Sekret Miasta Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Anastazja Leneaure
2017-05-16, 13:50
Dom Anastazji
Autor Wiadomość
Christian Mansier


Karta Postaci


Wiek: 46
Ekwipunek: Grube spodnie, szara koszulka, skórzana kurtka, bezrękawnik z naturalnego futra. Wysokie, wiązane buty, szeroki pas z grubej skóry. Na plecach miecz, przy pasku długi nóż, dwa pistolety, zapas kul i prochu oraz mała sakiewka z potrzebnymi drobiazgami, skórzane rękawice.
Stan: Postrzelony w lewe ramię przez Anastazję. Przez ostatnie wydarzenia skrajnie podejrzliwy, a wrodzony optymizm gdzieś się na chwilę zgubił.
Energia: 100%
Dołączył: 26 Maj 2017
Posty: 133
Wysłany: 2018-02-25, 23:38   
   Fundusze: 2234 C.
   Zwierzęta: Kasztanek imieniem Whiskey


Trochę to smutne było, że zamiast przygwoździć Drozda do ziemi... przygwoździł ziemię do ziemi, albo samego siebie, bo zanim znowu złapał równowagę, to chwilę to zajęło. Z rozlastwa wybił go dźwięk wystrzału, na który reagował praktycznie instynktownie. To było jak odruch bezwolny, niezależnie od tego, jak bardzo nie kontaktował, wyuczone zachowania robiły swoje. W zamglonym alkoholem umyśle Christiana na krótki moment zakołatała się myśl o wrogim ataku, przed oczami przebiegły migawki z frontu, zwłaszcza, że w ręce nadal trzymał broń. Poderwał się z ziemi i zatoczył po niezgrabnym łuku. Tak samo zareagował by absolutnie w każdej sytuacji, mógłby być nawalony w przysłowiowe trzy zadki. Wzrokiem odnalazł kuzyna i jego słowa, które dużo w tej sytuacji rozjaśniły. Aż sam się zdziwił, że takie skojarzenie mu przyszło do głowy.
- No i co się wtrą... ącasz... - zająknął się, wskazując Bastiena i całą przestrzeń wokół niego końcówką swojego miecza.
Niewykluczone, że rozgniewany Christian rzuciłby się nawet na swojego kuzyna, o tak, dla zabawy, ale Drozd wysunął się ze znacznie słuszniejszą koncepcją. Miecz wylądował płasko na stole, a że Christian oparł się na jego rękojeści, to ostrze przesunęło się i zrzuciło tym samym pustą butelkę na podłogę.
- No jak proszą, to przecież nie można od... och... - rzucił z żalem, patrząc na rozbite na podłodze szkło. Dźwięk tłuczenia jakoś odbił mu się w głowie z opóźnieniem, Mansier zamrugał zdziwony widokiem roztrzaskanej butelki i... machnął na to ręką. Wziął od Drozda butelkę, by nalać sobie i Bastienowi. Wzniósł szklankę. - A żebyś się zatruł, poczwaro jedna... - fuknął na rudego.
Tak po prawdzie to skoro już ruszył zad z sofy, to nie chciał tam wracać i miał ochotę na jakieś durniejsze zabawy. Niby nie zauważył, jak ściągnęło go o dwa kroki do tyłu.
- I widzisz, pieprzony wampirze, to tyś dotknął plecami gleby pierwszy... - dodał z wyższością. No musiał no.
_________________
 
   Podziel się na:     
Bastien Reignar


Karta Postaci


Wiek: 42
Ekwipunek: Poszarzała koszula, skórzane spodnie, skórzana kurtka, wiązane buty. Przy bokach dwa miecze, nóż i dwa pistolety.
Stan: Czuje się dobrze, tylko trochę zagubiony, nie wie, gdzie jest.
Energia: 100%
Dołączył: 09 Lip 2017
Posty: 109
Wysłany: 2018-02-25, 23:52   
   Fundusze: 3094 C.
   Zwierzęta: Koń andaluzyjski - Gryf (dla przyjaciół Piwo)


Towarzysze byli grzeczni, a nawet za grzeczni w rozdzielaniu się, co prowokowało pewne podejrzenia, że to jednak nie koniec... a jednak na koniec wyglądało. Cała trójka podeszła do stolika, żeby doprawić się dodatkową porcją alkoholu. Bastien chciał złapać upadającą butelkę, ale o jej upadaniu zorientował się dopiero w chwili, kiedy dotknęła już gruntu. Do tego momentu można było mieć wrażenie, że jest mniej pijany od towarzyszy, ale jednak w niczym im nie ustępował. Po prostu dłużej siedział i mniej się przez to zataczał, a że dużo nie mówił, to nie dało się zauważyć seplenienia czy jąkania.
- Skończcie już, bo to nudne... - wychylił szklanki do dna i uderzył nią o stół.
Oparł się dłońmi o blat i przez chwilę kontemplował nad istotą jego wirowania. Gdzieś tam z tyłu głowy dalej kołatały mu się te wszystkie dźwięki szarpaniny, wystrzał, tłuczona butelka... teraz zrobiło się bardzo cicho, co przywiodło kolejną myśl, która już któryś raz uciekała w kierunku rzekomo śpiącej u góry anielicy. Od pewnej chwili spodziewał się jej rozgniewanej w drzwiach, ale dalej jej nie widział, a zważywszy na to, w jakim była stanie, nie wróżyło to dobrze. Ze wszystkich rzeczy, które po pijaku zapominał, troska o swoich nie była jedną z tych, a Anastazja na tę chwilę stawała się niejako swoją. Spojrzał na Drozda.
- Ty, rudy, ty pewien jesteś, że z twoim ptaszydłem wszystko w porządku? Ten hałas umarłego by zbudził...
 
   Podziel się na:     
Drozd


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: ciemne spodnie wełniane; wysokie buty ze skóry; czarna koszula wełniana; długi płaszcz z czarnej skóry i stalowymi klamrami; znoszony, ciemno-kasztanowy kapelusz filcowy [mocno poszarpana krawędź, dziurki w rondzie]; szara chusta na szyi z wełny; czarne, skórzane rękawiczki || nóż [30cm-g]; bukłak ze skóry; notka od Anastazji; kawałek czarnego płótna lnianego; 2 miecze schowane pod płaszczem [85cm gł]; 2 pistolety skałkowe; kule do pistoletu [28]; proch czarny [30 torebek]; torba przypinana do paska [ołówek, końskie ogłowie, osełka, igła, nici, scyzoryk, 4 agrafki, notes A6, kartka z wiadomością od "T", metalowa blaszka, klucze swoje]
Stan: Rana postrzałowa nieco poniżej śledziony, już prawie całkiem zasklepiona, spękane dwa najniższe żebra rzekome. Skóra bledsza od przeciętnej, co może nieco kontrastować z ciemnym ubraniem. W okolicy lewej łopatki posiada niedużą bliznę w kształcie owalnego punktu.
Energia: 100
Dołączył: 17 Lut 2016
Posty: 477
Wysłany: 2018-02-27, 11:40   
   Stopień: 2 [lll - 11.03.]
   Fundusze: 3886 C
   Zwierzęta: Biały koń w czarne łaty
   Multikonta: Kasandra Valley | Kaspar Walker | Kuguar


  Rzucił okiem na Christiana i uśmiechnął się bezczelnie.
  — Nic nam to nie da... — rzucił i opróżnił szklankę do końca. Na jego ostatnią uwagę tylko prychnął. Co jak co, ale to nie była miarodajna próba, przewrócili się obaj. I to na pewno nie z jego powodu, co to to nie. Podniósł wzrok na dźwięk tłuczonego szkła i tylko spojrzał na zwłoki butelki z politowaniem. Biedactwo.
  Przeniósł wzrok na Bastiena, który zamyślił się nagle. Wampir natomiast odruchowo zamyślił się nad możliwymi powodami jego zamyślenia. Obrócił szklankę w rękach, miała dziwny kształt...
  Ptaszydło. Jego ptaszydło. Ten zwrot momentalnie nakierował myśli Drozda na właściwy tor. Dość oczywiste, ale... miał niejasne wrażenie, że one wcale nie chcą tam być. Przebiegł oczyma po krystalicznej strukturze szklanki. Nie, chciały, jasne, że chciały. Bardzo. I jednocześnie bardzo nie. Nie umiał tego wyjaśnić. W dodatku, im dłużej pozostawał przy tym temacie, tym szybciej chciał go odsunąć. Nie myśleć, nie roztrząsać. To nie była na to dobra chwila. Nigdy nie było na to dobrej chwili.
  Przestań.
  — Racja... lepiej to sprawdzić. — Odstawił szklankę, położył miecz na fotelu i ruszył przed siebie, w miarę stabilnie. Na chwilę zmarszczył brwi i rzucił Bastienowi rozgniewane spojrzenie. — I nie nazywaj jej ptaszydłem.
  Wybywszy z salonu, zakręcił z pomocą winkla i skierował się na... O nie, schody; jakaś resztka rozsądku zdołała się wybić na moment i przypomnieć o istnieniu balustrady. Tak, to zdecydowanie ułatwiło podróż. Właściwie nie zwracał uwagi, czy reszta idzie za nim czy też nie. Stanąwszy na piętrze, natychmiast skierował się do właściwego pokoju. Zastukał, a nie słysząc odzewu, otworzył drzwi.
  Pustość pomieszczenia momentalnie go uderzyła. Stał przez moment w drzwiach, szukając wzrokiem anielicy.
  — An?... — rzucił w przestrzeń. Zmrużył oczy, przyglądając się lepiej prężącym się meblom. Porzuciwszy klamkę, zrobił kilka kroków w przód, właściwie na próżno, nic one nie zmieniły w ogólnym stanie sypialni.
_________________
 
 
   Podziel się na:     
Christian Mansier


Karta Postaci


Wiek: 46
Ekwipunek: Grube spodnie, szara koszulka, skórzana kurtka, bezrękawnik z naturalnego futra. Wysokie, wiązane buty, szeroki pas z grubej skóry. Na plecach miecz, przy pasku długi nóż, dwa pistolety, zapas kul i prochu oraz mała sakiewka z potrzebnymi drobiazgami, skórzane rękawice.
Stan: Postrzelony w lewe ramię przez Anastazję. Przez ostatnie wydarzenia skrajnie podejrzliwy, a wrodzony optymizm gdzieś się na chwilę zgubił.
Energia: 100%
Dołączył: 26 Maj 2017
Posty: 133
Wysłany: 2018-02-27, 17:19   
   Fundusze: 2234 C.
   Zwierzęta: Kasztanek imieniem Whiskey


Uśmiechnął się pod nosem. Uszczypki do Drozda sprawiały mu zadowolenie z siebie samego, nawet jeśli rudy reagował bardzo powściągliwie. W swojej głowie był zwycięzcą tego pojedynku, bo faktem było, że wampir wywrócił się na chwilę przed Christianem. To, że sam się wywrócił, było tylko konsekwencją działania grawitacji. Może wygrał nie do końca w uczciwy sposób do tego doprowadził, ale przecież w miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone.
Spojrzał na Bastiena z lekko zdziwioną miną, ale musiał przyznać, że mężczyzna miał rację, że skoro Anastazja nie przychodziła do nich z mordem w oczach, ani nawet nie prosiła o odrobinę ciszy, to było podejrzane. Szczególnie, jeśli jeszcze raptem chwilę temu umierała mu na oczach.
- A jak chcesz inaczej nazwać ptaka ze wścieklizną? - zaśmiał się.
Nie miał nic złego na myśli, to był taki niewybredny żarcik z jego strony, ale anielica sama się prosiła. Było nie strzelać do niego w chwili, kiedy próbował jej pomagać.
Kiedy Drozd wyszedł już z salonu, Christian spojrzał na kuzyna. Pokręcił głową.
- Byś widział, jak się tu słaniała... Zaraz się okaże, że trupa spod ziemi wyciągaliśmy.
Westchnął, patrząc na butelkę z whisky. Gdzieś tam z tyłu głowy kołatały się resztki rozsądku, więc po dłuższej chwili ciszy postanowił wybrać się na górę i zobaczyć, czy ptaszydło dalej oddycha. Wskazał głową wyjście, w które zaraz skierował swoje kroki. Na korytarzu tylko raz zatoczył się na bok, ale oparł ramieniem o ścianę, a schody pokonał z zaskakującą łatwością, jak na swój stan.
Z rękami skrzyżowanymi na piersi wszedł do pokoju i zobaczył zupełnie nie to, czego się spodziewał.
Zmarszczył brwi.
- Czy twoja furiatka właśnie zwiała? - mruknął i rozejrzał się po sypialni, jakby oczekiwał, że znajdzie Anastazję schowaną pod dywanem.
_________________
 
   Podziel się na:     
Bastien Reignar


Karta Postaci


Wiek: 42
Ekwipunek: Poszarzała koszula, skórzane spodnie, skórzana kurtka, wiązane buty. Przy bokach dwa miecze, nóż i dwa pistolety.
Stan: Czuje się dobrze, tylko trochę zagubiony, nie wie, gdzie jest.
Energia: 100%
Dołączył: 09 Lip 2017
Posty: 109
Wysłany: 2018-02-27, 19:34   
   Fundusze: 3094 C.
   Zwierzęta: Koń andaluzyjski - Gryf (dla przyjaciół Piwo)


Bastien zrobił minę zbitego psa, ale zaraz uśmiechnął się szeroko, kiedy Drozd skierował się do wyjścia. Nie żeby przejmował się jego poleceniem, broń boże. Będzie na nią mówił, tak jak będzie chciał, zwłaszcza po pijaku. Jeśli powie, że jest ptaszydłem, to będzie ptaszydłem, a jak zapragnie, by nazywała się Alfons, to... nie to już było zbyt dalekie posunięcie. Niech bedzie ptaszydło. Brzmiało z dostateczną ilością ironii.
- Jednego trupa wyciągnęliśmy, a drugiego sam chcesz położyć. - spojrzał dobitnie na kuzyna. - Na dodatek w ich domu.
W czasie chwili milczenia i oczekiwania zaopiekował się whisky, zdby mieć pewność, że nie poczuje się samotna. Ruszył w ślad za kuzynem, głównie z czystej ciekawości. Nie zataczał się po ścianach, ale za to każdy jego krok był mocnym odstępstwem od linii prostej. Głównym założeniem dostania się na górę było nie wylanie alkoholu w szklance, którą zabrał ze sobą i można uznać, że osiągnął cel.
U góry taktycznie oparł się o framugę i wbił wzrok w rudego na środku pomieszczenia. Nie, to na pewno nie była anielica, którą ratowali. Krótkie spojrzenie dookoła pozwoliło potwierdzić wniosek dwóch poprzedników - nie było jej.
- Wyleciała przez okno, jak rasowa wiedźma. - wyszczerzył się do Drozda. - Albo rasowe ptaszydło.
Wychylił szklanki, wypił do dna i westchnął. Przez moment miał ochotę wyrzucić szklankę za plecy i klasnąć w dłonie z propozycją nowej przygody, ale się powstrzymał. Nie, drugi raz nie będzie za nią biegał, aż tak altruistyczny nie był. Prychnął.
- Nie dość, że latasz za taką przez pół podziemi, wysadzasz dwie kamienice, walczysz z jakimś walniętym gangiem wampirów, to ta jeszcze weźmie i ucieknie. No co za bezczelna kobieta! - wyrzucił ze złością rękę w powietrze. - Zatęskni, to wróci.
 
   Podziel się na:     
Drozd


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: ciemne spodnie wełniane; wysokie buty ze skóry; czarna koszula wełniana; długi płaszcz z czarnej skóry i stalowymi klamrami; znoszony, ciemno-kasztanowy kapelusz filcowy [mocno poszarpana krawędź, dziurki w rondzie]; szara chusta na szyi z wełny; czarne, skórzane rękawiczki || nóż [30cm-g]; bukłak ze skóry; notka od Anastazji; kawałek czarnego płótna lnianego; 2 miecze schowane pod płaszczem [85cm gł]; 2 pistolety skałkowe; kule do pistoletu [28]; proch czarny [30 torebek]; torba przypinana do paska [ołówek, końskie ogłowie, osełka, igła, nici, scyzoryk, 4 agrafki, notes A6, kartka z wiadomością od "T", metalowa blaszka, klucze swoje]
Stan: Rana postrzałowa nieco poniżej śledziony, już prawie całkiem zasklepiona, spękane dwa najniższe żebra rzekome. Skóra bledsza od przeciętnej, co może nieco kontrastować z ciemnym ubraniem. W okolicy lewej łopatki posiada niedużą bliznę w kształcie owalnego punktu.
Energia: 100
Dołączył: 17 Lut 2016
Posty: 477
Wysłany: 2018-03-02, 00:44   
   Stopień: 2 [lll - 11.03.]
   Fundusze: 3886 C
   Zwierzęta: Biały koń w czarne łaty
   Multikonta: Kasandra Valley | Kaspar Walker | Kuguar


  — Niemożliwe... — mruknął bardziej do siebie niż do nich. A może nawet nie do siebie, może tak po prostu do świata jako całości. Ruszył wolnym krokiem przez pokój, choć bez większego planu działania.
  Jakby nie spojrzeć, Drozd poniekąd miał rację. Nawet nie kontaktując zbyt dobrzez rzeczywistością, umiał zauważyć, jak bardzo nieprawdopodobne było, by Anastazja gdziekolwiek sama poszła. A przynajmniej takim się wydawało. Czy to możliwe, że... Nie. Absurd. Była ich czwórka. Nikt by ich nie minął.
  — Ptaszydło... — prychnął za Bastienem. — Ci dam ptaszydło, oskubany kur... — urwał nagle, dostrzegłszy skrawek papieru na łóżku.
  Tak po prawdzie nie był pewien, czemu akurat tam spojrzał. Anielicy na pewno w nim nie było, a jednak mebel szybko przykuł uwagę wampira choć na chwilę. Szybko i gładko, jakby był to czysty odruch, w dodatku zupełnie nieistotny.
  Podniósł kartkę i obejrzał ją z obu stron, jakby spodziewając się dostrzec coś wyjątkowego. Dopiero potem skupił się na tańczących literkach. Lekko zmrużył oczy, by zaraz to samo poczynić z brwiami. Podniósł wzrok na Bastiena, gdy tylko ten skończył mówić. Wzruszył ramionami, wpychając kartkę gdzieś do kieszeni.
  — I święta racja — odparł. — Weź tu zrozum kobiety, no njijak nje jidzie... — Skierował się znów ku nim, by zaraz przystanąć i wskoczyć na iście grobowy ton. — O ile będzie w stanie wrócić.
  Przez moment spojrzenie wampira przebijało na wylot jakiś bliżej nieokreślony punkt z boku tuż nad podłogą. A później chyba się znudziło swoją robotą.
  — Nie zdziwiłbym się, gdyby zrobiła to specjalnie... — Zaczął iść na dół. — To by było do niejj podobne. Pokazać wszystkim na tym i tamtym świecie, że żadnego znich nie potrzebuje. — Milczał przez chwilę, aż uśmiechnął się pod nosem. — Co za naiwne stworzenie... Aż by się chciało jej to wygarnąć, a tu złośliwie jej nie ma... — Bez ostrzeżenia zatrzymał się na środku schodów, opierając o barierkę w zamyśleniu. — Powinienem za nią jechać...
_________________
 
 
   Podziel się na:     
Christian Mansier


Karta Postaci


Wiek: 46
Ekwipunek: Grube spodnie, szara koszulka, skórzana kurtka, bezrękawnik z naturalnego futra. Wysokie, wiązane buty, szeroki pas z grubej skóry. Na plecach miecz, przy pasku długi nóż, dwa pistolety, zapas kul i prochu oraz mała sakiewka z potrzebnymi drobiazgami, skórzane rękawice.
Stan: Postrzelony w lewe ramię przez Anastazję. Przez ostatnie wydarzenia skrajnie podejrzliwy, a wrodzony optymizm gdzieś się na chwilę zgubił.
Energia: 100%
Dołączył: 26 Maj 2017
Posty: 133
Wysłany: 2018-03-02, 19:35   
   Fundusze: 2234 C.
   Zwierzęta: Kasztanek imieniem Whiskey


Uśmiechnął się do kuzyna na komentarz o Ptaszydle. Musiał przyznać, że to określenie wyjątkowo do Anastazji pasowało.
- Oho, następny ci się wygraża - rzucił w kierunku Bastiena.
Nie bardzo miał co z sobą począć, więc tylko stał i gapił się w puste pomieszczenie. Nie miał też co zrobić z rękami, więc najpierw chciał je skrzyżować na piersi, ale coś nie wyszło i nie było wygodnie, więc zmienił plan i wsadził je do kieszeni. Papier, którym zainteresował się Drozd nie wzbudził zainteresowania Christiana - o cokolwiek chodziło, chodziło między tamtą dwójką i Mansier nie zamierzał się teraz wcinać. Wysłuchał słów rudego o anielicy i nie mógł się nie zgodzić.
- Musisz z nią mieć krzyż pański... ale zasłużyłeś, pieprzony krwiopijco. - Powiedział z ostrym spojrzeniem w stronę Drozda.
Chociaż znał Ptaszydło raptem chwilę, głównie to była chwila pomiędzy jej próbami kopania i strzelaniem, ale jeśli codzienne zachowanie wiele nie odbiegało od tego zaprezentowanego w czasie tamtej chwili, to jej otoczeniu można by aż współczuć. Oczywiście całemu otoczeniu poza Drozda, bo on na wszystko, co najgorsze jak najbardziej zasłużył, a nawet w rozszerzonej wersji z dodatkami premium w pakiecie.
Christian wzruszył ramionami, kiedy powoli zbliżał się do okna. Oparł dłonie o parapet, a rozchwiane spojrzenie myknęło po trawniku. Spod warstwy alkoholowego upojenia przebiły się szczątki racjonalnego myślenia.
- Jeśli wzięła konia i wyszła jakiś czas temu, to teraz może być dosłownie wszędzie. To jak szukać wiatru w polu...
_________________
 
   Podziel się na:     
Bastien Reignar


Karta Postaci


Wiek: 42
Ekwipunek: Poszarzała koszula, skórzane spodnie, skórzana kurtka, wiązane buty. Przy bokach dwa miecze, nóż i dwa pistolety.
Stan: Czuje się dobrze, tylko trochę zagubiony, nie wie, gdzie jest.
Energia: 100%
Dołączył: 09 Lip 2017
Posty: 109
Wysłany: 2018-03-02, 20:00   
   Fundusze: 3094 C.
   Zwierzęta: Koń andaluzyjski - Gryf (dla przyjaciół Piwo)


Zmrużył oczy i pokiwał głową na boki.
- Już się boooję - odparł z bezczelnym uśmiechem.
Tak w sumie to to było całkiem ciekawe, to zniknięcie anielicy, jak na to nie spojrzeć. Podsycona whisky wyobraźnia jeszcze chętniej tworzyła niestworzone historie na temat Drozda i Anastazji, a poprzednia myśl, że to wszystko jest jednym, wielkim spiskiem, ponownie dobrała się do mównicy i teraz radośnie wykrzykiwała swoje teorie spiskowe.
- Dawaj. Wskakuj na konia i pędź. - powiedział z sarkazmem. - Skoro poszła, to musiała mieć powód. - z tymi słowy wymownie uniósł jedną brew. - Że niby miałaby ryzykować życiem, żeby zrobić ci na złość? Nie uwierzę.
Obrócił w dłoni szklankę, tak z braku lepszego zajęcia, ale nie urządzał wędrówek jak Mojżesz do Ziemi Świętej, tylko stał grzecznie przy swojej bezpiecznej framudze. Miał stąd bardzo ładny widok na rudego, któremu rzucał jednoznaczne spojrzenie. Wampir jednak trochę się nabiegał, żeby tę swoją przyjaciółkę spod ziemi wyciągnąć (taa, jasne, Bastien twierdził, że coś jednak było na rzeczy), czyli musiało mu chociaż trochę zależeć. Z kolei obiekt zainteresowania wziął i zniknął. Gdyby to zależenie działało w obie strony, to chyba by nie zniknęła, tak? A co, jeśli wampir był niestabilnym psychicznie, nachalnym amantem, który osaczał tę biedną, skrzydlatą istotkę? A co, jeśli Christian się nie mylił i tamten był faktycznie pieprzonym wampirem, który wykorzystał ich wszystkich do celów własnych? A co, jeśli włąśnie swoim działaniem przyczynił się do więcej szkody, niż pożytku? W tamtej chwili takie myśli nie wydawały się ani trochę durne i na wyrost. I w przeciwieństwie do kuzyna, wolał się choć trochę wtrącić i wiedzieć, o co biega.
- Christian ma słuszność - skinął głową. - Będziesz gnać za swoim ptaszydłem przez pół świata, a złapiesz figę z makiem. Za to na dole czeka jeszcze butelka rumu i trochę whisky, które nie zamierzają uciekać... - Uśmiechnął się z zaczepką.
 
   Podziel się na:     
Drozd


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: ciemne spodnie wełniane; wysokie buty ze skóry; czarna koszula wełniana; długi płaszcz z czarnej skóry i stalowymi klamrami; znoszony, ciemno-kasztanowy kapelusz filcowy [mocno poszarpana krawędź, dziurki w rondzie]; szara chusta na szyi z wełny; czarne, skórzane rękawiczki || nóż [30cm-g]; bukłak ze skóry; notka od Anastazji; kawałek czarnego płótna lnianego; 2 miecze schowane pod płaszczem [85cm gł]; 2 pistolety skałkowe; kule do pistoletu [28]; proch czarny [30 torebek]; torba przypinana do paska [ołówek, końskie ogłowie, osełka, igła, nici, scyzoryk, 4 agrafki, notes A6, kartka z wiadomością od "T", metalowa blaszka, klucze swoje]
Stan: Rana postrzałowa nieco poniżej śledziony, już prawie całkiem zasklepiona, spękane dwa najniższe żebra rzekome. Skóra bledsza od przeciętnej, co może nieco kontrastować z ciemnym ubraniem. W okolicy lewej łopatki posiada niedużą bliznę w kształcie owalnego punktu.
Energia: 100
Dołączył: 17 Lut 2016
Posty: 477
Wysłany: 2018-03-08, 20:15   
   Stopień: 2 [lll - 11.03.]
   Fundusze: 3886 C
   Zwierzęta: Biały koń w czarne łaty
   Multikonta: Kasandra Valley | Kaspar Walker | Kuguar


  Pieprzony krwiopijca prychnął, słysząc słowa Christiana. Mógł się domyślać, że przy pierwszej lepszej sposobności ten znów zacznie mu wytykać bycie wampirem. Właściwie, to się nie przejął... właściwie, to mógł się spodziewać, a kiedy tylko sobie to uświadomił, uznał to za niewarte fatygi. No... poniekąd. Mężczyzna go drażnił, to oczywiste, ale przez warstwę whiksy przebijała się sugestia, by nie robić głupstw. Ot taka mała uwaga, że nie wszystko jest tak świetnie, jak by sobie tego życzył, choć w tym momencie łatwo mógł o tym zapomnieć.
  Może być wszędzie... Zmrużył oczy, zerkając gdzieś w bok. To była prawda. Wiedział to aż za dobrze, ale przecież... przecież wcześniej też mogła być wszędzie, nie? A jednak udało mu się ją... No dobra, nie jemu. Właściwie to on jej wtedy nie szukał. A może powinien? Może wtedy to wszystko potoczyłoby się inaczej?
  Nieznacznie zmarszczył brwi i przeniósł wzrok na Bastiena, by po chwili znów spojrzeć na ścianę przed sobą. Tak po prawdzie, to sam nie wierzył. Nie wierzył we własne słowa, co wydawało mu się w tym momencie kuriozalne. Przecież był do nich przekonany, tak? No tak. Z drugiej strony Norweg mówił z sensem, sensem, który wydobył na wierzch dziwną wątpliwość.
  — Ta, co najwyszej ty wychlejesz... — Rzucił Reignarowi bezczelny uśmiech, po czym skierował się wolnym krokiem na dół. — Aaa... może i racja...
  I tak też spokojnie powrócili do salonu, by ich ostatnia butelka przypadkiem nie poczuła się porzucona i też nie postanowiła uciec...

z.t. x3
_________________
 
 
   Podziel się na:     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  





czo.pl - załóż darmowe forum już dziś!





Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Templates BlueDarkBG v.1.0 created by Gnacio helped by Avanast |

FORA PARTNERSKIE
SnM aegyo Vampire Diaries Vampire Kingdom Fairy Tail Path Magician