Miał ochotę z nią pogadać, była pierwszym człowiekiem jakiego spotkał od... właściwie to nawet nie wiedział, od jak dawna.
-Mów mi Hawk, gdybyś chciała zwracać się do mnie po imieniu. Jeśli nie, trudno. Tylko błagam, schowaj już ten widelec, bo zaczynam obawiać się o swoje życie.
_________________

KP | GŁOS



***
 
 
   Podziel się na:     
Jelonka


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Płócienny worek przywiązany kawałkiem sznura do jej pasa, a w nim kartki, długopisy (z których połowa nie działa), liście, rozliczne okruszki, pół czerstwej bułki, słomka, plastikowy worek na śmieci, oraz ostry odłamek szkła.
Dołączył: 26 Cze 2017
Posty: 7
Wysłany: 2017-07-02, 01:31   

- O, nie, nie, ja nie chcę krzywdy zrobić! Na pewno nie widelcem, spaghetti to ty chyba nie jesteś, co? - zażartowała nerwowo i jeszcze bardziej nerwowo się zaśmiała. Po tym wzięła głęboki oddech, schowała widelec, i już, już, powoli wyglądała nieco spokojniej. Dotknęła swoich puszystych włosów, kontemplując uwagę nowego znajomego. I po tym spłynął wodospad słów. - A, widzisz, normalnie to co miesiąc do fryzjera szoruj, a tutaj! Jakby czas się zatrzymał. Z jednej strony wygodnie, ale w domu nikt nie próbował mnie zabić. Ale ja mam teorię, to wszystko halucynacja zbiorowa. Albo może symulacja! Widziałam kiedyś taki film, a może to był serial, i tam gościa wsadzili do alternatywnej rzeczywistości, ale umarł w tej niealternatywnej. Więc nie chcę umrzeć w tej, jakby to znaczyło, że umrę w tej normalnej. Rozumiesz, prawda?
Nie oczekiwała jednak na odpowiedź, zrobiła parę nieśmiałych kroczków do przodu i wyciągnęła ku mężczyźnie pustą bladą dłoń, w pojedawczym geście.
- Miło cię poznać, Hawk! Hawk, Hawk, Hawk. Hawkuś. Ja jestem Jelonka - przedstawiła się z uśmiechem na pyszczku, odsłaniając charakterystyczną dziuplę między przednimi ząbkami. Nie powinna nikomu tak szybko zaufać, ale była naiwnym stworzonkiem. - A, i to nie jest moje mieszkanie. Speszyłam się, bo sztućce i talerzyk zwinęłam, ciężko jest, pracy tu nie dostaniesz w okolicy. I ja nie mam tyle kurzu w domu, pfff! Nie mam też połowy dachu, ale nikt mi tam głowy nie zawraca, bo to wszystko kolcami zarośnięte i zresztą wygląda, jakby mogło runąć w każdej sekundzie.
I rzeczywiście, jak się bliżej przyjrzeć, ręce kobietki pokryte były czerwonymi liniami, a ubranie zaciągnięte w wielu miejscach.
- Skąd jesteś? - padło na koniec pytanie, a jej usteczka wreszcie się zamknęły, oczy roziskrzone niewinnym podekscytowanym oczekiwaniem niczym u dziecka w bożonarodzeniowy poranek.
_________________
 
 
   Podziel się na:     
Richard Hawker


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: 2 ukryte ostrza, pistolet skałkowy, muszkiet z zamkiem skałkowym, kukri, bandaże i typowe lekarstwa: przeciwbólowe, przeciwzakaźne, a także trucizna (rozwścieczająca, śmiertelna tylko w dużych dawkach)
Stan: Drobne, gojące się rozcięcie na barku, poza tym przemoczony i zmarznięty
Dołączył: 30 Cze 2017
Posty: 66
Wysłany: 2017-07-02, 14:13   
   Fundusze: 1927 C
   Multikonta: Lowery Mitchell | Vincent Ross


Oczywistym było, że żartował, ale na szczęście dziewczyna chyba to wyłapała. To dobrze, brak refleksu do komedii zbyt często prowadził do niekomfortowych sytuacji.
Poprzednia myśl straciła swój sens, kiedy tamta wprowadziła kontratak w formie własnego żartu, który pozostawił na twarzy Richarda wyraz zaskoczenia.
-Spaghetti? - powtórzył, rzucając jej skonfundowane spojrzenie. Pierwszy raz słyszał to słowo, a biorąc pod uwagę śmiech dziewczyny po wypowiedzeniu go, był pewien, że musiało coś znaczyć.
Nie miał możliwości kiedykolwiek napotkać się na koncept, jakim było to coś. W całym swoim życiu nigdy tego nie słyszał, może była to część kultury jakiegoś innego kraju? No cóż, międzywojenny Londyn skupiał się raczej na herbacie i gangach, nie na "spaghetti", cokolwiek takiego to było.
Dziewczyna szybko zmieniła temat, który jak na nieszczęście jeszcze bardziej zbił Richarda z tropu. O czym ona mówiła? Film, serial, alternatywna rzeczywistość? Może wśród tych mebli i zardzewiałych sztućców znalazła coś jeszcze, bo trzeźwy człowiek nie bredził takich głupot.
-Ani trochę. Jesteś pewna, że znalazłaś tu tylko widelce? - odpowiedział, wbijając w nią pytający wzrok.
Ta jednak zaraz mu przerwała. Chryste, ile ona gadała. Strach pomyśleć, do jakich ilości słów przyzwyczajone jest jej gardło, jeśli do tej pory nie przestało funkcjonować.
Uścisnął jej dłoń, w myślach zapisując wygląd dziewczyny pod podanym przez nią imieniem. Zawsze to robił, w ten sposób przy kolejnych spotkaniach łatwiej było mu skojarzyć twarz z imieniem. Przydatna umiejętność, zwłaszcza, jeśli opanuje się ją w dobrym stopniu. Do tej pory wychodziło mu to całkiem nieźle, ale z drugiej strony nie korzystał z tego od długiego czasu, więc mógł stracić część zdolności w tym zakresie.
-Niespotykane imię, ekstrawagancki wygląd. Zwyczajność musi cię nudzić. Takich ludzi ze świecą szukać, zwłaszcza w takiej... dziurze. - mruknął, mając oczywiście na myśli to miasto. Inaczej nazwać się tego nie dało. -Raczej ciężko starać się o pracę, kiedy nie ma pracodawców. - zaśmiał się, rozglądając się po pomieszczeniu.
Jelonka wspomniała coś wcześniej o innym włamywaczu, który był tu przed nią. Świetne wieści, wygląda na to, że jedyne żywe dusze w tym mieście zajmują się przestępczością. Wprost cudownie. Stąd może być już tylko gorzej.
-Londyn. Później trafiłem tutaj. - odparł, wracając wzrokiem na dziewczynę. -A ty? Wyglądasz jakbyś znała to miasto, jesteś stąd?
_________________

KP | GŁOS



***
 
 
   Podziel się na:     
Richard Hawker


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: 2 ukryte ostrza, pistolet skałkowy, muszkiet z zamkiem skałkowym, kukri, bandaże i typowe lekarstwa: przeciwbólowe, przeciwzakaźne, a także trucizna (rozwścieczająca, śmiertelna tylko w dużych dawkach)
Stan: Drobne, gojące się rozcięcie na barku, poza tym przemoczony i zmarznięty
Dołączył: 30 Cze 2017
Posty: 66
Wysłany: 2017-07-10, 22:23   
   Fundusze: 1927 C
   Multikonta: Lowery Mitchell | Vincent Ross


Nie otrzymał odpowiedzi na pytanie, co wprawiło go w niemałe zdziwienie. Przecież przed chwilą Jelonka nawijała, jakby to był ostatni dzień w jej życiu, a teraz zamilkła. No cóż, kobiety bywały zmienne. Mógł się tego w ostateczności spodziewać.
Umknął wzrokiem, nie bardzo wiedząc, jak w tej chwili zareagować. Ciekawiło go, skąd była dziewczyna, rzadko spotyka się tak specyficznych ludzi, ale skoro nie...
-Nieważne, uznajmy, że nie było pytania. - mruknął pod nosem, masując dłonią kark.
Rozejrzał się jeszcze raz po mieszkaniu, tym razem nie z braku innego wyjścia, a raczej braku pomysłów na kontynuowanie rozmowy. Niestety nie był w tym wybitnie dobry, bez tematu ciężko było mu się odzywać, zwłaszcza w towarzystwie nowo poznanych osób. Jak na ironię on również bywał zmienny, ale każda z tych zmian miała jakiś powód, najczęściej wzięty z jego psychiki ukształtowanej przez lata. Ktoś, kogo przez długi czas trenowano na zabójcę raczej nie posiadał umiejętności dyskusyjnych, chyba, że wynikało to z jego charakteru. Pech chciał, że on za dziecka był raczej skryty, później zaczął wybijać się na tle innych kiedy to uświadomił sobie, że starsi nie zawsze mają rację i czasami trzeba się z nimi kłócić. W końcu przez odmienność poglądów opuścił bractwo i trafił do tej opuszczonej dziury.
Jego wzrok stał się niepewny kiedy Richard zdał sobie sprawę z tego, że czas mija, a on gapi się na stary blat kuchenny. Nie było sensu dłużej tego ciągnąć.
Pocieszył się w myślach tym, że teraz przynajmniej będzie miał zajęcie - skoro spotkał żywą duszę (która dodatkowo utrzymywała, że był tu wcześniej ktoś jeszcze), na pewno jest ich tu więcej. Mógł ich poszukać, może akurat trafi na kogoś jeszcze, który będzie bardziej zaznajomiony w kwestii miasta.
Spojrzał w kierunku okna, którędy wcześniej wyleciała kartka Jelonki. Nie, okno odpadało.
Cofnął się w kierunku wyjścia, przenosząc wzrok na dziewczynę.
-Najmocniej przepraszam, ale... - na moment się zawahał. -...byłem umówiony na spotkanie w centrum miasta. Całkiem wyleciało mi to z głowy, to pewnie towarzystwo panienki tak na mnie zadziałało. - mrugnął jednym okiem i uśmiechnął się. Nie miał talentu do takich gadek, do kłamania pewnie też nie. No ale nic innego mu nie zostało.
Podszedł do drzwi i odwrócił się jeszcze raz do Jelonki.
-Miło się gawędziło, obyśmy się kiedyś jeszcze spotkali... przy lepszej okazji. - uśmiechnął się lekko. -Powodzenia w rabowaniu, włamywaniu i tym podobnym.
Starał się opuścić szybko mieszkanie, ale robił to tak, by nie było tego po nim widać. Całkiem o tym zapomniał kiedy już znalazł się za drzwiami, opuścił kamieniczkę i wyszedł żwawym krokiem na uliczkę. Tam nabrał głębokiego oddechu. To było... głupie. Naprawdę głupie. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywał, nie miał pojęcia, co w niego wstąpiło.
To wszystko wina tego zasranego miasta. - rzucił do siebie w myślach.
Zerknął na boki, na wszelki wypadek upewniając się, że nikt go nie obserwuje. Westchnął jeszcze raz i spojrzał w górę, na ścianę budynku. Szybko wspiął się po niej na dach, skąd po chwili namysłu obrał kierunek i ruszył przed siebie.

//z.t.//
_________________

KP | GŁOS



***
 
 
   Podziel się na:     
Emrys Love


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Ukryte ostrza,książka, rozpałka, krzesiwo, metalowy zbiorniczek z benzyną, poręczna apteczka( znajduje się w niej środek odkażający, woda utleniona,bandaże, gaza, plastry, tabletki przeciwbólowe, igły, strzykawka szklana i para rękawiczek), chusta z inicjałami
Dołączył: 08 Paź 2016
Posty: 150
Wysłany: 2017-12-23, 20:06   
   Stopień: 2[IIII]
   Fundusze: 2700 C.
   Multikonta: Charlotta, Harriet, Vivian


Szkarłatne tęczówki sunęły po zmieniającym się otoczeniu w poszukiwaniu nowego schronienia.
I znalazł.. wprawdzie nie było tak imponujące jak dom w którym mieszkał do tej pory, aczkolwiek na chwilę obecną nie miał zamiaru narzekać.
Czy było mu przykro.. może nie dało się tego zauważyć, a jednak czuł smutek z powodu utraty azylu.
Jego były dom był idealny - duży, posiadał ogród i piętro... to co ścieliło się teraz przed jego oczyma było godne pożałowania, ale nie narzekał. Lepsze to od spania na zewnątrz, co mogło być niebezpieczne - bardziej dla Beatrice, aniżeli jego, ale jednak.
Czy kiedyś znajdzie swoje miejsce? Miejsce, które będzie mógł nazwać domem... Miejsce do którego zawsze będzie mógł wrócić, bez względu na porę dnia czy miesiąc.
Powoli wszedł do mieszkania, od razu czując jak zapala się jego pedantyczny instynkt. Love nie był maniakiem czystości, aczkolwiek nie lubił brudu w miejscu, w którym przyszło mu egzystować.
Przeszedł się po całym mieszkaniu, zaglądając nieśpiesznie w każdy kolejny kąt.
-Powinien się nadać.. na tą chwilę.. - mruknął, próbując odnaleźć spojrzeniem Beatrice.
Trochę się posprząta, rozpali się w piecu i jakoś dożyją wiosny - albo momentu, w którym przyjdzie im odnaleźć coś lepszego.
 
   Podziel się na:     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  





czo.pl - załóż darmowe forum już dziś!





Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Templates BlueDarkBG v.1.0 created by Gnacio helped by Avanast |

FORA PARTNERSKIE
SnM aegyo Vampire Diaries Vampire Kingdom Fairy Tail Path Magician