Sekret Miasta Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Anastazja Leneaure
2017-05-16, 13:50
Bar
Autor Wiadomość
Christian Mansier


Karta Postaci


Wiek: 46
Ekwipunek: Grube spodnie, szara koszulka, skórzana kurtka, bezrękawnik z naturalnego futra. Wysokie, wiązane buty, szeroki pas z grubej skóry. Na plecach miecz, przy pasku długi nóż i mała sakiewka z potrzebnymi drobiazgami, skórzane rękawice.
Stan: Pozytywnie nastawiony, w pełni sił, trochę tylko zagubiony. Nie wie, gdzie jest, ma nadzieję, że wszystko się ułoży.
Energia: 100%
Dołączył: 26 Maj 2017
Posty: 13
Wysłany: 2017-05-31, 17:44   

Christian wysłuchał odpowiedzi Drozda i już wiedział, że odnalazł kolejny haczyk w tej całej historii. Sens słów wampira wydał się mężczyźnie trochę zagadkowy, przecież gdyby się uprzeć i iść cały czas prosto, w końcu siłą rzeczy trzeba gdzieś wyjść i gdzieś dotrzeć. Chociażby z czystych zasad, jakimi rządzi się ten świat, o ile nie ma zdolności do zaginania czasoprzestrzeni. Nie odpowiedział od razu, spojrzał na mężczyznę przynoszącego alkohol. Obrócił szklankę w dłoni, wstrzymując się z nabraniem łyka. Zerknął na łomot za swoimi plecami, widok małej dziewczynki w towarzystwie jakiegoś wytwornisia był dosyć oryginalny i wprawiający w pewną konsternację. Ekskluzywna wersja pedofila, czy po prostu więzy krwi? Christian jeszcze zbyt mało wiedział o tym miejscu, by rozważać to w odniesieniu do niego, dziewczynka i mężczyzna pod żadnym względem nie byli podobni, nie wyglądali na rodzinę, toteż przez chwilę rozważał, czy nie powinien się tym zająć jako prawy człowiek honoru. Spełnić obywatelski obowiązek wobec dziecka, które właśnie mogło być krzywdzone. Albo przynajmniej upewnić się, że nie jest. W zasadzie już miał wstawać, kiedy jego uwagę zwróciły kolejne słowa Drozda. Złapany kolejną myślą uznał, że sprawa tamtej dwójki ostatecznie nie jest jego interesem i woli się nie wychylać. To miejsce miało zbyt wiele sekretów i tajemnic, by ryzykować już na samym początku.
- Jeśli się lepiej zastanowić... to do map nie ma nic. Dokładnie nic. W tym miejscu, w którym jestem teraz, powinna być leśna głusza przeszyta mnóstwem szlaków. Żadnych bagien, labiryntów ścieżek, anomalii. Droga z punktu A do punktu B. Tam... nie dało się zgubić - zaakcentował, dobitnie gestykulująć dłonią. - Zwłaszcza, że nie jechałem tamtędy pierwszy raz. Gdyby cokolwiek w tym lesie było... w końcu ktoś by to zaznaczył. Zauważył. Diabelny trójkąt bermudzki na lądzie... obłęd - skwitował, przysuwając szkalnkę do ust.
Pokręcił głową z irytacją, upił łyk whisky. Słowa Drozda dały mu do myślenia. Wcześniej nie pomyślał o tym w ten sposób, ale całość zaczęła układać się w miarę logicznie. W zasadzie po tych wszystkich niesamowitych przeżyciach, odkryciach, po tych wszystkich "nieludzkich" znajomościach byłby w stanie uwierzyć w legendą latającego miasta, miasta widmo, jakkolwiek to nazwać. Nie miał złudzeń, że pośród ludzi są rzeczy, istoty i siły, o których przeciętni nie mieli pojęcia. Dlaczego więc i to nie miałoby być jedną z tych niecodziennych rzeczy? Jeszcze dwadzieścia, trzydzieści lat wcześniej nie uwierzyłby, gdyby ktoś opowiedział mu podobną historię, uznałby bajarza za skończonego idiotę i świra, a teraz siedział spokojnie w barze w miejscu, które powinno nie istnieć i słuchał podobnego steku bzdur, niemal bez większego szoku. Bo i poza jakimś standardowym poziomem zaskoczenia, Chrsitian nie wydawał się przerażony, czy zaskoczony. Być może całość do niego po prostu jeszcze nie dotarła, nadal to było zbyt świeże.
- Rude szopy źle wyglądają - zaśmiał się zaczepnie, kiedy spojrzał na rozmówcę po tej krótkiej dywagacji.
Po wzięciu kolejnego łyka szklanka wylądowała z powrotem na stole, a sam mężczyzna odchylił się do tyłu, oparł o krzesło i skrzyżował na piersi ramiona. Płaszcz napiął się na nabrzmiewających mięśniach. Christian przechylił głowę.
- To wszystko brzmi jak... jedna z tych legend o potworach. Wilkołakach, wampirach, syrenach, harpiach... czy co tam jeszcze było. - Uniósł jedną brew w dosyć wymownym, lecz niemym pytaniu.
_________________
 
   Podziel się na:     
Harriet


Karta Postaci


Wiek: 10
Ekwipunek: Nosi torbę przerzuconą na ukos, w której znajduje się: poręczna apteczka, pluszowy króliczek, kilka tubek z czekoladą, gruby sweterek, cienka pelerynka przeciwsłoneczna, okulary - lenonki, butelka wody, szczoteczka do zębów, podusiokocyś, scyzoryk, zapalniczka, szczotka do włosów, linka. Do paska ze spodni przyczepiony jest pokrowiec, w którym mieści się nóż myśliwski. Przez ramiona przełożone są skórzane paski na których - niczym plecak - uwieszony jest, wypełniony strzałami, kołczan.
Dołączył: 28 Mar 2017
Posty: 16
Wysłany: 2017-05-31, 18:24   
   Multikonta: Charlotta, Emrys Love


Szmaragdowe tęczówki uniosły się na sylwetkę jegomościa. Alabastrowe policzki nieznacznie pokrył rumiany szron. Kolejny raz zbłaźniła się w obecności hrabiego, aczkolwiek ten z niej nie szydził. Czyżby dworska etykieta stroniła go od tego typu zachowań?
Niczym książę z jej własnej baśni wyciągnął ku niej dłoń, cierpliwie znosząc jej frustracje, którą jednak bardzo szybko stłumiła.
Zawahała się , przyciągając swą dłoń ku sobie. Dopiero po chwili ułożyła ją na gładkiej dłoni mężczyzny. Jej ślepia przez dłuższą chwilę cieszyły się widokiem ich rąk, dostrzegając tym samym różnice ich wielkości.
Różnili się bardziej, niż Rita śmiałaby przypuszczać. Jej drobne palce zacisnęły się nieznacznie, a sama dziewczynka wstała z jego pomocą.
Jej wzrok wciąż raczył się widokiem ich rąk, a świadomość zarejestrowała nietypową strukturę dłoni mężczyzny. Była gładka, wręcz aksamitna, różniła się od tych, które Hari miała szansę ściskać.
Z myśli wyrwały ją słowa Dagamira. Jego głos delikatnie pogładził jej receptory słuchowe. Tęczówki nasycone zielenią uniosły się ku górze, by jeszcze raz spojrzeć na mężczyznę.
Na jej usta wkradł się radosny, szeroki uśmiech, który rozjaśnił piegowatą twarzyczkę dziewczynki.
Opamiętała się, jej usta gwałtownie się zamknęły, a dłoń przysłoniła dolną część twarzy. Kły, para lśniących zębisk o których zapomniała, a które już raz zdążyły wystraszyć jej towarzysza. Przeklęła w duchu swoją bezmyślność, siadając na swoim miejscu.
-T-Taa.. - wymamrotała cicho, gorączkowo zerkając na Dagamira. Odkaszlnęła, mając nadzieje, że ów uśmiech nie został zbyt dokładnie zarejestrowany przez szatyna.
Delikatnie skinęła głową, a jej wzrok pognał w kierunku okna - Miałam dobrych nauczycieli życia.. - wyznała spokojnie, zastanawiając się czy tak naprawdę kiedykolwiek musiała o kogoś walczyć.
To co miała..
Niczym impuls, przed jej oczyma objawił się obraz z domu rodzinnego. Siedząc wraz z rudowłosym młodzieńcem na strychu, zaczytywała się w książkach o mitycznych stworzeniach
-Myślisz, że czuli się samotni? - podjęła, unosząc wzrok na chłopaka.

-Hm..to zależy czy.. czy chcieli czuć się tacy jak inni. Nie będziesz samotna, jeśli nie chcesz znać innych takich jak ty..
- A jeśli nie ma innych takich..jak ty? - zagaiła cicho, obejmując dłońmi kolana.
Chłopak zastanowił się przez moment, zaraz na jego twarz wpłynął ciepły uśmiech - To znaczy, że jesteś bardzo, bardzo wyjątkowa..
-Um.. - rudowłosa skinęła głową, milknąc. Dopiero po chwili odważyła się kontynuować- Myślisz...że znalazłby się ktoś, kto by ich polubił, mimo tego że.. są inni? - podjęła dość niepewnie.
-Lubisz Pyśka? - Zagaił nagle. Rita zmarszczyła brwi, z początku nie rozumiejąc co ów wymieniony ma z tym wspólnego.
-P-Pewnie, że lubię!
-A On jest taki jak my? - kontynuował.

-N-No..nie jest.. - wymruczała nieco zdezorientowana. Dopiero po chwili zrozumiała co rudowłosy ma na myśli - Ouu..-pokiwała łepkiem, jej twarzyczkę rozjaśnił ciepły uśmiech, a Ona sama przysunęła się do niego, układając rudy łepek na ramieniu chłopaka - Pysioo jest fajnyy..
Tych których kochała..
-Spojrz Harriet, To poczwarka Pappilio machaon'a z rodziny papilionidae.. - oświadczył z widoczną fascynacją Horacy, wskazując na gąsienice.
Rudowłosa zmarszczyła brwi, kucając przy mężczyźnie. Milczała dłuższą chwilę, po czym wypaliła - Pepi..co?
Blondyn roześmiał się wesoło, kręcąc głową - to poczwarka Pazia Królowej, Rito..
-oh... - Objęła dłońmi kolana, wlepiając wzrok w owada - Prawdziwy dziwak z Ciebie, Horacy..

Czy musiała o nich kiedykolwiek walczyć?
-Chodź postawmy sobie włosy! - Zawołała, unosząc pukiel rudych loków ku górze.
-Już nie chcesz odwiedzić Benjamina?
-Chcę! - uniosła dłonie- Potem włosy! tututu! - ruszyła energicznie w kierunku schodów - Hatter! oć! Benjamin nie będzie żyć wiecznie!

Młodzieniec pokręcił głową z niejakim rozbawieniem, ruszając jej śladem.
Oni.. po prostu byli.
Jej wzrok pognał na własną dłoń. Szmaragdowe ślepia zaszliły się nieznacznie, gdy przed jej oczyma kolejny raz objawił się ogień. Do jej uszu dobiegł przeraźliwy krzyk - zacisnęła dłoń, a wzrok pognał w kierunku ludzi znajdujących się w barze.
Lęk.. to uczucie tak gwałtownie wkradło się do jej świadomości, nieprzyjemnie rozchodząc się po całym ciele.
Nasunęła na nos szal, a słysząc pytanie mężczyzny, zwróciła ku niemu wzrok.
-Ah.. Tak nazywa się mój sokół, Dagamirze.. - jej głos delikatnie drgał i mimo usilnych starań dziewczynki, nie był tak spokojny jak przed chwilą - Opowiadałam ci o nim...już.. - zachichotała głupawo, zbyt głupawo, splatając swoje dłonie w koszyczek.
Ilu? - zabrzmiało w jej głowie, zaciągnęła się powietrzem, zaraz tego żałując.
 
 
   Podziel się na:     
Drozd


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: spodnie moro; buty terenowe; czarny pokoszulek [poplamiony krwią w okolicy lewej łopatki]; szara bluza bez kaptura; wyblakły, brązowy prochowiec [zszyte, potrójne rozdarcie w lewym dolnym rogu, z lewego boku dziura po kuli]; ciemno-kasztanowy kapelusz [mocno poszarpana krawędź, dziurki w rondzie]; szara husta na szyi; czarne, skórzane rękawiczki || nóż [30cm-g]; 2 miecze schowane pod płaszczem [85cm gł]; 2 FN 140DA [13-s, 7,65mm]; naboje [6mm, 19]; torba przypinana do paska [Nokia 3310, okulary ps-sp, ołówek, długopis, osełka, igła, nici, scyzoryk, 4 agrafki, notes A6, zapalniczka, kostka Rubika, harmonijka]
Stan: Opatrzona rana w okolicy lewej łopatki. Skóra bledsza od przeciętnej, co może nieco kontrastować z ciemnym ubraniem.
Energia: 80
Dołączył: 17 Lut 2016
Posty: 281
Wysłany: 2017-06-02, 00:43   
   Stopień: 1 [ll]
   Fundusze: 79,30 C.
   Zwierzęta: Biały koń w czarne łaty
   Multikonta: Kasandra Valley


Zaśmiał się cicho na uwagę towarzysza, nie odsłaniając jednak zębów.
- Święta racja - odparł, by zaraz pociągnąć niewielki łyk; alkohol rozlał się po gardle przyjemnym, uszczypliwym ciepłem.
W czasie, jak Christian wymieniał mityczne stworzenia, wyobraźnia Drozda tasowała ich wizerunki, z różnych stron, różnych kształtów, rozmiarów i kolorów, jakby przeglądać ilustrowaną encyklopedię. Robił to odruchowo, słowa zawsze łączyły się z obrazem i jakby wyciąć fragmenty nie do końca składnych zdań i opinii, każda dyskusja byłaby też filmem. Dopiero po chwili zaczął się zastanawiać, czy może jest to jakiś trop. Może właśnie w ludowych opowieściach leży klucz, którego szukają. Swoisty morał z bajki.
Z tego wątku wyrwało go zakończenie wyliczania, jeszcze zanim dobrze się zagłębił w ideę.
Nie umknęło mu także, że mężczyzna przypisał te istoty legendom. Oczywiście, istniały opowieści o nich zupełnie nierealne, ale sugestia tego stwierdzenia i tak pozostawała wyraźna. Czy był przekonany o ich niebycie? Drozd widywał takich ludzi, w zasadzie było ich całkiem sporo, często też nie byli ludźmi, a jakby krzyknąć “huzia”, polecieliby z zawziętą gębą, ale twardo twierdzili, że stworzenia mityczne pochodzą z mitów i tam też grzecznie przebywają.
- Było całkiem sporo… - potwierdził, zbierając myśli w sensowne zdanie. - Właściwie nie myślałem o tym w ten sposób, a może, jakby dobrze poszukać, dałoby się znaleźć taką opowieść. Lub chociaż podobną. - Szklanka, którą bawił się w międzyczasie, zatrzymała się w miejscu. Wampir spojrzał na kołyszącą się whisky i pokręcił głową z pewnym rozbawieniem. - To by było dziwne uczucie, dowiedzieć się, że żyjemy w bajce. Chociaż mnie osobiście to jakoś szczególnie nie przeszkadza. Też pewnie szybko zauważysz, że wiele problemów z dawnego życia przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. - Upił łyk i zamyślił się na moment. - Taa, pytanie tylko, za jaką cenę… - Podniósł wzrok na rozmówcę, porzucając tym samym smętny temat. - To mówiłeś, że skąd jesteś?
_________________
"A pod spodem było TO, czego nie podejmuję się nazwać." C. Miłosz
 
 
   Podziel się na:     
Christian Mansier


Karta Postaci


Wiek: 46
Ekwipunek: Grube spodnie, szara koszulka, skórzana kurtka, bezrękawnik z naturalnego futra. Wysokie, wiązane buty, szeroki pas z grubej skóry. Na plecach miecz, przy pasku długi nóż i mała sakiewka z potrzebnymi drobiazgami, skórzane rękawice.
Stan: Pozytywnie nastawiony, w pełni sił, trochę tylko zagubiony. Nie wie, gdzie jest, ma nadzieję, że wszystko się ułoży.
Energia: 100%
Dołączył: 26 Maj 2017
Posty: 13
Wysłany: 2017-06-02, 21:26   

Oczekując na reakcję Drozda, upił łyk trunku. Zagarnął włosy z ramion i odrzucił je za kark. Były trochę roztargane, spięcie zsunęło się za mocno w dół, więc Christian odłożył whisky, by poprawić fryzurę. Rozpuścił włosy i zagarnął ich górną część, starając sie zrobić to równo po obydwu bokach. Uformował jako taki kucyk i spiął go gumką, przy okazji uderzając grzbietem dłoni w rękojeść miecza. Trzeba było przyznać, że mężczyzna poprawiający długie włosy w ten sposób wyglądał co najmniej zabawnie. Szczególnie mężczyzna takiego wyglądu.
Christian uśmiechnął się pod nosem, kiedy wyobraził sobie wizję zamieszkiwania legendarnej krainy. Nie takiej odpowiedzi się spodziewał, ale ta również była satysfakcjonująca. Po prawdzie to nigdy nie słyszał bajek o zaginionym mieście Vitrum, ale uczestniczenie w jakiejkolwiek formie bajki mogło być ciekawe. Zawsze lepiej umrzeć tak, kreatywnie, niż jako jeden z dziesiątek tysięcy bezimiennych na froncie.
- Kojarzysz Atlantydę? Mityczna, zaginiona, zniszczona kraina, do której nie wiadomo jak się dostać, której nikt nie odnalazł... - Przymrużył oczy. - Brzmi podobnie. - Nawiedziło go nagle pewne stwierdzenie, w zasadzie tylko komentarz. Nie miał pojęcia, jak niewiele pomylił się przy tej myśli. Nie patrzył na rozmówcę, wzrok utknął gdzieś w krawędzi stołu. - Legendy też mają w sobie ziarno prawdy... część z nich żyje dużo bliżej, niż można się spodziewać.
Chwila nostalgii trwała dosłownie tylko moment. Christian szybko ożywił się, podniósł spojrzenie i odzyskał typowy sobie humor. Uśmiech ponownie zagościł na obsianej zmarszczkami twarzy. Mężczyzna upił jeszcze jeden łyk whisky, po czym pochylił się do przodu, by zacząć rozpinać klamry paska przytrzymującego pochew miecza na miejscu. Niewygodnie się z tym siedziało.
- Norwegia - rzekł, przekładając ponad ramieniem broń. Ułożył ją z boku stołu, może nie do końca kulturalnie, ale przyzwyczajenie z wojska robiło swoje. Tam każdy tak robił i nikt nie widział w tym nic dziwnego. - Daleka, dzika północ, bezkresne lasy i nieduże wioski. Zimy srogie, ale za to nigdzie indziej nie uświadczysz takich widoków... a wiesz, tam też pełno legend krąży. Gnomy, krasnale, trolle... jednego to chyba nawet widziałem. - Poprawił się na siedzeniu, by oprzeć łokciami o blat i zacząć lekko gestykulować dłonią. - A może to człowiek zmutowany z czymś był... zmiennokształtny, czy inne cholerstwo - dodał. Choć wyrażał się o omawianej istocie niezbyt pochlebnie, w jego głosie nie było wrogości czy pogardy. Była jedynie nutka przekory. Mówił całkowicie swobodnie. - Gdybym mógł, nigdy bym stamtąd nie wyjechał...
_________________
 
   Podziel się na:     
Drozd


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: spodnie moro; buty terenowe; czarny pokoszulek [poplamiony krwią w okolicy lewej łopatki]; szara bluza bez kaptura; wyblakły, brązowy prochowiec [zszyte, potrójne rozdarcie w lewym dolnym rogu, z lewego boku dziura po kuli]; ciemno-kasztanowy kapelusz [mocno poszarpana krawędź, dziurki w rondzie]; szara husta na szyi; czarne, skórzane rękawiczki || nóż [30cm-g]; 2 miecze schowane pod płaszczem [85cm gł]; 2 FN 140DA [13-s, 7,65mm]; naboje [6mm, 19]; torba przypinana do paska [Nokia 3310, okulary ps-sp, ołówek, długopis, osełka, igła, nici, scyzoryk, 4 agrafki, notes A6, zapalniczka, kostka Rubika, harmonijka]
Stan: Opatrzona rana w okolicy lewej łopatki. Skóra bledsza od przeciętnej, co może nieco kontrastować z ciemnym ubraniem.
Energia: 80
Dołączył: 17 Lut 2016
Posty: 281
Wysłany: 2017-06-04, 17:11   
   Stopień: 1 [ll]
   Fundusze: 79,30 C.
   Zwierzęta: Biały koń w czarne łaty
   Multikonta: Kasandra Valley


- Atlantyda… - powtórzył w zadumie, analizując tą koncepcję. - Ona miała być pod wodą.
A może nie? To równie dobrze mogła być tylko przenośnia. Taki był właśnie główny problem legend, nigdy nie miałeś pewności, co jest rzeczonym ziarnem prawdy.
Szybko porzucił te dywagacje, kiedy Christian wymienił kraj. Kiwnął głową, uśmiechając się nieznacznie, i upił kolejny łyk trunku. Jego spojrzenie na moment powędrowało ku broni, bardziej z odruchu niż jakiegoś bardziej sensownego powodu. Przysłuchiwał się krótkiej opowieści, by zaraz zwrócić na towarzysza zaciekawione spojrzenie.
- Poważnie? Podobno trolle kradną onucki - rzucił żartobliwie. - Aa tak, zmiennokształtni to potrafią być wredne stworzenia. Zwłaszcza jeśli łatwo im się ukryć jako zwierzę. To zaskakujące, jak łatwo ludzie potrafią znaleźć jak najbardziej nieodpowiednie zastosowania dla swoich umiejętności.
Zadumał się na moment. Ostatnie słowa Christiana podejrzanie długo pobrzmiewały w myślach, co wampir usilnie starał się zignorował.
- Tak… - Odchylił się na krześle. - Nie dziwię się. Zawsze chciałem zobaczyć Skandynawię i zawsze coś mi w tym przeszkadzało, żyycie jest wredne. Choć z drugiej strony Alaska była pewną rekompensatą. Mogło być gorzej. - Napił się, a wzrok spłynął mu znów na miecz. - Jak się nazywa? - wypalił nagle.
_________________
"A pod spodem było TO, czego nie podejmuję się nazwać." C. Miłosz
 
 
   Podziel się na:     
Mistrz Gry



Dołączył: 19 Lut 2015
Posty: 254
Wysłany: 2017-06-04, 20:45   

Do baru wszedł mężczyzna, w zasadzie chłopak, miał nie więcej niż dwadzieścia lat. Niski, niepozorny, ubrany tak jakoś nieistotnie. Zbyt duża, brązowa kurtka i luźne spodnie. Jeśli miał przy sobie broń, to tak małą, że nawet nie było jej widać. Zresztą, nawet nie wyglądał na typa, który byłby w stanie się nią właściwie posłużyć. Rozwiane we wszystkich stronach ciemne włosy pobłyskiwały złotem w świetle świec. Wpadł do baru dosyć głośno. Rozejrzał się dosyć przelotnie, po czym podszedł do lady. Zamówił rum.
Krążył po mieście od dłuższego czasu. Godzina, dwie, może więcej. Zresztą, nie tylko on. Dwoje jemu podobnych przeczesywało tereny po drugiej stronie. Wysłał im mentalną wiadomość, że znalazł to, czego szukali. Zerknął w kierunku grających w karty. Dobrze wiedział, który z nich miał jakie karty. Jeden oszukiwał, trzymał pod stołem ukrytego asa. Właśnie dlatego nie grał w pokera, brydża, ani nic innego. Zbyt wiele wiedział.
Minęło kilkanaście minut, w czasie których chłopak zajmował się wszystkim, dookoła. Obserwował trunki, barmana, oceniał w skali od jeden do dziesięć poszczególne części ciała stojącej nieopodal, czarnowłosej kobiety. Nie zwracał na siebie uwagi. Ot, o jednego pijaka więcej.
Dopiero po czasie zajął się tym, po co przyszedł. Zwiesił się nad szklanką, spojrzał na taflę kołyszącego się napoju. Zamyślił. A przynajmniej wyglądał na zamyślonego, bo w istocie myślał, lecz nie swoimi myślami.
Drozd mógł poczuć dziwne uczucie nagle nachodzących go wspomnień. Natłok myśli przefrunął w pamięci, wertując wiele tajemnic z przeszłości. Nienaturalnie szybko wspomniał wszystkie osoby spotkane w mieście, wszystkie relacje, które nawiązał. Widok białego domku utrzymał się z tyłu głowy najdłużej, zaraz przechodząc na jego właścicielkę. Upadła przed nim, zapach krwi uniósł się pośród śnieżycy. Wsypała mu lód za kołnierz. Roześmiane, czarne tęczówki zatańczyły tuż przed nim. Białe skrzydło nakryło klatkę piersiową. Drobna dłoń przeczesywała kosmyki, próbując zrobić warkoczyk. Jej spokojny oddech. Ta niecodzienna myśl o niej.
Anastazja.
Chłopak nagle otworzył oczy, wzdrygnął się nad szklanką. Niewiele brakowało, a wypowiedziałby jej imię na głos.
Mamy to.
_________________
 
   Podziel się na:     
Elissarinn Tradituri


Karta Postaci


Wiek: 23
Ekwipunek: Ekwipunek: kilka bezwartościowych w Vitrum monet; buteleczka perfum o kuszącym zapachu kwiatów; kilka drobiazgów. Ubiór: ciemnoburgundowa, długa suknia z długim rękawem, z głębokim dekoltem, podkreślająca atuty figury, z czarnymi wykończeniami; czarne czółenka na pięciocentymetrowym obcasie; czarne rękawiczki z aksamitu do połowy przedramienia w komplecie do sukni; srebrzysty naszyjnik z niewielką zawieszką w kształcie ptaka o rozłożonych skrzydłach.
Stan: Bardzo dobry, zdrowa, wypoczęta, w pełni sił.
Energia: 100%
Dołączył: 12 Maj 2016
Posty: 120
Wysłany: 2017-06-04, 21:25   
   Stopień: 1
   Fundusze: 87 C.
   Multikonta: Anastazja Leneaure, Dagamir von Everec


Nikołaj Shoren napisał/a:
[...]



.....Wampirzyca wyprostowała się nagle i fuknęła pod nosem na zarzut ze strony mężczyzny. Wywróciła oczami, jednocześnie machnęła na to wszystko ręką. Raczej nie zdarzało się, by ktokolwiek zarzucał jej krwiopijstwo, starała się... nie dać zauważyć postronnym, o. Na przyszłość musi być dużo bardziej ostrożna.
..... - Oj tam, szczegół. Dobry trunek zawsze jest w cenie - rzuciła pokrętnie, trochę wymijająco.
.....Spojrzała na typka wpadającego do baru. Ot, kolejny z wielu przypadków, jakie tutaj się pojawiały i znikały. W zasadzie nic dziwnego, to miejsce było jednym z nielicznych tętniących życiem. A ostatnio tętniło nim coraz bardziej. W zasadzie to dobrze. Im więcej ludzi, tym więcej rozrywki. Już miała coś odpowiedzieć, kiedy mężczyzna postanowił zarzucić czymś głupim. Elissarinn uniosła brwi, zamarła na chwilę z otwartymi ustami, by zaraz odchrząknąć i zaśmiać się sztucznie.
..... - To w zasadzie ciekawe... nie zamierzam sprawdzać. - Posłała mu zaczepny uśmiech. - Co tutaj robisz, jak ci na imię... skoro wiesz, kim ja jestem, może i zdradzisz, kim ty jesteś?
_________________
 
   Podziel się na:     
Dagamir von Everec


Karta Postaci


Wiek: 32
Ekwipunek: Ekwipunek: czarna laska ze srebrnymi wykończeniami; srebrny zegarek; butelka perfum o subtelnym, ale męskim zapachu; scyzoryk. Ubiór: gruby czarny płaszcz; czarny garnitur złożony z czarnych spodni w kancik, czarnej koszuli ze sztywnym kołnierzem, czarnego krawata spiętego broszką i czarnej marynarki z wytłaczanym wzorem, do tego mankiety koszuli spięte srebrnymi spinkami; czarne, eleganckie buty do garnituru; czarny, skórzany pasek; wysadzany, rodowy sygnet na palcu.
Stan: Trochę zmarznięty, ale całkiem się trzyma. Dalece nieusatysfakcjonowany brakiem wygód.
Energia: 80%
Dołączył: 28 Sie 2016
Posty: 58
Wysłany: 2017-06-04, 22:09   
   Fundusze: 105,50 C.
   Multikonta: Anastazja Leneaure, Elissarinn Tradituri


.....Dagamirowi po raz kolejny nawet przez myśl nie przeszło, że Harietka mogła tak wielką wagę przykładać do tak drobnych gestów, jak podanie dłoni. W ogóle nie zwrócił uwagi na to, że przyglądała się ich dłoniom, że niejako badała fakturę jego własnej. Nie znał się na dzieciach i nie potrafił rozpoznać tego zakochańczego błysku w oku, nie miał świadomości, jaki dramat rozgrywa się na jego oczach w serduszku dziesięciolatki. Gdyby wiedział, na pewno coś by zrobił. Gdyby też wiedział, jak nazwał go tamten wiking przy stole, z tym też pewnie by coś zrobił, choć pewnie miałby stracha widząc noszoną przez niego broń.
..... - Jesteś urocza - skwitował, kiedy już usiadł na krześle i przysuwał kubek do ust.
.....Upił powoli łyk herbaty. Powoli robiła się zimna, ale nie szkodzi, taką też z braku laku wypije. Spojrzał na nierozgarnięte dziecię wpadające do przybytku. Gardził ludźmi poruszającymi się w ten sposób, przecież on niemal wyglądał, jakby miał się z miejsca przewrócić i rozbić nos o przypadkowy kant. Zero taktu i gracji, nawet na najbardziej podstawowym poziomie. Lecz hrabia nie chciał się denerwować, nie teraz. Nie było potrzeby, zwłaszcza jakimś nieistotnym, przypadkowym młodzieniaszkiem. Przeniósł spojrzenie na dziewczynkę, uśmiechając się nieco. Przyglądał jej się chwilę w milczeniu.
..... - Opowiedz mi więcej o tym swoim... sokole.
.....Prawdę powiedziawszy, hrabiemu nie chciało się wierzyć, że tak małe dziecię mogłoby okiełznać sokoła. Słyszał już kiedyś o udomowionych ptakach drapieżnych wykorzystywanych do polowań, lecz wątpił, by Harriet była posiadaczką jednego z takich. Wiedział natomiast, że dzieci mają bujna wyobraźnię. Dogłębniejsze pytanie o niejakiego Eriwna mogło pomóc zweryfikować, czy kłamała.
 
   Podziel się na:     
Christian Mansier


Karta Postaci


Wiek: 46
Ekwipunek: Grube spodnie, szara koszulka, skórzana kurtka, bezrękawnik z naturalnego futra. Wysokie, wiązane buty, szeroki pas z grubej skóry. Na plecach miecz, przy pasku długi nóż i mała sakiewka z potrzebnymi drobiazgami, skórzane rękawice.
Stan: Pozytywnie nastawiony, w pełni sił, trochę tylko zagubiony. Nie wie, gdzie jest, ma nadzieję, że wszystko się ułoży.
Energia: 100%
Dołączył: 26 Maj 2017
Posty: 13
Wysłany: 2017-06-04, 22:38   

Christian zaśmiał się krótko na komentarz Drozda. Fakt, że tamten nie zareagował dziwnie na wzmiankę o zmiennokształtnym mówił tylko o tym, że rozmawiał z kimś, kto miał pojęcie o istnieniu czegoś więcej niż homo sapiens. Z perspektywy narratora takie myślenie wydaje się być szczytem ironii, lecz Mansier był święcie przekonany, że rozmawia z normalnym człowiekiem. Sądził, że gdyby Drozd miał się okazać czymś więcej, szybko by o tym powiedział... zwłaszcza przy takim temacie.
- Mnie akurat nie ukradły... ale zgadza się, wszystko co dobre, człowiek potrafi przekręcić na zło. - Kiwnął lekko. - A tutaj? Jak to jest z... nieludźmi, że tak to ujmę?
Wzrok powędrował, podobnie jak u innych, na chłopaka, ba, chłopca wpadającego do baru. Narobił przy sobie tyle hałasu, że dziwnie by było nie zwrócić na niego uwagi. Nie wyglądał jednak groźnie, więc mężczyzna skupił się z powrotem na towarzyszu i szklance, którą to niechętnie obracał w palcach. Alkohol ubywał znacznie szybciej, niż by sobie tego życzył, ale cóż się dziwić, w dobrym towarzystwie tak to najczęściej wyglądało..
- Alaska to nie to samo, z tego, co mi wiadomo. Zupełnie inny świat. A ty jesteś z...? - Podniósł spojrzenie na Drozda.
Chwilę później wzrok Christiana podążył za wzrokiem rudego, wylądował w końcu na broni. Uśmiech rozświetlił twarz mężczyzny, który to pokręcił lekko głową.
- Nie ma imienia. - Wzruszył ramionami. - Nigdy nie rozumiałem, jak można nazywać broń... jeszcze najlepiej imionami kobiet. Wyobrażasz to sobie? "Na wojnie moją Kaśką zabiłem ze czterdziestu"... - Zaśmiał się serdecznie do własnej myśli. - No jak to brzmi... a znałem kilku takich. Jeden nazwał miecz imieniem córki.
_________________
 
   Podziel się na:     
Drozd


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: spodnie moro; buty terenowe; czarny pokoszulek [poplamiony krwią w okolicy lewej łopatki]; szara bluza bez kaptura; wyblakły, brązowy prochowiec [zszyte, potrójne rozdarcie w lewym dolnym rogu, z lewego boku dziura po kuli]; ciemno-kasztanowy kapelusz [mocno poszarpana krawędź, dziurki w rondzie]; szara husta na szyi; czarne, skórzane rękawiczki || nóż [30cm-g]; 2 miecze schowane pod płaszczem [85cm gł]; 2 FN 140DA [13-s, 7,65mm]; naboje [6mm, 19]; torba przypinana do paska [Nokia 3310, okulary ps-sp, ołówek, długopis, osełka, igła, nici, scyzoryk, 4 agrafki, notes A6, zapalniczka, kostka Rubika, harmonijka]
Stan: Opatrzona rana w okolicy lewej łopatki. Skóra bledsza od przeciętnej, co może nieco kontrastować z ciemnym ubraniem.
Energia: 80
Dołączył: 17 Lut 2016
Posty: 281
Wysłany: 2017-06-05, 22:47   
   Stopień: 1 [ll]
   Fundusze: 79,30 C.
   Zwierzęta: Biały koń w czarne łaty
   Multikonta: Kasandra Valley


    — Hm... — Zastanowił się nad odpowiedzią.
    Pytanie było znacznie trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Być może tym trudniejsze, że niejako dotyczyło też samego Drozda, co ten właśnie sobie uświadomił. W takiej sytuacji nierozsądnie na przyszłość byłoby przedstawiać nieludzi w złym świetle, ale z drugiej strony uniewinnianie ich stanowiłoby zwykłe kłamstwo, w dodatku marne. No i mógł w ten sposób zaszkodzić Christianowi, czego bynajmniej nie planował, nie miał ku temu żadnych powodów.
    — Różnie — stwierdził w końcu. — Bardzo różnie, jako że miasto jest istnym gabinetem osobliwości, możesz się natknąć na każdego. Nie sugerowałbym się stereotypami, ale też lepiej zachować czujność. Nawet w stosunku do zwykłych ludzi. Tak po p...
    Nie dokończył, gdyż do sali wparował jakiś chłoptaś. W pierwszej chwili Drozd pomyślał, że typ jest wstawiony, co całkiem dobrze tłumaczyłoby jego specyficzny pląs, a jednak poza tym zachowywał się nawet składnie. Nie wyglądał na groźnego, nie było widać, by posiadał jakąś broń, a jednak to - adekwatnie do słów - zdawało się być dla wampira pomijalnym detalem. Wodził za nim obojętnym, acz przytomnym spojrzeniem. Młodzik zacumował przy barze, zabierając się za typowe zajęcia pijaczyny, toteż zainteresowanie jego osobą szybko znikło.
    — Wielka Brytania — rzekł, na powrót przenosząc wzrok na rozmówcę. — Może nic monumentalnego, ale ma swój urok w detalach. I nie, wcale nie leje tam trzysta sześćdziesiąt cztery dni w roku. — Uśmiechnął się lekko. — Nie? — rzucił, kiedy jasnooki przeszedł na temat swego oręża. Prychnął szczerym śmiechem razem z nim. — Oj, są Kaśki, co tak potrafią... Ale nie, racja — kontynuował, ogarnąwszy się — ludzkie imiona dla broni to bezsens. Neologizm albo opisówka brzmi znacznie lepiej. Weźmy na przykład taki Szczerbiec albo Excalibur. Pobrzmiewa w tym jakiś charakter, musisz przyznać.
    Wziął łyk, kiedy znienacka dopadło go pewne wspomnienie. Zrazu pomyślał, że to tylko nieistotny efekt poruszonego tematu, a jednak za jednym obrazem pojawiały się kolejne, idealna, chronologiczna kolejność. Bez związku wątkowego, po prostu relacja zdarzeń. Drozd przypatrywał się tym wizjom, mając wzrok utkwiony w blacie. Kątem oka zarejestrował szarpnięcie przy barze. Szybko porzucił obserwację stołu i wrócił do rozmowy, choć część jego myśli wciąż pozostawała zaintrygowana nagłą retrospekcją.
    Czemu. Po co. Skąd. Raczej nie miewał tego ot tak... A może jednak? Powiedzmy sobie szczerze, co innego mogłoby to być.
_________________
"A pod spodem było TO, czego nie podejmuję się nazwać." C. Miłosz
 
 
   Podziel się na:     
Christian Mansier


Karta Postaci


Wiek: 46
Ekwipunek: Grube spodnie, szara koszulka, skórzana kurtka, bezrękawnik z naturalnego futra. Wysokie, wiązane buty, szeroki pas z grubej skóry. Na plecach miecz, przy pasku długi nóż i mała sakiewka z potrzebnymi drobiazgami, skórzane rękawice.
Stan: Pozytywnie nastawiony, w pełni sił, trochę tylko zagubiony. Nie wie, gdzie jest, ma nadzieję, że wszystko się ułoży.
Energia: 100%
Dołączył: 26 Maj 2017
Posty: 13
Wysłany: 2017-06-06, 12:48   

Po raz kolejny odpowiedź Drozda mijała się z oczekiwaniami Christiana. W zasadzie nie powiedział o nadnaturalnych zbyt wiele, niż to, co mężczyzna sam wiedział. Nie wiedział, z czego to wynikało. Był przyjemnym rozmówcą, nie wydawał się kłamać, ani mataczyć. Czy coś ukrywał? A może to była zwyczajna ostrożność i nieskłonność do wylewności? Wielu ludzi robiło podobnie, odkrywało jedynie te karty, które musiało w danej chwili. Mimo wszystko postanowił zgłębić ten temat. Miał świadomość, że potrafili być dużo większym zagrożeniem niż typowi ludzie, a Drozd zdawał się być na tyle rozgarnięty, by dostarczyć wiarygodnych informacji.
- Jak wielu ich jest? I... jacy? - zerknął na niego z ukosa. - Wiesz... w wojsku spotkałem kilku potępionych... mieli jakieś dziwne zdolności, takie paranormalne, ale byli jak my, walczyliśmy ramię w ramię. Byli... zwykli. Za to innym razem, nocą, napadły nasz oddział wampiry. - Przyciszył głosu. Było widać, że wspomnienie tamtego zdarzenia było straszne i bolesne, co odbiło się w spojrzeniu mężczyzny. A mimo to czuł jakąś potrzebę podzielenia się tą historią. Siedziała w nim od dawna, ale chyba nadszedł moment, by to z siebie wydusić. Wydawało mu się, że spotkał odpowiedniego słuchacza. - Szliśmy wtedy lasami, żeby odciąć maszerującego wroga. Mały obóz na leśnej polanie, kilku wartowników... Nikt nie spodziewał się, że coś pójdzie nie tak, najgorsze było przed nami. - Upił whisky. - Przyszli w pięciu. Nie mieli broni, wyglądali na zagubionych. Zwykli ludzie z wioski. Chcieliśmy im tylko pomóc. W ich okolicy gorzała wojna, grabieże i morderstwa były na porządku dziennym. Chcieliśmy pokazać, że wojsko to nie tylko zło, że na swoich można liczyć... - Zamilkł na chwilę. Płomień świecy odbił się w nieruchomych tęczówkach. W kolejnych słowach głos Christiana nabrał groźniejszej barwy. Oparł dłonie krawędziami na stole. - Zorientowaliśmy się za późno. Z czterdziestoosobowego oddziału zostało nas osiemnastu. Mieli takie zwierzęce ślepia i zęby jak jakieś bestie z horroru. Jak rekiny rzuciły się na nas na woń krwi. Sam nie wiem, jak udało się to zabić, pociski i cięcia prawie nic im nie robiły. Koszmar. To... te potwory, po prostu rozniosły nas w pył. To było dużo straszniejsze, niż rzeź na wojnie.
Zamilkł i milczał chwilę, patrząc w kant stołu. Zaczął nieświadomie rozcierać bliznę na palcu, tak po prostu, żeby zająć czymś dłonie. Ważył w głowie swoje słowa i tamte wspomnienia. Teraz, w świetle tego, czego dowiedział się o mieście, nabrało to głębszego znaczenia. Zdawało się, że wtedy miał okazję zetrzeć się jedynie z kilkoma wężami, które wypełzły na żer. Tym razem wpadł prosto w gniazdo żmij.
Podniósł głowę i postarał się odzyskać wigor. Rozciągnął usta w uśmiechu, zmuszając się do pogodnego myślenia. To był najłatwiejszy sposób. Sam również napił się trunku, wsłuchując w słowa Drozda. Nie miał okazji odwiedzić Brytanii, by zweryfikować jego zdanie o pogodzie. Musiał uwierzyć mu na słowo. Anglik? Uśmiechnął się pod nosem. Płomienny kolor włosów od razy skojarzył mu się z północnym sąsiadem Anglika. Ciekawe, czy był tak skąpy, jak o nich mówiono.
- Może i brzmi, tylko po co? Nie ma sensu przywiązywać się do rzeczy... rzeczy się używa, a potem wymienia. Jeśli coś ma imię, łatwiej się do tego przywiązać - rzucił, zerkając kątem oka w kierunku dziewczynki i mężczyzny.
Byli spokojni, nie wydawało się, by działo się coś złego. Sumienie Christiana trochę się uspokoiło.
_________________
 
   Podziel się na:     
Drozd


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: spodnie moro; buty terenowe; czarny pokoszulek [poplamiony krwią w okolicy lewej łopatki]; szara bluza bez kaptura; wyblakły, brązowy prochowiec [zszyte, potrójne rozdarcie w lewym dolnym rogu, z lewego boku dziura po kuli]; ciemno-kasztanowy kapelusz [mocno poszarpana krawędź, dziurki w rondzie]; szara husta na szyi; czarne, skórzane rękawiczki || nóż [30cm-g]; 2 miecze schowane pod płaszczem [85cm gł]; 2 FN 140DA [13-s, 7,65mm]; naboje [6mm, 19]; torba przypinana do paska [Nokia 3310, okulary ps-sp, ołówek, długopis, osełka, igła, nici, scyzoryk, 4 agrafki, notes A6, zapalniczka, kostka Rubika, harmonijka]
Stan: Opatrzona rana w okolicy lewej łopatki. Skóra bledsza od przeciętnej, co może nieco kontrastować z ciemnym ubraniem.
Energia: 80
Dołączył: 17 Lut 2016
Posty: 281
Wysłany: 2017-06-08, 13:17   
   Stopień: 1 [ll]
   Fundusze: 79,30 C.
   Zwierzęta: Biały koń w czarne łaty
   Multikonta: Kasandra Valley


    Tejemnicze uczucie i wspomnienia rozpłynęły się równie szybko, co przyszły, toteż Drozd nie poświęcał temu zjawisku więcej czasu. Nie wydawało się w żaden sposób groźne czy nadnaturalne, jedynie co, to tylko rzucił okiem jeszcze raz po sali, jakby nie miał aktualnie nic lepszego do zrobienia ze wzrokiem.
    Dokładniejsze pytanie o nieludzi utwierdzało, iż nie tak ogólnej informacji spodziewał się Christian. W zasadzie mógł przewidzieć, że wojskowy zapyta o liczebność wroga. Choć może to nie było do końca dobre określenie, nie musiał czuć do nich nienawiści, by takie fakty były mu przydatne.
    — Ciężko powiedzieć, ilu dokładnie, zapewne spora część zwyczajnie się ukrywa. Często widywałem tu niebian, zarówno świętych, jak i nie, parę hybryd, generalnie niegroźne, choć potrafią być silne, jakiś zmiennokształtny… Prawie nie da się odróżnić aury i hipnotyzera od człowieka, więc tu nie mogę nic stwierdzić.
    Pociągnął ze szklanki, słuchając towarzysza. Kiwnął głową, słysząc o potępionych. Wbrew temu, co mogłoby się zdawać, rzeczywiście większość z nich była całkiem w porządku. Nie stanowili wielkiego problemu, umieli się dopasować, choć często też bytowali w areałach miejscowych marginesów.
    — Wampiry? — Podniósł wzrok na Christiana, niejako zainteresowany wątkiem. Polowania wampirów nie były częstym widokiem w miastach, ale podróżujący oddział… To było całkiem logiczne.
    Przez chwilę patrzył na niego, słuchając opowieści, poprawił się na krześle. Korzystając z chwili przerwy, powoli wysączył kolejny łyk, w zasadzie niewiele już tego zostało. Spojrzał na jego ręce, potem znowu na twarz; jedno trzeba było mu przyznać - umiał opowiadać.
    — Z ilu?... — Odchylił się na krześle, obracając szklankę w dłoniach. Po chwili jego wzrok wylądował gdzieś w krawędzi stołu.
    Mniej więcej od słowa “horror” Drozdowi zaczęło się robić głupio, tak jakoś nieswojo. To raczej nie on powinien być słuchaczem tej opowieści. Jego twarz nie wyrażała niczego szczególnego, ot udzielił się posępny nastrój przedstawianej sceny. W zasadzie nie miał mu za złe słów, jakich używał. Zbyt dobrze wiedział, jak to może wyglądać. Teraz musiał jeszcze jakoś wybrnąć z sytuacji i nie zapędzić się za daleko z własnym zdaniem.
    — Musiały być wygłodzone, skoro zaatakowały mimo tak wielkiej przewagi z waszej strony — zaczął z wolna. — W dodatku wojna… w każdym potrafi obudzić najgorsze instynkty. — Zakręcił kroplą whisky w szklance. — Tutaj również da się znaleźć wampiry, aczkolwiek niewiele. Przez cały ten czas spotkałem może jednego. Nie powinien to być wielki problem… — Zerknął na wspominany już miecz, a kąciki ust lekko drgnęły mu ku górze. — … z takim zapleczem.
    Generalnie to miał rację, do wszystkiego można się było przywiązać, jeśli tylko uważało się tę rzecz za wyjątkową. Nadawanie imienia, niepowtarzalnego miana było właśnie takim uwyjątkowianiem. A jednak wampirowi dalej się to podobało, było w tym coś więcej, niż tylko używanie kawałka złomu.
    — Co teraz zamierzasz? — spytał po chwili, tak z czystej ciekawości.
_________________
"A pod spodem było TO, czego nie podejmuję się nazwać." C. Miłosz
 
 
   Podziel się na:     
Christian Mansier


Karta Postaci


Wiek: 46
Ekwipunek: Grube spodnie, szara koszulka, skórzana kurtka, bezrękawnik z naturalnego futra. Wysokie, wiązane buty, szeroki pas z grubej skóry. Na plecach miecz, przy pasku długi nóż i mała sakiewka z potrzebnymi drobiazgami, skórzane rękawice.
Stan: Pozytywnie nastawiony, w pełni sił, trochę tylko zagubiony. Nie wie, gdzie jest, ma nadzieję, że wszystko się ułoży.
Energia: 100%
Dołączył: 26 Maj 2017
Posty: 13
Wysłany: 2017-06-10, 12:51   

Nieco bardziej szczegółowy wywód o nieludziach w okolicy zadowolił Christiana na tyle, by nie drążyć bardziej tematu. O ile dobrze dedukował, nagromadzenie istot nadludzkich w Vitrum było większe, niż w innych częściach świata, czego zasadniczo mógł się spodziewać. Cała ta bajka o mieście bez wyjścia sama w sobie była już dziwna, a kolejne informacje tylko uzupełniały i tak barwny obraz czegoś wyśnionego. Christian przez chwilę zastanawiał się, czy to nie jest sen, tylko po prostu taki mocno realistyczny. Całość powoli zaczęła do niego docierać, pomimo porcji alkoholu wchloniętej do krwioobiegu. Nigdy nie miał mocnej głowy, toteż delikatny rausz szybko mu się udzielał w formie zwiększonej gadatliwości.
Fuknął na słowa Drozda. Niczego się nie domyślał, nie miał ku temu przesłanek. Myślał raczej, że młodzieniec nie miał dostatecznej okazji posmakować trudów życia, zwłaszcza tego wojennego. Po prostu nie miał pojęcia, o czym dokładnie mówił. Nie było w tym jego winy, Christian nie miał mu tego za złe. Dopił trunku.
- Ty tego bronisz? - Łypnął na niego wzrokiem. - Nie ma usprawiedliwienia dla takich zachowań. - Uśmiechnął się kącikami ust, kiedy rozmówca wskazał na broń. Nie oszukujmy się. Christian jak każdy facet lubił od czasu do czasu otrzymać jakiś komplement, pochwałę... Choćby drobną. To budowało jego męskie ego. Ożywił się nieco, przybicie sprzed chwili zaczęło ustępować na rzecz typowej sobie przekory i zaczepnego humoru. - To niech lepiej ten może jeden uważa, bo takie zaplecze nie będzie czekać bezczynnie, jeśli tamten zanadto się naprzykrzy.
Mężczyzna odgiął się na krześle, oparł się tylko jednym nadgarskiem o stół. Lekko zmarszczył czoło. Pytanie rudzielca było w zasadzie dobrym pytaniem, problem tylko w tym, że Mansier nie znał na nie odpowiedzi, bo i nie miał czasu przemyśleć kolejnych ruchów w tej nowej sytuacji. Ktoś podmienił scenariusze i rola, której się nauczył, przestała pasować, nie miał natomiast okazji nauczenia się nowej. Wzruszył ramionami.
- Nie mam pojęcia. Wypadałoby poznać okolicę... w ogóle to miejsce. Skoro powiadasz, że tutaj już zostanę. - Zetknął na niego z ukosa. - Praca, mieszkanie? Kiedy szliśmy, widziałem, że miasto jest praktycznie ruiną, jak tu funkcjonować?
_________________
 
   Podziel się na:     
Drozd


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: spodnie moro; buty terenowe; czarny pokoszulek [poplamiony krwią w okolicy lewej łopatki]; szara bluza bez kaptura; wyblakły, brązowy prochowiec [zszyte, potrójne rozdarcie w lewym dolnym rogu, z lewego boku dziura po kuli]; ciemno-kasztanowy kapelusz [mocno poszarpana krawędź, dziurki w rondzie]; szara husta na szyi; czarne, skórzane rękawiczki || nóż [30cm-g]; 2 miecze schowane pod płaszczem [85cm gł]; 2 FN 140DA [13-s, 7,65mm]; naboje [6mm, 19]; torba przypinana do paska [Nokia 3310, okulary ps-sp, ołówek, długopis, osełka, igła, nici, scyzoryk, 4 agrafki, notes A6, zapalniczka, kostka Rubika, harmonijka]
Stan: Opatrzona rana w okolicy lewej łopatki. Skóra bledsza od przeciętnej, co może nieco kontrastować z ciemnym ubraniem.
Energia: 80
Dołączył: 17 Lut 2016
Posty: 281
Wysłany: 2017-06-20, 20:35   
   Stopień: 1 [ll]
   Fundusze: 79,30 C.
   Zwierzęta: Biały koń w czarne łaty
   Multikonta: Kasandra Valley


- Twierdzę jedynie, że też nie jesteśmy święci... - mruknął jakby od niechcenia. Nie było łatwym postawienie się w roli ów człowieka, zwłaszcza, kiedy temat schodził na niewygodne tory.
Korzystnym zatem było dla wampira, że równie szybko je opuścił. Przez moment zastanowił się nad zadanym mu pytaniem. Jak funkcjonować w Vitrum. Odpowiedź, tak samo jak cała sprawa, nie była taka prosta, jeśli chciało się naprawdę dobrze doradzić. Tak naprawdę wiele zależało od samego Mansiera.
Odłożył szklankę na blat i oparł się o niego łokciami. Krótki rzut oka po zgromadzonych był jedynie formalnością dla takich miejsc, klientela zdawała się spokojna.
- Nie całe tak wygląda, są miejsca zachowane znacznie lepiej. Większość budynków zdatnych do zamieszkania mieści się w północno zachodniej części. A praca... - Wzruszył ramionami. - Może i by się coś znalazło, a jak nie, to zawsze pozostaje handel. Są ludzie, którzy uczciwie zapłacą za konkretne rzeczy albo pozbycie się jakiegoś stworzenia. - Uśmiechnął się na myśl o "długu" za whisky. - A propos, jeśli masz jakieś pieniądze z zewnątrz, to wiedz, że nie mają tu wartości. Chyba, że da się je przetopić na kruszec. - Przez moment obracał w myślach pewną koncepcję, ta jednak szybko uleciała mu z głowy. Nie wydawała się ani potrzebna, ani tym bardziej rozsądna. - Tu też da się przenocować, nie biorą dużo, ale lepiej pilnować kieszeni. Jeszcze jakiś tydzień temu w barku były szyby, nie żaluzje. - Zaśmiał się porozumiewawczo.
_________________
"A pod spodem było TO, czego nie podejmuję się nazwać." C. Miłosz
 
 
   Podziel się na:     
Christian Mansier


Karta Postaci


Wiek: 46
Ekwipunek: Grube spodnie, szara koszulka, skórzana kurtka, bezrękawnik z naturalnego futra. Wysokie, wiązane buty, szeroki pas z grubej skóry. Na plecach miecz, przy pasku długi nóż i mała sakiewka z potrzebnymi drobiazgami, skórzane rękawice.
Stan: Pozytywnie nastawiony, w pełni sił, trochę tylko zagubiony. Nie wie, gdzie jest, ma nadzieję, że wszystko się ułoży.
Energia: 100%
Dołączył: 26 Maj 2017
Posty: 13
Wysłany: 2017-06-25, 19:57   

Prychnął na wzmiankę o winie leżącej także po stronie ofiary. Christian nie podzielał w tym przypadku stanowiska Drozda, uważał, że bez względu na wszystko, wina leżała jedynie po stronie tamtych wampirów. I owszem, oni byli w tym momencie święci, nie zrobili niczego, co pozwalałoby drapieżcom na takie zachowanie. Mężczyzna wolał jednak nie komentować więcej tej kwestii. Niektóre rzeczy lepiej bywało przemilczeć, zwłaszcza kiedy dochodziło do konfrontacji dwóch przeciwnych stanowisk. Dyskusja na ten temat wiele by nie wniosła, wymuszenie swojego zdania na rudzlecu nic by Mansierowi nie dała, a mogłaby być powodem tylko niepotrzebnych scysji. A na co to komu?
- Dzięki - Kiwnął głową. - Rozejrzę się. Pozbycie się jakiegoś stworzenia brzmi... dosyć ciekawie. Chodzi ci o przedstawicieli tych wszystkich nadnaturalnych istot? Czy jakieś smoki trzymające na wieży bezbronną księżniczkę? - Uśmiechnął się lekko, zawadiacko. Drobny akcent humorystyczny niewątpliwie przydał się rozmowie, która zeszła na niezbyt wesołe tory. Należało jak najszybciej je opuścić, pozostawanie w smutku nikomu nigdy nie wychodziło na dobre.
Kolejne słowa Drozda dotarły do mężczyzny ze sporym opóźnieniem, początkowo nie zrozumiał ich prawdziwego przekazu. Pieniądze bez wartości? Okej, wymienimy na tutejszą walutę. Zapewne będzie trochę strat, kantorzy zawsze zdzierali z klientów wszystko, co się dało... Problem w tym, że w tym miejscu niemal ze stuprocentową pewnością nie uświadczysz takowego. Nie chodziło o złą walutę, czy inny system monetarny. Tych pieniędzy nie dało się wymienić. Wartościowa sakiewka u boku Christiana nagle stała się po prostu workiem z metalem, niczym więcej. To było dosyć dziwne uczucie, tak nagle zbiednieć, w dodatku znacząco. Westchnął ciężko, kiedy dotarło do niego, że został bez grosza przy duszy. Fakt ten zdecydowanie nie napawał optymizmem, choć w pewien sposób można było spodziewać się takiego końca opowieści. Z wielu złych scenariuszy, zostanie bez funduszy w nieznanym, dziwnym miejscu było chyba jednym z tych najgorszych możliwych.
- No to jestem spłukany, nawet nie mają mnie z czego okradać. I zdaje się, że nawet za ten trunek nie będę mógł zapłacić... będę ci to musiał kiedyś wynagrodzić. - Uniósł jeden kącik ust, zerkając na Drozda. - Powiedz mi jeszcze... gdzie zdołam ten złom sprzedać? Zdaje się, że im szybciej zacznę działać, tym lepiej mi to wyjdzie...
_________________
 
   Podziel się na:     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




czo.pl - załóż darmowe forum już dziś!





Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Templates BlueDarkBG v.1.0 created by Gnacio helped by Avanast |

FORA PARTNERSKIE