Sekret Miasta Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Anastazja Leneaure
2017-05-16, 13:50
Wyschnięta Fontanna
Autor Wiadomość
Harriet


Karta Postaci


Wiek: 10
Ekwipunek: Nosi torbę przerzuconą na ukos, w której znajduje się: poręczna apteczka, pluszowy króliczek, kilka tubek z czekoladą, gruby sweterek, cienka pelerynka przeciwsłoneczna, okulary - lenonki, butelka wody, szczoteczka do zębów, podusiokocyś, scyzoryk, zapalniczka, szczotka do włosów, linka. Do paska ze spodni przyczepiony jest pokrowiec, w którym mieści się nóż myśliwski. Przez ramiona przełożone są skórzane paski na których - niczym plecak - uwieszony jest, wypełniony strzałami, kołczan.
Dołączył: 28 Mar 2017
Posty: 80
Wysłany: 2018-01-26, 13:45   
   Stopień: 0[I]
   Fundusze: 100 C.
   Multikonta: Charlotta, Emrys Love, Vivian


-Yey.. - zaśmiała się cicho, odbierając figurkę, którą zaraz zaczęła obracać w palcach, chcąc jej się przyjrzeć z każdej strony. Właściwie to dopiero teraz, gdy drewniany przedmiot powoli obracał się w jej dłoniach, Klakier zrozumiała, że ów pytanie mogło nieść wraz ze sobą ryzyko. W końcu… ludzie nie zawsze chcą dzielić się przedmiotami, które niosły jakąś wartość sentymentalną. Tak przynajmniej było w przypadku jej i myśliwskiego noża.
Z jej ust wyrwał się cichy śmiech, a Ona sama delikatnie pokręciła głową.
-Bo nie jesteś, co mam Ci powiedzieć... To nawet nie musiałby być komplement, a stwierdzenie rzeczy realnej! - stwierdziła wesoło, unosząc szmaragdowe tęczówki na towarzysza, który widocznie się zapalił. Oczywiście nie dosłownie, po prostu temat wymarłych już stworzeń, zdawał się wybudzić w nim zapał, jaki często mogła oglądać w towarzystwie Horacego. Ten to dopiero miał świra..
Impuls, który wywołał jedno ze wspomnień.
-Spójrz Harriet, To poczwarka Pappilio machaon'a z rodziny papilionidae.. - oświadczył z widoczną fascynacją Horacy, wskazując na gąsienice.
Rudowłosa zmarszczyła brwi, kucając przy mężczyźnie. Milczała dłuższą chwilę, po czym wypaliła - Pepi..co?
Blondyn roześmiał się wesoło, kręcąc głową - to poczwarka Pazia Królowej, Rito..
-Oh... - Objęła dłońmi kolana, wlepiając wzrok w owada - Prawdziwy dziwak z Ciebie, Horacy..

Na jej usta mimowolnie wpłynął uśmiech. To takie niesamowite, jak niektóre tematy wpływają na ludzi. Entuzjazm, który zdaje się być dziwnie zaraźliwy, oraz fascynacja, która płonie w ich oczach, gdy dane im jest o tym mówić.
A ty, Klakierze.. Co w tobie budzi takowe emocje?
-Szkice? - zagaiła, a jej ślepia zdawały się błysnąć - rysujesz? Oh! Pokażesz? - zawołała wesoło, widocznie się ożywiając.
Nie, żeby była jakimś wielbicielem sztuki - skądże znowu. Aczkolwiek do teraz w jej pamięci tkwiły ilustracje mitycznych stworzeń, które widywała w książkach Hattera. Stworzeń tak wyjątkowych i niesamowitych, że samo wspomnienie ich zapierało dech w piersi. Tak, to chyba było to..
-W książkach Hattera były czasem ilustracje! Oh! -zakręciła się wokół własnej osi, zanosząc się melodyjnym śmiechem - ótrúlega verur!
Uniosła figurkę na wysokość swojej twarzy.
-Þú ert falleg! - zawołała do drewnianego dinozaura, szczerząc się do niego, niczym głupi do sera. Blade światło zdawało się przez chwilę odbić od śnieżnobiałych kłów dziewczynki, aczkolwiek zważywszy na półmrok, jaki panował w mieszkaniu, można było stwierdzić, że kły były jedynie iluzją spowodowaną złym oświetleniem, albowiem dziewczynka zaraz zamknęła usta, nie pozwalając tym samym przyjrzeć się swojemu uzębieniu.
-Erwin! Komdu hingað! - zawołała, przenosząc wzrok w kierunku starej szafy, na której przesiadywał sokół.
Ptak uniósł wzrok na dziewczynkę, aczkolwiek nie zrobił niczego więcej, jak gdyby nie zrozumiał.
-Tar anseo! - poprawiła się rudowłosa, a sokół rozłożył skrzydła, zlatując z szafy, lądując tym samym na lewym ręku wampirzycy.
-ghualainn... - burknęła, poruszając dłonią. Erwin poderwał się ku górze, zaraz lądując na jej prawym ramieniu.
-aua... go réidh, Erwin, hurts sé - wymruczała, zaraz podsuwając figurkę pod ptasi dziób - Féach! Is dineasáir é! maith leat é?
Sokół zaskrzeczał donośnie, delikatnie rozkładając skrzydła.
-Shíl mé mar sin - zachichotała, podchodząc do Mitchella, aby oddać mu figurkę.
- Erwin...owi się podoba -oświadczyła z zapałem - To... að sýna nam rysunki?

* ótrúlega verur! <j.nordycki> - niesamowite stworzenia!
*Þú ert falleg! <j.nordycki> - Jesteś piękny!
*Erwin! Komdu hingað! <j.nordycki>- Erwin! chodź tutaj!
*Tar anseo! <j.irlandzki> - Chodź tutaj!
*ghualainn.. <j.irlandzki> - ramię..
*aua...go réidh, Erwin, hurts sé <j.iralndzki> - aua... delikatnie, Erwin, to boli
*Féach! Is dineasáir é! maith leat é? <j.irlandzki> - Spójrz! To dinozaur! Podoba Ci się?
*Shíl mé mar sin <j.irlandzki> - Tak myślałam
* að sýna (nam rysunki)? <j.nordycki> - pokażesz (nam rysunki)?
 
 
   Podziel się na:     
Lowery Mitchell


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Luźna, bawełniana koszula jasnego koloru z długim, lekko poszerzanym rękawem; szara filcowa kamizelka i luźne spodnie. Na szyi chusta koloru grafitowego, pełniąca w chwili obecnej rolę szalika chroniącego przed wiatrem // Szkicownik, zegarek kieszonkowy, balisong (nóż motylkowy), ręcznie wykonany drewniany breloczek w kształcie welociraptora
Dołączył: 20 Gru 2017
Posty: 19
Wysłany: 2018-01-30, 13:38   
   Fundusze: 1978 C.
   Multikonta: Richard Hawker | Vincent Ross


Jego wzrok wędrował na przemian z figurki na dziewczynkę, a uśmiech nie znikał mu z twarzy, choć nie był już tak szeroki. Ot zwykły, naturalny uśmiech, nie pozbawiony wcześniejszej serdeczności. Cieszyło go to, że znalazł w pewnym sensie bratnią duszę, choć z drugiej strony byli naprawdę dziwną parą. On, dwudziestoletni facet o umyśle dziecka. Ona, dziesięcioletni dzieciak o umyśle dorosłego. Niby byli kompletnym przeciwieństwem ale dogadywali się nadzwyczaj dobrze. To nie mógł być przypadek.
-Jesteś pierwszą osobą, od której to słyszę. - rzucił, wpatrując się w drewnianego dinozaura. -Nie że inni uważają mnie za głupiego, po prostu nigdy tak do mnie nie mówili. No może rodzice, ale to wiadomo.
Tak, Lowery, teraz się rozklej bo rudowłosy dzieciak prawi ci komplementy, jakie to piękne i wzruszające.
Przekrzywił lekko głowę, kiedy Harriet zamilkła, przez moment zastanawiając się, czy znowu nie powiedział czegoś nie tak. Dopiero uśmiech, jaki ozdobił jej oblicze chwilę później uspokoił jego myśli. Ciekawe, co go spowodowało? Bo na pewno nie sama figurka, nie ucichłaby tak nagle. Zresztą patrzyła wcześniej na niego. Chcąc nie chcąc odwzajemnił spojrzenie, wpatrując się w szmaragdowe oczy rudzielca. Miała niezwykły kolor oczu, to musiał przyznać. Można było się w nich zatracić.
-Od czasu do czasu, ostatnio raczej niewiele. - wzruszył ramionami na pytanie o szkice. Niby coś tam potrafił nabazgrać i ludziom się zwykle podobało, ale w jego mniemaniu nie było to nic specjalnego. Nie było to jego główną pasją i nie wiązał z tym przyszłości, a artystyczna samokrytyka jaka opanowała jego myśli nie pozwalała mu na bycie całkowicie zadowolonym z tego, co wychodziło spod jego ołówka.
Już miał sięgnąć po szkicownik do niewielkiej sakiewki przy pasie, ale zatrzymał się słysząc słowa w obcym języku. Nie przeszkodziłoby to w niczym gdyby nie to, że Harriet wpadła w jakiś trans i zaczęła wołać właśnie w tym języku. Kompletnie nie rozumiał, o czym mówi, nie wiedział nawet co to za język.
Wpatrywał się jak idiota w dziewczynkę i z podobnie głupim wyrazem twarzy odebrał od niej figurkę. Nie miał kompletnie pojęcia jak na to odpowiedzieć. Zaśmiać się? Nawet nie wiedział, co mówiła, choć brzmiało to radośnie. Z całego monologu wyłapał tylko imię jej ptaka. To zdecydowanie za mało.
Kiedy w końcu usłyszał coś zrozumiałego otrząsnął się i spojrzał przytomniej na dziewczynkę, choć przez moment nie wiedział, o co jej chodzi.
-Co? - spytał, marszcząc brwi. -Ach, tak. Rysunki.
Wyciągnął szkicownik i rozejrzał się wokół.
-Może najpierw gdzieś usiądźmy, głupio tak stać na środku. - rzucił, a po zlokalizowaniu wzrokiem podniszczonej kanapy w salonie właśnie tam się skierował. W jego głosie wciąż było słychać zmieszanie, chociaż starał się nie okazywać tego po sobie.
Usiadł na kanapie, upewniając się wcześniej, że ta nagle się nie zawali. Nie mógł stwierdzić, w jakim była stanie, choć wyglądała całkiem nieźle, poza wszechobecnym kurzem, do którego zdążył się już przyzwyczaić.
Poczekał na Harriet i gdy ta usiadła obok, otworzył szkicownik na pierwszej i jedynej zarysowanej stronie.
-To nowy szkicownik więc nie mam zbyt wiele do pokazania, wybacz. - rzucił, po czym podał go dziewczynce.
Strona ze szkicownika
-Ten tutaj po lewej to Carnotautus sastrei. Drapieżnik z później kredy. Jego nazwa znaczy "mięsny byk", potrafisz zgadnąć, dlaczego? - zaczął, wskazując na szkic w lewym górnym rogu. Potem przeniósł palec na prawą stronę kartki. -A tutaj masz welociraptora, dokładniej Velociraptor mongoliensis. Jest mu bliżej do Erwina niż ci się wydaje, można powiedzieć, że Erwin jest w pewnym sensie dinozaurem.
Spojrzał na dziewczynkę, rzucając wcześniej krótkie spojrzenie jej sokołowi.
-Ten na dole to Spinosaurus aegyptianus, może i wygląda jak pelikan, ale to bydlę miało ponad 15 metrów długości. - uśmiechnął się. -Pokazałbym więcej, ale tak jak już mówiłem nie mam przy sobie poprzedniego szkicownika.
_________________
głos
 
 
   Podziel się na:     
Harriet


Karta Postaci


Wiek: 10
Ekwipunek: Nosi torbę przerzuconą na ukos, w której znajduje się: poręczna apteczka, pluszowy króliczek, kilka tubek z czekoladą, gruby sweterek, cienka pelerynka przeciwsłoneczna, okulary - lenonki, butelka wody, szczoteczka do zębów, podusiokocyś, scyzoryk, zapalniczka, szczotka do włosów, linka. Do paska ze spodni przyczepiony jest pokrowiec, w którym mieści się nóż myśliwski. Przez ramiona przełożone są skórzane paski na których - niczym plecak - uwieszony jest, wypełniony strzałami, kołczan.
Dołączył: 28 Mar 2017
Posty: 80
Wysłany: 2018-02-03, 11:36   
   Stopień: 0[I]
   Fundusze: 100 C.
   Multikonta: Charlotta, Emrys Love, Vivian


- Dziwne... - stwierdziła spokojnie, przenosząc wzrok w kierunku żeliwnego obiektu, do którego zaraz podeszła. Alabastrowa, mała dłoń delikatnie musnęła zimny panel pieca. Kruczoczarne zasłony z rzęs zdawały się przysłonić widocznie zamyślone, szmaragdowe spojrzenie.
Czy Ona słyszała podobne rzeczy od rodziców? Nie mogła sobie przypomnieć. Ich obraz zdawał się rozmyty i nazbyt niewyraźny, jak gdyby ich istnienie było dosyć niepewne. A przecież istnieli, przynajmniej w teorii.
Teraz, z perspektywy czasu, ciężko jej było przywołać chociażby ich obraz. A przecież byli, tego była pewna.
Bardziej od rodziców pamiętała rówieśników, chociaż i tu ciężko jej było przywołać konkretne twarze - bardziej ich słowa i opinie na jej temat wciąż kłębiły się w małej, rudej główce dziewczynki - a te nie były zbyt przychylne. Klakier nie była akceptowana przez rówieśników. Nie chcieli jej poznawać, nawet nie próbowali - ich opinia wobec niej opierała się na rasie dziewczynki, która zaważyła o akceptacji, a właściwie to jej braku.
Szmaragdowe spojrzenie powędrowało w kierunku Mitchella, a bladą, piegowatą twarzyczkę dziewczynki rozświetlił uśmiech, gdy jej myśli zawróciły, przystając na tu i teraz. A tu i teraz Lowery miał jej pokazać rysunki.
Pokiwała głową, ruszając za mężczyzną.
Niemniej jednak cicha obawa przed kolejnym odrzuceniem stawiała obraz towarzysza w niepewnym świetle.
Coś jej mówiło, że Lowery jest inny, że nie okrzyknie jej potworem, wraz z chwilą w której prawda wyjdzie na jaw. A jednak i w jego przypadku nie mogła mieć pewności, a jedynie nadzieje. Nadzieje, że będzie jak Pyś dla Hattera.
Wdrapała się na starą kanapę, zaraz wychylając się w kierunku Mitchella, aby mieć jak najlepszy widok.
-Oh.. - szepnęła, przyglądając się naszkicowanym istotom - Są niesamowite... - stwierdziła, słuchając uważnie każdego kolejnego słowa jakie padało z ust towarzysza, jak gdyby chciała zapamiętać.
-Mięsny byk.. - zaśmiała się cicho, delikatnie mrużąc brwi - Bo był pakerem? - zagaiła z rozbawieniem, przenosząc spojrzenie na kolejnego dinozaura
- Erwin! słyszałeś? - zerknęła w bok, aby spojrzeć na sokoła - Jesteś dinozaurem, superaśnie, nie? - zagaiła, a jednak przeciwieństwie do niej, ptak nie był zbyt zainteresowany i właściwie to wyglądał, jakby szykował się do drzemki.
-Jakie one były super wielkie!- stwierdziła z zachwytem - Fajnie by było takiego spotkać...- umilkła na moment, zaraz zanosząc się śmiechem - Chociaż, może to nie byłoby za bardzo rozsądne
Uniosła wzrok w kierunku towarzysza - Nie szkodzi, poczekam, aż zapełnisz ten - wymruczała widocznie w dobrym humorze. W końcu po coś nosi ten szkicownik, nie?
-Też bym chciała umieć rysować! to trochę jak taki... aparat, tyle że w ręku! Mogłabym robić zdjęcia z głowy, ohh!
 
 
   Podziel się na:     
Lowery Mitchell


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Luźna, bawełniana koszula jasnego koloru z długim, lekko poszerzanym rękawem; szara filcowa kamizelka i luźne spodnie. Na szyi chusta koloru grafitowego, pełniąca w chwili obecnej rolę szalika chroniącego przed wiatrem // Szkicownik, zegarek kieszonkowy, balisong (nóż motylkowy), ręcznie wykonany drewniany breloczek w kształcie welociraptora
Dołączył: 20 Gru 2017
Posty: 19
Wysłany: 2018-02-08, 23:32   
   Fundusze: 1978 C.
   Multikonta: Richard Hawker | Vincent Ross


Nie wiedział, co rudej chodziło teraz po głowie, nawet nie przyszłoby mu na myśl, że może w niego wątpić. Nigdy nie miał problemu z zaufaniem komuś, a relacje z ludźmi traktował na tyle luźno, że nawet okazjonalne zdrady i kłamstwa nie ruszały go do stopnia załamania. Fakt, Harriet była chyba pierwszą osobą, z którą tak szybko zaczął się dogadywać i coś podpowiadało mu, że być może to nie był przypadek i będzie to dłuższa znajomość. Mimo to nie potrafił postawić się w jej sytuacji, zwłaszcza, że prawdę mówiąc wiele o niej nie wiedział. Chociaż rozumieli się prawie jak starzy znajomi, wciąż byli sobie obcy, a to mógł zmienić tylko czas.
-Pakerem? - powtórzył, po czym się zaśmiał. -Można tak powiedzieć, choć daleko mu do takiego T.rexa. Chodzi głównie o te rogi, jak u byka, a że był mięsożerny, dostajesz "mięsnego byka". Tak jak teraz na to patrzę, brzmi głupio. - uśmiechnął się, po czym spojrzał na rysunek.
Spojrzał kątem oka na Erwina, kiedy Harriet zaczęła do niego wołać. Widok ten przyprawił go o kolejny głupkowaty śmiech. Sokół wyglądał na niewiarygodnie znudzonego ich towarzystwem, tak jakby był zmuszony pilnować ich jak dzieci. Odłóż tego klocka, nie bij siostry plastikowym traktorem, mama wróci za niedługo, rany boskie zostaw ten nóż. Podziwiał te ptaki, zawsze wyglądały dumnie i groźnie, nawet gdy robiły zabawne rzeczy.
Spojrzał na Harriet i odwzajemnił jej uśmiech.
-15 metrów to jeszcze nic, niektóre zauropody dorastały do 30 metrów i więcej. To takie gigantyczne słonie, z długimi szyjami i ogonami. - rzucił nieco rozmarzonym tonem, patrząc przed siebie.
Uwielbiał te bestie, mógłby godzinami siedzieć i wyobrażać sobie, jak wyglądałyby teraz, gdyby nie wyginęły. Głównie dlatego, że zawsze wolał widzieć rzeczy na własne oczy, a w tym wypadku było to niemożliwe. Musiał sam stworzyć sobie ich obraz.
-A ty, czym się interesujesz? Nie chcę gadać ciągle o sobie i swoich bazgrołach, teraz twoja kolej. - spojrzał nagle na Harriet i posłał jej zachęcający uśmiech. -No chyba, że jesteś bardzo nieśmiała i nie chcesz mówić publicznie o sobie. - zaśmiał się, puszczając do niej oko.
Zamknął szkicownik i schował go do sakiewki. Drewnianego raptora potrzymał w ręce chwilę dłużej, ale i on wylądował wkrótce w kieszeni.
Lowery wbił oczekujące spojrzenie w dziewczynkę, opierając się wygodniej o kanapę. Jak na x letni mebel nie była w tak złym stanie. Miał tylko nadzieję, że ze środka nie wyjdzie zaraz jakiś pająk. Szczura jeszcze by przeżył, ale pająków nie cierpiał. Paskudne to jak nie wiem co, fuj.
_________________
głos
 
 
   Podziel się na:     
Harriet


Karta Postaci


Wiek: 10
Ekwipunek: Nosi torbę przerzuconą na ukos, w której znajduje się: poręczna apteczka, pluszowy króliczek, kilka tubek z czekoladą, gruby sweterek, cienka pelerynka przeciwsłoneczna, okulary - lenonki, butelka wody, szczoteczka do zębów, podusiokocyś, scyzoryk, zapalniczka, szczotka do włosów, linka. Do paska ze spodni przyczepiony jest pokrowiec, w którym mieści się nóż myśliwski. Przez ramiona przełożone są skórzane paski na których - niczym plecak - uwieszony jest, wypełniony strzałami, kołczan.
Dołączył: 28 Mar 2017
Posty: 80
Wysłany: 2018-02-13, 20:40   
   Stopień: 0[I]
   Fundusze: 100 C.
   Multikonta: Charlotta, Emrys Love, Vivian


Z ust rudowłosej wydobył się cichy śmiech.
-Mięsny byk.. brzmi jak nazwa dziwnej potrawy - stwierdziła z głupawym uśmiechem.
-Albo takie coś między komplementem, a obelgą… - szmaragdowe tęczówki uniosły się, wyłapując spojrzenie Mitchella.
-Takie wiesz.. Ale z Ciebie mięsny byk, bro... - zachichotała, delikatnie szturchając ramię mężczyzny.
- To by mogło się przyjąć - stwierdziła z rozbawieniem.
Uniosła dłoń, zaraz delikatnie drapiąc Erwina pod szyją. Sokół z początku zdawał się napuszyć, zaraz jednak unosząc dziób ku górze, czekając na dalsze pieszczoty.
-30 metrów.. - powtórzyła cicho - Jeju! ile taki olbrzym musi jeść… - stwierdziła z głupawym uśmiechem - pewnie nic, tylko memłają tymi swoimi wielkimi paszczami…
Klakier nie potrafiła wyjaśnić uczucia, jakie otulało ją przy Mitchellu. Mężczyzna był jej obcy, praktycznie nic o nim nie wiedziała, a mimo to czuła się jakby znała go od zawsze. Dziwna swoboda i poczucie zrozumienia, jak gdyby przebywała w towarzystwie starego przyjaciela, któremu może powiedzieć wszystko.
Magia? - Apropo magii. Kolejny raz szmaragdowe tęczówki zatrzymały się na ciemnych ślepiach mężczyzny, nieco dłużej im się przypatrując.
Niczym dwa drogocenne kamienie, delikatnie odbijały światło. Ich intensywna barwa, zdawała się pochłaniać każdego, kto chociaż raz zawiesił na nich swój wzrok. Wiele razy słyszała, jak inni zachwalają cudze ślepia, lecz teraz, mogła bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia powiedzieć, że nie mieli racji - Prawdziwe piękno kryły w sobie ślepia tego, który beztrosko siedział tuż obok niej.
Mogłaby głośno stwierdzić, że mu zazdrości - takiemu spojrzeniu nie oparłby się żaden facet, nawet jej wymarzony książe. Jaka to ulga, że Lowery jest facetem!
-O mnie? - wpadła w niejaką zadumę, mierzwiąc swoje rude włosy - Umm… W sumie to wszystko Umilkła na chwilę, zdając sobie sprawę z tego, że raczej nikogo nie zadowoliłaby taka odpowiedź.
-Mitycznymi stworzeniami - zaczęła, podciągając nogi, aby nieznacznie opatulić je dłońmi - To przez Hattera. Zaszczepił to we mnie chyba… chyba od urodzenia - stwierdziła z niejakim rozczuleniem - Poza tym to chyba… sokolnictwo
Zerknęła na Erwina, który postanowił się zdrzemnąć.
-Tym to chyba mnie zaraził Horacy… - powoli przeniosła wzrok w kierunku okna, kontynuując - Gdy się wybudziłam i nie pamiętałam swojego życia, to była część terapii… - zaraz na jej usta wkroczył głupawy uśmiech.
- No i łucznictwo! - lewą ręką sięgnęła do kołczanu, wyciągając jedną ze strzał.
-Uwielbiam strzelać! - zaśmiała się wesoło - To już sama bardzo chciałam - obróciła w palcach strzałę, dłuższą chwilę jej się przypatrując - Poza tym uwielbiam czytać, szczególnie kryminały. Chciałabym być jak Sherlock Holmes… - zachichotała cicho, unosząc spojrzenie na mężczyznę.
- Będziesz moim Watsonem? [b]
 
 
   Podziel się na:     
Lowery Mitchell


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Luźna, bawełniana koszula jasnego koloru z długim, lekko poszerzanym rękawem; szara filcowa kamizelka i luźne spodnie. Na szyi chusta koloru grafitowego, pełniąca w chwili obecnej rolę szalika chroniącego przed wiatrem // Szkicownik, zegarek kieszonkowy, balisong (nóż motylkowy), ręcznie wykonany drewniany breloczek w kształcie welociraptora
Dołączył: 20 Gru 2017
Posty: 19
Wysłany: 2018-02-13, 22:54   
   Fundusze: 1978 C.
   Multikonta: Richard Hawker | Vincent Ross


Zaśmiał się, wyobrażając sobie taką potrawę. Zaraz skrzywił się w udawanym obrzydzeniu.
-Dziwne to mało powiedziane, pewnie wygląda gorzej od sushi. - to ostatnie wypowiedział z wyraźną niechęcią w głosie, zdecydowanie nie przepadał za tamtą kuchnią.
Odwzajemnił rozbawione spojrzenie, uśmiechając się szerzej. Myśleli na podobnych falach, to było pewne i niewykluczone, że byliby parą budzącą przerażenie w oczach wrogów. No bo kto chciałby zostać psychicznie zniszczony przez rudowłosego dzieciaka z sokołem i jakiegoś kolesia w szarym szaliku i równie szarych włosach. Jak w jakiejś głupiej komedii, brakuje tylko nieśmiesznej gwiazdy z Hollywoodu.
-Biedny Mamoru ma szczęście, że tu z nami nie przyszedł. Chociaż pewnie i tak nie wytrzymałby z nami długo. Może nawet pogroziłby nam tą swoją kataną? - zaśmiał się, mając przed oczami postać dziwnego Japończyka. -Myślisz, że potrafi z niej korzystać, czy tylko nosi ją na pokaz? - spojrzał rozbawionym wzrokiem na Harriet.
Oparł się jeszcze wygodniej, przez co niemal na tej kanapie leżał. Spojrzenie zaciekawionych tęczówek rudowłosej złapał dopiero po chwili, kiedy ta przestała już się w niego wpatrywać. Nawet nie zorientował się, że był teraz obiektem jej rozmyślań.
-Ooooch, mityczne stworzenia? Wiwerny, minotaury, potwory ze szkockich jezior też? - zaśmiał się. -Zawsze zastanawiało mnie, czy istnieją. Bo wiesz, zdjęcie łatwo podrobić, nagranie też, ale fajnie byłoby, gdyby ktoś faktycznie jakiegoś znalazł. - spojrzał za okno, po czym podniósł się wyżej na kanapie.
Spojrzał znów na dziewczynkę, na moment zatrzymując wzrok na Erwinie.
-To akurat widać. - uśmiechnął się, po czym podrapał się po brodzie. -Długo się nim zajmujesz? Wyglądacie na przywiązanych do siebie, przy ptakach to duże osiągnięcie. Ciekawe, czy welociraptory też dałoby się szkolić. - mruknął ciszej, bardziej do siebie.
Doskonale wiedział, że to na pewno nie byłoby łatwe. Nie wiedział, jak wyglądał ich styl życia, nie mógł stwierdzić tego z samych rekonstrukcji. A żywego stworzenia zobaczyć mu się nie uda, bo wyginęły miliony lat temu. Szkoda, chętnie dowiedziałby się, ile z teorii by się sprawdziło, a co zaskoczyłoby wszystkich specjalistów.
-Też chodziłem na lekcje łucznictwa, ale do bycia mistrzem mi daleeeko. - uśmiechnął się pod nosem. -Próbowałem też broni palnej, całkiem fajne. Ale dużo lepiej idzie mi posługiwanie się ołówkiem. - spojrzał na Klakiera.
Nie spytał od razu, właściwie i teraz wahał się, czy podjąć ten temat. O jaką terapię chodziło? Ten cały Hatter (czy tam Horacy) za każdym razem wiązał się z jakimś nieprzyjemnym dla Harriet wątkiem, mimo to wypowiadała się o nim z entuzjazmem w głosie. Kim on dla niej był? Bratem? Przyjacielem? I co się z nim stało?
Uznał, że nie będzie jeszcze o to pytać. Nie ma co przerywać na to rozmowy, może później nadarzy się okazja.
-Watsonem... A może zostanę twoim arcynemezis? - rzucił, uśmiechając się pod nosem, po czym spojrzał na strzałę trzymaną przez rudzielca. -Jedyny godny przeciwnik legendarnego detektywa, profesor Moriarty. Ewentualnie byłbym twoim starszym, jeszcze zdolniejszym bratem, któremu nie chce się działać w terenie. - zaśmiał się, po czym skrzyżował ręce na karku, opierając się wygodniej na kanapie.
Wbił wzrok w okno, wzrokiem śledząc wolno opadające płatki śniegu. Przez całe to spotkanie z Harriet zupełnie wyleciało mu z głowy, że jest w całkowicie obcym miejscu. Niby wyglądał, jakby w ogóle się tym nie przejmował, ale w głębi duszy czuł ogromną niepewność. Spotkał dwie osoby, żadna nie powiedziała mu nic więcej poza tym, że miasto jest opuszczone. Mimo to jednak kogoś spotkał, więc musiało być tu więcej ludzi. Może ktoś będzie wiedział coś więcej?
-Mamoru mówił, że to opuszczona okolica. Spotkałaś może kogoś poza mną? Jakoś nie chce mi się wierzyć, że nikt tu nie mieszka, chociaż wygląda ponuro. - wrócił wzrokiem na Harriet, patrząc na nią wyczekująco.
_________________
głos
 
 
   Podziel się na:     
Harriet


Karta Postaci


Wiek: 10
Ekwipunek: Nosi torbę przerzuconą na ukos, w której znajduje się: poręczna apteczka, pluszowy króliczek, kilka tubek z czekoladą, gruby sweterek, cienka pelerynka przeciwsłoneczna, okulary - lenonki, butelka wody, szczoteczka do zębów, podusiokocyś, scyzoryk, zapalniczka, szczotka do włosów, linka. Do paska ze spodni przyczepiony jest pokrowiec, w którym mieści się nóż myśliwski. Przez ramiona przełożone są skórzane paski na których - niczym plecak - uwieszony jest, wypełniony strzałami, kołczan.
Dołączył: 28 Mar 2017
Posty: 80
Wysłany: 2018-02-14, 11:56   
   Stopień: 0[I]
   Fundusze: 100 C.
   Multikonta: Charlotta, Emrys Love, Vivian


-Sushi? - delikatnie zmarszczyła brwi - Nigdy nie jadłam, ale wierzę na słowo - stwierdziła z widocznym rozweseleniem.
Delikatnie poruszyła prawym ramieniem, aby wybudzić śpiącego sokoła. Nie żeby chciała się nad nim poznęcać, nic bardziej mylnego. Klakier po prostu zaczęła odczuwać ból, gdyż sokół niedelikatnie wbił w jej ramie szpony i mimo, zdawałoby się, dość grubego odzienia, czuła jak pazury drażnią jej skórę.
-Szczerze powiedziawszy - zaczęła, przenosząc spojrzenie na towarzysza - to się cieszę, że nie ma go z nami.
Delikatnie skinęła głową, jak gdyby chciała przyznać sobie racje.
- Zdawał się nudny z urodzenia...
Były towarzysz ciemnookiego nie zrobił na niej dobrego wrażenia, właściwie to nie zrobił na niej żadnego wrażenia. Prócz śmiesznego imienia, raczej nie miał nic do zaoferowania. Nic, co by zainteresowało Klakiera.
Takim trzeba się urodzić - nie ważne jak pokrętne i interesujące miałyby pasje, wciąż byłby bezbarwnym szarakiem, przynajmniej w jej oczach.
Słysząc pytanie dotyczące katany, zmarszczyła brwi, chwilę się nad tym zastanawiając.
-Kto go tam wie. Nie pasuje do książkowego opisu samuraja...- na jej usta zaraz wkroczył figlarny uśmiech.
-Może na tą katanę wyrywa kobity - zachichotała cicho - Nie dziwne, że jest sam- podsumowała, zaraz zanosząc się nieco kpiącym śmiechem.
-A to było dobre! Piątka, Klakierze! - zaśmiała się, unosząc lewą dłoń, aby prawą przybić sobie piątkę.
Rozbawione spojrzenie po raz kolejny uniosło się na towarzysza, gdy temat obił się o mityczne istoty.
Zmarszczyła brwi, wpadając w zadumę, gdy z ust Mitchella wypłynęło słowo "nagranie" - jak gdyby potrzebowała chwili, aby przypomnieć sobie cóż ów słowo oznacza.
-Pewnie, że istnieją - wyznała, a jej uśmiech zdawał się nieznacznie poszerzyć - Skoro ja istnieje, to One na pewno też - oświadczyła z widocznym przekonaniem - Po prostu się ukrywają przed ludźmi - pokiwała głową, przenosząc wzrok na sokoła.
Erwin widocznie miał dość tego, że jego pani tak strasznie się wierci. Rozłożył skrzydła, przenosząc się z jej ramienia na oparcie kanapy.
Klakier uśmiechnęła się z niejakim rozczuleniem, przyglądając się swojemu pierzastemu przyjacielowi.
-Dwa lata, może trochę więcej... - stwierdziła spokojnie - To Horacy go szkolił od pisklęcia, tak jak wszystkie swoje sokoły, dlatego mnie lubi... - wymruczała, delikatnie gładząc Erwina po łepku - Sama bym nie dała rady, zwierzęta raczej za nami nie przepadają - nieznacznie się skrzywiła, zaraz porzucając ów temat, gdy nadarzyła się takowa okazja.
-Na pewno - stwierdziła melodyjnie - Wszystko da się wytresować na dobrą sprawę, do tego trzeba wielkiego wysiłku i czasu, ale pewnie by się udało. W końcu kiedyś sokoły też były dzikie, jak i wiele innych zwierząt.
Tak, zdecydowanie. Skoro da się wytresować takie stworzenia jak sokoły, będąc wampirem, na pewno dałoby się wytresować nawet dinozaura.
Klakier nieznacznie uniosła brwi, zaraz zanosząc się śmiechem.
-Ale Moriarty nie był jego arcynemezis - wymruczała z głupawym uśmiechem - Znaczy był, ale gdyby spojrzeć na to inaczej. Oboje byli wyjątkowi, oboje odstawali... byli dla siebie wyzwaniem, czymś co napędzało tę karuzelę śmiechu. Czy życie nie byłoby nudne, gdyby nigdy się nie spotkali? - zachichotała cicho.
- Myślę, że tam głęboko głęboko w bebechach, to pałali do siebie sympatią - zerknęła w kierunku Mitchella.
- Głupotki gadam, co? -mruknęła z rozbawieniem, zaraz mierzwiąc swoje włosy.
-Hmm! Mój bardziej zdolny brat, któremu nie chcę się działać w terenie - wymruczała, wpadając w krótką zadumę, by zaraz się roześmiać - Też pasuje! Szczególnie, że z naszym poczuciem humoru i wrodzoną cudownością, ludzie raczej nie będą za nami przepadać - delikatnie pokręciła głową
- przynajmniej Ci pokroju Mamoru Hikoru
Podobnie jak towarzysz, przesunęła wzrok w kierunku okna, obserwując wirujące płatki śniegu. Miała już dość zimy. Tęskniła za latem, za ciepłymi promieniami słońca - chociaż po dłuższym namyślę, stwierdziła, że zima nie jest wcale taka zła. Albowiem przypomniała sobie, że jej skóra jest strasznie wrażliwa na słońce.
-Um? - zerknęła na towarzysza, niejako wytrącona z myśli - Opuszczone? - powtórzyła, wpadając w zadumę. Wprawdzie miasto wyglądało na opustoszałe, aczkolwiek wcale takie nie było.
-Pewnie, że spotkałam, Mamoru plecie głupoty - wymruczała, milknąc na chwilę - Wystarczy, że pójdziesz do tawerny, by się o tym przekonać - ponownie przeniosła wzrok w kierunku okna
- Spotkałam chyba zbyt wielu ludzi, aby stwierdzić, że to bezludne miejsce. No i funkcjonuje tu tawerna i herbaciarnia, co raczej się nie zdarza w wymarłych miejscach
 
 
   Podziel się na:     
Lowery Mitchell


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Luźna, bawełniana koszula jasnego koloru z długim, lekko poszerzanym rękawem; szara filcowa kamizelka i luźne spodnie. Na szyi chusta koloru grafitowego, pełniąca w chwili obecnej rolę szalika chroniącego przed wiatrem // Szkicownik, zegarek kieszonkowy, balisong (nóż motylkowy), ręcznie wykonany drewniany breloczek w kształcie welociraptora
Dołączył: 20 Gru 2017
Posty: 19
Wysłany: 2018-02-14, 22:46   
   Fundusze: 1978 C.
   Multikonta: Richard Hawker | Vincent Ross


-Aż tak źle o nim myślisz? Może miał parę asów w rękawie, chociaż zgodzę się, na pierwszy rzut oka wygląda na antyspołecznego gbura. Do tego ten czarny płaszcz i katana, brakuje tylko "damaged" na czole. - uśmiechnął się, wypuszczając powietrze nosem. Ale to było śmieszne, Lowery. Najlepszy żart, na jaki kiedykolwiek wpadłeś. -Chociaż może tylko takiego gra. Wiesz, "jestem niebezpieczny i groźny, nie wchodź mi w drogę", ale w rzeczywistości jest przytulaśny jak szczeniak. Taki w czarnym płaszczu.
Uśmiechnął się szerzej, obserwując poczynania Klakiera. Czasami zapominał, że rozmawia z dzieckiem i takie właśnie sytuacje mu o tym przypominały. Nie było to jednak niczym złym, nie był wielkim fanem mniejszych dorosłych, ale to dodawało Harriet charakteru. Było coś inspirującego w tej dziecięcej naiwności i kolorowym postrzeganiu świata. On sam często zdawał się być niedojrzały emocjonalnie, nie brał wielu sytuacji na poważnie i momentami wręcz prosił się o porządną lekcję, ale często były to tylko pozory. Oczywiście, nie był kompletnym przeciwieństwem, gościem z depresją udającym radość, ale potrafił zachowywać się rozsądnie. Rzadziej, niż niektórym by to odpowiadało, ale jednak. Mimo to lubił podejście dzieci do życia, naprawdę ciężko było zauważać w nim pozytywy, dlatego widok rozbawionej rudowłosej wprawił go w ogromną radość.
-Mogłyby wziąć z ciebie przykład i wyjść z ukrycia. - zaśmiał się, choć wyraźnie zastanowiły go słowa dziewczynki. To nie pierwszy raz, gdy mówiła o sobie jak o kimś specjalnym, bez wywyższania się, a jakby było to czymś... oczywistym. Podejrzenia Lowery'ego znów nabrały obrotów, był coraz bliżej zapytania się, o czym ona mówi, ale ponownie się powstrzymał.
Podążył wzrokiem za sokołem. Szkoda, że nie potrafisz mówić. Może ty wiesz coś więcej. - rzucił w myślach, tak jakby chciał porozumieć się z ptakiem telepatycznie. Wyglądał na takiego, który miałby dużo do powiedzenia, gdyby tylko mógł to zrobić, a nie mógł.
Spojrzał na Harriet, gdy ta mówiła o Erwinie, po czym spojrzał jeszcze raz na ptaka.
No i znowu te tajemnicze słowa. "Nami" czyli kim, ludźmi? Nie, to nie trzymało się kupy. Te tajemnice coraz bardziej podsycały jego ciekawość. Do tego stopnia, że nie mógł się już powstrzymać od zadawania pytań. A parę ich miał.
Temat Sherlocka Holmesa trochę odwrócił jego uwagę od dzikich teorii spiskowych, a na oblicze Mitchella znów wkroczył uśmiech, kiedy wrócił wzrokiem na rudowłosą.
-Jakie to romantyczne. - rzucił udawanie wzruszonym tonem, po czym parsknął śmiechem. -Ja nic nie mówię, to ciekawy koncept. - puścił jej oko.
Na aprobatę pomysłu kiwnął głową, uśmiechając się pod nosem.
-Czemu wcale im się nie dziwię? - mruknął, pozostawiając temat z tym pytaniem wiszącym w powietrzu.
Po chwili ciszy, po jakiej zadał pytanie o miasto, dziewczynka w końcu mu odpowiedziała. Chociaż wcale go to nie zadowoliło, a wręcz wprawiło w jeszcze większe zdziwienie.
-To by znaczyło, że faktycznie jest odludkiem. Ma sens. - prychnął, po czym przekrzywił lekko głowę. -W takim razie dobrze byłoby kiedyś się tam wybrać. Może nie do tawerny, ale na przykład herbaciarni. Tylko może później, niech najpierw przestanie piź-... padać. - spojrzał za okno, krzywiąc się.
Zima w pełni, a on nawet nie miał płaszcza albo kurtki. Tylko ta dziwna kamizelka. Dobrze, że wciąż miał ze sobą chustę, mógł na czas zimy przechrzcić ją na szalik.
_________________
głos
 
 
   Podziel się na:     
Harriet


Karta Postaci


Wiek: 10
Ekwipunek: Nosi torbę przerzuconą na ukos, w której znajduje się: poręczna apteczka, pluszowy króliczek, kilka tubek z czekoladą, gruby sweterek, cienka pelerynka przeciwsłoneczna, okulary - lenonki, butelka wody, szczoteczka do zębów, podusiokocyś, scyzoryk, zapalniczka, szczotka do włosów, linka. Do paska ze spodni przyczepiony jest pokrowiec, w którym mieści się nóż myśliwski. Przez ramiona przełożone są skórzane paski na których - niczym plecak - uwieszony jest, wypełniony strzałami, kołczan.
Dołączył: 28 Mar 2017
Posty: 80
Wysłany: 2018-02-18, 15:27   
   Stopień: 0[I]
   Fundusze: 100 C.
   Multikonta: Charlotta, Emrys Love, Vivian


-Może... - szmaragdowe tęczówki zatrzymały się na jednym ze zniszczonych mebli. Z ust Harriet wydobył się cichy śmiech, a Ona sama delikatnie pokręciła głową.
-Skoro gra niebezpiecznego i groźnego, to jeszcze powinien się trochę nauczyć... - stwierdziła, powoli przenosząc wzrok w kierunku Mitchella.
-Widziałam tu ludzi, którzy już na pierwszy rzut oka wywoływali uczucie niepokoju… - stwierdziła nieco ciszej.
- Ale grunt to nie dać się złamać, co? - zagaiła, uśmiechając się szeroko. Słysząc jego dalsze słowa, dziewczynka zaniosła się cichym śmiechem.
-Przykład? ze mnie? Chyba nie jestem najlepszym wzorem do naśladowania - stwierdziła z rozbawieniem, zalewając spojrzeniem swojego pierzastego towarzysza.
-Co nie, Erwin? - zagaiła, delikatnie szturchając sokoła palcem wskazującym.Sokół zdawał się napuszyć, niezbyt zadowolony z faktu, iż dziewczynka go zaczepia. Wsunął dziób pod jedno ze swoich skrzydeł, ignorując jej zaczepki.
Z jej ust wyrwał się cichy śmiech, gdy temat obił się o Sherlocka. Stwierdzenie Mitchella wywołało na jej twarzy głupawy uśmiech.
-Prawda? Jestem prawie pewna, że to coś więcej niż koncept - zaśmiała się cicho, powoli wstając z kanapy. Nieśpiesznie zbliżyła się do okna, aby nieco dokładniej przyjrzeć się krajobrazowi.
-Tak, napijemy się czegoś ciepłego... - skinęła głową na propozycje wyprawy do herbaciarni. Śnieg wciąż padał i nic nie wskazywało na to by miał przestać - a to nie wróżyło dobrze. Jeśli nie przestanie padać, Erwin nie będzie mógł polować, a to grozi głodówką.
W dodatku... - zerknęła na Mitchella, zaraz cicho wzdychając.
-Nie zapowiada się na przejaśnienia... - stwierdziła z przekąsem, powoli odchodząc od okna.
-Może jednak rozsądniej by było iść teraz… -podjęła, wracając na kanapę - Jeśli pogoda się pogorszy będziemy tu uwięzieni bez picia i jedzenia na nawet straszliwie długi czas- stwierdziła, zadzierając szmaragdowe tęczówki na towarzysza.
 
 
   Podziel się na:     
Lowery Mitchell


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Luźna, bawełniana koszula jasnego koloru z długim, lekko poszerzanym rękawem; szara filcowa kamizelka i luźne spodnie. Na szyi chusta koloru grafitowego, pełniąca w chwili obecnej rolę szalika chroniącego przed wiatrem // Szkicownik, zegarek kieszonkowy, balisong (nóż motylkowy), ręcznie wykonany drewniany breloczek w kształcie welociraptora
Dołączył: 20 Gru 2017
Posty: 19
Wysłany: 2018-02-27, 22:46   
   Fundusze: 1978 C.
   Multikonta: Richard Hawker | Vincent Ross


Siedząc tak na kanapie i nie mając co zrobić z rękami, sięgnął do kieszeni i wyciągnął znowu drewnianego raptora, po czym zaczął obracać go w palcach. Słuchał jednocześnie rudowłosej, choć w tym momencie na nią nie patrzył.
-No wiesz, moglibyśmy go nauczyć tego i owego, problem w tym, że go do siebie zniechęciliśmy i uciekł z jakąś pierwszą lepszą. - zaśmiał się, trzymając drewnianą figurkę w palcach przed sobą. Zmrużył jedno oko i wyciągnął raptora przed siebie, przekrzywiając lekko głowę, tak, jakby ustawiał w głowie kadr do zdjęcia. Chwilę później zbliżył go do siebie i ponownie zaczął miętolić go w palcach. Podniósł wzrok na Harriet, gdy ta wstała z kanapy. -Czemu nie? Jesteś bystrzejsza i bardziej rozmowna, mogłabyś dać mu parę rad na temat nie bycia... no tym, kim jest. Może nawet by ci za to podziękował. - prychnął, wracając spojrzeniem do figurki.
Przez moment trwała pomiędzy nimi cisza, przerywana jedynie przez powiewy wiatru zza okna i skrzypienie podłogi pod stopami Harriet. Okazjonalnie słychać było chrobotanie drewna, co Lowery zaraz zwalił na myszy. W końcu na pewno nie oni jedyni uznali to miejsce za przyzwoitą kryjówkę. Mitchell nie miał nic przeciwko takim sąsiadom, mógł bez problemu koegzystować z myszami. Głównie dlatego, że nie były pająkami.
Zniżył się i rozłożył wygodniej na kanapie, opatulając twarz chustą przewieszoną przez szyję. Może i głupio robił rozluźniając się w taki sposób, w końcu nie był sam i dla niejednego byłoby to niekulturalne zachowanie, ale prawdę mówiąc nigdy nie przejmował się przesadnie takimi rzeczami. Poza tym, mieszkanie było opuszczone, teoretycznie nie był u nikogo w gościnie i mógł zachowywać się jak u siebie, prawda? A że nikt tu nie mieszkał, mógł przejąć je jako swoje, wtedy oficjalnie byłby na swoim. Po co przejmować się dobrym wychowaniem, skoro i tak nikomu to nie robi różnicy? No fakt, była tu Harriet, ale gdyby jej to przeszkadzało, na pewno dałaby mu znać. Zdecydowanie była typem osoby, która powie ci w twarz, że jesteś dupkiem i w ogóle może już sobie stąd idź bo nie mogę na ciebie patrzeć, a jak zamierzasz wrócić to tylko z bukietem róż i czekoladkami.
-A co, twierdzisz, że byłbym niesmaczny? - zaśmiał się ironicznie, podnosząc wzrok na dziewczynkę, gdy ta wróciła na kanapę. Chwilę później wbił wzrok w figurkę, jak dziecko, które ciężko oderwać od kolorowanki. -Pewnie masz rację, chociaż szczerze mówiąc nie mam ochoty iść w takiej zamieci. Daleko ta herbaciarnia? - spytał, po czym schował drewnianego raptora z powrotem do kieszeni i spojrzał na Harriet.
_________________
głos
 
 
   Podziel się na:     
Mistrz Gry


Dołączył: 19 Lut 2015
Posty: 569
Wysłany: 2018-03-17, 22:56   

  Harriet, która już wcześniej zaczynała kichać, teraz wykazywała coraz więcej objawów przeziębienia. Ból w gardle zaczął się zaostrzać, zwłaszcza wtedy, gdy mówiła i próbowała przełykać.
 
   Podziel się na:     
Harriet


Karta Postaci


Wiek: 10
Ekwipunek: Nosi torbę przerzuconą na ukos, w której znajduje się: poręczna apteczka, pluszowy króliczek, kilka tubek z czekoladą, gruby sweterek, cienka pelerynka przeciwsłoneczna, okulary - lenonki, butelka wody, szczoteczka do zębów, podusiokocyś, scyzoryk, zapalniczka, szczotka do włosów, linka. Do paska ze spodni przyczepiony jest pokrowiec, w którym mieści się nóż myśliwski. Przez ramiona przełożone są skórzane paski na których - niczym plecak - uwieszony jest, wypełniony strzałami, kołczan.
Dołączył: 28 Mar 2017
Posty: 80
Wysłany: 2018-03-20, 12:08   
   Stopień: 0[I]
   Fundusze: 100 C.
   Multikonta: Charlotta, Emrys Love, Vivian


Klakier delikatnie zakołysała się na kanapie, zaraz uniosła lewą dłoń, którą przyłożyła do gardła.
Mér finnst sársauki - jęknęły bezgłośnie myśli.
Szmaragdowe tęczówki zaraz odszukały albinosa, dłuższą chwilę mu się przypatrując.
Zasłuchana w jego słowach, zdawała się częściowo odpłynąć.
-Um.. - delikatnie skinęła głową, czując nasilający się ból gardła. Zaraz uniosła dłoń na swoje czoło, a jednak na wiele to się nie zdało, gdyż rękawica do sokolnictwa skutecznie uniemożliwiła jej ocenę swego stanu zdrowia. Dlatego też zaraz uniosła prawą dłoń, chcąc sprawdzić czy skoczyła jej gorączka.
Z ciężkim westchnieniem stwierdziła, że nie może dać wiary takiej ocenie - czoło było gorące, dla niej... ale ręce zawsze były chłodniejsze, także ów zabieg nie rozwiał jej pytań.
Słysząc swego rodzaju komplement, na jej usta wpłynął głupawy uśmiech, delikatnie skinęła głową
-To miłe... - szepnęła, zaraz krzywiąc się z powodu nieprzyjemnego pieczenia
- Ale ja mu nie pomogę... - jej głos zdawał się nieznacznie zachrypnąć, jednocześnie cichnąc - On sam musi zrozumieć i chcieć zmiany, oraz sam musi wybrać tego, który posłuży mu za wzór - stwierdziła, zaraz zanosząc się kaszlem.
-Póki tego nie zrozumie, nikt nie będzie w stanie mu pomóc... - mruknęła cicho, niemniej jednak nie z powodu powagi sytuacji, a bólu. Mówienie stawało się coraz bardziej kłopotliwe.
-Ja odnalazłam swój wzór w Hatterze, wciąż się uczę... ale cokolwiek bym nie robiła, chcę być taka jak On- szmaragdowe tęczówki zawisły na starym, zniszczonym żyrandolu.
Cisza, jaka zapadła między nimi, dała upust myślom, które z pewnością były bardziej wygodne, od skupiania się nad tym co i jak bardzo ją boli.
Nie podobało jej się to, że choroba rzuciła jej się na gardło - komu jak komu, ale to właśnie przez dźwięk komunikowała się z Erwinem. Jeżeli straci głos, nie będzie miała jak nim kierować. Jak gdyby warunki pogodowe nie były dostatecznym utrudnieniem w polowaniu.
Słysząc uwagę Mitchella na temat jego "smaczności", Harriet bez wątpienia spochmurniała, jak gdyby ów żart był nadzwyczaj nie na miejscu. Bała się... wiedziała, że nie panuje nad swoim głodem. Nie chciała by Mitchell skończył jak mężczyzna przy tawernie. Myśl o tym, że mogłaby zrobić mu krzywdę, była nie do zniesienia i mimo, że dotychczas spychała ją gdzieś na boczny plan, jego słowa sprawiły, że te wróciły.
Dziewczynka poderwała się na równe nogi, unosząc zgiętą w łokciu rękę. Z jej ust wydobył się cichy gwizd, który wyrwał Erwina ze snu. Sokół rozłożył skrzydła, zaraz wskakując na jej lewą rękę.
-To niezbyt daleko - Szmaragdowe tęczówki odnalazły spojrzenie Mitchella, uparcie się w nie wpatrując
- Chodźmy - wymruczała, a jednak nie brzmiało to jak rozkaz, a prośba.
 
 
   Podziel się na:     
Lowery Mitchell


Karta Postaci


Wiek: 22
Ekwipunek: Luźna, bawełniana koszula jasnego koloru z długim, lekko poszerzanym rękawem; szara filcowa kamizelka i luźne spodnie. Na szyi chusta koloru grafitowego, pełniąca w chwili obecnej rolę szalika chroniącego przed wiatrem // Szkicownik, zegarek kieszonkowy, balisong (nóż motylkowy), ręcznie wykonany drewniany breloczek w kształcie welociraptora
Dołączył: 20 Gru 2017
Posty: 19
Wysłany: 2018-04-02, 15:09   
   Fundusze: 1978 C.
   Multikonta: Richard Hawker | Vincent Ross


Spojrzał za okno, słuchając słów Harriet. Pewnie miała rację co do Mamoru, chociaż całe to szukanie wzoru do naśladowania jakoś do niego nie pasowało. Wyglądał jak smutny pan w płaszczu, mówił jak smutny pan w płaszczu, musiał więc nim być.
Skończył w myślach temat Mamoru i zerknął znów na dziewczynkę.
-Zawsze to jakiś cel w życiu. Ja tam za dziecka chciałem być jak Jack Horner, teraz to w sumie sam nie wiem. - mruknął zamyślony, z czego wyrwał go kaszel Harriet. -Nie będę pytał czy dobrze się czujesz, bo to oczywiste. - uśmiechnął się lekko, po czym zastanowił się przez chwilę.
Pogoda na zewnątrz była tragiczna, on miał przy sobie tylko szalik. Wychodzenie na zewnątrz w taką pogodę było fatalnym pomysłem, szczerze mówiąc wolałby zostać tutaj. Harriet też nie była zbyt ciepło ubrana, w dodatku złapało ją przeziębienie. Właściwie była w gorszej sytuacji niż on, znacznie gorszej. Ale skoro już postanowili tam pójść, głupio byłoby nagle zmienić zdanie.
Bez słowa ściągnął z szyi szalik i podał go dziewczynce.
-Masz, załóż go. Nigdy się z nim nie rozstaję, ale tobie jest teraz bardziej potrzebny. - uśmiechnął się, po czym wstał z kanapy.
Nie dostrzegł, że Harriet spochmurniała, był za bardzo zajęty obserwowaniem tego, co dzieje się za oknem. Chciałby mieć teraz przy sobie koc, grzejnik i ciepłe kakao, a tymczasem za chwilę będzie musiał wyjść na zewnątrz, nie mając nawet kurtki. Zastanawiało go, czy nie trafił przypadkiem na Syberię, może zjedzą go wilki albo niedźwiedzie i nikt nawet nie zauważy, byłoby całkiem zabawnie. Nie dla niego, rzecz jasna.
-Skoro nie mamy innego wyjścia. - rzucił, wpatrując się w okno.
Westchnął ciężko i skierował się w stronę drzwi od mieszkania, otworzył je i zatrzymał się, chcąc przepuścić Harriet. Nie z tchórzostwa, a zwykłej kultury. Chociaż w głębi serduszka miał nadzieję, że przy kontakcie z zimnem dziewczynka zmieni zdanie i będą mogli wrócić do środka.
Tak się jednak nie stało, co spotkało się z wyraźnym niezadowoleniem ze strony Mitchella. Ruszył za dziewczynką, starając się nie przejmując zimnem, co wychodziło mu tragicznie. Zaczął żałować, że się na to zgodził.

//z.t.//
_________________
głos
 
 
   Podziel się na:     
Harriet


Karta Postaci


Wiek: 10
Ekwipunek: Nosi torbę przerzuconą na ukos, w której znajduje się: poręczna apteczka, pluszowy króliczek, kilka tubek z czekoladą, gruby sweterek, cienka pelerynka przeciwsłoneczna, okulary - lenonki, butelka wody, szczoteczka do zębów, podusiokocyś, scyzoryk, zapalniczka, szczotka do włosów, linka. Do paska ze spodni przyczepiony jest pokrowiec, w którym mieści się nóż myśliwski. Przez ramiona przełożone są skórzane paski na których - niczym plecak - uwieszony jest, wypełniony strzałami, kołczan.
Dołączył: 28 Mar 2017
Posty: 80
Wysłany: 2018-04-04, 10:41   
   Stopień: 0[I]
   Fundusze: 100 C.
   Multikonta: Charlotta, Emrys Love, Vivian


Objawy, które zwiastowały nadejście choroby, nie były przyjemne. A jednak zdawały się być najmniejszym problemem w zaistniałej sytuacji.
Klakier westchnęła cicho, szczerze obawiając się o swojego towarzysza. Fakt, że Lowery nie naciskał i zgodził się udać do herbaciarni, był tak zwanym "kamieniem z serca" - a jednak nie rozwiązywało to problemów.
Wraz z przyjściem głodu, przyjdzie zagrożenie - zdawała sobie sprawę z tego, że nie panuje nad swoim instynktem. Myśl, że mogła mu zrobić krzywdę, zdawała się o wiele bardziej przerażająca od śnieżycy, jaka panowała na zewnątrz.
Szmaragdowe tęczówki uniosły się w kierunku mężczyzny, gdy ten podał jej szal.
Klakier uśmiechnęła się smutno, a jednak w ów uśmiechu kryło się również rozczulenie.
Uroczę.. - dłuższą chwilę przyglądała się szalikowi, który przyszło jej dzierżyć w dłoniach.
Chciała mu go zwrócić, a jednak nie bardzo wiedziała co miałaby powiedzieć. W końcu tekst typu “W przeciwieństwie do Ciebie, ja na zapalenie płuc nie umrę” nie brzmiał dobrze.
Właściwie w tej sytuacji nic nie brzmiało dobrze. Opatuliła się szalem, stwierdzając, że jest niesamowicie przyjemny w dotyku.
Troska.. Kiedy ostatnio ją odczuła? - I co ważniejsze.. Czy z nadejściem prawdy, ta po prostu nie zniknie?
Powoli otworzyła drzwi, wychodząc na zewnątrz.
-Zaufaj mi, musimy iść.. - wymruczała cicho.
Uniosła dłoń, aby pochwycić rękę Mitchella - głupio byłoby przypadkiem zgubić się w tej śnieżycy. Właściwie byłoby to najgłupsze zakończenie tej historii.
Śnieg skutecznie ograniczał widzenie. Kilkakrotnie Harriet zdawała się zagubić, nie będąc przekonaną czy aby na pewno idą w dobrym kierunku. Mimo to nie zwalniała, mając nadzieje, że kierowanie się w odpowiednią stronę w końcu zaprowadzi ich do celu.
Przez chwilę miała wrażenie, że znowu jest w Londynie.
Przedzierając się przez zatłoczoną ulicę, silnie trzymała rękę Hattera, aby nie zgubić się w tym całym bałaganie.
Wspomnienie tak błahe, zdawało się teraz być niezmiernie ważne, zalewając serce rudowłosej przyjemnym ciepłem.
z.t
 
 
   Podziel się na:     
Edward Hirczanowski


Karta Postaci


Wiek: 28
Ekwipunek: Na sobie, czarne bawełniane spodnie, czarna jedwabna koszula, czarny żupan, czarne skórzane buty z cholewą sięgające do połowy łydek, wiązane na rzemień. Natomiast przy sobie w torbie prywatnej te same ciuchy co ma na sobie w kilku parach i bieliznę oraz suchy prowiant na 7 dni Różaniec z Medjugorie. W torbie roboczej dwa pistolety jeden skałkowy, drugi kołowy, jak i zapas 20 kul wraz z prochem, Komplet 10 srebrnych noży do rzucania, 5 drewnianych kołków
Stan: Sprawny, zdrowy, gotowy. Jeno z bardzo zdziwiony i lekko zdezorientowany.
Energia: 100%
Dołączył: 04 Mar 2017
Posty: 8
Wysłany: 2018-04-24, 12:11   
   Zwierzęta: Brak
   Multikonta: Obecnie brak


I tak w końcu znalazł się, no dokładniej to sam nie był pewien, gdzie jest. W jednej chwili znajdował się w motelu w Filadelfii, a teraz nagle znajdował się w nieznanym mieście, mieści żywcem wzięte z czasów oddalonych o przynajmniej 300-400 lat, jego ubranie też zmieniło się, co prawda owy ubiór był ładny i schludny mający przy okazji też odpowiedniego "Ducha Czasu" jak i wszelkie nowocześniejsze sprzęty, jakie miał też przepadły, nawet jego broń w jakiś magiczny sposób stała się jak z epoki, jedynie kołki i noże do rzucania są takie same, jakie były.
Ed, jedynie co to rozglądał się po owym placu, zdziwiony i zdezorientowany jak diabli, jedynie delikatnie podmuchy chłodnego wiatru pozwalały mu zebrać myśli, przez co jego głowę zaczęły powoli nawiedzać jedynie kilka, ale jak że istotnych pytań.
Jak się on tu znalazł? Co to za miasto? Kim była ta kobieta z motelu? Czy to ona go tu sprowadziła? I najważniejsze, dlaczego i po co ona go tu sprowadziła? Czy po prostu był to jakich "chochlik" który postanowił się z nim zabawić w dość dziwny sposób? Czy może ta kobieta była czymś więcej niż tylko "chochlikiem" i ma to jakieś większe znaczenie, niż by wartownik mógłby przypuszczać?
Wpierw musi się dowiedzieć, jak nazywa się to miasto i co to w ogóle za miejsce, w którym się wartownik obecnie znajdował. W ty momencie Ed, zaczął powoli wędrować dookoła tej wyschniętej, ale w jego ocenie bardzo ładnej i gustownej fontanny, szukając jakiegokolwiek punktu zaczepienia, od którego by mógł zacząć poszukiwać odpowiedzi na dręczące go pytania.
_________________
Vitrumski
Angielski
Polski
Niemiecki
Hiszpański
Japoński
 
   Podziel się na:     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




czo.pl - załóż darmowe forum już dziś!



Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci

  
ROZUMIEM


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Templates BlueDarkBG v.1.0 created by Gnacio helped by Avanast |

FORA PARTNERSKIE
Kroniki Fallathanu TGF - Prawdziwy mmoRPG w przeglądarce ShinjuRegashi Dragon Ball New Generation Reborn Rainbow RPG Artemida - Warrior Cats PBF BlackButler HogwartDream
Eclipse
SnM aegyo Vampire Kingdom Fairy Tail Path Magician