Sekret Miasta Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Anastazja Leneaure
2017-05-16, 13:51
Spalone gospodarstwo
Autor Wiadomość
Mamoru


Karta Postaci


Wiek: 23
Ekwipunek: Przy sobie ma czarną katanę i skałkowy pistolet (10 torebek prochu i 10 kul)- aktualnie. A na sobie ma swój neutralny ubiór; czarne spodnie i buty, biała koszula z podwiniętymi rękawami do łokci oraz czarny długi płaszcz sięgający prawie do stóp. Jego kołnierz jest ustawiony na baczność (do góry). zasłania jego szyję i odrobinę włosów.
Stan: Aktualny jego stan jest taki, że wszystko z nim jest w całkowitej normie.
Dołączył: 18 Lis 2016
Posty: 35
Wysłany: 2017-11-26, 18:34   

W dalszej części pomieszczenia światło tak dobrze nie docierało jak na samym początku, ale to co znajdowało się w środku było dostrzegalne normalnie. Tylko było trochę przyciemnione.
Szedł przed siebie. Nikogo ani niczego nowego nie zauważył tylko otaczały go poniszczone sprzęty domowe. Jego płaszcz prawie stykał się z podłogą, podczas przemieszczania się był lekko uniesiony do góry, zmarszczył w międzyczasie brwi. W pół mroku zauważył jakąś sylwetkę trzymającą coś w rękach.
Jednak nie jest tutaj sam, pomyślał. Chciał wykonać ruch, ale nie mógł coś mu nie pozwalało. Czyżby jego podświadomość, że to mógłby być wróg..? Chyba tak. Zdusił w sobie emocje i przełknął ślinę. Parę kroków podszedł bliżej i usunął z swoje umysłu wszystkie wątpliwości.
-Widzę, że nie jestem tutaj sam - zaczął rozmowę z nieznajomym. Może coś od niego się dowie, dlaczego tutaj jest i może coś ich zjednoczy. Może wydostanie się stąd. Chociaż na chwilę i Mamoru będzie mógł z kimś porozmawiać. Na wszelkie przyjaźnie i towarzystwa nie liczył.
_________________
KP
Theme
 
 
   Podziel się na:     
Mistrz Gry


Dołączył: 19 Lut 2015
Posty: 569
Wysłany: 2017-11-30, 12:17   

Saverowi odpowiedziała cisza, a chrzęst pomniejszych kości pod jego butami wydawał się w niej niezwykle głośny. Ciemność panująca w pomieszczeniu nie pozwalała na dostrzeżenie czegokolwiek, co jednoznacznie mogło być szukaną istotą, wokół zdawały się jedynie walać sterty śmieci.
Wtem dał się słyszeć cichutki dźwięk, miękki i sprężysty zarazem, któremu towarzyszył subtelny szelest.
Strzała błyskawicznie przecięła niewielką przestrzeń, jaka ich dzieliła, i wbiła się centralnie w lewe udo Savera. Nagłe szarpnięcie bólu z pewnością uniemożliwiło mu jakikolwiek pościg. Niemal w tym samym momencie mógł on dostrzec kątem oka ruch tej samej ciemnej sylwetki. Przy szuraniu czegoś twardego o kamień wspięła się ona wyżej i zniknęła.

Stare drzwi ustąpiły już po paru próbach, a przed Mamoru ukazały się kamienne schody na górę. Zaprowadziły go one do małego pomieszczenia gospodarskiego, być może był to jakiś warsztat, aczkolwiek sądząc po ogólnym stanie, próżno byłoby szukać tam jakichś narzędzi. Kwadratowy stolik miał się najlepiej, gorzej szafka, której drzwiczki wisiały na jednym zawiasie, a dolna część całkiem odpadła i leżała smętnie na podłodze. Jeśli się przyjrzeć, wewnątrz zagnieździły się mrówki. Pokój bez połowy ścian był całkiem blisko, dało się go dostrzec w przejściu, więc jeśli tylko Saver odzywał się lub hałasował dostatecznie głośno, Mamoru mógł go usłyszeć.

[Gwoli ścisłości: tak, Mamoru nie znajduje się jeszcze w tym samym pomieszczeniu, ponieważ nie ma do niego przejścia, jakie on opisuje.]
 
   Podziel się na:     
Mamoru


Karta Postaci


Wiek: 23
Ekwipunek: Przy sobie ma czarną katanę i skałkowy pistolet (10 torebek prochu i 10 kul)- aktualnie. A na sobie ma swój neutralny ubiór; czarne spodnie i buty, biała koszula z podwiniętymi rękawami do łokci oraz czarny długi płaszcz sięgający prawie do stóp. Jego kołnierz jest ustawiony na baczność (do góry). zasłania jego szyję i odrobinę włosów.
Stan: Aktualny jego stan jest taki, że wszystko z nim jest w całkowitej normie.
Dołączył: 18 Lis 2016
Posty: 35
Wysłany: 2017-12-02, 16:09   

Potrząsnął głową. Coś mu się przywidziało i powiedział to do siebie. Przed nim nie było nikogo, tylko kamienne schody prowadzące na górę gospody. Dopiero teraz to sobie uświadomił. Powoli obawiał się, że zaczyna wariować i mówić do wymyślonych osób. Zmarszczył bardziej brwi i wszedł zamyślony na górę.
Przed sobą zobaczył mały warsztat, jeśli tak wcześniej to pomieszczenie się nazywało. Wszędzie stały poniszczone meble, przybory i narzędzia.
Przez chwilę stanął w bezruchu i nic nie robił. Chciał się upewnić czy na pewno nie traci zdrowych myśli i czy mu się zdawało, że przed wyważeniem drzwi coś słyszał. Na razie nic nie było słychać. Cisza, jak makiem zasiał.
Podszedł do ściany i przyłożył do niej ucho, może tym sposobem uda mu się coś usłyszeć.
Nic nie usłyszał. Był zawiedziony i zły na siebie, że czymś błahym zajął się i stracił przy tym trochę czasu. Prychnął pod nosem. Odwrócił się na pięcie i idąc w przeciwną stronę kopnął coś przypadkowego ze złości. Szedł tą samą drogą co wcześniej, żeby wyjść z tego ponurego miejsca. Przygryzł dolne usta i wyszedł stąd wkładając ręce do kieszeni płaszcza.

//z.t
_________________
KP
Theme
 
 
   Podziel się na:     
Christian Mansier


Karta Postaci


Wiek: 46
Ekwipunek: Grube spodnie, szara koszulka, skórzana kurtka, bezrękawnik z naturalnego futra. Wysokie, wiązane buty, szeroki pas z grubej skóry. Na plecach miecz, przy pasku długi nóż, dwa pistolety, zapas kul i prochu oraz mała sakiewka z potrzebnymi drobiazgami, skórzane rękawice.
Stan: Postrzelony w lewe ramię przez Anastazję. Przez ostatnie wydarzenia skrajnie podejrzliwy, a wrodzony optymizm gdzieś się na chwilę zgubił.
Energia: 100%
Dołączył: 26 Maj 2017
Posty: 134
Wysłany: 2018-03-10, 22:37   
   Fundusze: 2234 C.
   Zwierzęta: Kasztanek imieniem Whiskey


Christian obudził się na zadupiu zabitym dechami, a w pewnym sensie sam czuł się tak samo. Trochę, jakby go ktoś wozem konnym przejechał, potem zrzucił z wysokich schodów i przybił do jakiejś deski, żeby poczekał na lepsze czasy. Te jednak nie zamierzały nadejść, o czym doskonale poświadczył paskudny ból głowy. Mansier czasami żałował, że ją posiadał. Szczególnie wtedy, kiedy bolała przez to, że wcześniej odpowiednio nią nie ruszył.
Czterdzieści i parę lat na karku mocno przeszyło każdą z kości z osobna, kiedy próbował podnieść się do pozycji siedzącej, z czegoś, co zapewne miało być leżeniem. W pierwszej chwili kontaktował tak piąte przez dziesiąte, więc fakt opierania się o leżące na ziemi widły nie wydał się ani trochę dziwny. Podejrzenia nastały dopiero w chwili, w której po wypłowiałym trawniku z wolna przespacerował się łaciaty koń należący do pieprzonego wampira. Tego konia zdecydowanie nie powinno być w salonie, podobnie jak wideł i wypłowiałej trawy.
Tak po dłuższej chwili konsternacji, zbierania myśli, sił i odpowiedniej ilości przekleństw, poderwał swoją godność z ziemi i zaraz tego pożałował, ale gdy wszelkie nieprzyjemne dolegliwości zeszły na dalszy plan, rozejrzał się po pomieszczeniu - stodole - w której obecnie się znajdował. Vitrumski mróz nie opuszczał ich wprawdzie, ale norweska krew sprawiła, że tylko zmarzł, a do lodowatego dygotania był mu jeszcze spory kawałek. Wszelkie myśli pozostawił z tyłu, nawet wolał nie poznawać ich treści. Zamiast tego, postanowił zająć się przywróceniem do życia kompanów, których z ulgą namierzył wzrokiem. Tak, z widoku tego gorszego też w pewnym sensie się cieszył. Nawet głupich druhów nie opłacało się gubić po drodze.
Stanął przy kuzynie i mocno szturchnął go butem.
- Wstawaj, znowu jesteśmy w dupie. - mruknął ospale i z wyraźnym fochem na ogół istnienia.
A w pieprzonego wampira rzucił śniegiem. Porządną garścią śniegu z kawałkami zmarzliny, trafił celnie prosto w głowę. Najpierw obiektem pocisku miała się stać znaleziona na ziemi podkowa, ale nie chciał rudemu pomagać w znalezieniu szczęścia. Śnieg winien wystarczyć.
_________________
 
   Podziel się na:     
Drozd


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: ciemne spodnie wełniane; wysokie buty ze skóry; czarna koszula wełniana; długi płaszcz z czarnej skóry i stalowymi klamrami; znoszony, ciemno-kasztanowy kapelusz filcowy [mocno poszarpana krawędź, dziurki w rondzie]; szara chusta na szyi z wełny; czarne, skórzane rękawiczki || nóż [30cm-g]; bukłak ze skóry; notka od Anastazji; kawałek czarnego płótna lnianego; 2 miecze schowane pod płaszczem [85cm gł]; 2 pistolety skałkowe; kule do pistoletu [28]; proch czarny [30 torebek]; torba przypinana do paska [ołówek, końskie ogłowie, osełka, igła, nici, scyzoryk, 4 agrafki, notes A6, kartka z wiadomością od "T", metalowa blaszka, klucze swoje]
Stan: Podłużna rana cięta na plecach, na skos od prawego ramienia do lewych żeber. W tym samym miejscu rozcięte i splamione krwią ubranie. Skóra bledsza od przeciętnej, co może nieco kontrastować z ciemnym ubraniem. W okolicy lewej łopatki posiada niedużą, owalną bliznę.
Energia: 100
Dołączył: 17 Lut 2016
Posty: 501
Wysłany: 2018-03-10, 23:23   
   Stopień: 2 [lV - 19.07.]
   Fundusze: 3886 C
   Zwierzęta: Biały koń w czarne łaty
   Multikonta: Kasandra Valley | Kaspar Walker | Cyrus Vaymore


  Jakiś bliżej nieokreślony głuchy dźwięk niemrawo próbował dobić się do świadomości wampira. Ta jednak stanowczo prostestowała. Nie, to jeszcze nie był jej czas, to należało przełożyć, ktokolwiek stał za drzwiami, nie należało go w tej chwili anonsować. Niech przyjdzie później, a najlepiej nigdy, bo choć nie czuł jeszcze niczego konkretnego, to był już pewien, że nie ma najmniejszej ochoty czuć czegokolwiek. To nie mogło się dobrze skończyć, takie pewności nigdy nie kończą się dobrze, a co gorsza, zaczynają się z bardzo ograniczonej puli powodów. To było... niepokojące. Na swój sposób. A wszystkiemu winne były te głuche pukania pomieszane z szuraniem. Niech te diabelne dźwięki już sobie pójdą, czemu muszą być takie upar...
  — Argh... — wydobyło się z nagle skrzywionej twarzy wampira, choć sam on nie miał jeszcze pojęcia, dlaczego. Czuł tylko, że ma coś na twarzy, a co zdecydowanie nie powinno się tam znajdować, toteż machnął zaraz ręką, by owo coś zgarnąć. Swoją drogą było zimne. Zimne i nieprzyjemne. — Czy ty nie moż... — urwał, lekko mrużąc oczy i koncentrując się na tym, co zobaczył po uniesieniu się na łokciu. Deski. Ściana, graty, siano, nie, tu było za brudno na dom Anastazji.
  Obrócił szybko głowę, zaraz tego żałując. Przez chwilę trwał z palcami przytukniętymi do skroni, w nadziei, że nic więcej nie nadleci w jego stronę. Kiedy znowu podniósł wzrok, powiódł w górę stojącej sylwetki.
  — Czemu mnie to nie dziwi... — mruknął niechętnie, nieco masując miejsce, gdzie trafiła grudka lodu. — Też cię tak będę budził... — mamrotał bardziej do siebie niż do Christiana, próbując wstać. Nie był to w tej chwili najlepszy pomysł, gdyż z nagłej zmiany pozycji nie była usatysfakcjonowana zarówno głowa, jak i kości Drozda. Syknął pod nosem parę epitetów, nieprzyjemnie szczerząc przy tym kły. Rozważył puszczenie drewnianego filara, ale nie wydało mu się to rozsądne. Zwłaszcza, że jego myśli wciąż były nieogarnięte i rozbiegane.
  Jak stado wilków szukających tropu.
_________________
 
 
   Podziel się na:     
Bastien Reignar


Karta Postaci


Wiek: 42
Ekwipunek: Poszarzała koszula, skórzane spodnie, skórzana kurtka, wiązane buty. Przy bokach dwa miecze, nóż i dwa pistolety.
Stan: Czuje się dobrze, tylko trochę zagubiony, nie wie, gdzie jest.
Energia: 100%
Dołączył: 09 Lip 2017
Posty: 110
Wysłany: 2018-03-11, 00:27   
   Fundusze: 3094 C.
   Zwierzęta: Koń andaluzyjski - Gryf (dla przyjaciół Piwo)


Mężczyzna spał sobie w najlepsze, znając życie to pewnie i chrapał jak rasowy traktor, a przynajmniej jak na jeszcze niedawno pijanego przedstawiciela płci brzydkiej przystało. O bożym świecie nie pamiętał, podobnie zresztą jak o kilkunastu poprzednich godzinach życia. Nawet nie śnił za bardzo, bo i sen miał zgoła lichy, taki okraszony uczuciem ciężaru i pulsowania w czaszce. Zawiewało nieprzyjemnym chłodem, ale fakt ten Norweg skrupulatnie ignorował i byłby ignorował jeszcze przez jakiś czas, gdyby spokój nie został zaburzony szturchnięciem buta. Głos Christiana rozbrzmiał w jego głowie dużo głośniej, niż było to w rzeczywistości, a sam Bastien spróbował się tylko przewrócić na drugi bok.
- Gdzie żeś wlazł, tam se siedź. - burknął w odpowiedzi, do tego zaczął krótko odgrażać się kuzynowi po norwesku, ale brzmiało to bardziej jak ospały bełkot niż faktyczne groźby.
Plan spania musiał porzucić nie tylko ze względu na kolejny, znajomy głos, który odezwał mu się za plecami, ale i bardzo brzydko chrzęszczące pod ciałem posłanie. Które oczywiście posłaniem nie było, a jakże, tuż po otwarciu oczu uświadomił sobie, że leży na żwiropiasku. Niespiesznie przewrócił się na plecy i nakrył oczy nadgarstkiem. Przez plecy przeszedł mu nieprzyjemny ból zastanych mięśni. Zrobił kilka okrężnych ruchów barkami, co przypłacił krótkim stęknięciem.
- Zostaw go, durniu... - wymamrotał, spodziewając się, że Christian znowu zacznie do rudego skakać z jakimiś docinkami.
Uniósł rękę znad czoła i otworzył oczy, bynajmniej nie ciesząc się widokiem świata. Przez chwilę badał istotę sklepienia nad sobą, zmurszałe i spękane krokwie podtrzymujące dwuspadowy dach. Ten widok znacznie lepiej zachęcił go do wstania, niż nagabywanie kuzyna. Złapawszy powietrze w płuca, poderwał się na równe nogi. Trochę nim chwiejnęło do tyłu, ale oparł się ręką o przypadkową stertę desek i nie wrócił do spotkania z ziemią. Wszelki dyskomfort zignorował podobnie jak poprzednie zimno, przekuł to w nieprzyjemne spojrzenie lustrujące wszystko dookoła jak z zamiarem podpalenia. Nie, nie tego spodziewał się ujrzeć. Spojrzenie zatrzymało się na postaci Drozda, który wyglądał na najbardziej poturbowanego z całej trójki.
- Ty wiesz, co to za miejsce? - zapytał.
Miał szczerą nadzieję, że to tylko jakaś szopa za domem w którym radośnie opróżniali kolejne butelki jeszcze zanim towarzyszka postanowiła dać nogę. Wiedział, że poprzedniego dnia trochę ich poniosło, ale w pewnym wieku, z pewnym doświadczeniem razów poprzednich pewnych granic się już nie przekracza... wolał łudzić sam siebie.
 
   Podziel się na:     
Christian Mansier


Karta Postaci


Wiek: 46
Ekwipunek: Grube spodnie, szara koszulka, skórzana kurtka, bezrękawnik z naturalnego futra. Wysokie, wiązane buty, szeroki pas z grubej skóry. Na plecach miecz, przy pasku długi nóż, dwa pistolety, zapas kul i prochu oraz mała sakiewka z potrzebnymi drobiazgami, skórzane rękawice.
Stan: Postrzelony w lewe ramię przez Anastazję. Przez ostatnie wydarzenia skrajnie podejrzliwy, a wrodzony optymizm gdzieś się na chwilę zgubił.
Energia: 100%
Dołączył: 26 Maj 2017
Posty: 134
Wysłany: 2018-03-11, 00:43   
   Fundusze: 2234 C.
   Zwierzęta: Kasztanek imieniem Whiskey


Szanowny Mansier uśmiechnął się z zadowoleniem, kiedy widział, jak pieprzony krwiopijca krzywi się po oberwaniu śniegiem i niepewnie gramoli do jako takiego pionu. Uśmiech mu zbladł, kiedy gorszy element drużyny ponownie wyszczerzył te swoje przeklęte trójki i perfidnie przypomniał o swoim pochodzeniu. Christian już wiedział, pamiętał, że tamten był wampirem, wiedział też, że długie zęby wcale nie pochodzą od dachowca, ale nadal wolał ich nie widzieć, bo to go denerwowało. Działało jak taki włącznik agresji, zachęcało do wyciągnięcia broni i wycięcia mu tych zębów razem z zawartością czaszki. Przez chwilę naprawdę rozważał rzucenie tą podkową, byłoby to tym bardziej ironiczne, gdyby symbol szczęścia przyniósł krwiopijcy odwrotność... jak na zawołanie odezwał się Basiten. Christian odburknął mu w tym samym języku, byłby kuzyna nie usłuchał, ale te słowa były przypomnieniem, żeby się ogarnąć i nie działać zbyt pochopnie. Spojrzenie jeszcze chwilę wisiało nad podkową, żeby zaraz zmienić obiekt zainteresowań. Coby nie kusiło. Oparł patrzałki na szczelinie w deskach ściany.
- Ciesz się, że tylko śniegiem. - prychnął nieprzyjemnie.
Bastien też odnalazł równowagę na dwóch nogach, stanęli wszyscy, jak trójka wspaniałych po sromotnej klęsce, każdy opierał się taktycznie o coś innego. Christian rzucił spojrzeniem po stodole jeszcze raz, ale ten widok szybko mu zbrzydł i zaczął bokiem wyłazić, więc i on sam wylazł na wydeptaną ziemię przed obejściem. Zobaczył trzy konie i łany ośnieżonego pola ciągnące się aż po odległy horyzont. Obrócił się wokół własnej osi, ale z każdej strony było widać z grubsza to samo, tyle co las czy jeszcze odleglejsze góry.
- Jesteśmy w głębszej dupie, niż sądziłem - podsumował z optymizmem. - Ktoś ma pojęcie, co za czort nas tu przygnał?
_________________
 
   Podziel się na:     
Drozd


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: ciemne spodnie wełniane; wysokie buty ze skóry; czarna koszula wełniana; długi płaszcz z czarnej skóry i stalowymi klamrami; znoszony, ciemno-kasztanowy kapelusz filcowy [mocno poszarpana krawędź, dziurki w rondzie]; szara chusta na szyi z wełny; czarne, skórzane rękawiczki || nóż [30cm-g]; bukłak ze skóry; notka od Anastazji; kawałek czarnego płótna lnianego; 2 miecze schowane pod płaszczem [85cm gł]; 2 pistolety skałkowe; kule do pistoletu [28]; proch czarny [30 torebek]; torba przypinana do paska [ołówek, końskie ogłowie, osełka, igła, nici, scyzoryk, 4 agrafki, notes A6, kartka z wiadomością od "T", metalowa blaszka, klucze swoje]
Stan: Podłużna rana cięta na plecach, na skos od prawego ramienia do lewych żeber. W tym samym miejscu rozcięte i splamione krwią ubranie. Skóra bledsza od przeciętnej, co może nieco kontrastować z ciemnym ubraniem. W okolicy lewej łopatki posiada niedużą, owalną bliznę.
Energia: 100
Dołączył: 17 Lut 2016
Posty: 501
Wysłany: 2018-03-11, 20:18   
   Stopień: 2 [lV - 19.07.]
   Fundusze: 3886 C
   Zwierzęta: Biały koń w czarne łaty
   Multikonta: Kasandra Valley | Kaspar Walker | Cyrus Vaymore


  Byłby odpowiedział Christianowi na jego jakże cenne pocieszenie, a jednak był zbyt zajęty przeczekiwaniem siarczystej reprymendy od de facto świeżej jeszcze rany. Przez moment przebiegło mu przez myśl, skąd ją właściwie ma. Wydało się to pytaniem na tyle istotnym, że Drozd poważnie się nad tym zastanowił. I wcale nie był zadowolony z prostego wniosku. Właśnie miał zamiar obrzucić Christiana badawczym spojrzeniem, kiedy głos drugiego z Norwegów skutecznie przykuł jego uwagę.
  — Chyba... — Wampir rozejrzał się dokładniej po... szopie. Tak, to z pewnością była zwykła szopa, ale zdecydowanie większa od wiaty przy domu Anastazji. — Nie. Nie wydaje mi się — odparł niechętnie. Jemu samemu również nie podobał się ten wniosek.
  Zaraz spojrzał na Christiana i zmarszczył brwi, bo... to nie brzmiało dobrze. Jeśli może być coś gorszego od nocowania w obcej szopie, to chyba nie bardzo chciał się z tym zaznajamiać. No ale chyba nie miał większego wyboru, tak? Chcąc nie chcąc, musiał się stamtąd kiedyś ruszyć, odkleił się więc od filara, tylko nieznacznie się przy tym krzywiąc. Głównie dlatego, że był po prostu przygotowany. Powlókł się bez entuzjazmu w stronę Christiana, by zaraz za drzwiami obrzucić wzrokiem okolicę.
  Biało.
  Trochę śmieci, jakieś dwie inne drewniane rudery i to w sumie wszystko, co był w stanie o owej okolicy powiedzieć. Westchnął.
  — Jakikolwiek to zrobił, mam nadzieję, że zostawił drogę... — mruknął i zaczął się rozglądać za swoim kapeluszem. Musiał gdzieś tu leżeć...
_________________
 
 
   Podziel się na:     
Bastien Reignar


Karta Postaci


Wiek: 42
Ekwipunek: Poszarzała koszula, skórzane spodnie, skórzana kurtka, wiązane buty. Przy bokach dwa miecze, nóż i dwa pistolety.
Stan: Czuje się dobrze, tylko trochę zagubiony, nie wie, gdzie jest.
Energia: 100%
Dołączył: 09 Lip 2017
Posty: 110
Wysłany: 2018-03-11, 21:00   
   Fundusze: 3094 C.
   Zwierzęta: Koń andaluzyjski - Gryf (dla przyjaciół Piwo)


Bastien swoje zwłoki zbierał powoli i wcale się nie spieszył, a po komentarzach Drozda i Christiana twierdził tylko, że tym bardziej nie ma się co spieszyć. To, że nawet rudy nie wiedział, gdzie byli, podsumował krótkim "pięknie" i więcej przez pewną chwilę się nie odzywał. Rozprostował każdą kończynę osobno, kości przy ruchu kilka razy strzeliły, jak na rasowego staruszka przystało. Może i w piciu był zaprawiony, za to w trzeźwieniu może nie do końca. A z wiekiem było coraz gorzej. Wzorem pozostałych, stanął na wejściu do rudery i aż zmrużył oczy przez promienie odbijające się od zwałów śniegu.
- Jeśli jakiekolwiek zostawił, to konie właśnie zadeptały. - stwierdził, kiedy zobaczył, że najbliższe otoczenie w najlepsze poprzecinane było śladami kopyt.
Jedyny plus był taki, że ich było trzech i w polu widzenia koni też było trzy. Znaczyło to mniej więcej tyle, że nikogo po drodze nie zgubili, ani nikt niepotrzebny się nie przypałętał - przynajmniej nie stał na widoku. Chwilę zajęło Norwegowi przypomnienie sobie, co stało się z ich kobiecą towarzyszką. Gdzieś tam w zamierzchłej przeszłości majaczyło wspomnienie Vivian wychodzącej na chwiejnych nogach z salonu domu rudego i jego białego Ptaszydła. Pochodzenia tego określenia na anielicę Bastien nie mógł już sobie przypomnieć, bo reszta niknęła w alkoholowym zapomnieniu, ale bardzo chętnie go wobec niej użył. Pasowało.
Spojrzenie Norwega zatrzymało się na jabłkowitym siwku, którego dosiadał w drodze na popijawę. Konia zdążył już sobie przywłaszczyć jako własność, więc odważnie zmierzył w jego kierunku. Dopiero po chwili zauważył, że ogier zajęty był maltretowaniem kapelusza. W towarzystwie tylko jeden nosił kapelusz.
- Drozd, chyba zgubiłeś nakrycie tego rudego łba! - rzucił z rozbawieniem.
Wyciągnął rękę po wodze, ale żeby nie było tak łatwo, siwek porwał w zęby kapelusz i odsunął się o parę kroków. Dobrze, że był w pełnym rzędzie, to Bastien zdołał złapać za strzemię i powstrzymać zwierzę od dalszej zabawy w berka. Kapelusza odzyskać jednak nie zdołał, a szarpać się nie zamierzał. Zaczął wracać z koniem w kierunku towarzyszy.
- Mnie go oddać za to nie chce, to sam mu wydrzyj, bo jeszcze mnie ug... whooo! - rzucił głośniej, kiedy wierzchowiec stanął jak wryty na widok rudego, zadarł wysoko łeb z kapeluszem i nawet strzelił niskiego dęba. Bastien nie był na to gotowy, toteż wodze wyśliznęły mu się z ręki, a ogier odskoczył o parę kroków, byle dalej od wampira i ponownie podejść się nie dał. - No cholera, jeszcze obrażonego konia brakowało... - Machnął ręką. - A sam se go goń.
 
   Podziel się na:     
Christian Mansier


Karta Postaci


Wiek: 46
Ekwipunek: Grube spodnie, szara koszulka, skórzana kurtka, bezrękawnik z naturalnego futra. Wysokie, wiązane buty, szeroki pas z grubej skóry. Na plecach miecz, przy pasku długi nóż, dwa pistolety, zapas kul i prochu oraz mała sakiewka z potrzebnymi drobiazgami, skórzane rękawice.
Stan: Postrzelony w lewe ramię przez Anastazję. Przez ostatnie wydarzenia skrajnie podejrzliwy, a wrodzony optymizm gdzieś się na chwilę zgubił.
Energia: 100%
Dołączył: 26 Maj 2017
Posty: 134
Wysłany: 2018-03-11, 21:18   
   Fundusze: 2234 C.
   Zwierzęta: Kasztanek imieniem Whiskey


Kiedy tylko pieprzony krwiopijca wylazł na zewnątrz, Christian odsunął się od niego na taktyczną odległość. Wyglądałoby to niewinnie, a może i przypadkowo, gdyby nie wymowne spojrzenie, którym obdarzył Drozda. Sprawdził stan swojej broni - wszystko było na miejscu, gotowe odwinąć się rudemu, kiedy zacznie się zbyt szeroko szczerzyć. Skrzyżował ręce na piersi. Dmuchnął w długi kłaczek futra, który znalazł mu się zbyt blisko twarzy. Uśmiechnął się, kiedy widział, jak kuzyn poczyna sobie z koniem, a koń z kapeluszem pieprzonego krwiopijcy. A dobrze mu tak.
- Haa, koń wie, że do paskudy się nie podchodzi, mądre stworzenie - dorzucił od siebie z szerokim wyszczerzem.
Oczywiście nie zamierzał zaangażować się w pomoc w schwytaniu złodzieja, na głowę nie upadł. Skoro jabłkowity siwek należał do Bastka, tęgi łaciatek do Drozda, to ostatni, wysoki kasztan, musiał być jego. Christian nie przypominał sobie, skąd go zakosił, ale taką niespodziankę mógł przyjąć. Budzić się z urwanym filmem i mieć konia w gratisie to wcale nie taki zły okup za ból głowy. Zacmokał na wierzchowca, podszedł do niego powoli i złapal nim tamten zdążył odwrócić się w drogę powrotną do wygrzebanej spod śniegu kępy trawy.
- Na pamiątkę tego wydarzenia nazwę cię Whiskey. - Klepnął ciska po szyi. Przeniósł spojrzenie na Drozda i Bastiena, głównie na tego drugiego. - Po kiego myśmy wyszli z tego domu? Jeszcze konno? - Zmarszczył brwi.
_________________
 
   Podziel się na:     
Drozd


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: ciemne spodnie wełniane; wysokie buty ze skóry; czarna koszula wełniana; długi płaszcz z czarnej skóry i stalowymi klamrami; znoszony, ciemno-kasztanowy kapelusz filcowy [mocno poszarpana krawędź, dziurki w rondzie]; szara chusta na szyi z wełny; czarne, skórzane rękawiczki || nóż [30cm-g]; bukłak ze skóry; notka od Anastazji; kawałek czarnego płótna lnianego; 2 miecze schowane pod płaszczem [85cm gł]; 2 pistolety skałkowe; kule do pistoletu [28]; proch czarny [30 torebek]; torba przypinana do paska [ołówek, końskie ogłowie, osełka, igła, nici, scyzoryk, 4 agrafki, notes A6, kartka z wiadomością od "T", metalowa blaszka, klucze swoje]
Stan: Podłużna rana cięta na plecach, na skos od prawego ramienia do lewych żeber. W tym samym miejscu rozcięte i splamione krwią ubranie. Skóra bledsza od przeciętnej, co może nieco kontrastować z ciemnym ubraniem. W okolicy lewej łopatki posiada niedużą, owalną bliznę.
Energia: 100
Dołączył: 17 Lut 2016
Posty: 501
Wysłany: 2018-03-16, 18:58   
   Stopień: 2 [lV - 19.07.]
   Fundusze: 3886 C
   Zwierzęta: Biały koń w czarne łaty
   Multikonta: Kasandra Valley | Kaspar Walker | Cyrus Vaymore


  Zmarszczył brwi, widząc jakże teatralną reakcję Christiana, ale nic nie powiedział. Jeśli ten chciał się bawić w dzikusa, to Drozd nie będzie mu przeszkadzał. Przeniósł wzrok na Bastiena, przystając jednocześnie gdzieś na w miarę wydeptanym śniegu.
  — Przynajmniej jedna dobra wiadomość... — rzucił, widząc swój kapelusz. Zaraz jednak skrzywił się nieco, raczej nie odzyska go w stanie nienaruszonym.
  Coś mu tu nie pasowało, coś mu świtało, że zbiera się na problem, ale piekielny ból głowy nie pozwalał myśleć dostatecznie jasno. Dopiero wraz z nagłą reakcją konia wampir również cofnął się o krok.
  — W przeciwieństwie do ciebie, co? — odciął się Mansierowi tym samym tonem, po czym ruszył powoli w stronę konia. — To będzie ciekawe... — rzucił ni to do Bastiena, ni do siebie.
  Kiedy tylko siwek uznał, że wampir zbliżył się zanadto, zarżał cicho i odsunął się ponownie. Łypał na niego czujnym okiem, kładąc uszy po sobie.
  — No chodź tu, wredna poczwaro... — mruknął Drozd, nieco zbaczając w stronę wylotu zabudować. Nie chciał, by końc całkiem uciekł, a tak może uda mu się zagnać go w kozi róg.
  Koń nie był taki głupi, a im większe nim zainteresowanie wykazywano, tym większy dystans starał się utrzymywać między sobą a wampirem. Bryknął jakby z poirytowaniem i pobiegł truchtem tuż za Bastienem, kierując się w stronę, owszem zabudowań, ale i luki w nich. Wychamował tuż przed dziurą, podniósł łeb i rozejrzał się, przestępując z nogi na nogę.
  Drozd wykorzystał tę chwilę nieuwagi i szybko skrócił dystans pomiędzy nimi. Spostrzegłszy to, zwierzę stanęło dęba i zarżało ostrzegawczo, a gdy tylko kopyta znów sięgnęły ziemi, siwek pognał przed siebie, niemal potrącając tym samym wampira. Zwolnił dopiero kawałek za budynkami.
  — Jak kocha, to wróci — rzucił Drozd, otrzepując kapelusz ze śniegu, po czym usadowił go na głowie. — Proponuję najpierw znaleźć cywilizację — odnalazł wzrokiem towarzyszy — a potem zastanawiać się, co robimy na zadupiu.
_________________
 
 
   Podziel się na:     
Bastien Reignar


Karta Postaci


Wiek: 42
Ekwipunek: Poszarzała koszula, skórzane spodnie, skórzana kurtka, wiązane buty. Przy bokach dwa miecze, nóż i dwa pistolety.
Stan: Czuje się dobrze, tylko trochę zagubiony, nie wie, gdzie jest.
Energia: 100%
Dołączył: 09 Lip 2017
Posty: 110
Wysłany: 2018-03-16, 21:47   
   Fundusze: 3094 C.
   Zwierzęta: Koń andaluzyjski - Gryf (dla przyjaciół Piwo)


Obserwował z lekkim uśmiechem, jak Drozd próbuje podejść do konia. Połączenie faktów zajęło mu chwilę, dopiero po jej upływie zrozumiał, że koń przed mężczyzną uciekał nie dlatego, że był wredny, ale dlatego, że się go bał. Pewnie postrzegał jak pospolitego drapieżnika. Bastien nie mógł się zwierzęciu dziwić. Myśl o tym, że kompan jest wysysającym krew wampirem była jakaś nieswoja. Niby zachowywał się po ludzku i był normalny, ale było jeszcze za wcześnie, żeby Norweg postrzegał to jako fakt oczywisty.
Docinki Christiana zignorował. Wiedział, że to najlepsza metoda na kuzyna.
Wzruszył ramionami.
- Mam taką samą pustkę w głowie jak ty - odpowiedział na jego pytanie.
Zauważył rozpędzonego konia, który gnał w jego stronę, więc szybko ustąpił wierzchowcowi z drogi. Spojrzał za nim i już miał się na rudego porządnie wściec, kiedy ogier się zatrzymał gdzieś przy wylocie zabudowań. I bardzo dobrze, bo gonienie uciekającego konia to jedna z najgorszych rzeczy do robienia na kacu.
- Cwaniaczek - posłał Drozdowi krzywy uśmiech. - Konia mi przepłoszył i chce szukać cywilizacji.
Bastien pokręcił z niezadowoleniem głową. Skierował swoje kroki w stronę wierzchowca, który zaczął parskać i strzelać ogonem. Koń szybko pochylił głowę do ziemi, choć wyraźnie pozostawał czujny. Norweg podszedł do niego z boku, powoli. Wyciągnął otwartą rękę i zacmokał parę razy. Zwierzę nie zaczęło uciekać, lecz taktycznie wycofywało się stępa, niby to przypadkiem klucząc gdzieś byle dalej niż od Bastiena. Po kilku minutach takiego kluczenia, w końcu się zatrzymał i pozwolił podejść. Nawet z łaski swojej powąchał dłoń i zastrzygł uszami.
- Dobry pomysł, ta rudera nie wygląda zachęcająco. - potwierdził skinieniem głowy. Zaczął głaskać konia po miękkiej sierści pod grzywą. Podprowadził go bliżej towarzyszy, ale uważał, żeby nie znaleźć się zbyt blisko Drozda i znowu nie doprowadzić do spłoszenia. Spojrzał na Drozda. - Kapelusz złapałeś, to jeszcze ciapatego złap i zjeżdżamy stąd, byle szybciej.
 
   Podziel się na:     
Christian Mansier


Karta Postaci


Wiek: 46
Ekwipunek: Grube spodnie, szara koszulka, skórzana kurtka, bezrękawnik z naturalnego futra. Wysokie, wiązane buty, szeroki pas z grubej skóry. Na plecach miecz, przy pasku długi nóż, dwa pistolety, zapas kul i prochu oraz mała sakiewka z potrzebnymi drobiazgami, skórzane rękawice.
Stan: Postrzelony w lewe ramię przez Anastazję. Przez ostatnie wydarzenia skrajnie podejrzliwy, a wrodzony optymizm gdzieś się na chwilę zgubił.
Energia: 100%
Dołączył: 26 Maj 2017
Posty: 134
Wysłany: 2018-03-17, 02:13   
   Fundusze: 2234 C.
   Zwierzęta: Kasztanek imieniem Whiskey


Prychnął, ale nie odwarknął, co było swego rodzaju sukcesem. Uciekł wzrokiem gdzieś na bok, ale wydarzenia wokół Drozda okazały się na tyle ciekawe, że zaraz obdarzył pieprzonego krwiopijcę tym zaszczytem i zaczął obserwować jego poczynania. Wyglądało to trochę tak, jakby rudy nie wiedział, co zrobić. Konia nie należało gonić, bo to było wiadome, że wygra i ucieknie, a jak do tego się spłoszy, to kłopot murowany.
- Co on wyprawia? - mruknął do Bastiena.
Zmarszczył brwi, ale doszedł do wniosku, że to nie jego problem. Jak Drozd dostanie z kopyta, to się doigra, czego oczywiście zasłużył. Mało mu rany postrzałowej, to jego sprawa.
Sam bardziej zainteresował się nową własnością imieniem Whiskey. Sprawdził popręg, który wymagał nieznacznego podciągnięcia. Na oko też wyglądało, że strzemiona są za wysoko, więc Christianan szybko powydłużał je do odpowiedniej długości. Cisek zareagował na te czynności potrąceniem szyją, ale stał spokojnie i obserwował z zainteresowaniem otoczenie.
- Znając życie, odpowiedź jest równie prosta, co głupia. - stwierdził.
W tej samej chwili oparł na łokciach ciężar ciała na siodle, żeby zobaczyć, jak zwierz zareaguje na ciężar. No w końcu konia nie znał, a nie chciałby zaliczyć gleby już na starcie. Ale wierzchowiec nic sobie z niego nie robił, więc nie było problemu. Christian wsadził nogę w strzemię i odbił się od ziemi, żeby wsiąść na koński grzbiet. Ujął wodze w jedną rękę, drugą oparł na biodrze i zaczął rozstępowywać ogiera na okręgach po placyku. Kopytny ruszył się niechętnie, ale potem poszło już z górki.
- Vivian się nam zgubiła, czy po prostu nie wróciła? - zapytał, kiedy przejeżdżał obok towarzyszy.
_________________
 
   Podziel się na:     
Drozd


Karta Postaci


Wiek: 24
Ekwipunek: ciemne spodnie wełniane; wysokie buty ze skóry; czarna koszula wełniana; długi płaszcz z czarnej skóry i stalowymi klamrami; znoszony, ciemno-kasztanowy kapelusz filcowy [mocno poszarpana krawędź, dziurki w rondzie]; szara chusta na szyi z wełny; czarne, skórzane rękawiczki || nóż [30cm-g]; bukłak ze skóry; notka od Anastazji; kawałek czarnego płótna lnianego; 2 miecze schowane pod płaszczem [85cm gł]; 2 pistolety skałkowe; kule do pistoletu [28]; proch czarny [30 torebek]; torba przypinana do paska [ołówek, końskie ogłowie, osełka, igła, nici, scyzoryk, 4 agrafki, notes A6, kartka z wiadomością od "T", metalowa blaszka, klucze swoje]
Stan: Podłużna rana cięta na plecach, na skos od prawego ramienia do lewych żeber. W tym samym miejscu rozcięte i splamione krwią ubranie. Skóra bledsza od przeciętnej, co może nieco kontrastować z ciemnym ubraniem. W okolicy lewej łopatki posiada niedużą, owalną bliznę.
Energia: 100
Dołączył: 17 Lut 2016
Posty: 501
Wysłany: 2018-03-17, 16:17   
   Stopień: 2 [lV - 19.07.]
   Fundusze: 3886 C
   Zwierzęta: Biały koń w czarne łaty
   Multikonta: Kasandra Valley | Kaspar Walker | Cyrus Vaymore


  — Twój koń, sam se go goń... — mruknął żartobliwie, zerkając w stronę Bastiena.
  W sumie, to był szczęśliwy, że zwierzę raczyło się oddalić. Przynajmniej jego rżenie nie wwiercało mu się w mózg. Przelotnie obserwował, jak Bastien podchodzi konia, właściwie bez szczególnych powodów. Był po prostu ciekaw, czy uda się złapać zwierzę, czy może będą musieli poczekać, aż trochę bardziej ochłonie. Sytuacja wyglądała jednak na opanowaną.
  Odnalazł wzrokiem Ciapka. Przez moment rozważał podejście do konia, ale stwierdził, że bardziej mu się nie chce iść, niż narażać swoje receptory słuchowe na szwank. Przytknąwszy palce do ust, zagwizdał w ten jeden konkretny sposób, co natychmiał spowodowało podniesienie końskich uszu i zaraz też głowy. Ahool zatrzymał się, by po krótkim namyśle skierować się spacerkiem w stronę wampira. Prychnął cicho, kiedy Drozd położył mu dłoń na czole.
  — Co tam, poznałeś nowych kolegów? — wymruczał cicho, mierzwiąc końską grzywę. Ciapek zdawał się lekko zawiedziony brakiem czegoś dobrego do jedzenia. Drozd nie był pewien, kiedy siodłał Ciapka, więc dla pewności również sprawdził stan wszystkich pasków. Wsiadłszy, podprowadził konia nieco bliżej środka placu. Przez chwilę zaplątała mu sie myśl, czy to na pewno dobry pomysł, jechać konno, ale... Z grubsza miał to opanowane, no i jakoś nadal żył, więc chyba nie będzie tak źle, prawda?
  Przeniósł wzrok na Christiana, kiedy zadał całkiem rozsądne pytanie. Nieznacznie zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć wszystkie sytuacje związane z dziewczyną i poukładać je chronologicznie.
  — Zdaje się, że nie wróciła do domu... — odparł w miarę ostrożnie, zaraz rozglądając się po niebie. Nie było to wcale przyjemne i musiał nieźle mrużyć oczy, ale miało swój cel. Nie miał kompasu, nie miał nawet zegarka, ale był ranek, więc słońce było na wschodzie. Mniej czy więcej, ale jednak na wschodzie. W obecnej chwili niewiele im to dawało, ale potem może być bardzo pomocne. Jak długo mogli jechać? Od jednej do kilku godzin, może nawet pięciu. To dawało spory rozstrzał nawet przy niższych prędkościach. Jeśli kluczyli, to tym lepiej dla nich, ale... powiedzmy pięć do siedmiu kilometrów na godzinę...
  — Raczej nie powinniśmy jechać na wschód — rzucił do Bastiena. — Od miasta w tamtą stronę zbyt blisko jest do morza, a tu żadnego nie widać. Tak jak i rzeki.
_________________
 
 
   Podziel się na:     
Bastien Reignar


Karta Postaci


Wiek: 42
Ekwipunek: Poszarzała koszula, skórzane spodnie, skórzana kurtka, wiązane buty. Przy bokach dwa miecze, nóż i dwa pistolety.
Stan: Czuje się dobrze, tylko trochę zagubiony, nie wie, gdzie jest.
Energia: 100%
Dołączył: 09 Lip 2017
Posty: 110
Wysłany: 2018-03-18, 11:34   
   Fundusze: 3094 C.
   Zwierzęta: Koń andaluzyjski - Gryf (dla przyjaciół Piwo)


Przez chwilę zastanowił się, czemu i łaciaty koń nie zwiewał przed Drozdem, a nawet sam do niego podszedł. Wydało mu się to trochę dziwne, ale nie pochylał się nad tym ani chwili dłużej. Sprawy między Drozdem a jego koniem, były ich sprawami. W ślad pozostałych dwóch mężczyzn, Bastien też dosiadł swojego siwka. Jakoś tak mu wpadło do głowy, że będzie go nazywał Gryfem, ale nie powiedział tej myśli na głos.
Koń zastrzygł uszami, kiedy Norweg kierował go w tę samą stronę co Christian swojego kasztana. Chciał wierzchowca rozruszać, zanim pojadą na poszukiwanie własnych wspomnień.
Wzruszył ramionami na dedukcję wampira.
- To jedźmy byle gdzie, tylko nie na wschód. Kiedyś dokądś dojedziemy. - Przeniósł wzrok na Christiana. - Nią się nie przejmuj. Gdziekolwiek polazła, da sobie radę.
Szturchnął ogiera łydką, a sam zaczął rytmicznie unosić się w siodle w rytm końskiego truchtu. Bastienowi ani przez moment nie przeszło przez myśl, żeby martwić się o Vivian. Wspomniał o niej przez chwilę, ale to tyle. Czas, który spędził w jej towarzystwie w czasie zabawy z Syvianem wystarczył, by wyrobić sobie opinię, że dziewczyna spadnie na cztery łapy, nawet jeśli się ją wyrzuci z okna brzuchem do góry.
- Christian, pamiętasz, jaką opowieść z dzieciństwa przytoczyłeś? - rzucił z lekkim rozbawieniem. - Czy coś ci obecna sytuacja przypomina?
 
   Podziel się na:     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




czo.pl - załóż darmowe forum już dziś!



Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci

  
ROZUMIEM


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Templates BlueDarkBG v.1.0 created by Gnacio helped by Avanast | -

FORA PARTNERSKIE
Kroniki Fallathanu TGF - Prawdziwy mmoRPG w przeglądarce ShinjuRegashi Dragon Ball New Generation Reborn Rainbow RPG Artemida - Warrior Cats PBF BlackButler HogwartDream
Eclipse
SnM aegyo Vampire Kingdom Fairy Tail Path Magician