Sekret Miasta Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Anastazja Leneaure
2017-05-16, 12:02
Pałac mgielny
Autor Wiadomość
Kaspar Walker


Karta Postaci


Wiek: 21
Ekwipunek: Lekkie, wiązane buty; luźne, bawełniane ubranie w kolorze spłowiałej czerni, koszula z metalowymi guzikami; skórzany pasek [kompas, składany nożyk, bidon na wodę]; znoszona, ciemnoczerwona peleryna z kapturem i rękawami, zwinięta i przypięta gdzieś do plecaka; skórzana kamizelka [zestaw 10 wytrychów, notes oprawiony w czarną skórę, krucze pióro, srebrny dziesiątek różańca]; zniszczony tubus [mapa miasta, mapa okolic]; czarny plecak ze skóry i materiału [zielnik, apteczka, atrament, ołówek, krzesiwo, hak, 10m linki]; zdobiony sztylet [30cm gł]
Stan: Bardzo dobry. Zarówno on sam, jak i jego rzeczy mają się doskonale. || Trzy szramy w okolicy linii szczęki po lewej stronie. Brak skrzydeł.
Energia: lOO
Dołączył: 25 Cze 2017
Posty: 90
Wysłany: 2017-12-31, 17:10   
   Stopień: l {V [l4.O7]}
   Fundusze: 2Ol
   Multikonta: Drozd | Kasandra Valley | Cyrus Vaymore


  Uważnie wodził wzrokiem za ręką dziewczyny, by raz po raz zanurzyć go w słowach wypisanych na kartkach. Z każdą chwilą bezładna rozsypanka nabierała coraz więcej sensu. Pobieżnie przemknął wzrokiem po znanych sobie fragmentach. Santa. To imię dopiero po chwili rzuciło mu się w oczy. Ta sama Santa, która przekazała im pergaminy? Dlaczego miałaby osobiście do nich przychodzić? I... Kiedy to się wydarzyło, skoro wszyscy uczestnicy wciąż żyją?
  Podniósł wzrok na Olivię i skinął głową. Podniósł się z klęczek i pobiegł do mniejszego pomieszczenia, gdzie to na stoliku zostawił plecak. Zajrzał do środka, rzucając przelotne spojrzenie apteczce obok, nieważne. Złapał ołówek, po czym szarpnął za pierwszą lepszą szufladę. Księga, zbyt wiele tam nie napiszą. Przejrzał parę kolejnych, aż natrafił na poskładany pergamin. Przedstawiał jakiś rysunek, ale druga strona była pusta. Zabrawszy rzeczy, wrócił do białowłosej i położył je na blacie.
  Kucnął ponownie i obrócił w swoją stronę pierwszy z krótkich fragmentów. Pierwsze, co zrobił, to policzył słowa występujące przed "Vitrum". Było ich tyle samo, więc po chwili wahania zapisał analogicznie z tłumaczeniem.
  Podniósł wzrok na drzwi, kiedy Alice odezwała się z korytarza. Zawołałby ją, gdyby... Zerknął na Olivię, po czym wrócił do badania zdania. Zostawił nieco miejsca przy słowie "reinti", gdyż ewidentnie było ono urwane. Po chwili namysłu zakreślił kółkiem "miania" i "syhamiaim". Wszystko wskazywało na to, że nie zostały w żaden sposób odmienione.
_________________
Oo… Ooo… Ooo… Ooo…
Surrexit Christus, alleluja!
***
Oo… Ooo… Ooo… Ooo…
Cantate Domino, alleluja!
 
   Podziel się na:     
Olivia Vasilyev


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: Skórzana torba z podstawowym wyposażeniem medycznym - bandaże, trochę ziół, nici i igła. Do tego nóż, dwa bełty do kuszy i manierka. Za pasem skalpel, który na chwilę obecną służy jej za broń.
Stan: Dwie zaszyte rany na lewym ramieniu - wyżej rana po postrzale z kuszy, niżej z pistoletu. Odkażona rana na plecach, na wysokości lewej łopatki, zakryta mocno prowizorycznym opatrunkiem.
Energia: 85%
Dołączył: 03 Sie 2017
Posty: 91
Wysłany: 2018-01-03, 23:08   
   Stopień: 0 [||||]
   Fundusze: 897 C.
   Multikonta: Charlie


  Po chwili obserwowania Kaspara, poddała się. Może i była głupia, ale pogubiła się całkowicie. On był naprawdę dobry w te klocki. Szybko to rozwiązywał. Usiadła na brzegu stołu, wpatrując się w zapisane przez mężczyznę słowa, a kiedy zakreślił dwa, skinęła nieco głową.
  - Te są podstawowe. Może poszukać ich w tekście w jakiejś odmianie? Albo... może poszukać innych słów z wielkiej litery? Nie wiem, typu Santa albo innych nazw własnych? I wtedy zrobisz z nimi tą samą magię co z Vitrum i będziemy mieli kawał słownika? - Uśmiechnęła się uroczo. Cóż, skoro jej nie idzie, to może go przynajmniej dopingować.
  Przekładała kartki, starając się z nich coś zrozumieć albo chociaż spróbować stworzyć jakiś algorytm postępowania. Jak Kaspar. Już wydawało jej się, że wpadła na jakiś pomysł, kiedy usłyszała głos z kuchni. No tak! Alice. Uderzyła się dłonią w czoło, zła na siebie. No pięknie, jak mogła zapomnieć o dziewczynie?
  - Myślę, że można to mięso zestawić z ognia. I tak wszyscy się rozpełzli gdzieś - mruknęła, wstając i kierując się do kuchni. Wyjrzała zza futryny, spoglądając wesoło na dziewczynę.
  - Chodź do nas. Mamy dość ciekawą zagadkę w salonie. Kaspar próbuje stworzyć nam słownik.
 
 
   Podziel się na:     
Alice Reve


Karta Postaci


Wiek: 19
Ekwipunek: torba zakładana przez ramię, flet poprzeczny
Stan: fizyczny dobry poza poparzeniem po herbacie na prawej ręce, psychiczny nieco zagubiona
Energia: 95%
Dołączył: 06 Wrz 2017
Posty: 41
Wysłany: 2018-01-03, 23:28   
   Stopień: 0 [I]
   Fundusze: 479 C.
   Multikonta: Lenka Bell, Aithne


Nie trzeba było jej dwa razy powtarzać. Gotowanie było nudne. Wróciła do kuchni, wyłączyła (zagasiła? no, cośtam z nią zrobiła) kuchenkę i udała się do łamiących sobie głowy na słówkach towarzyszy.
Rzuciła okiem na tekst.
- Właściwie co to za język? - spytała, licząc na to że tamci coś wiedzą.
Po chwili wpatrywania się zaczęła wskazywać palcem jakieś słowo w odmianie. Hintain, Hint, Hintes, Hintains, Hintas, Hintarias, Hintainis, Hintariae itd.
- Co prawda nie wiem, co to za słowa, aczkolwiek wszystkie zaczynają się na "Hin". Może to coś da, jakaś odmiana czy inne badziewie. - powiedziała całkiem ochoczo. - Dziwne by było, gdyby był to przypadek.
Wzięła po jednej z obu kartek, by nie utrudniać pracy Kasparowi, a zarazem mieć do niej swobodny dostęp. Jak gdyby nigdy nic usiadła na podłodze szukając w kartkach kolejnych powiązań, czy jakiegokolwiek tropu.
- Krinjas Khoelms to chyba korona Kholem, cokolwiek to jest. - dodała po dłuższym zaczytaniu.
_________________
Somebody told me to light up every room
Make them remember you
But nobody here knows what I'm going through
No they never do
 
   Podziel się na:     
Kaspar Walker


Karta Postaci


Wiek: 21
Ekwipunek: Lekkie, wiązane buty; luźne, bawełniane ubranie w kolorze spłowiałej czerni, koszula z metalowymi guzikami; skórzany pasek [kompas, składany nożyk, bidon na wodę]; znoszona, ciemnoczerwona peleryna z kapturem i rękawami, zwinięta i przypięta gdzieś do plecaka; skórzana kamizelka [zestaw 10 wytrychów, notes oprawiony w czarną skórę, krucze pióro, srebrny dziesiątek różańca]; zniszczony tubus [mapa miasta, mapa okolic]; czarny plecak ze skóry i materiału [zielnik, apteczka, atrament, ołówek, krzesiwo, hak, 10m linki]; zdobiony sztylet [30cm gł]
Stan: Bardzo dobry. Zarówno on sam, jak i jego rzeczy mają się doskonale. || Trzy szramy w okolicy linii szczęki po lewej stronie. Brak skrzydeł.
Energia: lOO
Dołączył: 25 Cze 2017
Posty: 90
Wysłany: 2018-01-06, 14:23   
   Stopień: l {V [l4.O7]}
   Fundusze: 2Ol
   Multikonta: Drozd | Kasandra Valley | Cyrus Vaymore


  Przez chwilę jeszcze przypatrywał się rozłożonemu zdaniu, zastanawiając się, czy na pewno słusznie przybrali tak banalny sposób przekładu. Usłyszawszy o szukaniu odmian zaznaczonych słów, zaraz podniósł na dziewczynę wzrok i wskazał ją palcem w geście mniej więcej rozumianym jako “o, dobra myśl”. Oparł się o blat i zerknął znowu na kartki, by zaraz pokiwać głową. Nazwy własne zwykle były takie same lub bardzo podobne, więc będą dobrym punktem zaczepienia.
  Kiedy pobiegła po Alice, on zajął się dopisywaniem określeń przy przetłumaczonych słowach. Czasownik, przymiotnik, przyimek, przeszły, nijaki… Nesinume conduco plumba… Olivia wróciła z Alice, na co anioł tylko zerknął kątem oka, zaczytany w jednym dłuższym fragmencie. Wydawał się skarbnicą wiedzy nie tylko o słownictwie, ale i składni. Do tej drugiej wciąż miał wątpliwości, aż z ust błękitnowłosej padło pytanie, które kazało mu się mocno zastanowić. Nie wiedzieli, z czego tłumaczą, to było jasne, ale… Na co tłumaczą? Odchylił się nieco od kartki i spojrzał na nią uważnie. Już wcześniej rzuciło mu się to w oczy, ale jakoś w gąszczu wydarzeń zupełnie zapomniał. Wziął kartkę na kolano, by naskrobać coś na niej szybko, po czym pokazał Olivii. Dwie strzałki. Jedna wskazywała słowo z tłumaczonego przez nich tekstu i była podpisana “tego języka nie znamy”. Przy drugiej, skierowanej na zrozumiałe tłumaczenie słowa zapisał pytanie. “Jak się nazywa ten?”
  Taka była prawda. Mówili między sobą, a właściwie nie mieli prawa. Przynajmniej Kaspar nie miał zielonego pojęcia, skąd zna ów mowę. Zostawił kartkę w spokoju, nachylając się nad stołem i śledząc ruch palca Alice. Miała rację, słowa były podobne. Zabrał się za spisywanie ich w kolumnie, a kiedy skończył, poszukał fragmentu pośród tłumaczeń. W międzyczasie zanotował też uwagę o koronie, choć będzie musiał sprawdzić pisownię.


________________
Nesinume conduco plumba… - Przydałyby się kredki…
_________________
Oo… Ooo… Ooo… Ooo…
Surrexit Christus, alleluja!
***
Oo… Ooo… Ooo… Ooo…
Cantate Domino, alleluja!
 
   Podziel się na:     
Olivia Vasilyev


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: Skórzana torba z podstawowym wyposażeniem medycznym - bandaże, trochę ziół, nici i igła. Do tego nóż, dwa bełty do kuszy i manierka. Za pasem skalpel, który na chwilę obecną służy jej za broń.
Stan: Dwie zaszyte rany na lewym ramieniu - wyżej rana po postrzale z kuszy, niżej z pistoletu. Odkażona rana na plecach, na wysokości lewej łopatki, zakryta mocno prowizorycznym opatrunkiem.
Energia: 85%
Dołączył: 03 Sie 2017
Posty: 91
Wysłany: 2018-01-07, 14:08   
   Stopień: 0 [||||]
   Fundusze: 897 C.
   Multikonta: Charlie


  Przysiadła na brzegu kanapy, wpatrując się w ułożone kartki. Kiedy tylko na moment się oparła, poczuła jak bardzo ciążą jej powieki. Eh. Zmęczenie w końcu dawało się we znaki. Nie mogła za bardzo sobie nawet przypomnieć, kiedy ostatni raz spała.
  Ocknęła się nieco, kiedy Kaspar skierował w jej stronę kartkę z dopiskiem. Huh. Już wcześniej się zastanawiała nad tym pytaniem - co to właściwie za język?
  - Na pewno nie mówimy w Rosyjskim, w łacinie, raczej nie w angielskim. - Wzruszyła ramionami lekko, przeczesując palcami włosy. Rozważała czy nie podzielić się z nimi swoją nieco szaloną teorią. - To dziwne miejsce i mam wrażenie, że to, że posługujemy się nieznanym sobie językiem to mało... Skąd jesteście właściwie?
  Chociaż zadała pytanie, naprawdę była zmęczona. Położyła się na kanapie, podciągając nieco kolana i układając głowę na podłokietniku. Spoglądała pytająco to na Alice, to na Kaspara. Jeśli się nie pospieszą, to ona zaśnie zanim zdążą dojść do czegokolwiek w tej rozmowie..
 
 
   Podziel się na:     
Kasandra Valley


Karta Postaci


Wiek: 21
Ekwipunek: luźne i proste spodnie z cienkiej wełny w kolorze szarym z ciemno czerwonymi znaczeniami, biała bluzka wełniana z długim rękawem ściąganym na mankiecie i łokciu, czarna peleryna filcowa z kapturem, wełniane
Stan: Ma się w miarę dobrze. Opatrzone rany na lewym biodrze i udzie dobrze się goją. Ślad po rozcięciu na prawym ramieniu i parę lekko podłużnych blizn na lewym przedramieniu.
Energia: 100
Dołączył: 18 Maj 2016
Posty: 214
Wysłany: 2018-01-07, 17:50   
   Stopień: 1 {lV [24-12]}
   Fundusze: 2701 C.
   Multikonta: Drozd | Kaspar Walker | Cyrus Vaymore


Kasandra zerknęła czujnie na Chery, lecz w tej czujności nie było tego, czego można by się spodziewać w oczach drapieżnika. Przeciwnie, to było raczej spojrzenie pełne swego rodzaju troski. Ciepła. Tego wszystkiego, czym zwierzę otacza swoje młode, gdy przytula je do siebie, by zasnęły. Z nozdrzy kota dmuchało ciepłe powietrze, delikatnie owiewając szyję i dekolt hybrydy. Po dłuższej chwili przymknęła ślepia. Podwinęła łapki pod siebie i nastroszyła gęste futro. Mruczenie nieznacznie przycichło, kiedy i sama Kasandra powoli zapadała w sen. Jej również było go trzeba. Po tym wszystkim. Drobne wypadki potrafią zmęczyć bardziej niż jedna awantura i właśnie tak teraz czuła się pantera. Zmęczona nie wysiłkiem, a po prostu byciem na nogach.
Zakręciła bardziej ogon, lekko muskając nim Charlottę. Przekręciła łeb nieco na bok. Uśmiechnięty koci pyszczek wtulił się w pościel.
_________________
* * *
a ty
czy ty
zdecydujesz też
że już nie da się stać
na oślep trzeba biec
po tym, co się tu działo każdy chyba wie
pod drzewem dziś to wszystko skończy się
 
   Podziel się na:     
Kaspar Walker


Karta Postaci


Wiek: 21
Ekwipunek: Lekkie, wiązane buty; luźne, bawełniane ubranie w kolorze spłowiałej czerni, koszula z metalowymi guzikami; skórzany pasek [kompas, składany nożyk, bidon na wodę]; znoszona, ciemnoczerwona peleryna z kapturem i rękawami, zwinięta i przypięta gdzieś do plecaka; skórzana kamizelka [zestaw 10 wytrychów, notes oprawiony w czarną skórę, krucze pióro, srebrny dziesiątek różańca]; zniszczony tubus [mapa miasta, mapa okolic]; czarny plecak ze skóry i materiału [zielnik, apteczka, atrament, ołówek, krzesiwo, hak, 10m linki]; zdobiony sztylet [30cm gł]
Stan: Bardzo dobry. Zarówno on sam, jak i jego rzeczy mają się doskonale. || Trzy szramy w okolicy linii szczęki po lewej stronie. Brak skrzydeł.
Energia: lOO
Dołączył: 25 Cze 2017
Posty: 90
Wysłany: 2018-01-10, 22:01   
   Stopień: l {V [l4.O7]}
   Fundusze: 2Ol
   Multikonta: Drozd | Kasandra Valley | Cyrus Vaymore


  Kaspar zastanowił się nad wymienionymi przez nią językami. To na pewno nie był żaden z nich. To nie był rosyjski alfabet, co do dwóch pozostałych anioł nie miał najmniejszych wątpliwości. Co więc to mogło być? Brzmienie było dziwne, nie umiał go z niczym konkretnym skojarzyć, choć parę propozycji przewijało mu się przez głowę.
  Podniósł na nią wzrok, kiedy zapytała o kraj, zaraz też przyłożył ołówek do kartki. Napisał coś szybko i obrócił w stronę Olivii. "Wielka Brytania".
  Zerknął na Alice, po czym odprowadził białowłosą wzrokiem na kanapę. Właściwie to miała nie głupi pomysł. Jeszcze raz rzucił okiem na leżące na stole zapiski. To wymagało dużo pracy, na którą tego dnia chyba wszyscy mieli nieco za mało sił. A przynajmniej panna Vasilyev wyraźnie była zmęczona, a nastrój ten szybko mu się udzielił. Jak długi czas był już na nogach? Ech, szkoda gadać. Może nie byłoby to tak zauważalne, gdyby nie te wszystkie dziwne wydarzenia. Właściwie nie był zmęczony fizycznie, bardziej umysłowo. Jeszcze raz wziął kartkę, gdzie po krótkim namyśle wypisał w widocznym miejscu "wrócimy do tego rano".
  Wstał, lekko skinął Alice głową, po czym skierował się ku schodom na górę. No prawie, tuż przed tym zawinął do gabinetu, gdzie zostawił swój plecak. Nie, nie miał na razie zamiaru zbierać tych rzeczy, zamiast tego wyciągnął papierową paczkę, naznaczoną ciemniejszymi plamkami. Zostawił ciasto w kuchni i zabrał się z parteru. Zatrzymał się na półpiętrze, tak jakoś... jakby nogi na moment odmówiły mu posłuszeństwa. Westchnął cicho i powoli poszedł dalej, ukradkiem zerkając na przymknięte drzwi. Przez chwilę chciał tam zajrzeć, ale coś go odwiodło od tego pomysłu.
  Znalazłszy jakiś nieduży pokój, zamknął za sobą drzwi i omiótł go wzrokiem. Łóżko, jakieś szafy, komoda, krzesło, biurko... Nic szczególnie ciekawego, ot zwykła sypialnia. Zasunął kotarę w oknie, zalewając pokój przyjemnym półmrokiem. Rozejrzał się uważnie po ścianach, a potem po meblach... Jeszcze raz... Zawahał się na moment, po czym podszedł do biurka. Odsunął szufladę, potem drugą, potem większy schowek. Jest. Przyjrzał się ścianie nad łóżkiem, lecz nie znalazł tam żadnego gwoździa. Było coś, co mogło stanowić dziurkę po takowym, ale samo gwoździa już nie. Pewnie wypadł i się zgubił. Korzystając z wysokich krawędzi łóżka, częściowo o taką, częściowo o ścianę oparł drewniany Krzyż. Klęknął przy łóżku i przeżegnał się, bezgłośnie poruszając ustami. Milczał przez moment w swych myślach. Panie, ty wiesz najlepiej, co tutaj robię... Miałem być teraz gdzie indziej... już dawno. Tymczasem tkwię tutaj i nie umiem znaleźć wyjścia. Lekko pochylił głowę. I nie wiem, gdzie być powinienem. Czy znalazłeś dla mnie inne zadanie...? Czy taki był Twój plan czy to tylko moja nieumiejętność, że nadal tu tkwię? Trwał chwilę, przysłuchując się ciszy dookoła. Panie, proszę, pozwól mi w porę dostrzec Twoje znaki i rozwiać wszelkie wątpliwości. Wiem, że idąc za Tobą, nie popełnię błędu. Jego myśli na chwilę zawędrowały do pokoju Charlotty. Przymknął oczy, zaraz je uchylając. Nie mam do niej żalu... Boi się. Tak jak Sandra. Pokręcił głową. Nie chciałem, by cierpiała. Mam tylko nadzieję, że nie było lepszego wyjścia... Zechciej, Panie, otoczyć ją opieką... której teraz tak bardzo potrzebuje. Pamiętaj o Alice i Olivii, które przygarnęliśmy pod ten dach. Udziel nam Swego błogosławieństwa na tę noc, byśmy mieli siły na kolejny dzień... Amen.
  Przez chwilę jeszcze błądził wzrokiem po podłodze, by w końcu wstać. Odetchnął cicho i położył się na łóżku, zaraz okrywając leżącym tam kocem. Co jak co, ale na piętrze nie było zbyt ciepło.
_________________
Oo… Ooo… Ooo… Ooo…
Surrexit Christus, alleluja!
***
Oo… Ooo… Ooo… Ooo…
Cantate Domino, alleluja!
 
   Podziel się na:     
Alice Reve


Karta Postaci


Wiek: 19
Ekwipunek: torba zakładana przez ramię, flet poprzeczny
Stan: fizyczny dobry poza poparzeniem po herbacie na prawej ręce, psychiczny nieco zagubiona
Energia: 95%
Dołączył: 06 Wrz 2017
Posty: 41
Wysłany: 2018-01-11, 00:14   
   Stopień: 0 [I]
   Fundusze: 479 C.
   Multikonta: Lenka Bell, Aithne


- Z Francji, chociaż w zasadzie to jestem częściowo Angielką. Mniejsza. Angielski i francuski tak czy siak odpada. - odpowiedziała płynnie. Sama już wcześniej się zastanawiała, w jakim właściwie języku teraz mówi i dlaczego go rozumie...
Kaspar wyszedł, a Alice w sumie nie bardzo wiedziała co z sobą zrobić. Wstała z podłogi, nieco otrzepała odruchowo ubranie i usiadła w jakimś bardziej odpowiednim miejscu.
Spojrzała na Olivię.
- A ty... wspomniana Rosja zgaduję? - spytała, po czym wbiła wzrok w swoje dłonie. Wydawało jej się, że nie jest zmęczona, jednak gdy usiadła zaczęło jej się udzielać... w sumie dziwne by było, gdyby nie była zmęczona tym wszystkim, prawda? Powinna wręcz padać z nóg po takich przeżyciach. Pytanie tylko, czy będzie tu spać, czy gdzieś indziej? Nie znała pałacu, może tamta wyjdzie z jakąś lepszą propozycją, chociaż nie zamierzała wybrzydzać. Wszak lepsze cokolwiek tu, choćby i podłoga, aniżeli mróz dworu, czyż nie?
_________________
Somebody told me to light up every room
Make them remember you
But nobody here knows what I'm going through
No they never do
 
   Podziel się na:     
Olivia Vasilyev


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: Skórzana torba z podstawowym wyposażeniem medycznym - bandaże, trochę ziół, nici i igła. Do tego nóż, dwa bełty do kuszy i manierka. Za pasem skalpel, który na chwilę obecną służy jej za broń.
Stan: Dwie zaszyte rany na lewym ramieniu - wyżej rana po postrzale z kuszy, niżej z pistoletu. Odkażona rana na plecach, na wysokości lewej łopatki, zakryta mocno prowizorycznym opatrunkiem.
Energia: 85%
Dołączył: 03 Sie 2017
Posty: 91
Wysłany: 2018-01-12, 10:58   
   Stopień: 0 [||||]
   Fundusze: 897 C.
   Multikonta: Charlie


  - Tak, Rosja - odpowiedziała machinalnie niebieskowłosej, jednocześnie śledząc wzrokiem mężczyznę. Nie żeby sama nie miała właśnie zamiaru pójść spać, ale nieco zdziwiło ją, że tak po prostu wyszedł. Wzruszyła ramionami do siebie i znów spojrzała na dziewczynę.
  - Cóż, to chyba oznacza, że wszyscy powinniśmy się nieco przespać. Jeśli nie masz nic przeciwko, zostanę tutaj. Na piętrze jest masa pokoi z łóżkami z tego, co zauważyłam, także rozgość się swobodnie. Można też znaleźć ubrania i jeszcze dużo innych, dziwnych rzeczy.
  Uśmiechnęła się lekko do towarzyszki, dając jej chwilę na przemyślenie tego, co powiedziała. Sama natomiast wstała i rozejrzała się po pokoju. Przydałoby się czymś przykryć. Zorientowała się już, że w tym pałacu, zamku czy co to było, znajdowało się różne dziwne rzeczy i jeśli człowiekowi bardzo na czymś zależało, to w końcu miał szansę to dostać. Skupiła się więc na wyobrażeniu koca, kołdry czy czegoś w tym stylu... ale na niewiele się to zdało. Widocznie przywoływanie przedmiotów siłą woli nie należało do umiejętności hybryd.
  Niespiesznie zaczęła przechadzać się po salonie i zaglądać po kątach. Znalazła sporą szafę, ale była pełna jedynie potłuczonych talerzy i czegoś, co było chyba obrusami. Zawsze to jakaś opcja. Wyobraziła sobie siebie nakrytą kocem i parsknęła śmiechem, przechodząc dalej. Krzesła, stołki, podnóżek, chyba klęcznik, obraz... obraz był całkiem ładny. Przystanęła w miejscu, przyglądając się przez chwilę dość nietypowej scenie. Jakby piękna kobieta wychodząca z wnętrza ziemi. Było w tym coś niepokojącego. Wzdrygnęła się i skierowała spojrzenie na spory kufer. O! To wyglądało obiecująco. Uklękła przed nim i otworzyła. Znalazła nieco zniszczony pled. Nada się. Ale dalej! To się nazywa szczęście! Znalazła ciemno szary, odrobinę pogryziony przez mole, wełniany płaszcz. Chyba za duży na nią, ale to nic. Na zewnątrz zrobiło się bardzo zimno, przyda się jakakolwiek ochrona od chłodu.
  Przytulając do siebie swoją zdobycz, wróciła na kanapę i położyła się na niej wygodnie, okrywając płaszczem. Nawet nie do końca wiedziała, kiedy zdążyła zamknąć oczy i zasnąć. Po prostu... przyłożyła głowę do poduszki i straciła przytomność.
 
 
   Podziel się na:     
Kaspar Walker


Karta Postaci


Wiek: 21
Ekwipunek: Lekkie, wiązane buty; luźne, bawełniane ubranie w kolorze spłowiałej czerni, koszula z metalowymi guzikami; skórzany pasek [kompas, składany nożyk, bidon na wodę]; znoszona, ciemnoczerwona peleryna z kapturem i rękawami, zwinięta i przypięta gdzieś do plecaka; skórzana kamizelka [zestaw 10 wytrychów, notes oprawiony w czarną skórę, krucze pióro, srebrny dziesiątek różańca]; zniszczony tubus [mapa miasta, mapa okolic]; czarny plecak ze skóry i materiału [zielnik, apteczka, atrament, ołówek, krzesiwo, hak, 10m linki]; zdobiony sztylet [30cm gł]
Stan: Bardzo dobry. Zarówno on sam, jak i jego rzeczy mają się doskonale. || Trzy szramy w okolicy linii szczęki po lewej stronie. Brak skrzydeł.
Energia: lOO
Dołączył: 25 Cze 2017
Posty: 90
Wysłany: 2018-01-12, 15:28   
   Stopień: l {V [l4.O7]}
   Fundusze: 2Ol
   Multikonta: Drozd | Kasandra Valley | Cyrus Vaymore


Kaspar otworzył oczy. Delikatny całun cienia wciąż okrywał brzegi pola widzenia, jakby nie zdołały się jeszcze ukształtować. Choć w zasadzie nie miało to wielkiego znaczenia, ciemna przestrzeń przed nim nie rysowała się w nic konkretnego. Wziął wolniejszy wdech, powietrze było duszne. Przez myśl przeszło mu, by wstać i otworzyć okno, a jednak ten pomysł wydawał się równie sensowny, co i absurdalny. Głosik. Dziecięcy śmiech.
- O, cześć… - Biała sukienka zatrzymała się tuż nad nim, jakby nie tyle leżał na podłodze, co pod nią. - Wiitaaaj… - Zaśmiała się. Kruczoczarne włoski rzucały cień na jej twarzyczkę, dostrzegł tylko uśmiech. Szeroki, radosny, a jednak… dziwnie zimny. Jakby sama biel jej zębów szydziła z jego położenia.
- Aale głęboko leżysz! - zaszczebiotała dziewczynka, obiegając go w kółeczko. - Zimno taam? - Nachyliła się, opierając rączki na szkle. - Tatko móówił, że ziemia jest i zimna i ciepła, i… Tatko wszystko wie o ziemi! Usypał ci taaaką wielką górę. - Zakręciła się, po czym stanęła i spojrzała mu w twarz. - I paczył na ciebie. Tatlo zawsze paczy. Niigdy się nie odwróci. Przy żadnej łopacie. Och... - Wydawała się podekscytowana tą myślą. - Ale ich było duużoo… Aż się zgubiłam w liczeniu… A ty? Och… ale one się tak ładnie rozsypywały po deskach… Tak, tak zjeżdżały w dółł, aż tam pełno było i… I mam coś dla. Ciebie! - Aż podskoczyła. - Proszę! Kwiatki! - Wyciągnęła w jego stronę rączkę z bukietem białych kwiatów, który zaraz mechanicznie upuściła na jego klatkę piersiową. Przytknęła rączki do buzi. - A teraz tu poleżysz, aż wrócę… - Odgarnęła włosy z twarzy.
Kaspar otworzył oczy. Dłuższą chwilę wpatrywał się w sufit, nim stwierdził, że owszem, jest to z całą pewnością absolutnie ten sam sufit, pod którym zasypiał. To… dobrze. Starał się nie zagłębiać w swoje myśli, nie teraz. Dobrze wiedział, co tam znajdzie i nie chciał tego ani słuchać, ani oglądać. Westchnął cicho, przymykając na chwilę powieki. Która mog… Ba, głupie pytanie. Mieli środek zimy, więc pewnie koło siódmej. Usiadł na łóżku i przetarł twarz dłońmi. Zamrugał, wpatrując się w bliżej nieokreślony punkt przed sobą, po czym zsunął nogi z łóżka. Wstał i przeciągnął się, wysuwając ręce w górę… choć w jego przypadku do sufitu jeszcze trochę brakowało. Odetchnął głębiej, odwrócił się w stronę łóżka i klękną na podłodze. Panie, w ciszy wschodzącego dnia, przychodzę Cię błagać o pokój, o mądrość, o siłę. Pochylił głowę. Chcę patrzeć dziś na świat oczami przepełnionymi miłością. Być cierpliwym, wyrozumiałym, cichym i mądrym. Podniósł wzrok na Krzyż. Patrzeć ponad to, co jest tylko pozorem, widzieć Twoje dzieci tak, jak Ty sam je widzisz i dostrzegać w nich to, co dobre. Zastanowił się, nie jednak z braku słów. Po prostu to mogło stanowić większe wyzwanie niż dotychczas. Daj mi taką życzliwość i radość, by wszyscy, którzy się ze mną stykają, odczuli Twoją obecność. I niech będę dla innych chlebem, jak Ty jesteś nim dla mnie każdego dnia. Pochylił głowę. Amen.
Podniósłszy się, skierował kroki na dół. Szedł dość cicho, nie wiedząc, kto jeszcze z obecnych może spać. Odszukał swój plecak w gabinecie i zabrał się za porządkowanie rzeczy.
_________________
Oo… Ooo… Ooo… Ooo…
Surrexit Christus, alleluja!
***
Oo… Ooo… Ooo… Ooo…
Cantate Domino, alleluja!
 
   Podziel się na:     
Olivia Vasilyev


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: Skórzana torba z podstawowym wyposażeniem medycznym - bandaże, trochę ziół, nici i igła. Do tego nóż, dwa bełty do kuszy i manierka. Za pasem skalpel, który na chwilę obecną służy jej za broń.
Stan: Dwie zaszyte rany na lewym ramieniu - wyżej rana po postrzale z kuszy, niżej z pistoletu. Odkażona rana na plecach, na wysokości lewej łopatki, zakryta mocno prowizorycznym opatrunkiem.
Energia: 85%
Dołączył: 03 Sie 2017
Posty: 91
Wysłany: 2018-01-16, 16:25   
   Stopień: 0 [||||]
   Fundusze: 897 C.
   Multikonta: Charlie


  Spała bez snów. Głębokim, twardym, spokojnym snem. A może nie do końca?
  Kiedy obudziła się, wpatrując w sufit, czuła się po raz pierwszy od dawna wypoczęta, a jednocześnie całkowicie zagubiona. Płaszcz którym się nakryła, zsunął się gdzieś w okolice jej nóg, jakby podczas snu mocno go skopała. Pamiętała, że gdzieś uciekała. A może po prostu z kimś biegła...? Mignęły jej przed oczami jakieś czerwone włosy, uśmiech. A potem widok sali szpitalnej. To chyba nie był sen. To wspomnienie. Chociaż nie było przyjemne, ona uśmiechała się szeroko. Czyżby pierwszy zwiastun tego, że wraca jej całkiem pamięć?
  Z bezczynnego wpatrywania się w plamy na suficie wyrwały ją ciche kroki. Ciekawe kogo przywiało. Uniosła się na łokciach i uśmiechnęła lekko na widok mężczyzny. W sumie nie znali się za dobrze, do tego był dziwny, ale polubiła go.
  Usiadła po turecku na kanapie, nakrywając nogi zdobycznym płaszczem.
  - Długo spaliśmy? - Zagadnęła, wyglądając przez okno, żeby zorientować się w porze dnia lub nocy. Było ciemno. Ale zimą to wcale nie pomagało jakoś szczególnie w ustaleniu godziny. Przeciągnęła się, ziewając szeroko i wyciągając ręce nad głową. O matko, jak dobrze. Już nawet rana na łopatce prawie nie bolała. W sumie teraz mogłaby sprawdzić jak ma się mięso, bo poczuła lekkie skurcze żołądka domagającego się uwagi.
 
 
   Podziel się na:     
Kaspar Walker


Karta Postaci


Wiek: 21
Ekwipunek: Lekkie, wiązane buty; luźne, bawełniane ubranie w kolorze spłowiałej czerni, koszula z metalowymi guzikami; skórzany pasek [kompas, składany nożyk, bidon na wodę]; znoszona, ciemnoczerwona peleryna z kapturem i rękawami, zwinięta i przypięta gdzieś do plecaka; skórzana kamizelka [zestaw 10 wytrychów, notes oprawiony w czarną skórę, krucze pióro, srebrny dziesiątek różańca]; zniszczony tubus [mapa miasta, mapa okolic]; czarny plecak ze skóry i materiału [zielnik, apteczka, atrament, ołówek, krzesiwo, hak, 10m linki]; zdobiony sztylet [30cm gł]
Stan: Bardzo dobry. Zarówno on sam, jak i jego rzeczy mają się doskonale. || Trzy szramy w okolicy linii szczęki po lewej stronie. Brak skrzydeł.
Energia: lOO
Dołączył: 25 Cze 2017
Posty: 90
Wysłany: 2018-01-17, 13:02   
   Stopień: l {V [l4.O7]}
   Fundusze: 2Ol
   Multikonta: Drozd | Kasandra Valley | Cyrus Vaymore


Poskładawszy całą swoją własność, nieco pomniejszoną, wyszedł z gabinetu. Stanął w drzwiach i przeciągnął się, zahaczając palcami o framugę. Machnął rękoma i niespiesznie skierował się do salonu, by… w sumie nie był pewien po co, pomysł sprzątania kartek umarł równie szybko, co się zrodził. Nie miało to wiele sensu, przecież i tak nie skończyli. Podniósł z blatu ołówek, zaraz zerkając na Olivię. Uśmiechnął się do niej nieznacznie, po czym skierował wzrok na okno. Zadała całkiem dobre pytanie, a pora roku utrudniała odpowiedź. Na pewno było przed świtem i na pewno zasypiali po zmroku. Sądząc po samopoczuciu mogło być po północy.
Wzruszył ramionami. Porzuciwszy kwestię godziny, skierował się ku przedpokojowi. Zatrzymał się na moment w drzwiach i skinął głową na białowłosą, by również wstała. Wszedł do kuchni i rozejrzał się pokrótce, zaglądając ostatecznie do garnka na piecu. Mięso. Pachniało… generalnie mięsem. I chyba czosnkiem. Z kawałkiem chleba nie byłoby to takie złe. Chleba nie mieli, więc chyba przyjdzie im pocierpieć. Otworzył drzwiczki pieca, trochę niedopałków tam zostało, ale dorzucił też garść cienkich gałęzi, by łatwiej się zajęły. Znalazłszy wśród nich jakąś sosnową kitkę, wrzucił na samą górę i podpalił. Czekał chwilę, chcąc mieć pewność, że drewno się zajmie. Było suche, ale nigdy nic nie wiadomo. Zamknął piec i rozejrzał się za czymś na kształt talerza. Co prawda zastawa nie grzeszyła stanem, ale udało mu się znaleźć jakieś dwa najmniej uszkodzone, które postawił na ladzie obok.
Kiedy mięso się zagrzało, wyjął po kawałku, używając złamanej łyżki jako prowizorycznego widelca. Zerknął na przejście do korytarza, wahając się przez chwilę, uznał jednak, że nie będzie im przeszkadzać. Pewnie jeszcze spały.
Spojrzał na Olivię, układając dłonie w prosty przekaz.
- rozumiesz? -
Podniósł brwi, posyłając jej pytające spojrzenie.
_________________
Oo… Ooo… Ooo… Ooo…
Surrexit Christus, alleluja!
***
Oo… Ooo… Ooo… Ooo…
Cantate Domino, alleluja!
 
   Podziel się na:     
Olivia Vasilyev


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: Skórzana torba z podstawowym wyposażeniem medycznym - bandaże, trochę ziół, nici i igła. Do tego nóż, dwa bełty do kuszy i manierka. Za pasem skalpel, który na chwilę obecną służy jej za broń.
Stan: Dwie zaszyte rany na lewym ramieniu - wyżej rana po postrzale z kuszy, niżej z pistoletu. Odkażona rana na plecach, na wysokości lewej łopatki, zakryta mocno prowizorycznym opatrunkiem.
Energia: 85%
Dołączył: 03 Sie 2017
Posty: 91
Wysłany: 2018-01-17, 17:36   
   Stopień: 0 [||||]
   Fundusze: 897 C.
   Multikonta: Charlie


  Chwilę przyglądała się jak mężczyzna kręci się po kuchni, sama jeszcze zaspana, nie do końca kontaktując, co takiego miałaby zrobić. Pewnie gdyby próbowała pomóc, właziłaby mu tylko pod nogi. Ziewnęła szeroko, z opóźnieniem przypominając sobie, że powinna zakryć usta, uśmiechnęła się lekko przepraszająco.
  Mieli jedną łyżkę. Hm. Jeśli nie chciała jeść mięsa palcami, musiała znaleźć jakieś sztućce. Jakiekolwiek. Wytężyła pamięć, ale nie przypomniała sobie, żeby widziała coś odpowiedniego w czasie przeszukiwania szafek. Westchnęła ciężko i znów zaczęła odsuwać kolejne szuflady, ze szczerą nadzieją, że natknie się na coś przydatnego.
  Kaspar coś do niej pokazywał. Zwróciła oczy na jego dłonie, z czymś kojarząc te gesty. W innym życiu widziała już ludzi porozumiewających się tym językiem. Westchnęła ciężko i pokręciła głową.
  - Nie znam języka migowego - mruknęła, wręcz nieco przepraszająco i przygryzła wargę. To musiało być frustrujące - porozumiewać się tylko językiem, którego większość ludzi nie kojarzy nawet. Rzuciła mu szybkie spojrzenie, po czym pobiegła znów do salonu, wracając z ołówkiem i pergaminem, którego używali wcześniej.
  - Ale umiem czytać. Możesz do mnie pisać. - Uśmiechnęła się lekko, a w jej głowie pojawiła się mimowolna ciekawość. Był niemową od urodzenia, czy coś się wydarzyło? Powstrzymała się jednak. Sporo ludzi pewnie uznałoby to za zbyt prywatne pytanie. Nie znała jeszcze Kaspara na tyle, żeby być tak bezpośrednia.
 
 
   Podziel się na:     
Kaspar Walker


Karta Postaci


Wiek: 21
Ekwipunek: Lekkie, wiązane buty; luźne, bawełniane ubranie w kolorze spłowiałej czerni, koszula z metalowymi guzikami; skórzany pasek [kompas, składany nożyk, bidon na wodę]; znoszona, ciemnoczerwona peleryna z kapturem i rękawami, zwinięta i przypięta gdzieś do plecaka; skórzana kamizelka [zestaw 10 wytrychów, notes oprawiony w czarną skórę, krucze pióro, srebrny dziesiątek różańca]; zniszczony tubus [mapa miasta, mapa okolic]; czarny plecak ze skóry i materiału [zielnik, apteczka, atrament, ołówek, krzesiwo, hak, 10m linki]; zdobiony sztylet [30cm gł]
Stan: Bardzo dobry. Zarówno on sam, jak i jego rzeczy mają się doskonale. || Trzy szramy w okolicy linii szczęki po lewej stronie. Brak skrzydeł.
Energia: lOO
Dołączył: 25 Cze 2017
Posty: 90
Wysłany: 2018-01-26, 18:54   
   Stopień: l {V [l4.O7]}
   Fundusze: 2Ol
   Multikonta: Drozd | Kasandra Valley | Cyrus Vaymore


Westchnął cicho, kierując wzrok gdzieś w bok, kiedy tylko zaprzeczyła. Norma. Wiedział co prawda, że to nie miało wielkich szans powodzenia, ale… no ostatecznie warto było spróbować. I już miał wziąć z lady talerze, kiedy Olivia wybiegła. Powiódł za nią zdziwionym wzrokiem, tam i z powrotem, zaraz spoglądając na trzymaną przezeń kartkę.
Uśmiechnął się, odbierając od niej papier i ołówek. Nie żeby pomysł był głupi, bynajmniej i… przed chwilą w sumie właśnie to robił, ale coś takiego zawsze wyglądało odrobinę zabawnie, nawet dla niego. Sięgnął po talerz i wręczył Olivii, ten, na którym akuratnie spoczywała łyżka. A potem położył kartkę na ladzie, napisał coś szybko i pokazał dziewczynie:

Może w bibliotece będzie coś o tej Sancie?

Skinął głową w stronę stołu, by usiedli, zabierając również swój talerz. Wyciągnąwszy z kieszeni scyzoryk, użył go zamiast widelca. Uśmiechnął się pod nosem, przełożył nożyk do lewej ręki i dopisał:

Przy okazji można się rozejrzeć za sztućcami.

Podniósł wzrok na Olivię, ciekaw, co ona na to. Miał pewne wątpliwości, czy powinien zostawiać Chery, ale… była z nią Kasandra, więc w międzyczasie mógł się na coś przydać.
Mięso nie było wielką rewelacją, ale w tych warunkach nie mogli liczyć na wiele lepsze śniadanie. Wolał już to niż garść jagód, przynajmniej nie będą głodni.
_________________
Oo… Ooo… Ooo… Ooo…
Surrexit Christus, alleluja!
***
Oo… Ooo… Ooo… Ooo…
Cantate Domino, alleluja!
 
   Podziel się na:     
Ciaran


Karta Postaci


Wiek: 25
Ekwipunek: Dwa noże, zeszycik, cały ubrany na czarno.
Stan: Blizna na plecach oraz na prawej łydce.
Dołączył: 13 Sty 2018
Posty: 3
Wysłany: 2018-01-26, 21:47   
   Multikonta: Mamoru


Głuchy dźwięk biegnących kroków. Wszędzie ciemno, ponuro i czarno nie widać ani jednej iskry światła jeśli by w takiej nicości istniało takie pojęcie jak "światło". Ciężki zmachany oddech, ktoś biegł bez przerwy tyle ile mógł, żeby uciec przed kimś albo przed czymś. Zarys zgiętej w pół sylwetki przedstawiał chłopaka, który próbował tchu opierając ręce na kolanach. Po wzięciu jeszcze paru głębokich wdechów powietrza wyprostował się i zaczął iść przed siebie. W połowie drogi nawet może i nie połowie, bo przecież znajdujemy się w nicości i nie wiadomo ile się przeszło. Zobaczył przed sobą lustro. Podszedł do lustra a w odbiciu szkła zobaczył swoje odbicie.
Dojrzały mężczyzna. Piwne oczy, gęste długie czerwono rude włosy upięte w wysoki koński ogon z grzywką z przedziałkiem na środku i lekko uniesione do góry. Ale nagle coś zaczęło nie psuć. Obraz w lustrze zaczął powoli rozmazywać się i tracić regularne kształty, Chłopak był przerażony. Nie wiedział co się dzieje. Jego oczy poruszały się w oczodołach. Na chwilę odwrócił się w przeciwną stronę i z powrotem wrócił głową do lustra, Teraz w jego odbiciu zobaczył coś innego. To, co już było, czyli te same gęste włosy tylko, że krótsze, czarny kaptur leżący na ramionach oraz jakby stracił na wieku. Przejrzał się nerwowo nie wierząc, że to jest prawdą. Musiało być coś pomylone... Przecież on tak nie wygląda... To... Niemożliwe... Dotkną dłonią lustra a ono zaczęło powoli całe pękać i rozpadło się na kawałki. Wtem poczuł jak grunt pod nogami załamuje się i zaczyna spadał w dół...

Obudzenie się i dostanie się do płuc świeżego, ale mroźnego powietrza, które przebiegło po całym wnętrzu młodego chłopaka leżącego na śniegu. Powoli podniósł się powoli opierając ręce na białym puchu. Jakby wyrwany ze hibernacji rozejrzał się dookoła. Widział to miejsce po raz pierwszy nie przypominał sobie, żeby taka okolica miała miejsce w jego otoczeniu. Otóż właśnie, gdzie o był ostatnio...? Nie pamiętał. Pokręcił przecząco głową i wstał na równe nogi. Przez chwilę nie mógł złapać równowagi, więc trochę nogi mu się rozjechały jakby jeździł na lodzie. Ciężko jęknął i zaczął iść przed siebie. Jego pierwszym celem było znalezienie jakiegoś miejsca, gdzie znajdowała się woda pokryta lodem, żeby mógł się przejrzeć i upewnić się co do swojego wyglądu. To teraz było dla niego najważniejsze. Szedł uparcie nie poddawał się chociaż zimno powoli zaczęło o sobie znać po przez czucie zimnych rąk i stóp, a potem powoli umiarkowanie chłodzeniu się całego ciała.
Zaszedł daleko, aż ku jego oczom ukazał się pałac. Pałac w takim miejscu, pomyślał przez chwilę i nie zastanawiając się ani chwili dłużej poszedł do pałacu. Dodreptał do drzwi ogromnego budynku. Otworzył trochę drzwi, żeby dostać się do środka. Do wnętrza dostało się trochę zimna, ale chłopak od razu zamknął za sobą wrota. Uszedł jeszcze parę kroków przed siebie i upadł najpierw na kolana, a później reszta ciała na posadzkę pałacu, który znajdował się z lesie. Dość nietypowe, ale możliwe.
 
   Podziel się na:     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




czo.pl - załóż darmowe forum już dziś!



Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci

  
ROZUMIEM


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Templates BlueDarkBG v.1.0 created by Gnacio helped by Avanast |

FORA PARTNERSKIE
Kroniki Fallathanu TGF - Prawdziwy mmoRPG w przeglądarce ShinjuRegashi Dragon Ball New Generation Reborn Rainbow RPG Artemida - Warrior Cats PBF BlackButler HogwartDream
Eclipse
SnM aegyo Vampire Kingdom Fairy Tail Path Magician